Muzyka

26 marca 2016

~Rozdział 57~

"Ostatnia szansa. Godzina 16.00 ; Miejsce naszego pierwszego spotkania, nie spóźnij się i bądź sama.”
Z bijącym sercem uniosłam głowę zza kartki." [...]
"-Asia?! Przyjechaliśmy kochanie!- Charakterystyczny pisk wdarł się poprzez uszy, działając jak kubeł zimnej wody. " [...] "- Gotowa na godne powitanie nowego roku?" [...]
"Odwiedzałaś Malika?- Poruszyłam brwiami, o ile było to możliwe przy maksymalnym odchyleniu głowy do tyłu.
Dziewczyna zamilkła, a wszystkie pięć wsuwek które miały być przeznaczone do podtrzymania fryzury kolejno pospadały na podłogę." [...] "Myślałam, że to wiadomość dla fanów od daddy’ego będzie największym hitem tego wieczoru, a jednak…Zalice?" [...]
"-Nie to… znaczy…- Brzmiała jak by miała ogromną gulę w gardle; zresztą mogę się założyć, że miałam ją dwa razy większą. – To nie wszystko jest tak jak myślisz." [...]
"-Tak? Masz nam coś do powiedzenia w tej sprawie widzę.- Uśmiechnęła się pokrzepiająco, zaś ciemnowłosy szturchnął go jeszcze mocniej.
Brązowooki przełknął ślinę, po czym wyrzucił na jednym oddechu:
-Bo właśnie chciałem powiedzieć, że oficjalnie nie jestem już singlem, moje serce już parę miesięcy temu odbiła pewna dziewczyna." [...]
"W lekko już wyblakłej, czerwonej ramce znajduje się fotografia chłopaków, jakiś pierścień [...]
"-To z „X Factora”?- Jestem na dziewięćdziesiąt procent pewna takiej samej odpowiedzi jak pytania.
-Tak.- Jego głos niespodziewanie rozbrzmiewa tuż koło mnie.  Tommo siada, podając mi bluzkę i podciągając nogi do piersi.
-Po czym poznałaś?"[...]
 "-Po wyglądzie? Liam ma wyraźnie zarysowaną szczękę, Harry krótkie i sprężyste loczki.- Wzruszam ramionami.- Styl ubierania również nie wydaje się najnowszy.- Wytykam, pokazując język.
[...]
-Myślałam, że powiesz ‘po uśmiechach’." [...]
"-Rose, zostając oficjalnie jego dziewczyną była zmuszona podpisać też pewnego rodzaju… kontrakt.- Zaczął gestykulować dłońmi w powietrzu.- Nie jestem pewien czy to właściwe słowo, ale w tej chwili nie ma to większego znaczenia.- Wymamrotał.- Od tego czasu jest upoważniona do robienia naszej piątce dobrego wizerunku. W niektórych sprawach jest zmuszona milczeć."[...]
"-Jego numer nie jest czymś, co mogę rozdawać na prawo i lewo.- Wydobył z siebie ostatnie resztki uprzejmości, byłam tego pewna.
-Skoro on nie chciał się spotkać do tego czasu, jestem pewien, że nagle nie zmieni tej decyzji. [...]
-Skoro jest tak ważne, to dlaczego nie możesz powiedzieć mi, żebym mu przekazał?- Wysyczał, odwracając się gwałtownie.
Wstrzymałam oddech.Jego spojrzenie było skierowane na jedyną osobę, która stała na korytarzu prócz niego- na mnie." [...]
"-Jak zwykle w nieodpowiednim momencie i czasie.- Odezwał się, co mimo głośnej muzyki dotarło do mnie każdym słowem." [...]
"-Jesteś taka podobna.- Uśmiechnął się lekko.- Zdaje się, że zrozumiałem.
Jeśli myślałam, że mój umysł miał spore luki, to teraz zupełnie przerwał kontakt z powiązywaniem faktów. Strach zaczął być wymazywany przez rosnące zdezorientowanie.
-Taka niewinna.- Szepnął.
Wstrzymałam powietrze.
-Co…- Wydałam z siebie niemy dźwięk.- Kogo zrozumiałeś?- Odchrząknęłam.
[...]
-Jego."
"Odetchnęłam z ulgą, kiedy zamek ustąpił, a ja mogłam się znaleźć w pokoju, gdzie była tylko jedna osoba." [...]
"-Zayn.- Momentalnie cofnęłam rękę, przykładając ją do mocno bijącego serca." [...]
"-A więc nawet zdążyłem pożegnać stary rok" [...]
"-Szczęśliwego Nowego Roku księżniczko.- Szepnął, pochylając się naprzeciw pocierając lekko swoim nosem o mój. " [...]






Uwielbiałam śnić.
Tam byłam sobą. Byłam szczęśliwa. Byłam ponad wszelkimi barierami.
Ale to zawsze było tylko snem. W napisanej przez los książce nie pojawiało się słowo ‘idealny’.
Tak było i teraz, kiedy siedząc w małym, przytulnym iglo usłyszałam deszcz. Od samego słowa kuliłam się, zamykając moją duszę na osiem zamków i wyrzucając kluczyki w nicość. Nawet, gdy jego krople były zagłuszane przez otaczający mnie świat; nieświadomie robiłam coś z roztargnieniem, nie mogłam się skupić. W głębi duszy wiedziałam, że nigdy nie byłam i nie będę normalna, naprawiona, bez blizn. To był uraz, którego nie znałam z psychologicznego punktu widzenia, zapisanego w słowniku kilkuwyrazową definicją. Ja to po prostu wiedziałam.
Krople odbijały się od zlodowaciałej powierzchni, przyprawiając samym tym dźwiękiem o rozdarcie niewidzialnej bariery w psychice, której i tak mury były niczym ozdobne ogrodzenia dla kwiatków, przez które i tak każdy mógł się przedrzeć.
Nienawidziłam tego dźwięku.
Zacisnęłam dłonie na gorącym, szklanym kubku, nieświadomie oparzając opuszki palców. Uśmiech znikał, jego miejsce zajmowało zdezorientowanie połączone z paniką. Już gdzieś niedaleko próbowały się przebić wspomnienia, osadzone tak solidnie, że ich odepchnięcie było niemal niemożliwe. Dlaczego zawsze musiało istnieć jakieś ‘niemożliwe’? Dlaczego zawsze z tym wiąże się przegrana? Czy to są naprawdę dwa kluczowe słowa, którymi można opisać moje życie? Przeszłość, teraźniejszość, a nawet przyszłość?
Poszczególne elementy otaczającego mnie krajobrazu zaczęły odpadać niczym puzzle, zostawiając po sobie czarne plamy. Ulatniały się wraz z moim szczęściem. Inni nie zdawali się zwracać na to uwagi, nadal głośni śmiejąc się i popijając gorącą herbatę. Deszcz nasilał się, a odgłos każdej upadającej kropli dudnił w głowie tworząc nieprzyjemne dla ucha echo. Wstałam z miękkiego, jasnożółtego fotela chcąc zwrócić na siebie chociaż część uwagi. Kolejne śnieżnobiałe fragmenty były pochłaniane w nicość. Ulewa wybiła się ponad inne głosy, nie dając żadnej możliwości nawet przekrzyczenia się. Z bijącym sercem rozejrzałam się wokół, gdzie postacie robiły się coraz bardziej niewyraźne. Spojrzałam na swoje ciało; którego fizyczna strona była w nie lepszym stanie.
W rzeczywistości nigdy nie mogłam nic z siebie wykrztusić. Zawsze byłam tą milczącą, niewidzialną i dziwną. We śnie mówiłam. Odzywałam się. W tym wypadku krzyczałam, ale co z tego jak nikt mnie nie słyszał. A może po prostu nie słuchał?
Czy w iglo jest możliwy deszcz?
Otworzyłam oczy, z  trudem biorąc oddech. Jego uformowanie w połączeniu z dźwiękiem kropel uderzających za oknem stało się niemal niemożliwe.
Niemożliwe.
Idealne określenie mojego życia w każdym  znaczeniu.
Rozejrzałam się po pokoju tonącym w ciemności.
Ciemność.
Pochłaniająca marzenia i nadzieje. Przynosząca nieustannie zakopujące wspomnienia. Rozdrapująca rany fizyczne i psychiczne.
Po kilku głębokich oddechach przeszłam do pozycji siedzącej. Samotnie powiewająca kilka metrów dalej firanka uświadomiła mi, jak bardzo jest zimno. Naciągnęłam i tak się osuwającą puchową kołdrę, starający się wymazać z głosy niechciane obrazy.
Nie myśleć w sposób, jaki dotychczas myślałam. Wyłączyć słuch, eliminując dźwięk, który słuchany przez przeciętnych ludzi uchodzi za zwyczajny.  Być… normalną? Tak, to chyba jest właściwe określenie.
Czasem człowiek nie jest świadomy swojego zachowania, słów, czy czynów. Ja jestem; i to przeraża mnie jeszcze bardziej. W pełni zdając sobie sprawę z bycia zepsutą zaczynam się bać.. samej siebie.
Wzdrygnęłam się, czując pewnego rodzaju…. ech…. obrzydzenie? Pewnie też. Z drugiej strony czułam teraz pewną dumę z powodu pohamowania czegokolwiek, co by to było z mojej strony.
Przygryzłam wargę.
Nie zasnę.
To było jedyne, czego mogłam być pewna przez najbliższy czas.
Przejechałam wolno dłonią po resztkach fryzury zaplecionej przez moją przyjaciółkę kilkanaście godzin temu. Cicho westchnęłam, zdmuchując kilka kosmyków sprzed twarzy. Spojrzałam w  dół, gdzie zmorzona snem twarz uśmiechała się beztrosko, delikatnie przy tym pomrukując.
Co czułam?
Nie wiem. Patrząc na ludzi pod względem żywionych do nich uczuć często żyłam w przekonaniu, że owych uczuć nie posiadam. Choć zdawałam sobie sprawę, że było wręcz przeciwnie; czasami człowiek przyjmuje to, co chce usłyszeć . Ja byłam tylko wrakiem człowieka, ale zawsze jest to jakaś cząstka, prawda?
Odwróciłam wzrok od źródła jak zakładam, wkrótce nieprzespanej nocy. Gdy moje oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności omiatałam kontury poszczególnych przedmiotów w pokoju. Niechętnie wysunęłam ciało spod puchowej pościeli, dotykając nogami zimnej podłogi. Teraz wszystko zdawało się być takie samo jak ona- emitujące chłód i odrzucające.
Ruszyłam w stronę okna, z którego świszczące dźwięki wskazywały na niedomknięcie. Na szczęście odczuwalność tego była znikoma zapewne ze względu na wkłady pieniężne chłopaków w ogrzewanie jak i brak śniegu za oknem. Odsunęłam zasłonę po chwili uważnie robiąc przegląd każdemu oknu. Starając się nie patrzeć na widoki po drugiej stronie szyby i upewniając się, że wszystko jest szczelnie zamknięte stanęłam bezradnie po środku pokoju. Nie chciałam budzić leżącego kilka metrów ode mnie chłopaka- ostatnie miesiące wystarczająco uświadomiły mnie, że jestem kłopotem. Malik miał się wykurować, a nie wykorzystywać jedyną możliwość wyspania się na siedzenie przy mnie połowę nocy.
Z braku jakichkolwiek pomysłów udałam się w stronę drzwi, po drodze zabierając pusty termos. Podziękowałam w duchu za podświetlany u dało korytarz, pewniej ruszając schodami do kuchni. Nie spodziewając się nikogo trzeźwego o tej  porze pokonałam ostatni schodek z lekkim zaskoczeniem gdy napotkałam sylwetki dwóch znajomych osób. Oczy jednego wpatrywały się  prosto we mnie, drugiego- w przestrzeń ich zasięgu.
-Li…- Nie było mi dane dokończyć zdania, poprzez gest chłopaka, który ułożył palec na ustach. Jakby próbując  wytłumaczyć wykonany ruch wskazał na salon, gdzie w poszczególnych miejscach umiejscowione były osoby zmorzone snem. Po krótkim rozeznaniu kiwnęłam głową na kształt zrozumienia i cicho ruszyłam w kierunku kuchni. Słysząc nieco głośniejsze kroki za mną domyśliłam się, iż chłopak podąża tym samym szlakiem. Minęłam zielonookiego szatyna, który sądząc po stanie nie szczędził alkoholu tej nocy. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco, lecz szmaragdowe tęczówki zdawały się pusto wpatrywać w ścianę.
Nastawiłam wodę, w międzyczasie przepłukując termos, co zajęło mi najwięcej czasu przy małym strumieniu wody, który robił najmniej hałasu. Odwracając się powróciłam do sytuacji sprzed minuty, ponownie napotykając spojrzenie sarnich oczu. Opierając się o blat, czekałam na dość oczywiste pytanie, które wkrótce nadeszło:
-Dlaczego nie śpisz?
-Ty też nie śpisz.- Odparłam, starając się zyskać na czasie.
-Ty jesteś gościem.
-A Ty domownikiem.- Mimo burzy byłam w stanie wykrzesać z siebie żarty, nie przejmując się zbytnio że skala ich poziomu podołała minusowym wynikom.
Brunet uniósł brew. Chciał chyba jeszcze coś powiedzieć, ale zrozumiał, że teraz nie ma to sensu. Cicho wypuścił powietrze.
-W takim razie…- Podrapał się po karku.- Jak… zrobisz to, co masz zrobić- wskazał na termos.- To idź do łóżka.
Przytaknęłam, starając się wyglądać autentycznie.
Brunet podszedł do mnie i zaczął kreślić wzorki na moim ramieniu.
-Nie myśl, że tego nie sprawdzę.- Szepnął, zostawiając ciepły oddech i pustą przestrzeń. Uśmiechnęłam się pod nosem, powracając do wykonywanej przedtem czynności. Kroki chłopaka oddalały się wraz z narastającą ciszą. W pomieszczeniu dało się słyszeć ciche pochrapywanie i odgłos wycieranego przeze mnie szmatką termosu. Po krótkim oczekiwaniu przelałam wrzącą wodę do pojemnika z torebką herbaty. Starałam się ignorować uderzające za oknem krople, które jakby chcąc zwrócić na siebie uwagę bębniły coraz to głośniej.
-Postanowienia noworoczne?- Zachrypnięty głos wybudził mnie ze skupienia, cudem nie rozlewając nalewanej cieczy.
-Jednak żyjesz.- Odparłam wymijającą w stronę opierającego się na rękach chłopaka.
-Jednak.- Stłumiona chrypka dotarła do mnie po kilku sekundach. Brunet potarł skronie i wyprostował się na krześle.
Już dość długie loki zaczesane do tyłu i na boki teraz nachodziły na czoło. Harry najwyraźniej nie zdawał sobie z tego sprawy, intensywnie pocierając zmęczone oczy. Wyglądał przy tym jak mały chłopczyk, ale bałam się wypowiedzieć tę opinię na głos. Facet… jak to facet- wolałby usłyszeć że jest męski czy przystojny, a nie słodki i uroczy.
-Patrzysz się.- Mimo takiej pory potrafił wypomnieć mi tą rzecz, jeszcze ukazując te cholerne dołeczki.
Starając się wyglądać naturalnie odwróciłam się, udając pilną potrzebę dolania wody do i tak już pełnej szklanki. W odpowiedzi usłyszałam niewyraźny pomruk połączony ze śmiechem. Cóż… przynajmniej na chwilę podołał odsunąć moją uwagę od panującej pogody.
-Nie potrafisz udawać nie zawstydzonej.
-Zazwyczaj to nic w życiu nie potrafię.- Bąknęłam, orientując się, że było to zbyt za głośno… że w ogóle było na głos.
Nie musiałam czekać długo, żeby usłyszeć jednoznaczne prychnięcie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nawet od pijanego Stylesa miło było dostać oznakę zaprzeczenia. O ile było to zaprzeczenie...
Powróciłam do stygnącej herbaty, próbując zająć się czymkolwiek, co nie wymagałoby odwrócenia się w stronę chłopaka. Sięgnęłam po ręcznik papierowy i starłam wylaną ze szklanki wodę, robiąc to nadzwyczaj staranniej niż zwykle. No dobra...zwykle również tego nie robię ale...siła wyższa. Przy okazji sprzątania nadmiaru wody zaczęłam czyścić cały blat- czego to się nie robi dla ukrycia zażenowania.
Przy braku dalszych pomysłów wyrzuciłam zużyte torebeczki z herbatą i zabrałam się za szukanie cukru. Zdawałam sobie sprawę, że nie ma go w szafkach po tej stronie kuchni, ale zacięcie grałam zainteresowaną porcelanowymi talerzami i filiżankami .W jednej chwili poczułam uderzający zapach truskawki, który z pewnością nie należał szuflady z mąkami i makaronami. Zamarłam, wykonując krok w bok...a raczej próbując go wykonać, gdyż przed sobą ujrzałam dwa... nie małe buty.
-Och.-Uniosłam głowę do góry, napotykając wpatrujące się we mnie z rozbawieniem zielone tęczówki. Wyprostowałam się, ze zdziwieniem orientując się, że cudowna woń pochodziła właśnie od Stylesa.- Ty pachniesz..- Zmarszczyłam nos.- Truskawkowo.
-Sprytnie zmieniłaś temat.- Chłopak uniósł brew.
-Chodziło mi że...nieważne.- Po raz bilionowy tej minuty speszyłam się.
-Rozwiń swoją wypowiedź.- Udał zainteresowanego.
-Ugh...
-Mówiłem Ci już, że nie umiesz udawać nie zaw...
-Cicho bądź.
-Wkurzonej również.
Mruknęłam coś niewyraźnie, czego w sumie sama zrozumiałam.
-Pożyczyłeś je od Alice?
-Pożyczyłem co?
-Perfumy, mgiełkę- cokolwiek.- Fuknęłam.
-Słucham?- Jego głos powędrował o parę oktaw wyżej.
-Ciszej bądź, ludzie śpią!
-Słucham?- Odparł sarkastycznym tonem, tym razem jak nakazałam; ciszej.
-To co słyszałeś.
Chłopak przewrócił oczami.
-To jest picie głuptasku.- Pogłaskał mnie po włosach.
Prychnęłam.
-Chcesz trochę? Jeszcze zostało.- Powędrował do stolika, gdzie siedział przed paroma minutami i wrócił ze szklanką pełnej ciemnoczerwonej cieczy.
-Co to jest?- Silny zapach truskawki był wyczuwalny już z odległości jaka dzieliła mnie ze Stylesem. Nie czekając na odpowiedź wzięłam kubek z jego dłoni i wypiłam kilka łyków cieczy.
Trudno było zidentyfikować co to jest.. Jestem pewna, że nigdy wcześniej tego nie piłam; było bardzo intensywne... nie do końca truskawkowo, ale...po prostu było. Niewątpliwie było to  dobre- miało smak owocu, którego uwielbiałam oraz lekko ogrzewało.
Zerkając na uśmiechniętego chłopaka zaczerpnęłam kolejnych łyków, które działy tak jak poprzednio. Oparłam się o blat i po chwili przerwy rozpoczęłam trzecią turę, nadal rozsmakowując się w posmaku rozgrzewającej truskawki.
-Już, już królewno.- Brunet zaśmiał się, widząc dalszą chęć zgaszenia pragnienia. Ułożyłam usta na kształt podkówki, z niechęcią oddając Harry'emu kubek. Ten w odpowiedzi przejechał kciukiem po moich kącikach ust, ścierając przy tym pozostałości mocno czerwonego napoju.- Za chwilę mi podziękujesz.-Szepnął.
Pytająco uniosłam brwi, ale powoli do mnie dotarło. Harry był dziwny. Wszystko wokół stawało się dziwne. Ja stawałam się dziwna.
Solidniej złapałam kant blatu, pierwszy raz czując ogarniające mnie uczucie. Moje ciało również je wyczuło, na szczęście nie idąc na całość i nie oddając całego napoju z powrotem.
-Harry...- Przymknęłam oczy.- Tak właściwie to co to było?
Czułam się...właściwie trudno to opisać; nie gorzej czy lepiej, po prostu inaczej. Słyszałam krew szumiącą w żyłach wyobrażając sobie jakby było to tysiące myśli przemierzających organizm. To było dość uderzające- natłok nastrojów, uczuć i wspomnień. Widziałam je przed oczami przez pryzmat ciemności, jak i słyszałam, jednocześnie stojąc w ciszy. Ich wybór był losowy- te wzbudzające dumę, płacz czy strach. Trwały krótko, ale detale w nich umieszczane nadawały im charakter niezwykłości i nieśmiertelności.
-Czy naprawdę chciałabyś znać odpowiedź ?-Na znajomy głos otworzyłam oczy. Pod względem fizycznym nie było to dość dobre posunięcie; nagły odruch nie sprzyjał mojej koordynacji. Na szczęście chłopak  przewidział ten ruch, zdecydowanie przytrzymując mnie za ramiona. 
-Widzisz.- Zaśmiał się cicho.-Mówiłem, że mi podziękujesz.
Gdyby mój mózg był w pełni świadomy posłałabym mu nienawistne spojrzenie... ale że taki nie był po prostu uśmiechnęłam się z lekka. Kołysząc się ujrzałam zza wysokiego ramienia sylwetki uśpionych w mroku ludzi. Teraz ta sceneria wyglądała zupełnie inaczej, niż jak tu schodziłam. Jeszcze parę godzin temu nie pozwoliłabym wlać sobie niczego do ust, spodziewając się skutków jakie były widoczne u otaczających mnie gości. Teraz sama sięgnęłam po coś z czym poczułam się...dobrze. Plusy wypitego przeze mnie napoju zdominowały nieliczne wady, które wyczułam zaraz to wypiciu. Szczęście że chociaż jedno z  nas było trzeźwe...albo i nie.  
-Zaśpiewaj mi coś.- Niekontrolowany szept wydobył się z moich ust. Nie patrząc na twarz bruneta wtuliłam się bardziej w jego ramię, zamykając przy tym oczy. Ta chwila wydawała się dla mnie magiczna, ale byłam pewna, że to przez ową tajemniczą ciecz płynącą w moim organizmie. Jednak teraz nie przejmowałam się niczym, zapadając w stan błogiego spokoju. Po chwili poczułam koło ucha ciepły oddech. Wydawało mi się nawet, że w wyniku tego zadrżałam, a gdy usłyszałam cichą melodię wręcz nie kryłam się z westchnięciem. Jak dotąd myślałam, że sięgnęłam już apogeum, czego wynikiem było okazywanie swoich uczuć i nastroju co robiłam niezwykle rzadko. Jednak późniejsze wydarzenia uświadomiły mnie o tym jak bardzo się na (nie) szczęście pomyliłam.
Trzy piosenki później...
Właściwie to nie zwróciłam większej uwagi na słowa, które kierował do mnie Harry. Sama magia tego kołysania się w objęciach, w środku nocy przy cichej, lecz nasyconej emocjami melodii wystarczyła, by ten sylwester na długo znalazł miejsce w mojej pamięci.
Nadal nie umiałam określić co czułam od kilkunastu minut, gdy to sięgnęłam po kubek z ciemnoczerwoną cieczą. Można powiedzieć, że niewiele od tamtego czasu się zmieniło- połączenie spokoju z przypadkowymi scenami nachodzącymi przed oczy wciąż nie ustępowało. Pojawiło się jednak coś innego, czego rzadko kiedy się dopuszczałam:
-Harry, mogę ci coś powiedzieć?- Chęć podzielenia się tym co czuję. Chęć ukazania swoich uczuć, czy też powiedzenia co kryłam nawet przed samą sobą.
Chłopak przerwał w półsłowie.
-Jasne kochanie, co chcesz mi powiedzieć?- Nie odrywając swoich bark od mojego ciała zaczął rysować kciukiem różne kształty, co dawało dodało mi czegoś w rodzaju spokoju i otuchy. Bliskość chłopaka spowodowała u mnie przerażenie, przyjemność jak i rozkojarzenie.
-Usiądźmy gdzieś.- Zdecydowałam, jednocześnie chcąc i nie chcąc oderwać się od ramion buneta.
-A więc mnie puść.- Odparł żartobliwie, co mimo sytuacji wyczułam w jego głosie.
Znając mnie bym teraz prychnęła, lub zrobiła coś w tym rodzaju, ale póki co...nie byłam to ja.
Odsunęłam się od chłopaka, jednocześnie 'wzbudzając się' z pewnego stopnia otumanienia. Mam tu na myśli tylko i wyłącznie fizyczne aspekty, gdyż pod względem psychicznym nic się nie zmieniło. Nadal miałam tą dziwną chęć...a może impuls wydobycia z siebie co mnie trapi.
Nadal kontrolując moje ruchy złapał mnie za rękę i ruszył w stronę sypialni jak mi się wydawało. Przepuścił mnie na schodach, bo było dość dobrym posunięciem, gdyż z zamyślenia spadłabym już na pierwszym stopniu. Z zamyślenia? Przynajmniej  coś w tym stylu- walczące do dominację wspomnienia w mojej głowie dość dobitnie dawały o sobie znać. Otrząsnęłam się, starając się nad nimi zapanować.
-Dziwnie się czuję.- Stwierdziłam, pokonując kolejne stopnie.
-Serio? -Mimo zawartej we mnie cieczy zdążyłam się zorientować, iż jego wypowiedź wręcz ocieka sarkazmem.
-Powiedziałam to na głos?- Zmarszczyłam nos, przystając.
Pomijam fakt, że chłopak idący za mną prawie na mnie nie wpadł.
-Masz naprawdę słabą główkę.- Zacmokał ustami.
Odwróciłam się do niego przodem, po raz pierwszy górując nad jego wzrostem. W takim stanie nie mogłam wymyśli  żadnej ciętej riposty, więc po prostu popatrzyłam przed siebie. Na wysokości.
I to był błąd.
-Hej, hej!- Powiedział głośniej niż zamierzał loczek, kiedy zakołysałam się w przód. Podtrzymując moje ciało nakierował je niżej abym usiadła.
-Tak chyba będzie najlepiej.- Stwierdził usadawiając się obok.
Przytaknęłam, sama nie wiedząc dlaczego. Teraz wszystkie czynności uzasadniałam podobnie. Będąc w takim stanie nie myśli się o konsekwencjach i działa impulsywnie- tak było w moim przypadku.
-To co chciałaś mi powiedzieć?- Zapytał, lokując moje ciało w bezpiecznej pozycji.
-To dziwne...- W sumie sama nie wiedziałam jak zacząć.- Nie wiem, po prostu chciałam ci powiedzieć niektóre rzeczy, sama nie wiem dlaczego.- Zawiesiłam się na chwilę.-Jeszcze z nikim nie dzieliłam się swoimi uczuciami. Ale teraz...teraz jest jakoś inaczej.
Chłopak zaczął kreślić uspokajające wzorki na moich plecach. Milczenie uznałam za zgodę, tak więc kontynuowałam:
-Od małego to było dla mnie coś wstydliwego...zawsze dziwiłam się osobom, które to robiły...teraz postąpię tak samo.- Szepnęłam, ogarniając wzrokiem to wąskie miejsce, które w jakiś sposób stawało się magiczne.- Lubię, kiedy jesteś taki delikatny i jeździsz opuszkami palców w taki sposób.
W odpowiedzi dostałam cichy śmiech.
-Lubisz?
Przytaknęłam.
-Jeszcze kiedy nosisz koszule rozpinasz dwa pierwsze guziki...
-Też lubię, kiedy tak robisz.
Szturchnęłam chłopaka, postanawiając, że kiedy będę bardziej trzeźwa zrobię to pięć razy mocniej.
-I kiedy nosisz te naszyjniki, szczególnie na rzemyku. Kiedy masz na widoku te dwie jaskółki, kiedy się uśmiechasz a ja widzę te dwa dołeczki, które zawsze chciałam dotknąć, kiedy jesteś taki delikatny i wyrozumiały, kiedy trzymasz małą Soph na rękach albo się z nią bawisz.- Wzięłam oddech.
-Nigdy mi tego nie mówiłaś.- Mruknął.
Wzruszyłam ramionami.
-Wielu rzeczy ci nigdy nie powiedziałam.
-A chciałabyś?
-Teraz tak... to dziwne uczucie, ale chcę.
-W takim razie zrób to.- Zatopił twarz w moich włosach.
-A to też lubię.- Odparłam.
-Zapamiętam.- Wybełkotał niewyraźnie.
-Tak więc...odchrząknęłam.- Sama nie wiem od czego zacząć.- Jęknęłam.
-Od czego chcesz. Najłatwiej od tego, co czujesz teraz bądź niedawno.- Odparł.
-Tak tak.- Przyznałam mu rację.- Nie chciałam tu dzisiaj być.- Zaczęłam, najpierw mówiąc, potem myśląc. - Nie lubię tego typu zabaw. Albo nie lubię siebie, już sama nie wiem...
-Siebie?
-Taką, jaka się stałam. Do nikogo nie podejdę, nie zacznę rozmowy, odpowiem w jednym zdaniu, choć mogłabym wygłosić cała mowę na dany temat, ale...nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie.- Powiedziałam na jednym wydechu.
-Ważne, że jesteśmy my, którzy zaakceptowali cię taką, jaką jesteś. Każdy ma swoje wady i zalety.- Mówił wolno.- To w pewien sposób urocze.- Mogłam przysiąc że się uśmiecha.
-Okropne. Nienawidzę tego. Nienawidzę siebie. Czasem...czasem ta nienawiść mnie przerasta, wiesz?
Usłyszałam wyraźne przełknięcie śliny obok siebie.
-Ty to wiesz. Wiesz co robiłam. Co robię, jakie mam myśli, nie jesteś przecież głupi.- Tempo mojej mowy stawało się coraz szybsze. - Przecież to po mnie widać. Być może nie mówię ci niektórych rzeczy wprost, ale domyślasz się po wyrazie twarzy czy ruchach...
-Domyślam się...- Powiedział bardziej do siebie niż do mnie. Jego głos lekko załamał się przy końcówce. - Twoje oczy...one cię zawsze zdradzają. Nawet, kiedy się uśmiechasz.
Moje kąciki ust powędrowały delikatnie ku górze.
-Teraz również.
Cztery wywody dalej...
-Harry?
-Tak?
-Ja...ja jestem nienormalna?
-Co to za pytanie?- Cofnął twarz tak, aby spojrzeć w moje oczy. Gdy tylko to zrobił spuściłam wzrok. Nie umiałam rozmawiać z kimś patrząc mu w oczy. Jego kciuki powędrowały na moją brodę starając się przywrócić jej poprzednie ułożenie.
-Nie rób tego.- Szepnęłam.- Nie potrafię rozmawiać jak normalni ludzie Harry. Nawet tego nie potrafię.- Głos mi się załamał.
-Nie mów tak; każdy z nas jest inny. Właśnie to czyni ciebie piękną.- Odparł, akcentując dwa ostatnie wyrazy.- Zarówno fizycznie jak i psychicznie.
Przytaknęłam, wciąż cicho się z tym nie zgadzając.
-Nie potrafisz kłamać.- Odrzekł po chwili ciszy, wciąż wpatrując się w moje oczy.
Nie potrafię.
Nic nie potrafię.
Jestem niepotrzebna.
Jestem tylko problemem.
-Hej, hej.- Otarł pierwszą łzę, której ja sama nie byłam świadoma.
Przeniósł się na schodek niżej, aby lepiej móc opanować sytuację. Ukląkł przede mną i kciukami wytarł policzki i rozgarnął włosy.
Jestem słaba.
Po chwili krótkiego, ale intensywnego  wpatrywania się w moją twarz  przybliżył się. Oparł się swoim czołem i zamknął oczy.
-Powiedziałaś mi to wszystko, dlatego ja teraz chcę cos powiedzieć Tobie.- Zrobił pauzę, która zakończył wraz z wydechem.- Chcę, abyś była tego świadoma. Przynajmniej przez ten czas. Jutro i tak nie będziesz niczego pamiętać.
Przytaknęłam przygryzając wargę. Zamknęłam oczy i odnajdując jego dłonie przysłuchiwałam się słowom, które kierował do mnie chłopak.
Godzina 18.34
Przysłuchując się cichej melodii z głośników usilnie próbowałam zagłuszyć tą dochodzącą zza okna. Krople jakby z premedytacją zaczęły mocniej uderzać o szybę i jasny parapet. Nawet zjawiska pogodowe idą mi na przekór- witam w moim życiu.
Odchyliłam się lekko, opierając głowę o zimną powierzchnię. Przymknęłam oczy próbując choć na chwilę oderwać się od dosłownie szarej rzeczywistości. Próba zachowania spokoju zakończyła się tak szybko jak i zaczęła poprzez głośne „Wyjeżdżam po Rose, ktoś chce się zabrać?!” Liama.
Westchnęłam z rezygnacją, słysząc nasilające się kroki.
-Harry?- Rozłożony na kanapie chłopak przecząco pokiwał głową.
-Niall? Asia? No weźcie, będzie jej miło!
Blondyn wybełkotał kilka niezrozumiałych słów, co zakończyło się wypluciem jedzenia.
-Może tak jaśniej?- wycedził; jak mniemam przyzwyczajony do takich widoków brunet.
-Za 20 minut jak skończę jeść.- Stęknął Irlandczyk.
-Za 20 minut to ja muszę być na miejscu.- Odparł, odwracając się w moją stronę, pytająco unosząc lewa brew.
-Ew…- Starając się uspokoić narastający mętlik, odparłam co mi pierwsze co mi przyszło do głowy.- Nie wiem…tak, nie….tak.
-Kobiety…- Mruknął z uniesionym kącikiem ust.
Z pozycji siedzącej przeszłam na siedząco...wstającą? Jakkolwiek niepoprawnie to brzmi każdy wie o co chodzi. Poddana sprzecznym myślom, decyzjom oraz sygnałom zamarłam w półkroku.
-Pomogę Ci.- Odparł zakładając czapkę.- Decydując w twoim imieniu oznajmiam ci, że jedziesz.- Oto tymi słowami tak zakończyłam moją wewnętrzną walkę, nieświadomie rozpoczynając nową, niewinnie zaczynającą się historię...
W mgnieniu oka stałam przed lustrem dopinana przez Liama, sama zakładając nigdy-nie-układającą się czapkę. Czy czapki mogą się nie układać? Informuję was, że z moim szczęście wszystko staje się możliwe.
-Właściwie to po co jedziemy? -Spojrzałam na chłopaka mocującego się z zamkiem w drzwiach.- Ja to zrobię...
-Odebrać Rose z ostatnie próby generalnej przed występem.- W jego głosie nie dało się nie wyczuć nutki dumy.
-Och...tak, coś wspominała.- Starałam się powrócić myślami do naszej rozmowy sprzed kilku dni.- To coś z baletem?
-Tak.- Zmarszczył brwi.- Chyba...To co ona tańczy to balet, no nie?
Parsknęłam śmiechem.
-Faceci. -Powtórzyłam jego kwestię sprzed kilku minut, tylko w odwrotnym kierunku.
-Jak byś sama wiedziała lepiej.- Urocza zmarszczka przy nosie chłopaka zdradziła udawane wzburzenie.
-Ja przynajmniej jestem pewna, że to balet.- Fuknęłam.
W odpowiedzi usłyszałam jedynie głośne wypuszczenie powietrza. Wygodnie ułożyłam się na fotelu i za pomocą lusterka ułożyłam włosy. Pozostałości po wczorajszym dziele Alice prezentowały się zadziwiająco dobrze. Nie tyle jeśli chodzi o trwałość, ale o efekt, który otrzymałam po pobudce na schodach, gdzie do teraz mnie zastanawia co tam robiłam i jakim cudem nie spadłam. Tak zwany artystyczny nieład mógł być uznany za dość współczesną fryzurę...oczywiście nie chodzi mi o wystające w każdą stronę świata włosy, ale 'niechlujny' kok, którego każda dziewczyna robi kilkanaście minut. Stąd też z uśmiechem na twarzy przejechaliśmy przez bramę, wkraczając w strefę, gdzie na każdym kroku czyhało paparazzi.
Zerknęłam za szybę, gdzie ulegały wyschnięciu ostatnie kałuże po nocnej burzy. Co  najdziwniejsze- pierwszej nocnej burzy która nie zakłóciła mojego snu. Choć wydaje mi się, że śniłam o podobnej scenerii za oknem, uważam to za mój  malutki sukces  własnej psychiki. Być może to początek nowej drogi w tym roku, którą mam nadzieję przejdę z mniejszym lękiem niż w kilkunastu poprzednich.
-O czym tak rozmyślasz hmhhhh?
Przekręciłam głowę w stronę chłopaka.
-O dzisiejszej nocy.- Oparłam zgodnie z prawdą.
Brunet przytaknął zaciskając usta. Uznałam ten gest za kończący naszą rozmowę więc powróciłam do wcześniejszego zajęcia jakim było obserwowanie widoków za oknem. Domy obok których przejeżdżaliśmy objętościowo dorównywały posiadłości chłopaków, co wyjaśnia dzielnica, której się znajdowaliśmy i osoby, które tu mieszkały. Zabawne było patrzeć na te idealnie przystrzyżone drzewa, za którymi ukrywali się dorośli czy nastolatkowie z aparatami w rękach.
-Przepraszam za to.
Wzdrygając się, ponownie spojrzałam na chłopaka. Nawet nie starałam się ukryć zdziwienia spowodowanego tymi słowami.
-Ew...- Przełknęłam ślinę. - Do czego się odnosisz?- Zapytałam niepewnie.
-Mówiłaś , że wspominasz dzisiejszą noc.- Powiedział, jednocześnie rozglądając się na skrzyżowaniu.- Nie wiem co dokładnie miałaś na myśli, ale w tamtym czasie miałaś styczność również ze mną...-Zrobił krótka przerwę.- Wtedy na korytarzu.
Przeszukując w pamięci odpowiednie wspomnienie, dotarłam do momentu gdzie stanęłam niedaleko  niego wychodząc od Louisa. Rozmawiał wtedy przez telefon i chyba nie była to osoba której lubił.
Kiwnęłam twierdząco głową, na znak, że sobie przypomniałam.
-Nie chcę się tu usprawiedliwiać, że byłem pijany, bo nie jest to dobry powód, ale w sumie...

-Liam rozumiem, nie musisz mi się tłumaczyć z takich rzeczy.- Przerwałam mu.
-Nie, chcę tylko powiedzieć, że kiedy jesteś w takim stanie to...najpierw mówisz, potem myślisz. Tyczy się to zarówno słów, które powiedziałem na samym początku i na końcu.
-Nawet nie pamiętam co do końca mówiłeś.- Zaśmiałam się krótko.- Nie zadręczaj się.- Poklepałam go pokrzepiająco.
Brunet przytaknął, również się uśmiechając.- To dobrze.
Do końca podróży uśmiech nie schodził mu z twarzy...aż sama zaczęłam się zastanawiać o co chodziło i karcić moją pamięć za luki. Ze stanu zamyślenia wyrwały mnie otwierające się drzwi i nim zdążyłam zareagować- rozpinające się pasy.
-Wstajemy.- Odrzekł śpiewająco.
Z niechęcią wstałam z nagrzanego fotela, zderzając się ze ścianą nieprzyjemnego, zimnego powietrza. On miał chociaż motywację w postaci czekającej na niego dziewczyny, którą miał zobaczyć za niecałą minutę. W sumie podzielałam jego zdanie, również chcąc jak najszybciej znaleźć się w budynku, jednak w celu ogrzewania i miejsc siedzących.
-No chodź.- Złapał moją rękę, którą wyciągnęłam rozciągając się. Fuknęłam, jednak nie mając siły, by dać mu reprymendę w postaci długiej mowy. Zdołałam tylko uśmiechnąć się pod nosem widząc w tej chwili uroczo pędzącego ku drzwiom Liama.
Pokręciłam głową i ruszyłam za nim. Wiejący ponuro wiatr i resztki kałuż pomogły mi nieco przyspieszyć tempo, przez co chwilę później znaleźliśmy się z chłopakiem w środku pomieszczenia. Klapnęłam na najbliższe krzesełko a brunet niezdecydowany czy podejść do recepcji zaczął krążyć w kółko. Ta cisza nie potrwała nawet sekundy, gdyż pani siedząca przy komputerze zmierzyła nas wzrokiem i nim chłopak zdążył coś powiedzieć, zaczęła:
-Przep...-Odchrząknęła.- Przepraszam, ale z powodu nagłej sytuacji nie powinnam tu nikogo wpuszczać.
Payne, chyba z efektu początkowego zdziwienia nie zdołał wykrztusić żadnego słowa. Moją uwagę przykuły nie wiedzieć czemu ręce kobiety, które niekontrolowanie drgały i były co chwila pocierane.
-Nagłej sytuacji?- Uratowałam chłopaka, który stał w bezruchu.
-Ee..t...tak. Nie wolno mi udzielać żadnych informacji. Jeśli państwo są rodziną lub bliskimi osób uczęszczających na zajęcia to proszę o poczekanie na zewnątrz. Chcemy w tej chwili jak najmniej zamieszania.- Wyrecytowała, co jak widać wcześniej jej kazano przekazać.
Spojrzałam na chłopaka, którego mina wyrażała podobne odczucia do moich.
-Chyba mam prawo zaczekać tutaj na swoją...na.. koleżankę.- Odzyskał mowę, przy okazji uważając z wymawianymi słowami. Miał świadomość, że jest osobą, o której mówi się wszędzie, a każde słowo może być  zinterpretowane inaczej niż powinno. Niby wiadomość o nowej dziewczynie już była, ale chciał przygotowywać Rose małymi kroczkami do związku z celebrytą.
Recepcjonistka nerwowo przełknęła ślinę.
-Mamy nagły przypadek, jestem zmusz...
Rozległ się przeraźliwy krzyk.
Nie zwykły krzyk, jaki określamy mianem podniesienia głosu.
To był ból, strach, rozpacz, cierpienie, przerażenie i płacz w jednym.
Czasem się mówi, że podczas takich sytuacji człowiekowi wydaje się jakby zwolnił czas. W moim przypadku tak nie było. Szczerze mówiąc niewiele pamiętam z tamtej chwili. Pierwsze co zobaczyłam po usłyszeniu tego przeraźliwego głosu była migająca przede mną osoba Liama. Chłopak zniknął za  drzwiami, a ja zostałam z nawołującą go recepcjonistką. Nigdy więcej nie chciałam usłyszeć tego ponownie. A mimo to słyszę go do dziś.
Przypomniał mi wiele.
Bardzo wiele.
Był jak najgorszy koszmar. Wywoływał najgorsze uczucia. Najgorsze myśli. Najgorsze wspomnienia.
W dzieciństwie  nie miałam dokładnie rozwiniętej psychiki. Mam z tego okresu luki w pamięci. Teraz byłam w pełni świadoma tego co usłyszałam i byłam pewna, że parę sekund później doszedł do tego niższy, ale równie głośny krzyk Liama.
To był ten moment kiedy otrząsając się pobiegłam w jego ślady. Minęłam zdziwioną recepcjonistkę, która zapewne wracała do swojego stanowiska.
Mój dystans nie trwał długo. Widok, który prezentował się przed oczami jest czyś...nie do opisania. Znaczy krótki schemat rozmieszczenia poszczególnych postaci- owszem. Twarz, wyrażająca...wszystko co złe- nigdy.
Byłam pewna, że serce w tamtej chwili bije miliard razy na sekundę, albo w ogóle przestało bić. Nie tylko ono stanęło- stanęłam ja, mój oddech, krew w żyłach...tak- myślę, że to właściwe określenie stanu rzeczywistego.
Chociaż Rose leżała kilkanaście metrów przede mną doskonale widziałam jej wyraz twarzy. W tamtej chwili zobaczyłam wszystkie najgorsze emocje jakie człowiek mógł odczuwać w jednej sekundzie.
Do tego momentu byłam pewna, że umiem opisać większość odczuć w niektórych momentach. Patrząc na ten widok przekonałam się, jak bardzo się myliłam.
Leżąca. Bezbronna. Jednocześnie próbująca resztkami sił odsunąć od siebie wszystkich. Chyba jej się udało, bo niewidzialna bariera dzieliła nią od innych spore dwa metry. Ubranie zmięte. Ciało drżące. Oczy...zaszklone oczy wpatrujące się jakby w nieistniejącą przestrzeń, którą wytworzyła tylko dla siebie. Nie płakała. Ale to było jeszcze gorsze- jakby oczekiwanie na kolejny ruch, którego ona sama nie potrafiła przewidzieć. Dłonie ściśnięte w ciasną pięść. Skulona.
Przez chwile przeszła mnie myśl, której bym nie cofnęła. Mimo niosącego przerażenia nie cofnęłabym jej. Chciałabym, aby ona leżała tam martwa. Bez tego cierpienia wymalowanego na twarzy. Bez bólu. Bez strachu. Bez własnych myśli i emocji. Bez wspomnień.
Byłam w pomieszczeniu parę sekund a już wyglądałam jak pozostali tutaj obecni pewnie od dłuższego czasu. Z wyjątkiem Liama i Rose. Oni wyglądali znacznie gorzej, co do chwili obecnej wydawało mi się niemożliwe.
louis tomlinson 1k Harry Styles One Direction Zayn Malik liam payne Niall Horan gifs 1D Meus new make a difference this is not about one direction so i put them in black and white this is about the kids who are dying everyday because of malaria a simple vaccine is £5 JUST IT please do not forget to donate it is so important
On stał parę metrów od niej. Nie zrozumiałam dlaczego już przy niej nie klęczał. Nie zrozumiałam dlaczego nikt przy niej nie klęczał.
Patrzyłam z nieodgadnionym wyrazem twarzy  na jej oczy. Na oczy- swoją pustką jednocześnie wyrażające wszystko- cóż za paradoks.
W jednej chwili zrobiło mi się duszno. Starałam się opanować oddech, aby nie skończyć do pewnego stopnia jak ona. Ogarnęłam wzrokiem wszystkich dookoła; każdy był tak samo przerażony, ale nikt nie reagował.
W sali zalegała cisza nie licząc drżącego oddechu dziewczyny. W życiu nie czułam się tak bezradna. Zakładałam, że odpowiednio zatelefonowano po pomoc, więc nawet w tej dziedzinie nie mogłam wiele zrobić. Cokolwiek się stało było już za późno; myślę; że mój pesymizm w tej chwili nie był ani trochę przesadzony.
Przeniosłam wzrok na chłopaka, który wykonał dwa małe kroki.
O dwa za dużo.
Po sali rozprzestrzenił się krzyk. Zatkałam uszy.
Teraz już wiedziałam, dlaczego nikt do niej nie podszedł.
Przeniosłam moje dłonie na usta, które niekontrolowanie drżały. Już po chwili poczułam na nich malutkie krople słonej cieczy. Zamknęłam oczy, lecz widok, który miałam przed oczyma niekontrolowanie wdzierał się do mojej wyobraźni.
Miała przed sobą całe życie. Nawet jeśli przez to jeszcze przejdzie, to nie będzie już tą samą Rose. Będzie zepsuta. Tak jak ja. Nadal będzie istniała, co nie oznacza życia. A może nie wytrzyma tego psychicznie i przestanie istnieć fizycznie? A Liam? Liam razem z nią.


Uniosłam powieki. Szczerze mówiąc, niewiele to dało przez łzy, które tworzyły niewyraźny obraz. Wykorzystując, że nie byłam w jej polu widzenia zbliżyłam się minimalnie. Z tej odległości dostrzegłam rozmazane ślady krwi. Po jej ilości wywnioskowałam, że dziewczyna nie ma dużej ilości obrażeń. Fizycznie.
Odetchnęłam z ulgą, dostrzegając chyba jedyny plus całej sytuacji. Wytarłam łzy, starając się jako jedyna z całego otoczenia myśląc racjonalnie. Wzięłam trzy głębokie oddechy. Z powrotem przeniosłam wzrok na chłopaka, którego twarz wyrażała nie mniej bólu niż twarz dziewczyny. Był tak samo bezradny i chyba to bolało go najbardziej. Kilka metrów od niego leżała jego dziewczyna, której nie mógł pomóc. Pozwolił jej cierpieć. Patrzył na nią w chwili, w chwili gdy skulona leżała na podłodze tępo wpatrując się w rozpościerającą się przestrzeń.
Mijały kolejne sekundy. Jakaś blondynka nie wytrzymała i wyszła podtrzymywana przez czarnowłosego chłopaka .Po chwili dało się słyszeć podenerwowany głos recepcjonistki, który zapełnił choć na chwilę panującą ciszę. Starając się nie skończyć jak ów dziewczyna podjęłam się analizy zaistniałej sytuacji. Spojrzałam na twarze obecnych w pomieszczeniu; u grupy tanecznej dominował strach, u Liama ból, a u Rose...wydaje mi się, że przerażenie. Tak, to przerażenie było czymś, co najbardziej rzucało się w oczy i tym samym narysowało niewidzialną granicę dla wszystkich, którzy próbowali jej pomóc.
Zmarszczyłam brwi. Dlaczego nic do siebie tutaj nie pasowało? Elementów układanki było dużo, jednak żaden nie łączył się z drugim. Spojrzałam prosto na Rose. Z warkocza, który miała na głowie pozostał niechlujne ułożenie, które ledwo go przypominało. Absolutnie skulona, ale bacznie obserwująca wszystkich pustym wzrokiem. Na policzkach można było zauważyć śladu po tuszy do rzęs, który niedawno spływał wraz z łzami tworząc czarne ścieżki, które mogliśmy teraz zobaczyć. Strój dość nietypowy, jak zakładam jeszcze z odbywającej się niedawno próby; dość pomięty i pozwalający ujrzeć szybko poruszającą się klatkę piersiową. Przymrużyłam oczy. Obok drżącej sylwetki było coś jeszcze: słabo widoczny przedmiot, zasłaniany przez zaciśniętą w pięść dłoń. Był on jasny, na pierwszy rzut oka wtapiający się w ubranie. Równie zmięty, lekko poruszający się przy każdym oddechu dziewczyny. Wnioskując- nie był zbyt ciężki. Zrobiłam jeszcze jeden krok do przodu wykorzystując nieuwagę dziewczyny. I ten krok zapamiętałam na długo. Być może mój wzrok nie był dość najlepszy, ale są rzeczy, które rozpoznaje się niezależnie od okoliczności.
Jedna rzecz. Ta jedna rzecz potrafiła wkraść się do mojej pamięci na długo. Jedna mała, pomięta karteczka. Karteczka, na której pismo wywołało dwa razy szybsze bicie serca. Z tej odległości i perspektywy było widocznych tylko parę literek. I to właśnie one sprawiły, że wstrzymałam oddech.
Mimo paru metrów dzielących mnie z Liamem czułam na sobie jego wzrok. Ten wzrok czuję do dzisiaj.
On już wiedział.
__________________________________________
Witam! <3
Cóż...nawet nie wiem od czego zacząć, ale chyba od najważniejszego i czegoś najbardziej związanego z blogiem czyli...jego trzecie urodziny! ( Ja wcale nie płaczę ) To już trzy lata (i dokładnie jeden dzień, ale nie czułabym się dobrze świętując tę uroczystość w Wielki Piątek) od kiedy podjęłam najlepszą decyzję mojego życia...cóż wiem, że to brzmi dość banalnie, ale jak właśnie jest :)) I jestem pewna, że do końca życia nie będę w stanie się odwdzięczyć za to wszystko co dla mnie robicie i jeszcze tu jesteście mimo tak długich przerw. :')

25 marca 2013 roku, kiedy udostępniłam tu swój pierwszy rozdział; w życiu nie myślałam, że staniecie się tak wielką częścią mnie a słów, którymi chciałabym wam podziękować nie odnajdę nigdy. Obiecuję, że doprowadzę ten blog do końca i wszystkie wątki zostaną wyjaśnione. Nie umiałabym postąpić inaczej, więc możecie być spokojni. <3