Muzyka

19 kwietnia 2013

~Rozdział 12~

5 dni później...
Dziś był "wielki dzień" dla Liama. Miała przyjść do niego ta dziewczyna, o której tak wiele mówił. Przez te kilka dni nie spotykałam się z chłopakami, bo całymi dniami urządzałam ogród z mamą i jeździłam z nią po sklepach. Wczoraj wieczorem skończyłyśmy sadzić ostatnie drzewko.
Zaraz po wstaniu z łóżka udałam się do szafy. Nie wiedziałam co dziś na siebie włożyć. Chciałam też pomóc
Liam'owi w dzisiejszym spotkaniu, więc obiecałam że przyjdę.Nawet jej musiałam pokazać się od jak najlepszej strony.
W końcu wzięłam moje ulobione liginsy, a do tego pastelową, przewiewną koszulę.


Po przebraniu się po prostu usiadłam na łóżku. Miałam mnóstwo czasu, a chciałam przemyśleć dużo rzeczy. Często tak robiłam- po prostu siedziałam na kanapie nic nie robiąc nawet przez godzinę.
W trakcie układania i usłania łóżka myślałam o całej piątce. Zamyślona usiadłam wygodnie na łóżku. Kiedy im powiedzieć prawdę? Kiedy im powiedzieć w ogóle coś o mnie. Nawet nie wiedzą skąd pochodzę, znają tylko moją mamę, nie wiedzą o mnie praktycznie podstawowych informacji, a i tak mnie stale zapraszają. zaakceptowali mnie taką jaką jestem. Nieśmiałą, cichą i tajemniczą.
Ale tu nie w tym rzecz. Martwiłam się ich reakcją na wieść o moim ojcu i wogóle o rodzinie. W ich oczach już nigdy nie będę normalna. Może tak po prostu mnie opuszczą? Nie zdziwiłabym się.Zresztą... Byłam już do tego przyzwyczajona.To dla mnie nie nowość. Odizolowana od świata, pragnąca nigdy niespełniących się marzeń.
Jak mnie przyjmą chłopaki diwiadując się prawdy o mnie? Nie wiedziałam, a co gorsza przekładałam powiedzenie jej. Nie byłam na to gotowa Oczywiście nie obyło się bez paru konwersacji z Niall'em na ten temat. On powiedział, że zawsze będzie  za moją decyzją nieżaleznie jak postąpię. On mnie wspierał...był na prawdę wspaniały. Niestety konwersacje były tylko przez SMS-y. Dziś miałam się z nim (jak i z pozostałą czwórką) spotkać. To będzie pierwszy raz od kiedy mu to powiedziałam. Potem obywdoje zmieliśmy temat, wiedząc że nie czuję się na siłach, by wejść w dalszą rozmowę.
Wszystkie te myśli i tajemnice wirowały w mojej głowie. Nie mogłam się ich pozbyć.Może spacer o poranku tu coś da...? Wstałam z łóżka i udałam się na dół. Wzięłam do ręki jabłko i wyszłam z domu zamykając drzwi. Uderzył mnie chłód zimnego,ale i rześkiego powietrza. Udałam się jak zwykle do parku. Na szczęście miałam na sobie leginsy, które trochę mnie ociepliły. Ludzi było bardzo mał, chociaż więcej, niż ostatnim razem kiedy wyszłam o tej porze. Pierwszi biegacze, ludzie z psami i spacerowicze tacy jak ja. Idąc głowną alejką skręcałam w coraz to mniej zatłoczone i oświetlone promykami porannego słońca ścieżki. W końcu doszłam do takich, gdzie nie było praktycznie nikogo. W sumie nie dziwne, skoro jest taka pora. Na przeciwko mnie zaczłą iść jakiś chłopak. Był coraz bliżej i minął mnie z uśmiechem na twarzy. Wydawał się całkiem miły. Z wyglądu przypominał mi trochę Liam'a a trochę Zayn'a. Po pięciu minutach wyszła jakaś starsza pani, a za nią znowu jakiś chłopak. Nie przypatrywałam im się zbytnio. Staruszka przeszła, a przed sobą miałam...
Nie, to niemożliwe. Skąd on sie tu wziął?! To nie mógł być ten sam, a jednak. Te tatuaże, charakterystyczna twarz, złosliwy uśmieszek. Jego wzrok był skierowany wprost na mnie. Po prostu czułam go na sobie. Jedno spojrzenie- tyle myśli jednocześnie cisnących się do mojej głowy. Dreszcze przeszły mi po całym ciele. Co robić? Uciekać? Nie przecież on dogoni mnie w niecałą minutę. Zatrzymał się nadal przeszywając mnie wzrokiem. Był może dziesięć mertów ode mnie.Już czułam, że robi mi się słabo. Moje serce zdecydowanie za szybko pompowało krew. Jedyne co w tej chwili slyszałam to szybkie odbicia własnego serca. Starałam oddychać się normalnie, co w tej chwili było niemożliwe. Stałam jak wryta- po prostu wszystko zwolniło wokół mnie, a moje nogi odmówiły ruszenia się w jaki kolwiek sposób. On był coraz bliżej. Wszystko zaczęlo mi się rozmazywać przed oczami, nie czułam już nic, nie słyszałam już nic. Po prostu stałam próbując odzyskać pogubione zmysły. Ostatnie co pamiętam to jego ręce wędrujące pod moją koszulkę...
Kilka dni później...
Obudziłam się. Nieee może "obudziłam się" nie było dobrym określeniem. Leżałam na czym miękkim i czułam ból na całych plecach. Słyszałam coś, ale bardzo niewyraźnie. Nie miałam siły otworzyć oczu, a do tego cholernie bolała mnie głowa. Nie byłam teraz w stanie poruszyć jaką kolwiek częścią mojego ciała- choćby palcem, ale coś słyszałam i czułam. Słyszałam tylko jakies niewyraźne szepty, które z każdą chwilą stawały się coraz wyraźneijsze. Czułam miękkie podłoże pod sobą i ból. Przerażający ból na plecach, lewej nodze, a najbardziej głowie. Jeszcze coś mnie delikatnie kuło w rękę, ale teraz to był najmniejszy problem. Może uda mi się otworzyć oczy, żeby w ogóle zobaczyć co się dzieje, bo nawet nie wiedziałam gdzie byłam, jak się tu znalazłam i co mi się stało że wszystko mnie boli. Jak do tego mogło dojść? Dlaczego nic nie pamiętam? Po prostu budzę się w jakimś obcym miejscu. Nie wiem ile minęło, może kilka minut, godzin, ale czułam się coraz lepiej. Słyszałam coraz wyraźniej, i poczułam się na tyle silna, żeby otworzyć oczy, albo może spróbować.Pierwsza próba. Masarka! Dobrze, że ledwo mrugnęłam bo cały świat wokół mnie był otoczony swiatłem. Ale to jakim światłem! Wszystko tak potwornie raziło! Jakby nagle kilkanaście lamp zostało skierowanych prosto na mnie.
-Budzi się!!-ktoś krzyknął koło mnie.
To było pierwsze co sensownego usłyszałam, ale myślałam że zaraz ogłuchnę. Gdybym tylko mogła to bym zaraz odkrzyknęła, żeby ten ktoś sie przymknął.Powoli zaczęłam odczuwać kolejne rzeczy. Ktoś trzymał mnie za rękę. Byłam ciekawa kto to mógł być.Może jacyś przyjaciele? Niee, moją jedyną przyjaciółką była Julia, a to był męski głos. I zdanie również nie było wypowiedziane w języku polskim. Coś tu nie gra..angielski? To gdzie ja w ogóle jestem? Może to po prostu sen? Sen w którym nie mieszkam w Polsce, mam wspaniałych przyjaciół, a może i nawet chłopaka. Często śniły mi się takie sny, że jestem szczęśliwa, czuję się kochana, mam tatę, siostrę i dużo wspaniałych przyjaciół.
Ale tutaj wszystko wydawało się jakieś realne. Zazwyczaj w takich szczęśliwych momentach bym się obudziła, a ja nadal byłam w tym jasnym pomieszczeniu. Usłyszałam czyjeś kroki.
-Chyba Ci się przewidziało- powiedział jakiś głos nade mną.
Czy znałam ten głos? Możliwe. Teraz nie byłam w stanie nic zarejestrować.
-No na prawdę! Asia, Asiu słyszysz mnie?!- Dosłownie darł się jakiś głos nade mną.
Chciałam mu odpowiedzieć "przecież Cię słyszę, nie krzycz tak!"- ale po prostu nie mogłam. Nie miałam siły. Może spróbuję znowu otworzyć oczy? Na próżno, choć trochę lepiej, ale nadal za jasno.
-Widzisz, słyszy nas! Asia odezwij się!- wrzeszczał ktoś nade mną.
Taaa, bo jemu tak łatwo. Czy on nie rozumie że ja po prostu nie mogę nic powiedzieć?
-Harry, uspokój się- powiedział również znany mi głos.
-Chyba jakby mogła to by coś powiedziała- dodał jeszcze jakiś głos z daleka.
No, nareszcie ktoś mądry się odezwał. Żebym tylko zdążyła mu podziękować, jak tylko się obudzę. O ile to nie jest w ogóle sen. Nie, czuję nadal dotyk czyjejś ręki, oby to nie był sen. W sumie to potem będę musiała sobie wszystko przypominać. Dlaczego na przykład ja mówię po angielsku. Przecież mieszkam w Polsce...
Dzień później...
-Asia, Asia słyszysz mnie?!- ktoś mówi spokojnie nade mną.
Pewnie, że słyszę, ale co mogę zrobić? Czuję, że znowu ktoś mnie bierze za rekę. Chyba już coś takiego mi się śniło..i to nawet niedawno. A może to nie był sen..?
Spróbuję otworzyć oczy.Jest nawet dobrze, bo o wiele ciemniej. Nadal nie mogę przyzwiczaić wzroku, więc cały czas mrugam.
Pierwsze co widzę, to kilka głów stojących nade mną, ale tylko ich zarysy. Reszta jest biała, i tak jakby trochę miętowa.Gdzie ja w ogóle jestem? Kim są Ci ludzie nade mną?
-Gdzie jestem- zapytałam słabo.
No, nareszcie coś z siebie wydobyłam.
-Przepraszam proszę mówić po angielsku- odezwał się miły kobiecy głos nade mną.
Co? O co jej chodziło? Jak to po angielsku....to tak zadałam pytanie po polsku.
-Eeee, gdzie ja jestem?-zapytałam.
Patrzyłam na wszystkich, ale głupio się czułam będąc w centrum uwagi.
-Jest pani w szpitalu. Proszę leżeć spokojnie. Zemdlała pani w parku. Jak pani się czuje?
Zostałam zasypana pytaniami, choć  dopiero co przyswoiłam to że jestem w szpitalu. Byłam kompletnie zdezorientowana. A najgorsze bylo to, że pamiętalam te twarze przede mną. Były takie znajome, a jednak nie potrafiłam powiedzieć kto to jest.Rodzina? Przyjaciele? Może któryś z nich jest moim chłopakiem czy bratem?
-Trochę boli mnie głowa- powiedziałam.
-To normalne po takim stanie, więc proszę się nie martwić. Zaraz pani podamy jakieś leki przeciwbólowe.
Kiwnęłam tylko głową, bo nie miałam siły na dalsza rozmowę.
-Dobrze, teraz proszę odpocząć, zostawiam was na chwilę samych- wskazała na chłopaków po czym wyszła.
Pierwszy odezwał się chłopak z mnóstwem brązowych loków.
-Asiu, jak się czujesz?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo nie wiedziałam kim oni dla mnie są.
-D-d-dobrze- odpowiedziałam niepewnie.
-Harry, ona się dopiero obudziła... pamiętasz nas?-zapytał chłopak o pogodnej twarzy, brązowych włosach.
Ten głos..przecież ja ich znałam, ale jako kogo?
-Ja...kim wy dla mnie jesteście?-zapytałam nieśmialo.
Chłopaki popatrzyli na siebie. Wyglądali na nieźle wstrząśniętych i przerażonych.
-Jesteśmy przyjaciółmi- odezwał się  inny, chyba najstarszy chłopak z ich grona.
Dalszą rozmowę przerwała nam wchodząca pielęgniarka.
-Pacjentka teraz jest bardzo zmęczona,zapraszam panów później- z jednej strony cieszyłam się, że już idą, bo na prawdę byłam okropnie padnięta. Z drugiej strony nurtowało mnie to co usłyszałam.
Dostałam jakieś leki, pielęgniarka chodziła koło mnie sprawdzając wszystkie urządzenia, do których byłam "przyczepiona".Po pewnym czasie zasnęłam.
Kilka godzin później...
Obudziłam się. Było już ciemniej, przy mnie siedziała jakaś znajoma pani, która cały czas nię we mnie wpatrywała jakby czekając kiedy się obudzę.Tak, to przecież...
-Mama?-zapytałam.
-Kochanie leż spokojnie, przyniosłam Ci ubrania na zmianę, kilka rzeczy do jedzenia, jak się czujesz? Potrzeba Ci czegoś?- Nie nadążałam za pytaniami. Mama się o mnie martwiła, jak bym tu leżała na raka. Ale cóż..zawsze taka była.
-Yyyy..dziękuję mamo, ale na prawdę nie musiałaś. Dobrze się czuję, nic mi nie jest- powiedziałam, starając się, żeby wszystko zabrzmiało  pozytywnie.
-No, ja już niedługo będę musiała iść, bo następnego dnia do pracy idę, ale zaraz powinni być tu Twoi koledzy.
Ja tylko kiwnęłam głową. Czy to chodziło o tych chłopaków co wczoraj? Mam nadzieję, bo wiedziałam że mam z nimi parę rzeczy do wytłumaczenia
Mama już poszła jeszcze pięćdziesiąt razy pytając mnie o to jak się czuję i czy coś mi przywieźć. Zapewniłam ją, że wszystko ok i żeby mi tylko jakieś czasopisma przyniosła, bo trochę tu nudno.
Chłopaki, a własciwie tylko jeden przyszedł pół godziny późnie, kiedy zdążyłam się już przebrać. Jakiś blondyn, znajoma twarz, ale nie wiedziałam co mnie z nim łączy.
-Cześć Asiu, chłopaki za chwilę przyjdą. Przyszedłem wczesniej, bo chciałem z Tobą porozmawiać, boję się, że o tym zapomniałaś, więc pod koniec spotkania poproszę, żebyśmy zostali sami, ok?- mówił, ale ja nie za bardzo wiedziałam o co mu chodzi. Coś ukrywaliśmy przed pozostałą czwórką?
-Jasne-odparłam.
Po minucie zjawili się pozostali. Ich imiona..jak się nazywali?
-Hmmm możecie mi przypomnieć swoje imiona?- zapytałam.
-Harry, Louis, Liam, Niall i Zayn- przedstawili się po kolei.
No tak! Jak ja mogłam nie pamiętać tych imion!
Z chłopakami spędziłam kilka godzin. Oni przypominali mi nasze wspólnie spędzone chwile. Większość z nich sobie przypominałam, ale niektóre były dla mnie  nowością.Harry się martwił, że nie pamiętałam, kiedy mu weszłam do toalety. W sumie to się cieszę- wolałam nie wiedzieć.
Najgorsze bylo to, że nie wiedziałam czy powiedziałam im o mojej sytuacji rodzinnej. Bałam się też coś wygadać.Po kilku godzinach zaczęli się zbierać.
-Ja wezmę taxówkę, nie czekajcie na mnie- powiedział Niall stojący przy moim łóżku.
Chłopcy mieli nie mniej zdziwione miny ode mnie.
Nie wiedziałam o co mu mogło chodzić. Gdy chłopcy tylko opuścili salę zwrócił się do mnie:
-Wiem, że jesteś zdziwiona, ale dla Twojego dobra muszę przypomnieć Ci parę rzeczy.
Kiwnęłam głową czekając na dalszą część rozmowy.
-Czy pamiętasz jak odwiedziłem Cię, nauczyłaś mnie robić kilka dań, potem przesiedzieliśmy u Ciebie w pokoju kilka godzin?-zapytał, a dla mnie to zabrzmiało trochę podejrzanie.
Czy on coś sugeruje? Pamiętałam tylko, że go zaprosiłam, nic więcej.
-Jaaa..no my tylko byliśmy w moim domu..ale...hmmm..do niczego nie doszło- spojrzałam na niego pytająco.
-Co? Nie oczywiście że nie! Sorry, źle zacząłem, chodzi mi o to, że wtedy...- plątał się trochę, a teraz ciężko przełknął ślinę.
-...wtedy powiedziałaś mi kilka rzeczy o swojej rodzinie- powiedział niepewnie.
Tak! Już wiedziałam o co mu chodzi. A ja głupia już nabrałam podejrzeń...
-Aaa, no możliwe, ale dlaczego akurat to mi chciałeś powiedzieć? -Zapytałam.
-Bo obiecałem Ci, że nikomu tego nie powiem, nawet chłopakom. Bałem się teraz, że powiesz to wszystkim, a nie chciałaś, tak tylko Ci przypominam- powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Ahaa rozumiem dziękuję, że mi powiedziałeś- odparłam.
Niall był mi chyba najbliższy z całej piątki, skoro tylko jemu to mówiłam.Wogóle po przebudzeniu dziwiłam się, że mam jakichkolwiek przyjaciół. Nie chciałam ich stracić, za bardzo mi na nich zależało.
-Ymm Niall a tak właściwie to co się ze mną stało, kto mnie znalazł?-zapytałam.
No tak, byłam w szpitalu ale nawet nie wiedziałam dokładnie dlaczego. Musiałam też podziękować wybawcy.
-Noo tak w sumie to jakaś dziewczyna, potem dobiegłem ja- powiedział Niall.
Jego głos brzmiał jakoś...inaczej. Nie o to chodziło, że się cieszył i był z tego dumny, że mnie znalazł, tylko po prostu coś się musialo stać, że zostało mu na dłużej w pamięci.Czy sam fakt że leże na chodniku bez ruchu go tak przeraził? Nie sądzę.
-Aha..szkoda tylko, że nie mogę jej podziękować- odparłam nieco ciszej.
-Strasznie się denerwowała. Jak do was podbiegłem to nic nie mogła z siebie wydobyć.
-No tak w końcu miała przed sobą sławnego Niall'a Horana- powiedziałam ze śmiechem.
-Pfff, myślę, że po prostu strasznie się stresowała całą sytuacją.
-Aha..a jak przypadkiem trafiłeś na mnie?
-Nie wiem, usłyszałam, że ktoś zaczyna krzyczeć i tam pobiegłem. Wchodząc w ciemniejszą ścieżkę zobaczyłem tylko, że dziewczyna coś krzyczy do kogoś. Nie wiem może wzywała o pomoc, choć w sumie to raczej tak nie brzmiało.Potem schyliła się nad Tobą. No i..odchrząknął..tyle.
Zbyt podejrzanie to jego plątanie się pod koniec.
-Taaaa, na serio tyle? Nie więcej?-próbowałam znaleść przyczynę jego poddenerwowania.
-No i podbiegłem i..zadzwoniłem po karetkę- to już powiedział trochę pewniej.
Spojrzałam na niego jeszcze dobitniej.
-Yyyy Asiu, może innym razem Ci powiem. Nie sądzę, żeby szpital był do tego dobrym miejscem, zresztą to nic ważnego- wyrzucił szybko.
-No dobrze- dałam za wygraną.
-Już widzę, że oczy same Ci się zamykają. Niall idź już, dziękuję za informacje.
-Nie zostanę jeszcze trochę, nigdzie mi się nie spieszy- chłopak przysunął krzesło obok mojego łóżka i usiadł wpatrzony we mnie.
Już nawet ja chciałam zasnąć ale trochę głupio mi było tak przy nim. Przekręciłam się na bok bliżej Horana.
-No Niall! Co u Ciebie słychać? Jakaś dziewczyna Ci tam w oko wpadła, czy zostajesz przy jedzeniu?
-Przy jedzeeeniu- powiedział chłopak ze śmiechem.
-Cały Ty- odparłam z ironią rówież się śmiejąc.
-A tak wogóle to ile byłam nieprzytomna- zapytałam będąc ciekawa. Może coś mnie ominęło
- 4 dni -odparł Horan.
-Wow, coś mnie może ominęło?-zapytałam trochę zaskoczona tą wiadomością.
-Nieeee, znaczy wczoraj do Liama miała przyjść jakaś dziewczyna, ale Ty  wylądowałaś w szpitalu więc...
-Taaa jak zwykle wszysko wszystko przeze mnie- przerwałam mu cicho.
-Ależ nie! Nie to miałem na myśli!
Przecież doskonale wiedziałam, że to miał na myśli tylko nie chciał powiedzieć, żeby nie robić mi przykrości. Przecież to było dla mnie normalne. Przeze mnie zawsze wszystko się psuło.
-Spotkanie przełożyliśmy na wtedy kiey wyjdziesz ze szpitala- kontynuował Niall.
-Co? Nie możecie spotkać się jutro? Nie możecie rujnować sobie przeze mnie życia.
-Po pierwsze nie mów tak, bo nie rujujemy sobie życia przez Ciebie, a po drugie Liam'owi bardzo zależalo żebyć tam była. Przecież wiesz, że ona nie jest mu obojętna.
-Wiem wiem- powiedziałam już trochę spokojniej.
-Ejj już lepiej?-chłopak złapał mnie za rękę.
Przeszedł mnie leciutki dreszcz. Nie za bardzo pamiętam co mnie z nim łączyło, ale chociaż miałam nadzieję, że w tej kwiestii by coś powiedział.
-Lepiej- odrzekłam po czym odpłynęłam w krainę snów....
Ręce zdjęcie

Rano...
Obudził mnie trzask drzwi.Słyszałam nad sobą milion pikających urządzeń.Co? Gdzie ja jestem? Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w jakiejś sali. Wyblakłe barwy, narastająca cisza, tak to był szpital. Zaczęłam sobie wszystko przypominać.Ktoś odsłonił zasłonkę dzielącą mnie od moich "współlokatorek". Jedna też już nie spała, bo pielęgniarka kręciła się koło niej co chwilę to sprawdzając kroplówki i podając leki. Druga tak jak ja się dopiero przebudzała. Czwarta miętoliła kołdrę, a piąta czytała jakieś gazetki. Wszystkie byłyśmy w podobnym wieku, no tak przecież dlatego tu leżymy. Czułam się trochę nieswojo nie znając nikogo. Nie mając co robić udawałam, że nagle zaciekawił mnie wygląd tej sali i oglądałam patrząc w ściany i łóżka.Po chwili dziewczyna, u której była pielęgniarka i dziewczyna, która miętosiła kołrdę rozmawiały. Pewnie już dłużej tu leżały skoro porozumiewały się ze sobą nrmalnie. Po chwili dołączyła się trzecia, która czytała jakies gazetki. Mi było głupio- one się znały, ja nie.
Po jakiś 10 minutach do sali wpadła moja mama. Z jednej strony- wybawienie, ale z drugiej wolałabym się zapaść pod ziemię.
-Cześć kochanie, przyniosłam Ci parę gazetek, laptopa i coś do jedzenia, chłopaki powinni Cię niedługo odwiedzić.
-Eee dziękuję mamo- nic więcej nie zdązyłam powiedzieć, bo mi przerwała:
-Ja lecę do pracy, i tak już pewnie jestem spóźniona, będę wieczorem, pa słońce.
No taa jeszcze tu mamy brakowało. Czułam na sobie wzrok grupki rozmawiających dziewczyn. Zerkały na mnie co chwila nadal rozmawiając. Ja starałam się udawać, że tego nie widzę. Wzięłam pierwszą lepszą gazetkę do ręki i wlepiłam w nią wzrok starając się nie myślić o moich współlokatorkach. Dopiero po 5 minutach zauważyłam, że gazetka była do góry nogami. Szybko przewróciłam ją zawstydzona. Usłyszałam czyjeś pytanie.
-Hej...czy to na prawdę Ty?-zapytała jedna i chyba najstarsza dziewczyna.
Dopiero po chwili dotarło do mnie że to pytanie skierowały mi.
-Eee słucham?-to jedyne co byłam w stanie powiedzieć.
Trochę mnie zaskoczyły.
-Joasia Kowalska, tak? Chciałyśmy się dowiedzieć jak to jest z nim być.- zapytała jedna.
Co? O co im chodziło kompletnie nie wiedziałam o co im chodzi. Może po prostu kierują pytanie do kogoś innego. Odwróciłam się. Nie, byłam przy samej ścianie więc pytanie musiało być do mnie. Przecież to ja byłam jedyną Joanną Kowalską w tej sali. Z nim? O co im chodziło...
-Tak to ja...ale.Przepraszam że się zapytam, ale o co wam chodzi- wiedziałam, że zabrzmiało to głupio, ale nie umiałam odpowiedziec na pytanie, które dla mnie nie miało sensu.
-Sorki, pewnie nie chcesz o tym mówić, albo udajesz, że jeszcze nie jesteście parą. Rozumiem, na Twoim miejscu też bym unikała paparazzi, ale wiesz, nam możesz powiedzieć- dziewczyna uśmiechnęła się na prawdę ciepło, ale wprowadziła mnie tym samym w jeszcze większy błąd.
-Ale..powiedzieć wam co?Jakie paparazzi?-zapytałam.
Dziewczyny popatrzyły na siebie dziwnie.
-Może ten wypadek rzeczywiście źle na nią wpłynął?- zapytała druga reszty.
Coś czułam, że przez te kilka dni wiele przegapiłam.
-Dziewczyny, możecie mi powiedzieć o co wam chodzi? Jak bym wiedziała to na prawdę chętnie bym powiedziała, ale nawet nie wiem o czym mówicie.- w sumie to powiedziałam całą prawdę.
Dziewczyny popatrzyły po sobie, po chwili jedna z nich się odezwała:
-Na prawdę niczego nie wiesz? A te wasze zdjęcia w sieci?
-Słucham jakie zdjęcia?- teraz już zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi.
-Twoje i Twojego chłopaka- jedna się uśmiechnęła.
Widziałam, że powoli zaczyna je to bawić, ale mi nie było do śmiechu, szczególnie po tym co teraz usłyszałam. Chłopaka? Czy ja o czymś nie wiem? Czy jest coś co chłopcy chcieli mi wczoraj powiedzieć i tego nie zrobili czy po prostu te dziewczyny robią sobie ze mnie jaja?
-Ale jakiego chłopaka?-zapytałam tępo.
-Jak to jakiego? Sławnego Nialla Horan'a.


________________________________________________________________

Heyyy mordeczkyyy;**
Przepraszam, że dlugo was trzymałam w niepewności, ale nauka nie pozwalała mi na dodanie rozdziału tak wcześnie jak bym chciała ;c
Podoba się? :) Hehe trochę się poplątalo, ale wierzcie będzie gorzej:D
Komentować♥



11 kwietnia 2013

~Rozdział 11~

Obudziłam się.Poczułam, że leżę na jakimś chłopaku. Zaraz zaraz, to Zayn! Co? Jak ja się tu w ogóle znalazłam?!Starałam się nie robić gwałtownych ruchów, żeby nie obudzić chłopaka. Przede wszystkim musiałam sobie wytłumaczyć co się wczoraj stało, że skończyłam w łóżku z Zaynem. Spróbowałam wstać. Nie było to łatwe bo byłam otoczona jego ciepłym ramieniem.Delikatnie się spod niego wysunęłam. Przecierając oczy usiadłam. Spojrzałam do tyłu. Zayn nadal słodko stał. Przykryłam go kołdrą i wstałam podeszłam do okna. Wszędzie były kałuże. No tak, burza! To dlatego Malik ze mną spał. A ja sama go o to poprosiłam...
Moje ubrania były na dole. Zapewne już wyschły.Jak najciszej mogłam otworzyłam drzwi i wyszłam z jego pokoju. Nawet dobrze mi szło. Zaczęłam schodzić na dół na palcach. Zaraz zaraz gdzie tu była łazienka...To chyba te drzwi. Uchyliłam je delikatnie i zajrzałam do środka. Prysznic, wanna, wieszak, umywalka, kibel i...
-Jezu Harry przepraszam!-czym prędzej zamknęłam drzwi.
Byłam w szoku. Jak mogłam nie zauważyć Stylesa stojącego przed deską klozetową?! Odwróciłam się. Za mną stał Niall i przyglądał się z uśmiechem całej sytuacji. No jeszcze jego mi brakowało.
-Spoko, ciesz się, że teraz były zamknięte drzwi, bo często zostawia na oścież- powiedział Niall jakoś nie przejmując się całą sytuacją.
Ja nadal nie mogłam dojść do siebie.Stałam oparta o ścianę. Moje myśli wirowały w głowie.Jak mogłam być taka głupia i go nie zauważyć!?No pięknie, będę miała ten widok już do końca życia przed oczami.Słyszałam spuszczającą się wodę. Mój oddech przyspieszył. Co on powie jak wyjdzie z łazienki? Niall, który był w kuchni chyba zauważył mój strach.
-Ej mała nie martw się, żebyś Ty wiedziała ile dziewczyn już tak robiło...- i uśmiechnął się słodko.
Ten to jednak musiał mnie pocieszyć w każdej sytuacji.
Drzwi otworzyły się, Harry wyszedł i spojrzał na mnie. Był uśmiechnięty.
-Nastepnym razem zostań, nie krępuj się-po czym wyszczerzył się i poszedł.
Odetchnęłam z ulgą chodź wiedziałam że łazienka jest pusta to zapukałam na wszelki wypadek. Słyszałam z tyłu śmiechy chlopaków, ale jakoś mało mnie one obchodziły po dzisiejszej wpadce. Wolałam teraz zachować ostrożność.Weszłam do pustej łazienki zamykając drzwi. Przebrałam się z piżamy na mój dawny stroj. No cóż...nie miałam wyboru. Gdybym tylko wiedziała, że nocuję pewnie wzięła bym coś na zmianę. Wyszłam z łazienki udając się do kuchni. Trzymałam w ręku pożyczone ubrania od Zayna.Trudno potem je oddam.Weszłam do kuchni. Nie wiem jakim cudem oni się tu połapują co gdzie mają.
-Emmm, gdzie trzymacie talerze?-zapytałam.
Niall wskazał mi odpowiednią szafkę.
-Aaa chleb?
-Wiesz co, może lepiej usiądź a ja Ci zrobię kanapki, co?-uśmiechnął się Niall.
-Skoro nalegasz-powiedziałam z nutą ironii.
Skoro teraz nie mam nic do robienia to pójdę odłożyć te ubrania. Wchodząc na górę oczywiście dwa razy prawie nie zleciałam. Ale to kwestia przyzwyczajenia do mojego pecha.Otworzyłam cicho drzwi od pokoju Zayna. Na szczęście brał prysznic. Odłożyłam ubrania do jego garderoby, przynajmniej próbując je sortować tam gdzie powinny być. Wyszłam szybko i zbiegłam na dół. Tam zastałam Nialla, który robił mi kanapki i Harry'ego który również robił sobie śniadanie.
-Proszę-powiedział Horan podając mi gotowe śniadanie.
-Ooo dziekuję-odparłam.
Harry usiadł koło mnie, a koło niego Niall. Reszta najwyraźniej jeszcze nie wstała.Po kilkunastu minutach Styles usiadł przed telewizorem a Horan robił siódmą kanapkę. Echh cały on.Usłyszałam kroki na schodach, jak się okazało to był Louis. Byl jeszcze w piżamie, ale najwyraźniej mu to nie przeszkadzało. Wszedł do kuchni i zaczął sobie robić śniadanie. Usiadł na przeciwko mnie z miską i zaczłą jest co chwila się mi przypatrując.
-A Ty co?-Nie wytrzymałam tych spojrzeń.
-A nic nic- i nadal podejrzwilie się uśmiechał patrząc co jakiś czas.
-Czy Ty coś przepraszam bardzo sugerujesz?!
-Ja? Skądże! Ekhem...jak tam się spało?- spytał niby niewinnie.
-Dobrze -powiedziałam nie wiedząc o co mu chodzi.
Jego uśmiech tylko się poszerzał.O co mu...
-Zaraz zaraz, wydaje mi się, że mamy odmienne znaczenia slowa "spanie"!-dopiero teraz zrozumiałam.
No tak, przecież jak wpadł do pokuju to Zayn miał na sobie luźne spodnie, a ja nic nie miałam, byłam tylko owinięta niezdarnie ręcznikiem. A z punktu widzenia faceta to już wogóle wolałam nie wiedzieć co sobie wyobraził.
-Byłam w samym ręczniku bo...
-Jasne jasne, już się nie tłumacz- chłopak się śmiał.
-Louis! Ja...
Dopiero teraz zauważyłam że Harry, Niall i schodzący po schodach Liam zwróceni są do nas. Cisza. Tylko ja i Louis.
-No no, czy ja o czymś nie wiem?- zapytał Niall
-Przestańcie tak mówić skoro nie znacie sytuacji! Co wy myslicie, że pójdę z pierwszym lepszym do łóżka?!-nie wytrzymałam już dłużej tego, co słyszałam z ich ust.
Usłyszeliśmy otwierające się drzwi. Tak, to pewnie Zayn, bo wszyscy już byli na dole.Nie chciałam już dłużej prowadzić tej rozmowy.
-Co to za krzyki?- spytał schodzący, chyba nie do końca przebudzony jeszcze Zayn.
-Nic nic- powiedziałam dając wszystkim porozumiewawcze spojrzenia, że mają się nie odzywać.
Chłopaki wrócili do swoich dawnych czynności. Ja poszłam do Liama i zaciągnęłam na chwilę od chłopaków.
-Jak tam z dziewczyną?-zapytałam z uśmiechem.
-Ejj to jeszcze nie dziewczyna- powiedział Payne ze śmiechem, po czym dodał:
-Zamierzam ją zaprosić na randkę.
-Ale Liam, no ja nie wiem czy to dobry pomysł, chyba nie znacie się na tyle żeby sie umówić- powiedziałam niepewnie.
Chłopak patrzył na mnie jakby się zastanawiając. Przeleciał mnie wzrokiem, potem się  zamyślił. Widziałam w jego oczach smutek, a może tęsknotę?
-Masz rację- szepnął.
Brzmiało to jakby staracił całą nadzieję.
-Ej! Ale nie miałam na myśli tego że masz odpuszczać!W żadnym wypadku. Słowo "odpuścić" a "zaczekać" to nie to samo.Liam!
Chłopak zaczął odchodzić.Złapałam go za ramię. Odwrócił się. Miał łzy w oczach. Stracił wszelką nadzieję, która ja  mu odebrałam.
-Och Liam- rzuciłam mu się na szyję.
Odwzajemnił uścisk, ale widać było że jest zmęczony i nie ma ochoty na żadną rozmowę.
-Asia...ja czuję że już nie daję rady. Widzę że ona mnie nie kocha. Nie ma żadnych szans żeby ja i ona..-głos mu się załamał.
Jeszcze nigdy nie widziałam chłopaka w takim stanie.
-Chodź- powiedziałam.
Zaprowadziłam go przez salon gdzie oczywiście wszystkie spojrzenia skupiły się na nas, a następnie na górę do jego pokoju.Usiadłam z nim na łóżku i spojrzałam mu w oczy.
-Liam nie odpuszczaj, nigdy nie odpuszczaj. Jak mówię żebyś jej nie zapraszał na randkę, to nie znaczy że masz nic nie robić, albo przeciwnie- przesadzać. Pamiętaj że czasem mały krok może duzo zmienić-spróbuj ale nie od razu wszyskiego.
Chłopak wpatrywał się we mnie. Słuchał mnie uważnie. Mam nadzieję, że odbudowałam to wszystko co w nim zmieniłam. Może nie da się wszystkiego do końca odbudować, ale warto próbować.
-Może i masz rację- powiedział, a po chwili dodał:
-Dziękuję Asiu, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Dziekuję, że mnie wspierasz.
Cieszyłam się słysząc te słowa z ust chłopaka.
-Zaproś ją tutaj na początek- zaproponowałam mu.-Niech najpierw poza was bliżej, i niech wie, że może na was liczyć. Spróbuj Liam- uśmiechnęłam się do niego ciepło.
-Spróbuję- powiedział cicho.
-No, to teraz chodźmy na dół, ja już będę się zbierać- powiedziałam.
Zeszliśmy na dół, gdzie chłopcy zwalili się pod telewizor.
-Ekhem...to ja już będę się zbierać- krzyknęłam w ich stronę.
Harry,Zayn i Niall momentalnie zerwali się z kanapy. Louis tylko został wrzeszcząc:
-Asia, czeeeść, nie wstaję, nie chce mi się.
-Dzięęęki- odkrzyknęłam sarkastycznie.
-No i co ty teraz będziesz robić? Twoja mama wraca wieczorem. Masz jeszcze cały dzień
-Wiem. Pomyślę. Muszę zrobić obiad.- powiedziałam zakładając torebkę.
-To...cześć, do jutra mam nadzieję!- powiedziałam podchodząc do najbliżej stojącego Harry'ego.
Przytuliłam go, po czym podeszłam do Liama. Zarzucjaąc mu ręce na szyję szpenęłam:
-Pamiętaj, będzie dobrze. Nie trać nadzieji, zaproś ją.
Podeszłam do Zayna. Byłam mu wdzięczna za to co zrobił.Wiedziałam że kiedyś będę mu musiała wytłumaczyć, wyjawić swoją tajemnicę. Nie mogłam go tak traktować. Ale jeszcze nie teraz- poczekam na własciwy moment. Na końcu przytuliłam Niall'a.
-A co masz dziś na obiad?- zapytał Horan..no tak w sumie to czego by się po nim spodziewać.
-A co?-Zapytałam z uśmiechem. po czym dodałam:
-Pewnie jakąś zupę no i może coś na drugie.
-Coś często te zupy gotujesz.
-No..u nas w...w naszym kraju to normalne- ugryzłam się w język w ostatniej chwili. Mój kraj nadal był dla nich tajemnicą.
-A dziś jaką zupę ugotujesz- zapytał podejrzliwie. Ojj był coś za podejrzliwy.
-Niall nie owijaj w bawełnę, tylko mów o co chodzi.-skrzyżowałam ręce próbując przybrać groźną i stanowczą pozę. Nie, przy nich po prostu nie potrafiłam.
-Nooo a ten, nauczyłabyś mnie robić te Twoje dania i wogóle zupy z Twojego kraju? Bo wiesz..pyszne są.-powiedział niepewnie.
Aż mi się miło zrobiło na sercu gdy to usłyszałam. Uśmiechnęłam się do niego.
-No to chodź, jedziesz ze mną.
Blondyn zerwał się z miejsca. Widać było, że długo na to czekał.
-Ekhem to może ja też się może zabiorę- wtrącił Styles
-Ooo nie, jakoś nie widzę Ciebie przy kuchni kochany-powiedziałam ze śmiechem.
Wyszliśmy z Niall'em przez ogród.Podążalismy do jego samochodu.
-Nieee, chodź przejdziemy się przez park, daleko nie mamy- powiedziałam.
-Ok, to chodź- objął mnie ramieniem.
To był przyjacielski gest.Zresztą wiedział, że bez jego pomocy prędko nie wydostanę się do bramy. Szliśmy wąską dróżką, a po obu stronach mieliśmy pełno kolorowych i pachnących kwiatów. Wreszcie doszliśmy do końca.
Kilka minut później byliśmy w parku. Było tu mnóstwo ludzi zaczynając od niemowląt kończąc na staruszkach i starcach. Wszyscy cieszyli się latem. Rodziny rozkładały kocyki wykorzystując każdy strawek trawy. Dzieci bawiły się, biegały wkoło, nie zabrakło również tych, co puszczały bański mydlane. Kochałam ten widok, a jednocześnie nienawidziłam. Dlaczego? Zawsze przyjemność sprawiało mi obserwowanie takich widoków, ale tęskniłam za nimi. Choć raz chciałam się znaleść po tej drugiej stronie. Po stronie tego szczęśliwego dziecka, mającego przyjaciół, rodziców i rodzeństwo.Nie było mi to niestety dane.
Na szczęście teraz zaczęło się układać, mam nadzieję że długo tak pozostanie.Spojrzałam na Niall'a. Jemu chyba też podobał się ten widok.
Oho, wata cukrowa, to już wiem czym chłopak tak sie nie mógł nacieszyć.
-No chodź, chodź- zaprowadziłam go widząc, że już na sam widok ślinka mu leci.

Różowa wata cukrowa zdjęcie

Podeszliśmy do stoiska czekając na swoją kolej. Oczywiście nie obeszło się bez fanek, które przyłapały Niall'a od razu gdy go zobaczyły. Z czego w wyniku doszliśmy pół godziny później do domu niż planowałam. Byliśmy cali oblepieni różowym cukrem- czyli tym co znam z waty pozostało.Ja to jeszcze pół biedy, ale on! Weszliśmy do domu śmiejąc się głosno. Z Niall'em to jednak można było spędzić świetnie czas. Obmyliśmy się przynajmniej próbowaliśmy, a nastepnie poszliśmy do kuchni przygotowywać składniki.
Postanowiłam, że nauczę go robić zupę ogórkową i kopytka. Typowe polskie danie.Wyciągnęłam potrzebne składniki i wzięliśmy się do pracy.Niall w roli kucharza wyszedł na prawdę wspaniale. Pierwszy raz tak dobrze się bawiłam gotując obiad.
Godzinę później...
-Już?- zapytał Niall po raz piętnasty z rzędu.
-Niall mówiłam Ci niecałą minutę temu, że one się jeszcze nie dogotowały- powiedziałam ze śmiechem.
Chłopak patrzył w garnek jakby to był ósmy cud świata.
-Może jednak- zapytał po minucie wpatrując się nadal w garnek.
-Ohhh widzę, że już dłużej nie wytrzymasz, więc odsuń się, wyjmę to- powiedziałam z nutką ironii.
Chłopak odsunął się jak oparzony, jednak nadal był wpatrzony w naczynie, z którego własnie odcedzałam kopytka.
-Ejjj jeszcze poczekaj, u nas kopytka się je zazwyczaj na słodko lub słono, jak wolisz?-zapytałam wyrywając mu widelec z ręki, który własnie miał wylądować w jego ustach.
Niall zrobił smutną minkę.
-Ejj no musiałam, tak będzie jeszcze lepsze- usprawiedliwiłam się.
-No dobrze, to może być na słodko- powiedział.
-Ok, ok to Ty już wlewaj zupę- chyba tylko czekał na te słowa.
Po chwili zasiedliśmy do stołu. Ja ze swoją porocją oraz Niall ze swoją potrójną porcją.
-No już możesz spróbować- widać było że chłopak już nie może się powstrzymać.
Ogórkowa wyszła trochę dziwnie, no cóż...tylko w poslce można dostać prawdziwe kiszone ogórki. Za to kopytka..aż sama się zdziwiłam. Niall tylko jadł i zachwalał. Miło mi się z nim gadało. Był szczery, umiał pocieszać i doradzać.
-Od dziś przychodzę do Ciebie codziennie na obiady- powiedział uśmiechając się.
-A proszę Cię bardzo- odparłam.
Chłopak zmienił temat.
-A! No i nie przejmuj się Harrym, ten to nigdy nie zapala światła, albo nie zamyka drzwi jak wchodzi do łazienki, nie jesteś pierwsza.
Czułam, że się lekko czerwienię.
-A no to..dzięki za pocieszenie.
-Wchodziliśmy do niego i w gorszych momentach- kontynułował jakby przypominając sobie śmieszne sytuacje.
-Nawet wolę nie wiedzieć jakie- zaczęliśmy się śmiać.
-No cóż..ale Harry już taki jest. Często zaprasza różne laski, raczej nie skupia się na jednej- powiedział z zamyśloną miną.
-Serio? -Trochę mnie zatkało, od tej strony nie znałam Harrego.
-Taaaak, Ty jeszcze wiele rzeczy o nim nie wiesz.- skończylismy już jeść, a ja prowadziłam go po schodach do mojego pokoju.
-Hmmmm- nie byłam w stanie nic więcej z siebie wydobyć.
-A...jesli chodzi o Zayna. To co co chodziło Louisowi? On tak na serio- zapytał niepewnie siadając naprzeciwko mnie na łóżku.
-Można tak powiedzieć- zaczęłam, ale widząc trochę zaskoczone spojrzenie chłopaka dodałam szybko:
-Ale nie nie! My nic nie....my po prostu. Ja...  zapomniałam piżamy z pokoju i wyszłam po nią w samym ręczniku- nie wiedziałam jak to wszystko ułożyć  w całość.
-Yyy no i Louis wtedy wpadł, no i trochę się zdziwił, że ja w samym ręczniku, Zayn bez koszulki- teraz i dla mnie ta historia brzmiała trochę dziwnie.
-Aha..rozumiem- Niall patrzył na mnie jakby próbując odgadnąć czy kłamię, czy może próbwal po prostu zrozmieć.
Niby takie łatwe, ale z punktu widzenia chłopaków wszystko potrafi się komplikować. Czułam się trochę dziwnie, bo Horan teraz ogarniał mnie wzrokiem wcale się nie krępując.
-Hmm co...-próbowałam jakoś zająć go czym innym, alb zapytać dlaczego tak się na mnie patrzy.
-Ty....
-Hmmm..?- nie zrozumiałam sensu tych słów.
-A nic nic- wstał nadal zamyślony i skierował się w stronę mojej półki. Był tyłem do mnie, więc nie wiedziałam na co patrzy. Po ciszy, która trwała parę minut odwrócił się a w ręku trzymał ramkę. Ramkę z moim ukochanym zdjęciem, gdzie była ukazana cała moja najbliższa rodzina.
Byłam tam ja- trzymana na kolanach taty i próbująca objąć go w pasie, a koło mnie stała uśmiechnięta mama z moją malutką siostrą na rękach. To zdjęcie było robione w ogrodzie jakieś kilka miesięcy przed wypadkiem i porwaniem. Jak tylko patrzyłam na to zdjęcie przypominało mi się jedyne wspomnienie wziązane z moją siostrzyczką. My, ogród i uśmiechnięci rodzice. I tylko tyle potrzeba mi było do szczęścia.
Patrzyłam to na to zdjęcie, to na niego nie wiedząc co powiedzieć. Nawet nie wiem jak określić w tej chwili uczucie, które mną ogarnęło.
On podszedł do mnie nadal trzymając ramkę.
-To Ty? - Zapytał wskazując na małą dwuletnią dziewczynkę leżącą u mamy.
-Nie, to moja siostra- powiedziałam cicho i uśmiechnęłam sie po nosem.
-Serio?-zdziwił się.
-Ale jesteście do siebie podobne. Masz oczy po tacie- powiedział przybliżając sobie zdjęcie do samej twarzy, aby móc wypatrzeć takie szczegóły.
-Wiem- szepnęłam. Chłopak spojrzał na mnie, nie za bardzo odgadując co mi jest.
-Hej, hej zasmuciłem Cię? Nie chciałem przepraszam- szybko przybliżył się do mnie i otoczył swoją ręką, głaszcząc delikatnie.
-Czyli Ty jesteś starsza....a ona została i nie przyleciała do Londynu, tak?-Zapytał ciszej.
-W pewnym sensie można tak powiedzieć- głos mi sie załamał. Niall natychmiast to zauważył i przytulił mnie jeszcze mocniej.
-Co? Jak to, nie rozumiem.
Nie wiedziałam, czy powiedzieć chłopakowi prawdę. Ale on miał w sobie takie coś...że czułam się przy nim inaczej. Wiedziałam, że zawsze mogę mu się zwierzyć. Myślę, że to on jako pierwszy i może i ostatni z całej piątki powiniem się tego dowiedzieć.
-Zamieszkała z ojcem?- zapytał widząc że milczę. Chciał przerwać tę ciszę, albo i złagodzić sytuację, co tylko ją pogorszyło. Ale to jego wina? Skąd miał wiedzieć, że oni nie żyją....
-Nie Niall, to nie tak jak to sobie wyobrażasz- wzięłam się w garść. Teraz mój głos załamywał się mniej niż poprzednio.
Chłopak był teraz jeszcze bardziej zdezorientowany.
-Mój ojciec nie żyje, a moja siostra została porwana kilkanaście dni po tym jak  umarł -wyrzuciłam za jedynm tchem doprowadzając samą siebie do płaczu.
Czułam na sobie spojrzenie Nialla ale bałam się cokolwiek zrobić, choćby podnieść głowę do góry, żeby spojrzeć mu prosto w oczy.
Teraz już nie wiedziałam, co począć. Nic nie słyszałam, nic nie czułam, nawet ledwo co widziałam, bo łzy rozmazywały mi cały obraz przede mną. Płakałam cicho, bo tak jakoś trochę głupio mi było przy nim. Totalnie odizolowana przez chwilę z tego świata czułam się trochę jak bym była w próżni. Na świat sprowadziły mnie ciepłe i miękkie usta Nialla na moim czole. Ten gest sprawił, że pierwszy raz w życiu mogłam się czuć kochana (w sensie przyjacielskim)
-Przepraszam...ja nie wiedziałem- mówił ochrypłym głosem.
-Ciii nie płacz już.
Jego wcześniejszy gest, który przedtem sprowadził mnie na ziemię teraz sprawił, że powoli dochodziłam do siebie. W końcu ktoś oprócz Julii zna losy mojej rodziny, może nie dokładnie ale jednak. Lżej mi się zrobiło na sercu wyrzucając te słowa. Nadal byłam w cieplych ramionach chłopaka. On się martwił- i to bardzo. Co jakiś czas pocieszał mnie, mowił, żebym nie płakała, głaskał, nawet delikatnie kołysał mną w ramionach.
Tak chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie... Żebym mogła się czuć tak bezpieczna jak teraz.
-J-j-już lepiej- zapytał niepwenie.
Kiwnęłam głową.
-To ja przepraszam Niall- szepnęłam
On tylko otarł moją ostatnią łzę spływającą po policzku.
-Ja..nie chciałam wam teraz tego mówić. Niall zrozum że Ty po prostu jesteś inny, i to Tobie najpierw to mówię. Proszę Cię, na razie nie mów o tym reszcie.

-Obiecuję, nie powiem- szepnął mi do ucha.
Siedzielismy tak jeszcze przez chwilę.
-To musisz mieć bardzo ciężko mając tylko mamę- powiedział po chwili ciszy.
-Przyzwyczaiłam się- odparłam.
I to była prawda. Zdążyłam już przywyknąć, co nie znaczy, że nadal bardzo cierpiałam. Czy za parę lat bedę w stanie choćby przypomnieć sobie uśmiechniętą twarz ojca?Może będę go tylko pamiętać ze zdjęć...I to było również wielkim problemem, który świtał w mojej głowie od lat.
-Poczekaj- powiedziała, uwalniając się z jego ramion.
Zbiegłam na dół i wyjęłam z szafki kilka albumów. Wbiegłam na górę. Niall siedział tam gdzie przed tem, tak jakby wcale nie ruszał się z miejsca. Patrzył na mnie, w jego spojrzeniu było tyle troski. Nie uśmiechał się, zapewne śmiertelnie się o mnie martwił. W sumie po takiej wiadomości to mu się nie dziwię. Znów usiadłam, tym razem nie na jego kolanach tylko pomiędzy nimi, żeby było nam łatwiej oglądać zdjęcia.
Na niektórych często mylił moją siostrę i mnie. Fakt- byłyśmy do siebie podobne. Rodzice zawsze mówili, że jak obie dorośniemy, to będziemy jak bliźniaczki.
Niall szczególnie przyglądał się mojej siostrze, czemu się trochę dziwiłam. Myślałam, że raczej większą uwagę będzie przykuwał mnie. Gdy się patrzył, to był taki jakiś zamyślony. Może mu kogoś przypominała..?Tego nie wiedziałam, ale głupio mi było pytać.
5 godzin później...
-Cześć Niall- powiedziałam ostatni raz wtulona w niego.
-Heeej mała- odpowiedział.
Odsuneliśmy się od siebie, a on poszedł. Jeszcze krzyknęłam w drzwiach:
-Pamiętaj!
Chcialam, żeby to co dziś mu powiedziałam pozostało między nami. Przypominałam już wiele razy, ale nadal nie byłam spokojna.Powiedziałam mu to tylko dlaego, że byl moim przyjacielem. Oczywiście reszta chłopaków też była, ale on mimo tego trochę się wyróżniał.Kiedyś tego nie dostrzegałam, ale przy tym spotkaniu ujawnił swoją drugą stronę.
Zamknęłam drzwi i udałam się na górę. Była 20.06, ale poszłam się już myć. W łóżku włłączyłam laptopa przeglądając nowe wiadomości i powiadomienia. Po chwili zazdzwoniła do mnie Julia, z czego w sumie się nie zdziwiłam. Dawno z nią jednak nie rozmawiałam.
-Asia- ujrzałam Julkę, zas za nią moje kolezanki z dawnej klasy.
-Cześć wszystkim- przywitałam się.
-No mów jak tam w Londynie!!- krzyknęła podniecona Maja.
-Eeee no fajnie- powiedziałam nie za bardzo wiedząc co dalej.
-A u was, w Warszawie?- zapytałam.
-Fajnie, ale nudy bez Ciebie. Pewnie nie to co w Londynie. A co dziś robiłaś?- przekrzykiwały się jedna przez drugą.
-No wstałam, zjadła śniadanie, byłam w parku z przyjacielem, który właśnie poszedł- zaczęłam wyliczać.
-Zaraz, zaraz TYM przyjacielem?!?!?- Krzyknęła Julia.
Z początku nie wiedziałam o co jej chodzi. Potem się zorientowałam, że jak ostatnio z nią rozmawiałam to Zayn wpadł do pokoju.
-Niee, nie tym- powiedziałam.
-Jakim tym? Czy ja o czymś nie wiem Asiu?-Zapytała Doma.
-Ależ wiesz o wszystkim- spojrzałam na Julię z poker face'm.
-Mowiłaś im?-Zapytałam Julię.
-Nie- odparła.
No tak, przecież sama prosiłam, żeby nie mówiła im o 1D. Jeszcze nie czas.
Usłyszałam otwierające się drzwi. To pewnie mama.
-Już muszę kończyć, paaaa- powiedziałam i zobaczyłam ich zdziwione miny.
-Mama przyszła, nie widziałam się z nią od 2 dni, i tak jakby jeszcze nie do końca wytlumaczyłam, jutro się zdzwonimy- powiedziałam zamykając laptopa.
-Mamoo?-Krzyknęłam.
-Tak Asiu, już jestem- odkrzyknęła.
-Mamo ja jestem w pokoju i już sie kładę spać, bo zmęczona jestem.
Po takiej nocy to uwierzcie że każda by się położyła wcześniej. Byłam wręcz padnięta.Wskoczyłam pod ciepłą kołdrę i chwilę myślałam o ostatnich dniach. Potem przypomniały mi się chwile spędzone z Niall'em. Te wspominałam bardzo miło. Nie spodziwałam się, że on będzie pierwszym chłopakiem, jako się o wszystkim dowie.
Tylko jedyna myśl mnie trochę nurtowała:
Czy Niall jest tylko przyjacielem, czy może czymś więcej...?


___________________________________________________________________

Hej miśki;*
Jak wam się podoba kolejny rozdzialik?:D Przepraszam, ale na naspępny tydzień szykuje się mega dużo nauki, więc nie wiem jak się wyrobię;//
Proszę, komentujcie i udostępniajcie <3 Jak macie jakies pytania to piszcie w komach, postaram się odpowiedzieć:)
PS.Jak wam się podoba nowy wystrój bloga?:P


06 kwietnia 2013

~Rozdział 10~



Obudziłam się. Popatrzyłam za okno. Mgła wisi nad Londynem więc musi być wcześnie! Ręką zaczęłam ślepo jeździć po półce. Wymacałam telefon, wzięłam go i spojrzałam na godzinę. No tak...boła 7:09. Rzeczywiście trochę wcześnie! Ciekawe dlaczego. Nawet śniło mi się coś, ale już nie pamiętam co. Na dole słyszałam moją mamę krzątającą się po kuchni. No tak, ona to już wstała i zbiera się do pracy. Obudziłam sie nie wiadomo dlaczego z dobrym humorem. Dlaczego? No tak! Chłopaki! Dziś byłam po raz pierwszy do nich zaproszona.Może to własnie ta myśl tak mnie pobudziła.Przeciągnęłam się ledwo wstając, i poszłam do szafy. Co by tu wybrać Hmm. W końcu wybrałam koronkową, białą koszulkę i spódniczkę w kropki w pastelowych kolorach.

Zeszłam na dół do mamy.
-O! Co tak wcześnie dziś?-zapytała.
-Jakoś nie mogłam spać- odparłam.
Poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i zaczęłam rozczesywać włosy. Zajęło mi to mało czasu..przy tak prostych to żaden problem. Postanowiłam dziś mieć rozpuszczone. Nałożyłam lekki makijaz i wyszłam do salonu, gdzie już czekało na mnie sniadanie. Jak zwykle pyszne, od małego kochałam posiłki robione przez moją mamę.
Bite ME zdjęcie

Zajadając się myślałam nad dziejszym dniem. Znowu zapomnialam od chłopaków wziąć komórki, więc nawet nie wiedziałam jak się umawiamy. Odłożyłam talerz do zlewu w sumie nie wiedząc co teraz ze sobą zrobić. Może wybiorę się do parku. Jeszcze jest rano. Dotlenię się przynajmniej, może zwiedzę jakieś ciekawe miejsca. Ruszyłam w stronę drzwi. Mojej mamy już nie było. Założyłam tylko balerinki i wyszłam na dwór. Zamknęłam drzwi. Brr trochę zimno, jak na mój strój, ale trudno, zaraz się ociepli. Ruszyłam w stronę parku. Było mało ludzi głównie to poranni biegacze, lub ludzie wychodzący ze swoimi pupilami.Niektóre matki ciągnęły swoje dzieci do szkoły.
Spacerowała tam też jedna dziewczyna, która chyba wyszła z podobnym zamiarem do mojego.Na oko była w moim wieku, albo trochę młodsza. Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się do niej,ale nie miałam odwagi podejść.Przeszłam dalej, tam gdzie było największe słońce. Z każdą minutą widok się zmianiał. Przybywało coraz więcej ludzi i robiło się zoraz cieplej. Spacerowałam po różnych alejkach podziwiając budzący się do życia Londyn.
Chłpaki mogą za chwilę być, więc już chyba czas wracać do domu-pomyślałam. Idąc przez końcową alejkę usłyszałm szelest liści.W sumie nie było to dla mnie zdziwieniem. Słyszałam wiele rzeczy, których nikt inny nie słyszał. A jednak odwróciłam się. No i jak się mogłam spodziewać nic nie było. Przecież to zwykły wiatr.
Pół godziny później...
Wracając do domu popijałam sobie pyszną kawę.
&quot;Forever&quot; on we heart it / visual bookmark #47329257 zdjęcie
Była już 10.28 więc chłopaki mieli niedługo przyjechać, przynajmniej taką miałam nadzieję. Strasznie nudziłam się w domu. Postanowiłam obejrzeć albumy rodzinne. Tak dawno tego nie robiłam. Poszukałam ich mając nadzieję, że są gdzieś w salonie. Tak! Znalazłam, wzięłam dwa do ręki i udałam się z nimi na kanapę. Usadowiłam się na niej wygodnie po czym zaczęłam przeglądać.
Bylo tu parę zdjęć taty. Nie za bardzo go pamiętam, tak samo jak siostry.Spojrzałam na jedno zdjęcie, gdzie uśmiechała się nieśmiało. Coś mi zaświtało w głowie. Jakieś dziwne uczucie, nawet nie do opisania. Dalej przeglądałam albumy powracając wspomnieniami do niektórych zdarzeń.
Po kilkunastu minutach zazdwonił dzwonek. Pobiegłam szybko otworzyć drzwi.Byli to oczywiście chłopcy. Zaprosiłam ich do środka i powiedziałam, żeby chwilę poczekali. Musiałam pobiec na górę, po jakąś torebkę, w której spakuję najważniejsze rzeczy.Zbiegając na dół zauważyłam,że chłopcy siedzą ściśnięci na kanapie oglądając coś. Słodko wyglądali będąc wszyscy naraz czymś tak zafascywowani.
Zeszłam jak najciszej się dało próbując zajrzeć im przez ramię co robią. No tak..przecież kto zostawił otwarte albumy w salonie...
-Ekhem...-próbowałam dać im znać że już jestem gotowa.
Momentalnie wszystkie pięć głów obróciło się w moją stronę. Ich miny były takie niewinne, ale każda mówiła co innego.
-Eeeee my tylko- Louis walnął "dyskretnie" Niall'a, żeby ten coś powiedział.
-No więc tak, już wychodzymy..eeee..o widzę że już jesteś gotowa- palnął Niall. Większość tego co powiedział nie układała się w zdanie, ale zrozumiałam o co im chodzi.
Jeden po drugim zeszli z kanapy udając że nic ciekawego tam nie robili.Zmieniając buty spytałam:
-No może jednak macie mi coś do powiedzenia?
Odpowiedziała mi cisza.
-No dalej słucham.- dopytywałam się.
Nagle cala piątka wykazała ogromne zainteresowanie swoimi butami.
-Ehhh chodźmy, ale nastepnym razem nie ujdzie wam to- powiedziałam udając się do drzwi.
Liam, który wyszedł jako ostatni miał strasznie zamyśloną twarz. No tak! Dawno go nie pytałam jak tam jego relacje z nowo poznaną dziewczyną.
Co do Zayna jak można było się domyślić wogóle się  nie odzywał. Odwzajemniłam mu to samo. Skoro tak bardzo mnie nienawidzi i nie da sobie pomóc to nie.
Po chwili już wsiadaliśmy do samochodu. Siedziałam ściśnięta koło Niall'a i Louis'a. Niall jak można było się domyslić coś jadł.
-Niall jak zobaczę choć jeden okruszek chipsa na siedzeniu to nie żyjesz!-powiedział Harry odwracając się.
-Jasne, jasne- odparł mu Niall. Wątpię, żeby do niego dotarła ta groźba. A może po prostu sie przyzwiczaił...
15 minut później...
Czekaliśmy, aż wielka, metalowa brama się obworzy do końca, żebyśmy mogli wjechać. Ja wyglądałam przez okno, chcąc jak najszybiej ujrzeć to wspaniałe miejsce. Jednak promienie słońca znaczenie mi to utrudniały. No tak..wiedziałam, że czegoś zapomniałam, ale jak zwykle dowiadywałam się o tym już na miejscu.Pech tak chciał...Zapomniałam okularów przeciwsłonecznych.
Wreszcie wjechaliśmy. Wow! Trochę inaczej to sobie wyobrażałam. Luźno porozstawiane drzewa, co jakiś czas kwiatki. A tam trochę w oddali. Oho! To pewnie jakiś mały ogródek z warzywami  Niall'a. Zaparkowalismy przed białą willą. Wysiadłam za chłopakami. Czulam się normalnie jak bym za chwilę miała złożyć wizytę królowej Anglii. Szliśmy chwilę przez pięknie urządzony ogród. A ścieżka do samych drzwi była wręcz usłana kwiatami. Tak ładnie tu pachniało..po prostu dom jak marzenie! Letni zapach wszystkich kwiatów wywołał łaskotanie w nosie, że prawie co nie kichnęłam. Przy domu było wzniesienie, gdzie znajdowały się trzy kamyczki...z których leciała woda. Aaa to chyba jakaś mini fontanna. Doszliśmy do otwartych  bardzo nowoczesnych drzwi.
Chłopcy przepuścili mnie przodem. Nie chciałam iść pierwsza, bo jeszcze bym się tak pogubiła, więc Niall poszedł pierwszy. Można się było domyslić, że doprowadzi mnie do kuchni. Na szczęście Liam poszedł ze mną do salonu.
-No, to co robimy?
-Dajcie mi trochę ochłonąć.-powiedziałam.
-Nie codziennie jest się w domu królowej Anglii-dodałam ze śmiechem.
-Ty już tu zaraz ochłoniesz jak Cię na basen zabierzemy!-powiedział Louis.
-To wy tu basen nawet macie?! No tak mogłam się domyśleć...
Ja tu się tym pięknym nowoczesnym wnętrzom nie mogłam nadziwić, a oni już mnie zabierają.
-No, mamy, mamy, chodź-powiedział Liam.
Chłopak ciągnął mnie za rękę, a ja w porę sobie przypomniałam, że kostiumu nie mam.
-Eee Liam.
-Hmmm?
-Chodź na chwilę.
Jakoś to był chłopak, na którego zawsze mogłam liczyć.Chciałam na chwilę z nim pobyć sama, więc odgoniłam go od chłopaków.
-No booo Liam ja nie mogę pływać.
-Co, dlaczego?
-Bo ja...
Nie zdążyłam nic powiedzieć, kiedy chlopak mi przerwał:
-Aaaaa rozumiem, kobiece sprawy.
-Co? Nie nie o to chodzi. Tylko ja kostiumu nie mam..no i obawiam się że nie macie damskiej bielizny na zmianę.
-Ahhh w tym problem. Ja Ci chętnie pożyczę coś na zmianę. Nawet bieliznę - powiedział.
Spojrzałam na niego trochę dziwnym wzrokiem.
-Eee od fanek rzecz jasna!-dodał szybko widząc moje spojrzenie.
-Dziękuję Ci Liam..na Ciebie zawsze mogę liczyć- przytuliłam się do niego. Odwzajemnił uścisk po czym szepnął do ucha:
-proszę.
Odsunęłam się od niego.
-A właśnie! Bym zapomniała! Jak tam z tą dziewczyną?
Liam zrobił smutną minę. To było straszne. Widzieć jak jeszcze dziewczyna cierpi..ale chłopak?!
-Ohh Liam tak mi przykro, ale zobaczysz jeszcze Ci się uda.
Jego mina trochę się poprawiła.
-Dobrze, choć bo jeszcze zaczną nas szukać.-powiedziałam.
On wziął mnie za rękę prowadząc stąd do chłopaków na basen.
Harry i Louis już byli w basenie.Niall z Zaynem siedzieli na razie mocząc tylko nogi. Gdy przyszliśmy z Liam'em  to się obydwaj obejrzeli na nas. Czułam się troche dziwnie.
Liam zaczął zdejmować koszukę. Niee no musiałam odejść, już za bardzo napatrzyłam się na te wszystkie idealne torsy chłopaków. Jeszcze mi jego brakowało..
Podeszłam do Niall'a i Zayn'a. Może teraz przy Niall'u coś wydobędę z niego.
-A wy co, nie wskakujecie?-zapytałam?
-Nieee, czekalismy na Ciebie- powiedział Niall.
Potem wszystko wydarzyło się trochę za szybko. Wstał łapiąc mnie w pasie i wrzucił do wody. Mój mózg zaczął odbierać to co się stało dopiero w momencie skoku, więc zdążyłam tylko nabrać oddech i uderzyć w taflę letniej wody. Otworzyłam trochę za wczesnie oczy. Widziałam tylko jakieś poruszające się nogi, a wszystko to na niebiesko. Wypłynęlam szybko na powierzchnię łapiąc oddech.
-O Ty! Nie wybaczę Ci tego- i nie miałam się jak zrewanżować, bo chłopak wskoczył zaraz po mnie.
Jednak mimo to smiałam się razem z nim. Kolejny plusk! Liam w wodzie.
-A Ty co, nie zdjęłaś spódniczki?-zapytał z nutką ironii Harry.
-Po pierwsze nie zdążyłam przez niego- tu obdarzyłam oskarcycielskim tonem Niall'a.
-..A po drugie na pewno nie pływałabym z tobą w samej bieliźnie!
Harry zrobił obrażoną minę- trudno jego strata.
Przeniosłam wzrok na brzeg, gdzie akurat Zayn szykował się do skoku. Nie zdejmował z siebie nic i skoczył piękną techniką. Wynurzył się i spojrzał na wszystkich. Przy mnie zatrzymał się na dłużej. A ja znowu nie mogłam się napatrzeć tym czekoladowym oczom. Pod jego spojrzeniem nogi mi się ugięły- dobrze że byłam w wodzie. To zatuszowało całą sytuację.
Gdyby nie coś, co właśnie brało moje nogi w dwie różne strony to bym się tak cały czas mogła gapić. Poczułam, że idę w górę.
-Louis! Coś ty zrobił! Przestraszyłeś mnie!-powiedziałam, bo ten właśnie trzymał mnie na barana.
Harry i Niall tylko zaczęli się śmieć.
-Ejjj puść mnie!
-Jak chcesz! Na własne życzenie...RAZ...
-Ejj ale mnie delikatnie połóż nie zrzucaj!
-...DWAAAA....
-Louis!
-..TRZYYYY!!!!
Poczułam, ze znowu lecę najpierw delikatnie w góę, potem w dół. Ten to miał siłę żebym jeszcze poleciała w górę...Wypłynęłam na powierzchnię.
-Louis nie żyjesz!!-krzyknęłam jednocześnie nie móc powstrzymać się od śmiechu.
W basenie spędzilismy prawie 2 godziny z małymi przerwami. Graliśmy nawet w siatkówkę. Nigdy tak nie grałam, i trochę dziwnie się czuła, nie mogąc sie poruszać tak jak w normalnej grze.
Wreszcie wyszlismy z basenu..ciepło było więc nie marzliśmy.
-Harry, słyszałam, że masz damską bieliznę, pozyczył byś mi jedną. bo..-rozłożyłam ręce w geście że nie mam nic a jestem cała mokra. W sumie to ich wina, mogli powiedzieć, to bym wzięłą kostium.
-Jasne, chodź.
Reszta chlopaków rozeszła się do swoich pokoi w celu przebrania się.
Harry otworzył swoją garderobę. Weszłam za nim do środka. Otworzył jedną szufladę gdzie..
-Wooow Harry niezła kolejcja.
-Hehe a jak, wybierz sobie coś.
Wzięłam beżowa bieloznę z belikatną koronką w kokardki.
-Oooo niezły wybór-powiedział.
Wysłałam mu "ciężkie" spojrzenie.
On tylko się uśmiechnął, a po chwili dodał:
-Eeee no pacz, te trzeba było wziąć- powiedział ze śmiechem  wymachując mi stringami.
-Harry, no wiesz co!- próbowałam aby mój głos brzmiał groźnie, ale nie umiałam powstrzymać się od śmiechu.
Wyszłam z garderoby.
-To jest łazienka tak?-wskazałam na białe drzwi po przeciwnej stronie.
-Tak, jak byś miała jakiś problem to służę pomocą- ahh i znowu te urocze dołeczki.
-Taaa, jesteś ostatnią osobą, do której po pomoc w takiej sprawie bym się zwróciła-powiedziałam grożąc mu palcem.
Udałam się do łazienki. Na wszelki wypadek zamknęłam się na klucz. Przebrałam się, ale zapomniałam poprosić o jakąś bluzkę i spodnie.No jasne, takie rzeczy to tylko mnie potrafią spotkać. Nie miałam wyboru.
-Harry..-powiedziałam błagalnym tonem.
Chłopak chyba tylko na to czekał.
-Ooo widzę że jednak skorzystałaś, słucham?
-Czy mógłbyś mi podać jakieś suche ubrania?
-Taaa, jasne poczekaj chwilę, zaraz czegoś poszukam.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.Otworzyłam je kluczem i delikatnie uchyliłam.
Jak zwykle uśmiechnięty Harry trzymał dla mnie jakieś suche rzeczy.
Trochę za duża bluzka ze znaczkiem supermana, która na szczęście nadawała się do obydwu płci oraz spodenki, niestety te już męskie. Po chwili wyszłam z łazienki z mokrymi rzeczami w ręce.
-Ee gdzie je można rozwiesić?-zapytałam.
-Na dworze, tam najszybciej wyschnie, chodź-odparł Harry
Zeszliśmy na dół, gdzie zastaliśmy wszystkich oprócz Liama.Louis i Zayn nawet się nie przebierali, tylko od razu rozwalii się na leżakach. Bluzki jeszcze mieli morkre, w wyniku czego przylegały im do kładnie do ciała i dało się zauważyć każdy dokładnie zarysowany mięsień.
Stwierdziłam, że opalanie nie jest złym pomysłem, więc czym prędzej wybrałam wolny leżak koło Louisa i położyłam się na brzuch. Czułam promienie słoneczne, które padały na moje ciało. Szkoda tylko że nie wzięłam kostiumu. No trudno..jakoś trzeba sobie radzić. Podwinęłam bluzkę do stanika, a spodnie jak się dało najwyżej i znowu padłam. Było tu tak wygodnie..mogłabym tak leżeć cały dzień.
-Uważaj, żebyś się tylko nie spaliła- powiedział jakiś głos nade mną. Otworzyłam jedno oko i ujrzałam Niall'a. Stał nade mną jak i uśmiechał się.
-Postaram się nie spalić-powiedziałam ze śmiechem.
-Poczekaj-powiedział po czym zniknął za szeroko otwartymi drzwiami. Po chwili wrócił z jakimś kremem dłoni.
-Proszę podał mi- miło z jego strony, że tak mnie o mnie troszczył.
-Ooo dziękuję, nasmarujesz mi tym plecy?
-Jasne.
Poczułam na swoich plecach coś zimnego. Było tak meeega dobrze.Taki jakby masaż. Po chwili wszystko znikło. Szkoda...a było mi tak przyjemnie.
-Dziękuję-szepnęłam odpływając wręcz.
Minęło czy ja wiem..godzina może pół, a chłopaki nadal mieli siłę się bawić. Co chwila słyszałam tylko jak ktoś siada koło mnie na leżaku, albo sie rozkłada, potem znowu wstaje.Słyszałam jakieś pluski, krzyki i śmiechy chłopaków.
Jakiś czas później poczułam czyjeś ręce na moim boku. Był to kto inny niż Harry.
-Hmmmm?- nawet nie miałam siły się odezwać tak mi było dobrze.
-Może teraz obejrzymy jakiś film?-zapytał chłopak.
-Ok, ok to dajcie mi 5 minut.
Wstałam powoli ociągając się i poprawilam bluzkę pociągając ją na dół. Chłopaki poszli przygotowywać seans. Został tylko Zayn i ja. Może teraz? Może teraz wreszcie coś z niego wykrzesam? Może się dowiem co jest powodem jego zachowania?
Najpierw trzeba było do niego odpowiednio podejść, co w tej sytuacji chyba będzie dla mnie trudne. Leżał na leżaku wyglądając jak by spał. Chyba nawet chłopaków nie słyszał, bo nic nie wskazywało na to że miałby się ruszyć z miejsca.Podeszłam do niego cicho.
-Zayn, Zayn wstawaj, idziemy oglądac film- lekko nim potrząsnęłam.
Chłopak otworzył oczy, ale słońce raziło go prosto w twarz więc czym prędzej je zamknął. Usiadłam na dosłownie skrawku jego leżaka.
-Daaj mi jeszcze trochę, tak tu wygodnie.
-Chętnie, ale chłopaki by się zdenerwowali, Zayn wstawaj.
-Dobrze już dobrze.
Chłopak wstał a ociągnięciem i spojrzał na mnie. Jego ciemnobrązowe tęczówki wprawiały moje cialo w obłęd. Nikt by się takim oczom nie oparł.
Nie mogłam tak patrzeć na te oczy. Musiałam coś zrobić żeby szybko temu zapobiec, więc po prostu wstałam i poszłam do środka. Bo co, nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Niall przygotowywał jedzenie, co nie dało duzych efektów, bo wiekszość zjadał w połowie drogi do stołu.Liam chyba poszedł do swojego pokoju na chwilę, a Harry z Louisem wybierali film.
Po 10 minutach już wszystko było gotowe. Chlopaki wybrali jakiś horror. Próbowałam się im sprzeciwiać, ale nie mogłam liczyć na żadne poparcie jak wiadomo. Na kanapie usadowiłam się pomiędzy Niall'em a Liam'em.
-Niall, gdzie postawiłeś moje marchewki?-zapytał Louis.
-Coo? Nie prosiłeś mnie o żadne marchewki!
-Prosiłem! Mówilem jak byłeś w kuchni!
-Trzeba było samemu przyjść i sobie obrać, ja nie będę tego za Ciebie robił!
-Jak miałem to zrobić skoro wybiera...
-Ciszej! Dacie mi włączyć czy nie?!-zapytał Zayn.
Sprzeczka ustała.Film się włączył, a Zayn usiadł na fotelu. Pierwsze trzy minuty były spoko, potem jakieś straszne twarze, sama krew.Bez uprzedzenia wtuliłam się mocno w Niall'a. Chłopakowi to nie przeszkadzało, bo tylko przytulił mnie mocniej.Kolejna straszna scena, dziwię się tylko, że jeszcze nie połamałam Niall'owi. Odwróciłam się nie mogąc dłużej patrzeć. Mój wzrok skierowałam na Zayn'a. Ten...wpatrywał się we mnie. Nie wiedziałam co robić, więc szybko przeniosłam spojrzenie na stół. Było mi wszystko jedno na co teraz patrzę, byle by nie zahipnotyzować się w jego oczach, ani nie spojrzeń na ekran, gdzie nadal słyszałam jakieś krzyki.
Film trwał ok 2 godzin, potem trzeba było zjeść kolację. Dość późną kolajcę, bo była już 22. Jak ten czas szybko mija!Jeszcze musiałam iść do domu.
-Chłopaki..ja już muszę iść, ale nie musicie mnie zawozić, bo długiej drogi nie mam-powiedziałam.
Oni spojrzeli na siebie.
-Nawet nie zamierzamy Cię zawozić, Ty śpisz u nas-powiedział Louis.
-Co? Ale jak?! Przecież ja miałam...-nie wiedziałam co powiedzieć.Pewnie moja mama czekała teraz na mnie w domu.Co ja jej powiem.
-Poczekajcie, muszę zadzwonić do mojej mamy.-odeszłam od nich na chwilę i wykonałam telefon.
Mama na początku się nie zgadzała, ale potem stwierdziła że to nie ma sensu skoro było już po 22.
-Ok, zostaję u was-powiedziałam zrezygnowanym tonem po rozmowie.
Wyglądali na ucieszonych.Zaczęliśmy z Niall'em sprzatać po kolacji. Reszta chłopaków gdzieś się rozeszła.Gdy skończyliśmy powiedziałam mu:
-Ja na chwilę jeszcze wyjdę na ogród, obejrzę go sobie nocą-powiedziałam. On tylko kiwnął głową.
Przekroczyłam próg drzwi, zadrżałam bo na dworze było cholernie zimno. Po prostu chciałam na chwile pobyć sama i odetchnąć. Ogród chłopaków nawet nocą sprawiał imponujące wrażenie. Co jakiś czas były zapalone małe lampeczki. Panowała tu idealna cisza. Przechodziłam koło drzew oddalając się od domu. Wąchałam różne gatunki kwiatów, niektóre nawet rozpoznawałam, bo były oświetlone. Uszłam już tak, że w oddali zauważyłam ogrodzenie. Obok mnie usłyszałam delikatny plusk wody. Przykucnęłam, to było jakieś malutkie źródełko. Postanowiłam, że takie coś musi być też u mnie w ogrodzie. Bardzo mi się podobało. Wstałam i poszłam dalej. Spojrzałam w niebko. Nie bylo na nim gwiazd. Poprawka: były, ale wszystkie je zakrywały chmury. Chyba zbierało się na deszcz. Oby tylko nie na burzę. Wtedy cala noc z głowy. Wszystkie wspomniania powracające do mojej glowy, płacz. Nie, chłopaki nie mogliby tego zobaczyć.
Idąc dalej zauważyłam, że o drzewo jest chyba ktoś oparty. Przestraszyłam się. Oddech momentalnie mi przyspieszył. Koło nieznajomego unosił się...dym? Starałam się nie szeleścić, ale podchodzić bliżej.
miałam wrażenie, że nieznajomy zaraz usłyszy moje głośne bicie serca.Mimo to nie zachowywał się jak zlodziej. Był podparty o drzewo, jedną nogę miał wyprostowaną, drugą zgiętą do drzewa.Gdy się przybliżyłam, żauważyłam że pada na niego blask księżyca.Przecież to był...Zayn. Wyszedł, żeby zapalić. Patrzył na księżyc jakby czegoś oczekiwał.Podejść czy nie? Jedna chwila, tyle myśli cisnących się do głowy. On za mnie zadecydował odwracając się w moją stronę. Był nieźle zdziwiony.
-Asia? Co Ty tu robisz.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To wyglądało jak bym go śledziła, a przecież ja po prostu wyszłam do ogrodu.
-Ja..powiedziałam zachrypniętym głosem.
On cały czas na mnie patrzył. Nie moglam się skupić gdy tak robił. Jeszcze te jego oczy...
-Wyszłam się przejść-palnęłam co w sumie było prawdą.
-Aha-odparł.
Ja przecież nie mogłam się zapytać o to samo, bo dziwnie by to zabrzmiało, a jednocześnie logiczne było że wyszeł zapalić. Nastała krępująca cisza.
-Macie piękny ogród-dodałam.
On tylko się uśmiechnął. Przez chwilę wyglądał  jak dawny uśmechający się Zayn.
-Chodź-powiedział łapiąc mnie za ręę.
Dreszcz przeszedł całe moje ciało.Tak dawno nie czułam jego dotyku. Mimo zimna panującego na dworze jego ręce były gorące wręcz.
Zaprowadził mnie w przepiękne miejsce. Cały oświetlany przez malutkie lampeczki i  światło księżyca staw.Woda spływała do niego strumykiem z małego pagórka.
Zayn zauważył dreszcze na moim ciele. Zaczął zdejmować swoją bluzę i nałożył dla mnie. Miał teraz na sobie tylko obcisłą bluzkę, taką że mogłam zobaczyć każdy zarysowany mięsień na jego ciele.
-Dziękuję- szepnęłam.
Stalismy tak przez chwilę, gdy poczułam na sobie kroplę deszczu. Na razie to tylko kropi, ale znając moje szczęscie szykowała się prawdziwa burza. Chosź, wracajmy. Objął mnie ramieniem, co doprowadziło mnie do białej gorączki.Dochodzilismy już do domu gdy krzyknąłam:
-Zayn, pranie!
No tak, deszcz zdążył się  już rozpadać na dobre, a my pobieglismy a tyły domu. Zaczęliśmy wszystko zdejmować i szybkim pędem ruszylyśmy do drzwi. Wpadliśmy cali przemoczeni.Nikogo na dole nie było. Zayn zaprowadził mnie do łazienki, gdzie moglismy spokojnie rozwieszać pranie.
-Zayn...mógłbyś mi pożyczyć coś jako piżamę?
-Jasne chodź-rozwiesiliśmy pranie i chłopak prowadził mnie na górę.
Weszliśmy do jego pokoju i on się udał do garderoby. Po chwili wyszedł z trochę za dużą na mnie koszulką i dresami.
-Dziekuję-powiedziałam.Zacząłam kierować się w stronę drzwi, gdy usłyszałam:
-Asia, gdzie będziesz spać?
A tu mnie zaskoczył. O tym to nawet nie pomyślałam.
-Ja..w sumie nie...na kanapie na dole- dodałam po zastanawieniu się.
-Nie ma mowy, nie będziesz jako gość spała na kanapie. Chodź do mnie, ja sobie u siebie rozłóżę fotel-powiedział.
W sumie to był dobry pomysł. Ja bym spała u niego na łóżku. On też u siebie tyle że na kanapie. Tylko trochę było mi glupio że ja będę na jego włosanym łóżku, a on na kanapie.
-Ok, tylko może na odwrót, ja na kanapie a Ty na łóżku-powiedziałam.
-Dziewczynom się ustępuje-powiedział usmiechając się.
Kochałam ten uśmiech. Wiedziałam że nie ma sensu się dłużej z nim droczyć, więc przystałam na jego propozycję. Staliśmy tak, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedział Zayn
Zza drzwi wylonił się Harry.
-O Asiu, a Ty tutaj! Jak ze spaniem, jak chcesz to możesz spać ze mną, ja pójdę na dół.
-Dziekuję Harry, ale już ustaliłam z Zaynem, że on będzie na kanapie, a ja..
-A jasne, nie ma sprawy-przerwał mi.
-Ekhem, to ja idę się myć-powiedział Zayn chcąc jak najszybciej się ulotnić.
Kiwnęłam mu głową i powróciłam do Harrego.
-Na pewno?-zapytał
-Tak Harry, nastepnym razem przystanę na Twoją propozycje-powiedziałam bo wiedziałam że chłopak nie odpuści.
-Okey-powiedział i zamknął drzwi uśmiechnięty, że dopiął swego.
Zayn już był w łazience więc nie wiedziałam co zrobić. Rozejrzałam się po pokoju. Były tam jego zdjęcia z rodziną. Widać, że bardzo ją kocha i jak bardzo mu jej brakuje.
Uśmiechnęłam się pod nosem widząc takiego małego, niewinnego Zaynka.
Po 10 minutach chłopak wyszedł z łazienki. Miał na sobie tylko jakieś dresy, był bez koszulki. Jedyne co mu zasłaniało tors, to był ręcznik przewieszony przez ramię, który właśnie zdejmował. Ja po prostu stałam i się patrzyłam, bo nie byłam w stanie nic z siebie wydobyć.
-Coś..nie tak?-zapytał. No tak, przecież ja tu stoję jak głupia i patrzę się na niego.
-Eeee nie nic, ja tylko tak...-plątałam się czując że robię się coraz bardziej czerwona.
On się tylko uśmiechnął. Ale mi to wystarczyło, jego uśmiech wyrażał wszystkie słowa.
-To ja już pójdę do łazienki-powiedziałam ruszając w stronę pomieszczenia nawet nie biorąc niczego i nie myśląc.
Wchodząc usłyszałam za mną Zayna. Przestraszyłam się trochę.
-Masz tu ręcznik- pokazał czysty wiszący ręcznik po czym dodał:
-A ty różne szampony i żele, ale obawiam się, że wszystkie męskie.
-Ok dzięki, jakoś sobie poradzę-powiedziałam.
Chłopak wyszedł zamykając drzwi.
Ja rozebrałam się wchodząc pod prysznic. Miałam dylematy, który szampon wybrać, bo przy taki wyborze to trudno cokolwiek wziąć. Szczególnie że były męskie. Wybrałam jeden, który jeszcze miał znośny zapach. Ne to że nie lubiłam męskiego zapachu, ale na mom ciele chyba nie był on najlepszym pomysłem, dlatego starałam się wybrać taki, który jak najmniej będzie przypominał męski zapach. Spłukałam wszystko dokładnie i wyszłam spod prysznica. Wzięłam wskazany przez Zayna ręcznik. Był taki duży i miękki, że mogłabym się w niego zawinąć i zasnąć. I zasnąć....cholera!! Jak mogłam być taka głupia! Zostawiłam piżamę przewieszoną przez ramę jego łóżka! Jak wyszedł to tak się plątałam, że zapomniałam wziąć piżamy do łazienki. Asia, gratuluję!
I co ja teraz zrobię? Nie mogłam zrobic nic innego niż póść po niego. Zawinęłam się szczelnie w ręcznik, który teraz trochę przypominał sukienkę i zaczęłam otwierać drzwi. Wyszłam..Zayn mnie zauważył. Nie dało się ukryć, że był zdziwiony.Teraz tylko się modliłam, żeby ręcznik mi nie spadł.
-Yyyy no ja zapomniałam piżamy-powiedziałam, czując że moja twarz robi się czerwieńsza od buraka.
-Jasne-powiedział. Przynajmniej on miał w sobie stoicki spokój i umiał się zachować w takich sytuacjach.No może nie do końca bo cały czas się uśmiechał. Ehhhh faceci...
Byłam już w drodze powrotnej do łazinki gry oczywiście znając moje szczęście drzwi otworzyły się z hukiem.
-Zayn, gdzie są moje...
Dopiero teraz Louis zauważył mnie owiniętą w sam ręcznik i Zayna bez koszulki. Nie wiem co sobie pomyślał i wolałam nie wiedzieć.
-O przepraszam...To ja wam nie przeszkadzam-powiedział zamykając drzwi tak szybko jak i je otworzył. Nie dał sobie nic wytłumaczyć.
Zayn, który siedział uśmiechnięty na ramie łóżka w wyprostowanymi nogami i rękami skrzyżowanymi spojrzał na mnie.
-Idź idź, nie przejmuj się nim.
Poszłam czując, że Louis nie przeżyje jutrzejszego dnia.
Zamknęłam się w łazience i ubrałam.Po chwili wyszłam. Zayn własnie przygotowywał sobie spanie. Mnie się osobiście już strasnie chciało spać. Weszłam pod ciepłą kołdrę, położylam wyżej poduszkę i pół usiadłam. Wpatrywałam się w Zayna.Po chwili skończył. Odwrócił się do mnie i powiedział ciepłe "dobranoc". Zgasił światło. Połozyłam się slysząc że i on się usadawia. Wsłuchwiałam się w kapiący deszcz za oknem. Nasilał się co jakiś czas. Miałam tylko nadzieję, że nie przerodzi się on w burzę. Z tą myślę zasnęłam...
Ok 2 godziny później...
Trzask! Obudzilam się... Nie tylko nie to. Blyskawica.Bum! Kolejny piorun i to coraz głośniejszy. Tylko nie burza. Łzy napłynęły mi do oczu. Kolejna błyskawica. coraz to bliższe wspomnienia. Widok taty leżącego pod drzewem. Nie!!! Trzask! Dwa pioruny pod rząd. Pisnęłam. Nie chciałam budzić nikogo. Błyskawice, pioruny, wszystko na raz. Nie wytrzymałam. Wybuchnęłam płaczem. Słyszę, że ktoś się wierci na łóżku. Chyba mnie usłyszał.
-Asiu? Co się dzieje?-zapytał przestraszony Zayn.
A jednak zauważył...lub usłyszał.
A ja jak na złość nie byłam w stanie nic z siebie wydobyć. Krztusiłam się łzami.
-Asia?-Wstał z łóżka. Usłyszłam jego ciche kroki.
-Zayn..ja...burza..-zdołałam tylko z siebie wykrztusić.
Te same "wybuchy", te same dźwieki, te same wspomnienia... Mała ja wracająca nocą w burzę.
Po chwili poczułam, że ktoś mnie łapie za ramię. W tej chwili bliskość drugiego człowieka i poczucie bezpieczeństwa były mi najbardziej potrzebne.
-Asiu, nie płacz. To tylko burza.-próbował mnie uspokoić Zayn jednocześnie głaszcząc mnie po włosach. Mówił to z takim spokojem...
Ja usłyszałam kolejny trzask, skuliłam sie jeszcze bardziej, o ile wogóle bardziej się dało.
-Asiu, to burza, zaraz przejdzie.- mówił dalej Zayn. I on sam już nie wiedział co robić.
Nie przejdzie, poza tym wspomniania i tak zostaną. On mnie przecież nie rozumiał. Nie przeszedł tego samego co ja.
Starałam się uspokoić. Dotyk chłopaka w pewnym stopniu mi w tym pomagał. Płacz ustawał, ale wspomnienia nie. One zostały, i nic nie wskazywało na to, że przejdą mi choćby przez następną godzinę.
-Już lepiej? -Zapytał chłopak.
Kiwnęłam głową. Już nie płakałam, ale nadal miałam w sobie ten niepokój.Odwróciłam się w stronę Zayn'a. On klęczał na moim łóżku próbując mi jakoś pomóc. Jego spojrzenie- takie spokojne a jednak troskliwe.Uśmiechnął się widząc że się do niego odwracam.
-Zayn, ja Cię przepraszam, ale burza..wtedy- nie mogłam dalej nic powiedzieć. Wiedziałam że jeśli powiem coś o ojcu to od razu wybuchnę płaczem.
-Ciii już nic nie mów rozumiem.
Poczułam potrzebę, aby kogoś doktnąć, przytulić- po prostu wiedzieć że nie jestem sama. Mieć tę świadomość, że jednak zawsze możesz na kogoś liczyć. Wyciągnęłam moje ręce spod kołdry do Zayna. On zrozumiał ten gest. Podniósł mnie tak żebym wtuliła się w jego ramiona.
Teraz już nic nie było mi potrzebne, tylko on i jego barczyste ramiona.
-Zayn, zostań tu proszę, ja nie zasnę. Burza jest.-powiedziałam.
-Zostanę- a mówiąc to puścił mnie. Zdziwiłam się trochę. Ale on poszedł na kanapę, wziął stamtąd poduszkę i kołdrę i przesiosł ją tam gdzie spałam.Położył się koło mnie i przygarnął ramieniem. Ja wtuliłam się w jego tors. Byłam teraz najszczęśliwszą osobą na świecie. Po raz pierwszy od kilkunastu lat mogłam się do kogoś przytulić w czasie burzy.Jego klatka piersiowa unisiła się co jakiś czas wraz z jego płytkimi oddechami.
Wtulona w jego tors zasnęłam...


_____________________________________________________________________

Witam, no i na początku chciałam przeprosić że tak późno, ale brak weny i szkoła niezbyt mi pozwalały na szybkie dodanie rozdziału.;//
Przepaszam za wszystkie błędy. Dziękuję za coraz więcej wyświetleń ;**
Mam nadzieję że rozdział się podobał, jesli tak to chociaż zostaw komentarz, zależy mi na tym:))