Muzyka

12 października 2013

~Rozdział 34~


Ze snu wyrwał mnie dudniący dzwonek do drzwi. Jego dźwięk jeszcze przez kilka sekund nieprzyjemnie drażnił moje ucho. Ziewając i przeciągając się nawiązywałam coraz to lepszą więź z tym, co się wokół mnie działo. Dochodziło do mnie gdzie się znajdowałam, oraz jaka była mniej więcej pora. Po mgle wijącej się pomiędzy domami mogłam wywnioskować, iż jest jeszcze wcześnie.
Wzdrygnęłam się. No tak, przecież przed chwilą ktoś dzwonił do drzwi!
Alice.
To ona przez ostatnie dni jako jedyna przekraczała progi mojego domu. Każde 12 godzin wyglądało tak samo- rankiem wybierała mi zestaw ubrań- co sprawiało jej czystą przyjemność. Następnie, mimo codziennego sprzeciwu nakładała mi make-up. Poddając się jej zabiegom rozmawiałyśmy …chyba nie muszę pisać o kim. Chociaż nasze konwersacje już i tak nic nie wnosiły, to Alice  przekonywała mnie swoimi coraz to nowszymi argumentami. Brzmiały one niemal tak wiarogodnie, że nawet nie śmiałam wnieść ton sprzeciwu.
Do rzeczywistości powrócił mnie drugi dzwonek zwiastujący, że moja koleżanka nieco się niecierpliwi. Szczerze powiedziawszy, za Chiny bym teraz nie wstała więc krzyknęłam tylko ochrypłym głosem „Wejdź!” Słysząc jej kroki na schodach upewniłam się tylko, że brunetka wykonała moje polecenie. Drzwi do mojego pokoju uchyliły się lekko, a w drzwiach stanął:
-Louis?!-pisnęłam podsuwając kołdrę pod sam czubek nosa.
Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się chytrze. Bez wahania przekroczył pomieszczenia, w którym się znajdowałam ani na sekundę nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Co Ty tu robisz?!-mój ton nadal nie schodził poniżej skalę sopranu.
-Mi też miło Ciebie widzieć Asia-mruknął.
Przewróciłam teatralnie oczami.
-Odpowiedz mi na pytanie.- nie zwracałam uwagi na jego wcześniejszą odzywkę.
-A więc odpowiadając na Twoje pytanie- zaczął sarkastycznym tonem- jeszcze przed paroma sekundami sama dałaś mi pozwolenie na oficjalne przekroczenie progu Twojego domu-dokończył o mało co nie wyprowadzając mnie z równowagi.
Chłopak usiadł na łóżku, a jego uśmiech nie chodził mu z twarzy.
-Jak bym wiedziała, że to Ty z pewnością byś go nie dostał.- mruknęłam.
Teraz to on przewrócił oczami.
-A co Ty okres masz, że taka pyskata dziś?
-Louis!
-No co?
Gdyby mój wzrok mógł zabijać.
-No dobrze, już dobrze- podniósł ręce w geście obronnym.
Westchnęłam nadal kurczowo trzymając kołdrę.
-Tak więc zbieramy się-zaczął.
-Słucham?
-To co słyszałaś. Jedziesz do nas!-powiedział z entuzjazmem.
-Chciałbyś.
-No owszem- bardzo chcę. A tak po drugie jadąc na poranną próbę do studia spotkaliśmy Twoją mamę i wszystko nam przekazała. Ponoć przez te ostatnie dni nie czułaś się najlepiej-  chłopak przybliżył się tym razem mając w oczach więcej troski niż radości.
Położył swoją dłoń na moje czoło przez co odruchowo się wzdrygnęłam. Nigdy wcześniej nie doświadczałam takiego dotyku. Przez chwilę poczułam się jakby to mój tata przykładał  mi jego ciepłą rękę. Mogłam znów przypomnieć sobie jak to było kiedy on jeszcze żył. Przymknęłam oczy rozkoszując się starymi, dobrymi czasami.
Lou odchrząknął co spowodowało natychmiastowe zejście na ziemię z mojej strony. Nadal jego niebieskie tęczówki były wlepione we mnie. Uśmiech- nigdy nie schodzący z twarzy jak zwykle zarażał swoją jasną aurą.
-Gorączki nie masz, ale blada jesteś- mruknął jakby sam do siebie.
-To pewnie …-starałam powiedzieć cokolwiek byle by nie prawdę – Um… ostatnio coś dużo w domu przesiaduję, no wiesz…echem..nie ruszam się- bełkotałam.
-Co z pewnością wyjaśniają Twoje podpuchnięte oczy- przejechał opuszkami palców na moich policzkach.
Odwróciłam wzrok. Nie mogłam mu teraz tak po prostu na niego spojrzeć i kłamać po raz kolejny. Tommo jakby zupełnie nieprzejęty moją osobą poprawił sobie swój srebrny zegarek i wstał z łóżka.
-A więc, co dziś ubierasz?- spytał otwierając moja szafę.
-Nie wiem, wybierz cokolwiek.- mruknęłam.
-Może być to?-spytał trzymając w ręce miętowo- czarny biustonosz.
-TOMLINSON!
Nonszalancki uśmieszek nie schodził z twarzy chłopaka.
-Echem… nie to nie. Trzeba było tak od razu- powiedział z powrotem zagłębiając się w szufladę i szukając kolejnej pary bielizny.
-Jak ja Cię wywalę przez to okno, to przez tydzień…
-Dobrze już dobrze- przeniósł się na półkę z spodniami.
Prychnęłam z pogardą.
-Może być to? -zapytał z nadzieją.
-Jak już wspominałam daj mi cokolwiek.- mruknęłam.
Chłopak wyjął pierwsze lepsze szorty oraz koszulę i rzucił mi na łóżko.
-Proszę. A tak w ogóle to strasznie tu duszno. Otwórz sobie balkon czy coś.
-No tak, najlepiej jak właśnie się będę przebierała- powiedziałam sarkastycznym tonem.
-Mi to tam nie przeszkadza- odchrząknął.
-Ojjj grabisz sobie grabisz- syknęłam.
Brunet zdjął koszulkę i znów odetchnął.
-Będę czekał na dole.
-Ok.- starłam się nie patrzeć na jego idealnie zarysowane mięśnie, które z każdym ruchem zmieniały położenie.
-Gdybyś jednak potrzebowała jakiejś pomocy…-szepnął już zamykając drzwi.
-Lou!
Godzinę później…
-Em…a kto jest u was w domu?-zapytałam nerwowo przygryzając wargę
-Chyba wszyscy…-Louis zastanowił się przez chwilę.-który dziś jest?
-Dwudziesty siódmy.
-Czyli Niall’a nie ma.-odrzekł po chwili.
W duchu podziękowałam Bogu.
-A-aha, dlaczego?
-Horan od kilku dni mówił o jakimś koledze z Irlandii, dziś on przyjeżdża..albo przejeżdża przejazdem , już nie pamiętam. W każdym razie blondyn zaplanował mu cały dzień na mieście. Jeśli już, to przyjdzie wieczorem.
Wzdrygnęłam się. Może i nie chciałam z nim skończyć tak jak z Malikiem, ale…sama nie wiedziałam jaka będzie moja reakcja gdy zobaczę Irlandczyka. Wiadomo, że już nigdy nie przytulę się do niego jak kiedyś, że nigdy mu nawet nie spojrzę w oczy jak dawniej. Ale przynajmniej po tym co przeszłam z mulatem, to powtórka nie byłaby dobrym rozwiązaniem. Jeśli bym tak zrobiła, to już niedługo całe 1D byłoby moimi wrogami.
Cicho westchnęłam opierając się o szybę samochodu.
-Coś Ty taka przygnębiona?
-Ja? Wydaje Ci się- mruknęłam.
-Gdyby mi się wydawało to byś nie chodziła cała blada z podpuchniętymi oczami.
-Lou zmieńmy temat…
-Ooo Ty patrz, ładną mamy pogodnę za oknem- odrzekł przymilnym głosem.
Przewróciłam teatralnie oczami. W odpowiedzi Tomlinson poszerzył swój uśmiech.
-Co u Alice?-spytał z obojętnością w głosie.
-Właśnie, Alice! Dobrze, że mi przypomniałeś- pacnęłam się w czoło a brunet popatrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
-Pewnie stoi teraz pod moimi drzwiami i puka nawet nie zdając sobie sprawy, że do was jadę.-wyjaśniłam mu w międzyczasie energicznie przeszukując torbę.
-Jest! -krzyknęłam wyjmując moją zdobycz, a Lou aż podskoczył na fotelu.
Szybko wysłałam jej wiadomość, z treścią, że dziś cały dzień mnie nie ma. Z powrotem odłożyłam telefon na miejsce.
-Ją też możesz zaprosić- odrzekł po chwili ciszy.
-Ok., to jak odpowie, to wyślę jej „zaproszenie”.
Tomlinson kiwnął głową i włączył radio. Zaczął rytmicznie stukać palcami w kierownicę w rytm melodii, która leciała.
 Po paru minutach wyciągnął kluczyki od brami i naciskając spowodował jej otwarcie. Pomachał strażnikowi na wejściu i ruszyliśmy w głąb ogrodu. Zaparkowaliśmy na żwirkowym podłożu, a ja z niechęcią otworzyłam drzwi. Od razu uderzyło mnie ciepło dziejszej temperatury. Niepewnie wysiadłam z auta i podreptałam to Louisa. Ten jak zwykle się uśmiechnął i ruszyliśmy w kierunku domu.
Stojąc przy wejściu głośno przełknęłam ślinę.
-Na pewno nie ma dziś Niall’a?- zapytałam z trudem powstrzymując drżenie w moim głosie.
-Na pewno, ale nie martw się, przekażę mu, że się o niego martwiłaś.- powiedział z chytrym uśmieszkiem i przepuścił mnie w drzwiach.
Przewróciłam teatralnie oczami, ale w głębi serca modliłam się, żeby to był żart.
Na progu przywitał mnie piękny zapach wydobywający się z kuchni. Czyżby kolejne wypieki Stylesa…?
-No rozbieraj się.- powiedział chłopak zdejmując czerwone Vansy.
-Nie mam z czego-mruknęłam pokazując na już dawno leżące balerinki, które były jedyną częścią garderoby do zdjęcia.
-Dla chcącego nic trudnego- rzucił cicho i uśmiechnął się przelotnie.
W odpowiedzi dostał mój lekki zamach ręki na jego czubek głowy. Jednak- jak to Lou nie przejął się tym zbytnio i delikatnie popchnął mnie w stronę salonu.
-Wróciliśmy!-krzyknął.
Z pomieszczenia obok wyłonił się Harry. Na nasz widok na twarzy pojawiły się dwa mi znane, urocze dołeczki. Jego oczy przyjęły jaśniejszą barwę, wręcz ukazując jaśniejące iskierki. Chłopak przetrzepał włosy i ruszył ku mojej osobie. Złapał delikatnie za ramiona i spojrzał na mnie swoimi zielonymi tęczówkami. Prawą ręką przejechał wzdłuż linii obojczyka- co spowodowało u mnie falę dreszczy- i wziął w dłoń pamiątkę, dostałam od niego i jeszcze ani razu jej nie zdjęłam.
-Widzę, że nadal to nosisz.- mówił z delikatną chrypką, a jego usta po raz kolejny wygięły się w łuk.
Przytaknęłam niepewnie głową onieśmielona śmiałością chłopaka- co było w jego zwyczaju.
On wiedział zawsze- jak się zachować. Co robić, wszystko na luzie. Teraz na szczęście nie robił nic- dopóki się nie zorientowałam, że loczek jest wpatrzony we mnie z nadzieją, że zrobię to samo. Z jednej strony- nie mylił się. Z niemałą chęcią bym to zrobiła, bo jego oczy wręcz przyciągały swoim cudownym blaskiem. Mogłabym już spokojnie stać naprzeciwko niego i i wyliczać wszystkie odcienie zielonego, które bym widziała- ale nie mogłam. To było silniejsze ode mnie. Może po prostu ta cała sytuacja przeciążyła mnie już dostatecznie- ograniczenia, które obiecał mi niedawno Harry zostały ledwie dotrzymane. Cieszyłam się, że przynajmniej brunet nie przekracza tego limitu, a wiem, że łatwe to nie było. Widziałam, że nasza ostatnia kłótnia jednak trochę na niego wpłynęła.
Styles równie szybko cofnął obie ręce jak i je położył. Odsunął się i nadal z tzw. „bananem” na twarzy wkroczył do kuchni, gdzie Louis podjadał sos przygotowany na obiad
Usłyszałam lekkie zamknięcie drzwi z góry a po chwili ujrzałam wbiegająca ku mnie postać Liama. Z każdym schodkiem mogłam zaobserwować dokładne zmiany położenia jego mięśni, których trzeba przyznać miał sporą dawkę.
-Dlaczego nie dzwoniłaś? Jak się czujesz? Połóż się, jesteś cała blada, co chcesz do picia? Poczekaj zaraz pójdę po jakieś leki…- przywitał mnie przejętym tonem Payne.
-Echem… Liaś przystopuj- szepnęłam chichocząc.
Chłopak zatrzymał się w pół kroku i stanął przede mną. Położył mi dłoń na czoło cały czas bacznie obserwując mnie swoimi czekoladowymi oczami.
Cofnęłam się przewracając oczami.
-Nie Daddy, nie jestem chora.- mruknęłam
-Jeszcze czego , zbyt długo Cię znam, by stwierdzić czy kłamiesz- miałam nadzieję, że wypowiadał to sarkastycznym tonem.
-No jasne- rzekłam śmiejąc się przy tym.
-Twoja mama jakoś w tej kwestii chyba postawiłaby się za mną, co za tym idzie, że i tak musisz się położyć- stawiał twardo na swoim.
Spojrzałam bezradnie na Harrego i Loiusa, a oni tylko wzruszyli ramionami.
-I jak myślisz, skąd się wzięła nazwa Daddy?- mruknął pod nosem Tomlinson, na co Harreh uśmiechnął się pod nosem.  
-Tak więc, masz tu tylko potwierdzenie, że nie ma co dyskutować- rzekł trochę łagodniejszym tonem.
Po chwili dłoń Liama spoczęła na moim ramieniu a skinieniem głowy wskazał na dużą skórzaną sofę stojącą na rogu pokoju. Ten gest był jednoznaczne- z lekkim oporem ruszyłam w stronę wskazanego mi miejsca. Usiadłam na miękkim materiale odwracając się w stronę chłopaka.
-Ale ja nie jestem chora- jęknęłam po raz drugi.
-Ale jesteś blada, co jest już wystarczającym argumentem aby Cię tu umiejscowić. Kiedy Ty porządnie się wyspałaś, albo wyszłaś choć na pół godziny na świeże powietrze, co?
Z trudem przełknęłam ślinę. Miał rację, co z niechęcią musiałam mu przyznać.
-Tutaj się wyśpisz, wreszcie odpoczniesz. Uwierz mi- nie nękałbym Cię tak, gdybym nie zobaczył Cię w takim stanie.
Aż tak źle wyglądałam?
Kiwnęłam głową.
Brunet usiadł koło mnie i spojrzał mi w oczy.
-No rozchmurz się- dotknął opuszkami palca mojego policzka.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Tak lepiej. Zaraz zrobimy coś, żebyś jak najmniej się ruszała i pozostała na kanapie. Oczywiście do łazienki i na obiad będziesz wstawała.- wyliczał.
No, przynajmniej to.
-Jak chcecie to już możecie siadać, za chwilę będzie podam sałatkę!- krzyknął Styles z kuchni.
Liam westchnął.
-Idź już, ja tylko Ci rozłożę poduszki, żeby było Ci wygodniej i zaraz do was dojdę.-bąknął.
Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w kierunku kuchni. Unoszący się stamtąd zapach tylko motywował moje nogi do szybszego działania.
Rozsiadłam się koło Louisa, szczerze mówiąc wiele ryzykowałam, bo po nim to akurat mogę się spodziewać dokładnie wszystkiego… Przywitał mnie chytrym uśmieszkiem, na co już żałowałam mojej decyzji…
Kilka godzin później…
Półsiedząc rozgrywałam piątą rundę gry z Tomlinsonem.
-Strzelaj, strzelaj!!- wrzeszczał przejęty obrotem sytuacji.
A ja? A ja równie przejęta zaczęłam wciskać guzik po lewej stronie konsoli o mało nie doprowadzając do jego stałego wciśnięcia w plastik. Wpatrywaliśmy się w wielki ekran jak zaczarowani, a Liam tylko stał w oddali i kręcił głową z każdymi krzykami załamując się coraz bardziej. Harry podskakiwał obok niego i dopingował nas klaszcząc w dłonie i wykrzykując co chwila jakieś komendy.
-Dobra koniec tego, jeszcze brakuje, żeby Asia nam się tu uzależniła i niepotrzebnie marnowała czas.- mruknął Daddy stając dokładnie po środku ekranu tym samym zasłaniając nam widok na nasze postacie.  Louis jęknął w geście niezadowolenia a ja ze zmęczenia oparłam się o jego ramię.
-Jeszcze tylko kilka minutek- pisnął loczek.
W odpowiedzi Liam wyłączył urządzenie jednym przyciskiem. Lou wydobył z siebie ponury pomruk niezadowolenia.
-Dziś wcześniej położysz się spać, więc nie sądzę, żeby gra była najzdrowszym rozwiązaniem przed snem- Payne popatrzył  na mnie wyczekująco.
-Liaś, nie przesadzaj- rzekł przymilnym głosem Louis, przy okazji obejmując mnie ramieniem.
-Nie przesadzam- mruknął chłopak i chciał chyba coś dodać, ale przeszkodził mu dźwięk wychodzący z wnętrza mojej torby.
Sms!
Rzuciłam się w kierunku dobrze znanej mi melodii i popatrzyłam na nadawcę. Alice! Nareszcie!
„Hey, jasne nie ma sprawy, odwiedzę dziś Annabeth :) Do zobaczenia jutro, mam nadzieję! ;* „
-Kto to?- zza głowy wychylił się Harry.
-A co pan taki ciekawski? Alice.- mruknęłam odpisując mojej przyjaciółce przystając na jej propozycję.
Właśnie miałam wcisnąć „wyślij” kiedy Liam krzyknął.
-Nie czekaj! Alice? To jeszcze dopisz, że zapraszam ją na moje urodziny w ten weekend!
-Twoje urodziny?- uniosłam brwi.
-No tak …moje urodziny są pod koniec wakacji- powiedział wyraźnie zdezorientowany- To Louis Ci nic nie mówił?
Tomlinson nagle wykazał wielkie zainteresowanie podłogą…
Kiwnęłam przecząco głową.
-No a jak myślisz, dlaczego tu jesteś? Znaczy…no bo Twoja mama nas poprosiła, ale i tak byśmy cię wyciągnęli bo chciałem Cię zaprosić na moje urodziny. – rzekł rzeczowym tonem Liam.
-A-aha to ja nic nie wiedziałam- jąkałam się.
Daddy posłał karcące spojrzenie w kierunku Tomlionsona.
-Więc skoro już tu jesteś chciałem Twoje potwierdzenie…
-Chyba nie planuję nic specjalnego w ostatni weekend przed szkołą- powiedziałam.
-To dobrze…zresztą  odmowy też bym nie przyjął- chłopak rozchmurzył się nieco.
Uśmiechnęłam się do niego przelotnie i zaczęłam pisać do Ali informację o urodzinach. Gdy wysłałam znów poczułam na sobie wzrok Liam’a. Podniosłam głowę..nie myliłam się.
Brunet tępo wpatrywał się we mnie. Choć było to mało przytomne spojrzenie, to i tak wzbudziło we mnie pewien rodzaj dreszczy. Odchrząknęłam znacząco, a on ocknął się w mgnieniu oka.
-Ona też tam będzie…- szepnął cicho.
Choć i tak nie było nikogo w kuchni, to każde słowo wypowiadał tak, jakby zaraz ktoś miał wszystko usłyszeć rozpowiedzieć całemu światu.
-Rose…- jej imię rozniosło się echem po całym pomieszczeniu.
Chłopak kiwnął smutno głową.
-Cały czas się zastanawiam…-zaczął dosiadając się obok mnie- czy jej wtedy nie poprosić.- z trudem wybełkotał ostatnie sylaby.
Nie dziwne… ja sama byłam zaskoczona takim obrotem spraw. Cicho przełknęłam ślinę.
-Liam jesteś pewny, że się na to piszesz?
Payne pokręcił twierdząc głową, ale po chwili to już sama nie wiedziałam czy to bardziej nie przypominało przeczącego gestu.
-Sam już nie wiem- westchnął.
-To wielka odpowiedzialność- odparłam.
-Właśnie tego się boję.- odrzekł cicho.
-Ale Ty jesteś najbardziej ogarniętym członkiem tego zespołu, więc poradzisz sobie- starałam zachęcić go do prawie postanowionej decyzji.
-Ja może i tak, ale ona…
Chłopak podwinął rękawki i podparł się łokciami na kolanach.
-Najgorsze są początki- przytaknęłam.
-Ale ona jest taka delikatna..taka krucha.
-Jest silniejsza niż myślisz, to, że tańczy balet…-zaczęłam, ale Payne mi przerwał.
-Nie! Źle zacząłem. Tu nie chodzi o wygląd zewnętrzny …chociaż też. Ale ….Rose wewnętrznie  może sobie z tym nie poradzić.
-Czego to się nie robi dla miłości- szturchnęlam go w ramię.
-Ale o czym my w ogóle rozmawiamy- jęknął- przecież ona nawet się nie zgodzi na moja propozycję, a ja tu już o związku- bełkotał rozpaczliwie.
-A skąd wiesz, że się nie zgodzi?
-A skąd wiesz, że się zgodzi? -bąknął.
-Myślę, że widzi jak się o nią troszczysz i na pewno weźmie to pod uwagę.
-I by była ze mną tylko z litości.
-Nawet tak nie mów Liam, jesteś wspaniałym chłopakiem, miliony dziewczyn jest w Tobie zakochanych…
-…Ale nie ona- przerwał mi.
Westchnęłam.
-A skąd Ty to możesz wiedzieć?
-A Ty skąd?
-Myślę, że po tym co dla niej zrobiłeś nawet nie będzie miała serca odmówić.- powiedziałam przekonującym tonem.
-Nigdy nie wiadomo- schował twarz w dłoniach.
-Zgodzi się- szepnęłam przytulając go nieśmiało.
Kilka godzin później…
Leżałam na kanapie,  z uwagą przysłuchując się słowom chłopaków siedzących dookoła stołu. Delikatna poświata będąca lampką stojącą koło sofy była jedynym źródłem światła.
-Kolejna miłosna- jęknął Harry.
-Paul powiedział, że to już ostatnia, więc nie przejmuj się Hazza.
Louis po raz kolejny ziewnął, a Styles podparł się łokciami o kant stołu. Zayn coś zawzięcie pisał na swojej kartce papieru a Liam nucił pod nosem melodię nowej piosenki.
-Kiedy on wróci?- zapytał pół-przytomnym głosem Lou a moje serce się ścisnęło. Czy oni mówili o Niallu? Najwyraźniej tak…
-Payne spojrzał na na zegarek.
-Powinien już niedługo.
Świetnie!
 Z trudem przełknęłam ślinę i ścisnęłam rąbek cienkiego koca, którym zostałam przykryta.
-Tu jest napisane, że będzie nam podgrywał ten utwór- loczek pokazał kawałek kartki.
Liam przytaknął.
-Musi zacząć ćwiczyć. A do tego jeszcze dochodzą teksty na pamięć. Nie wiem kiedy on to zrobi, zwłaszcza, że w ten weekend będzie impreza.- westchnął Daddy.
-Poradzi sobie-mruknął Lou.
-Nie przeszkadzamy Ci?- Hazza zwrócił się ku mnie. I nagle wszystkie 3 (tak 3, bo Zayn nawet nie raczył spojrzeć) głowy spoczęły mojej osobie.
Mocniej ścisnęłam kocyk.
-N-nie. Um… jest ok.- uśmiechnęłam się blado.
-Na pewno? Twoje oczy się już zamykają, może pójdziemy na górę?- Liam spojrzał na mnie wzrokiem pełnym troski.
Pokręciłam głową ( na ile było to możliwe w pozycji leżącej).
-Naprawdę nic mi to nie przeszkadza- zapewniłam ich.
Louis i Liam powrócili wzrokiem do stołu, a Hazza uśmiechnął się do mnie. Poprawił swoją koszulkę i spuścił wzrok na kartkę.



Teraz już rozmawiali ciszej. Ich szept sprawiał, że moje oczy tym bardziej odmówiły posłuszeństwa. Sklejały się wbrew mojej woli. Ostatnie co pamiętam to pochylający się nade mną Liam. Nie słyszałam jego słów, ale po ruchach jego warg wyczytałam ciche „dobranoc”. Przykrył mnie kocem a ja odpłynęłam w krainę snu…
Nieokreślony czas później…
Ręka kolejny raz zostawia ciągnące się wzdłuż pleców szramy. Jęknęłam cicho dając upust emocjom. Jego dłoń wędruje pod moje łopatki. Namiętność, która zawładnęła w tej chwili górowała ponad wszystko. Próbuję coś z siebie wydobyć, ale moje słowa zostają stłumione w jego ustach.
-Rozluźnij się kochanie- szepce do prawego ucha.
Gdybym tylko mogła…
Kolejny niekontrolowany jęk wydobywa się z moich warg. Ciało, które próbuje się unieść zostaje doszczętnie  przez niego przygniecione. Chcę złączyć nogi z powodu rozkoszy, którą mną zawładnęła, ale on w porę stopuje je swoim kolanem. Jego ciepłe usta składają na moim obojczyku pocałunek, co powoduje u mnie kolejną falę dreszczy. Czuję, że już nie mogę,  rozkosz jaką on budował z każdym ruchem stawała się niebezpiecznie uzależniająca. Chciałam więcej.
-Nie  Mo..- szepcę nie dokańczając zdania, bo z moich warg wydobywa się kolejny niekontrolowany jęk, po nim kolejny i kolejny. Jakby na potwierdzenie tych słów chłopak przyciska mnie do siebie. Widzę, że on również jest bliski spełnienia, bo jego ciało spina się, a brwi lekko się ściągają.
Ostatni ruch decyduje o wszystkim…
-Niall! -Wydusiłam!
Łapczywie biorąc powietrze podniosłam się jak oparzona. Nie, nie, to tylko zły sen. Ledwo dochodziłam do siebie, matko to było straszne! Starałam się uspokoić mój oddech, przez te parę sekund, które były dla mnie wiecznością.
Nagle zamarłam. Czy mi się tylko wydawało, czy ja słyszałam czyjeś kroki?
Spojrzałam naprzeciwko siebie i zobaczyłam z sylwetkę jakiegoś chłopaka z hukiem zamykającego drzwi.

____________________________________________________

Yhm…witam :3
Nawet nie wiem od czego zacząć…
Może od początku :D
Wprowadziłam pewną nowość, z której mam nadzieję będziecie zadowoleni :) Otóż pod tym linkiem możecie zadawać pytania głównej bohaterce:
Zasada jest jedna: pytania możecie zadawać tylko po przeczytaniu wszystkich rozdziałów. Dlaczego? Daję przykład.
Jest czytelniczka, która jest w 15 rozdziale, a rozdziałów jest już powiedzy…60. Bohaterce umiera mama co w 15 rozdziale nie zostało podane, co zepsuje całą niespodziankę i przyjemność dalszego czytania…
 Dlatego pytania zadają Ci, którzy są  na bieżąco z opowiadaniem!
Druga sprawa… podziękowania. Matko, nawet nie wyobrażacie sobie jak bym mogła się teraz rozpisać dziękując wam- directioners ( i wyjątkom) za te wielkie liczby, które zafundowałyście w statystykach O.O Jeszcze raz dziękuję i zachęcam do udostępniania, pisania komentarzy oraz dołączania do ikonki obserwatorów. :D
Hmmmm czekam na wasze opinie w komentarzach i podpisywania się, bo jestem mile zaskoczona, że jedna osoba ( no Nicku nie zdradzę xd) doskonale mnie rozgryzła i to właśnie to jej zadedykuje odpowiedni rozdział kiedy pewna rzecz zostanie wyjaśniona :)
Czekam na dalsze wasze tezy, dotyczące poszczególnych bohaterów, do następnego! <3
Nicole.

28 września 2013

~Rozdział 33~


Łatwo jest coś budować.  Dążąc do celu myślisz tylko o jego spełnieniu. A co jeśli się nie udaje? Przynajmniej masz satysfakcję i jesteś dumny. Jak to mówią „Nie rezygnuj. Być może zrobiłeś to w najmniej odpowiednim momencie”.  Idziesz dalej, na przód. No właśnie „na przód…”
Jeden krok za dużo. Wszystko się rozpada. „Budować” a „odbudować”…niby tak mało się różnią, ale są niemal przeciwieństwami. Od tego pierwszego zależy nasza silna wola i chęć, ale od tego drugiego… jego/jej silna wola i chęć.
Myślę, że nawet to nie streszcza tego błędu, jaki popełnił Niall. Błędu? Nie. To w żadnym calu nie jest jego wina. Człowiek nie jest w stanie panować nad uczuciami, a przecież tak często musi za nie przepraszać. Emocje można jedynie tlić w sobie, ale one nigdy nie zanikną. Na pewno jakąś cząstką pozostaną w nas do końca życia. Często nawet nie jesteśmy tego świadomi. Wmawiamy sobie, że jest inaczej. Że ten dział jest zakończony. To tylko przez letnie doświadczenie myślimy, że wygraliśmy. Nigdy nie wygramy.
Przecież każdy może powiedzieć „to dlaczego ja kochając go/ją tak bardzo teraz już nic do niej/niego nie czuję?” Widocznie- nic nie czuł. To musiało być tylko chwilowe zauroczenie. To musiał być błąd lub przypadek z minionego dzieciństwa.
Przez te dwa miesiące budowaliśmy z Horanem wieżę, czy mur- nazywajcie to jak chcecie. Każda cegła oznaczała wspólnie spędzone chwile. W tych chwilach kształtowało się zaufanie. Patrzyłam mu w oczy i bez wahania mówiłam moje tajemnice, które dotychczas nie ujrzały światła dziennego. Nazywałam go przyjacielem. I mówiłam to, czego teraz najbardziej żałuję…
Mówiłam, że go kocham.
Że go kocham jak brata, że jest dla mnie jak rodzina.
Nawet sobie nie wyobrażałam jak ból w jego sercu rósł kiedy to słyszał. Pewnie pękało coś w nim od środka. Nieodwzajemniona miłość- jest coś gorszego? Jesteś jej przyjacielem i w pewnej chwili przekraczasz te granice. Czujesz coś więcej. Widzisz to, czego przedtem nie postrzegałeś. Patrzysz na nią ze świadomością, że nigdy nie będzie Twoja- nie, nie ma nic gorszego.
Może i w znakach, które mi dawał Niall byłam ślepa, ale doskonale wiedziałam, co ludzie czują w środku. Może to ze względu na moją wrażliwość? Na to, ile przeszłam w dzieciństwie. Nie wiem, co mnie tak ukształtowało, ale uważałam to za mało przydatną cechę.
Owszem-wiedziałam co społeczeństwo ukrywa. Ale co z tego jak nie mogłam im pomóc. Irlandczykowi również. Teraz będąc koło niego mogłam tylko sprawę pogorszyć. Mam bezczynnie siedzieć i darować do świadomością, że nigdy go nie pokocham tak samo jak on mnie? Już lepiej, żebym zniknęła z jego życia, a przynajmniej unikała.
Czy kiedykolwiek będę mogła mu spojrzeć w oczy tak jak dawniej? Bez żadnych zobowiązań. Bez tak silnego uczucia, którym on darował mnie, a ja tego nie odwzajemniałam.
Trudni mówić o tym, że wieża, którą budowaliśmy została zburzona. Nie- gdybym tak powiedziała to bym kłamała. Ale zamiast muru mogła się zamieniać w barierę. Barierę oddzielającą te dwa światy, stary- ja i blondyn jako przyjaciele i nowy, w który właśnie wkraczałam: ja i Niall jako…
No właśnie, jako kto.
Przyjaciele? Czy przyjacielem można nazwać osobę, której teraz nie będziesz potrafiła spojrzeć w oczy?
Para? Nie, jeśli tylko jedna osoba dzieli to silne uczucie jakim jest miłość, to trudno jest to nazwać parą.
Muszę w sumie się przyznać, że Horan był typem chłopaka, który byłby moim wymarzonym. To chyba właśnie dlatego, tak się do siebie zbliżyliśmy, to dlatego pozwalałam mu na tak wiele. To dlatego właśnie mu zwierzałam się ze swoich tajemnic.
Ale nie mam tu na myśli „wymarzonym” w sensie takim, że od razu chciałam z nim być. Po postu był wzorem, stereotypem jakiego zawsze sobie wyobrażałam. Nieśmiały, opiekuńczy blondyn z niebieskimi oczami. Słodko, no nie?
Nie mogłam jednak powiedzieć, że tylko przez to tak zbliżyłam się z Irlandczykiem. On miał w sobie to coś. Zawsze mi pomagał- wspierał mnie. Wiedział co czuję. Widział, jak kłamię. Potrafił odgadywać moje uczucia. No dobra… z moją osobą nie było to zbyt trudne, skoro i tak ciągle płaczę. Ale tu nie chodzi o to. Po kłótni z Zaynem  wziął mnie pod” swoje skrzydła”. Myślałam, że to braterski gest, jednak… myliłam się. Moja przyjaciółka Alice za jednym spotkaniem mi wszystko uświadomiła. Przejrzałam na oczy.
Ale czy to lepiej…?
Z drugiej strony to nie była jego wina. Uczucia często wymykają się spoza kontroli. Nie panujemy nad nimi. Co on mógł zrobić w tej sytuacji? Odkochać się? Tak po prostu? To oczywiste, że tak się nie da. To tak jak by człowiek miałby zakaz do jakiegokolwiek okazywania tego co czuje. Człowieczeństwo by zaczęło w nim zanikać. Z jednej strony nie mogłam doprowadzić Nialla do takiego stanu, ale z drugiej strony… miałam jakiś wybór? Założę się, ze teraz myślisz „no pewnie, zeswataj się z nim i już”. Ale przecież ja go nie kochałam. Jeszcze gorszym bóle dla niego byłoby potem usłyszenie ode słów „Przepraszam, nigdy nie czułam tego samego do Ciebie co Ty do mnie”.
Byłam w kompletnym dołku. Każde rozwiązanie prowadziło do klęski. To jak pisanie tragizmu …co bym nie zrobiła i tak będzie źle.
Tak już właśnie myślałam, leząc od około 5 godzin na łóżku i bezczynnie wpatrując się w sufit. Była już noc. Za oknem świeciły miejskie latarnie ledwie dając światło dla nocnych przechodniów i kierowców. W lewej dłoni cały czas trzymałam kartkę zapisaną przez Alice. Po raz setny podniosłam ją do góry i przeczytałam  napis  złożony z samych wielkich liter: MIŁOŚĆ.
Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Dlaczego to wszystko jest takie trudne?  Albo to może ja jestem na tyle słaba, że nie mogę sobie poradzić z takimi rzeczami?
Przekręciłam się na prawy bok  i spojrzałam na godzinę. 3:07, ostatnio jak patrzyłam była 2:41 więc chyba nie jest tak źle. No Asia, to o czym teraz myślimy? Przecież trochę jeszcze do rana zostało…
2 godziny później…
Oooooo czyli na ognisku to on mnie wtedy pocałował- prowadziłam zawziętą konwersację sama ze sobą. W sumie to nawet było do niego podobne, na ostatnie pożegnanie zrobił to samo. Znów mogłam poczuć jego suche i ciepłe usta na moim czole. Ale wtedy jeszcze nie znałam mocy uczucia jakie nas łączy. Poprawka: jakie on czuje w stosunku do mnie.
I tak przez całą noc wspominałam stare dobre czasy i próbowałam złożyć niektóre fakty w logiczną całość. Niby kartka Alice miała mi w tym pomóc. Teoretycznie to już pomogła. Ekhem…nie tyle pomogła co uświadomiła. Ale nadal miałam mnóstwo pytań na które nie znałam odpowiedzi. Wszystkie związane były z głównym problemem o nazwie „Nicole”.
Co ma zakochanie się Horana we mnie do tej blondynki?
Do głowy przychodziła mi mianowicie cały czas jedna opcja: Ona dowiedziała się (nie wiem jakim cudem), że Niall się we mnie kocha. Ale czy to był powód, żeby ją aż tak… brutalnie potraktować?
Przekręciła się na drugi bok i po raz kolejny tej nocy poczułam napływające do oczu łzy. Szkoda tylko, że nie miałam bliskiej osoby, z którą mogłabym teraz leżeć i wylewać wszystkie negatywne emocje.No tak, dawniej ta osobą spokojnie mógłby być Irlandczyk …ale teraz? Teoretycznie to właśnie przez niego przez kilka godzin przepłakałam.
Powoli wstałam z łóżka kierując się… no właśnie, gdzie? Sama nie wiedziałam co teraz ze sobą zrobić. Byłam pobudzona, spanie było ostatnią rzeczą na którą miałam ochotę. Szczególnie, że jest już po 5, więc słońce powoli wychylało się zza horyzontu. Kłębiąca się nad chodnikami mgła dodawała urok temu miejscu. A ja? A ja stałam przy oknie wpatrując się w jeden nieokreślony punkt…
Rano…
-Wychodzę do pracy kochanie- szepnęła moja mama wychylając się zza drzwi.
-Mhhhmm- wymamrotałam będąc jeszcze w połowie w krainie snu.
-Skarbie coś blada dzisiaj jesteś. Nie masz przypadkiem gorączki?- usłyszałam kroki mojej rodzicielki.  Po chwili poczułam jej ciepłą dłoń na moim czole.
-Dobrze się czujesz?
Kiwnęłam twierdząco głową.
-No niby temperatury nie masz… Może zadzwoń do Alice niech do Ciebie przyjdzie.
-Mamo to niepotrzebne.
-Będę się czuła w pracy spokojniejsza. A jeśli nie ona to chłopaki.
Jasne, już dzwonię!
-Jasne mamo, cos wykombinuję-mruknęłam sama nie wierząc w moje puste słowa. W duchu modliłam się, żeby tylko zabrzmiały wiarygodnie.
-Dobrze, to ja wychodzę, będę wieczorem, pa.
Wymamrotałam coś pod nosem w geście pożegnania i sięgnęłam ręką po komórkę, żeby zobaczyć, która godzina. Dopiero po siódmej. Dla mnie to tym bardziej „dopiero” bo zasnęłam jakąś godzinę temu. Wolałam nawet nie wiedzieć jak teraz wyglądam.
Będąc jeszcze zaspana niepewnie spojrzałam przed siebie. Niewyraźne kontury mebli, budzik, kartki. Kartki… No super. Nawet jak wstanę w nienajgorszym humorze to musi on zostać zepsuty przez wydarzenia z ostatnich dni. W tym wypadku nie było to coś, co jest łatwo zapomnieć. Jest to uczucie, które nigdy nie zanika i zawsze pozostaje w pamięci. Jednym jako to dobre- innym niestety nie. Ja należę do tych drugich jak się można było domyślić…
Nie mając nic innego do roboty niechętnie podniosłam się z łóżka. Przetarłam kilka razy oczy, co i tak nie dawało wielkich efektów i zataczając się dotarłam do jasnej, drewnianej szafy. Wzięłam pierwszą lepszą rzecz, która najprawdopodobniej przypominała sukienkę. Udałam się do łazienki, gdzie na razie wolałam dla własnego bezpieczeństwa nie patrzeć w lustro. Przemyłam twarz i wycierając ręcznikiem spojrzałam na swoje odbicie. Nie było to dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem. Często po zarwanych nocach bladłam a moje oczy były mocno podpuchnięte. Mama brała to za gorączkę czy jakieś przeziębienie więc nigdy się tym nie przejmowała- w sumie to i lepiej.
Przebrałam się i wyszłam z łazienki kierując się na dół. Tam wyjmując pierwsze lepsze składniki z lodówki zrobiłam sobie śniadanie. Może nie wyglądało jak te idealne z wszystkich reklam, na którym wzory na kanapce robi się kilka godzin …ale zjadliwe.
Gdy leniwie przegryzałam kolejny kawałek usłyszałam z góry charakterystyczny dźwięk komórki. Był krótki, to oznaczało tylko SMS, ale i tak moje serce zaczęło bić szybciej. Jeszcze dzień temu wcale bym się tym nie martwiła, ale zważając na to co mi Alice uświadomiła moje serce nieświadomie przyspieszyło. Wbiegłam na górę i już po chwili wracałam do salonu z telefonem w ręku.
Wiadomość od…
.
.
.
.
Niall.
Cholera, nie błagam! Serio? W takie chwili?
No tak, przecież on jeszcze niczego nie świadomy….
Szybko kliknęłam na beżową kopertę i zaczęła czytać treść. Pominę fakt, że literki rozmazywały mi się na wszystkie możliwe strony…
„Heeeey, moglibyśmy się dzisiaj jakoś spotkać? Chłopaki Cię zapraszają :) My mamy za 1,5  wywiad, więc jeśli już to za jakieś 3 godzinki ;>”
Przeanalizowałam każde słowo 9445390650483954 razy ale i tak treść nie docierała do mnie. Starałam się ukryć minimalne drżenie rąk, przez które nawet nie mogłam odpisać. Taaa..odpisać. Jak ja nawet nie wiedziałam jak zacząć! Dlaczego wszystko musi być takie trudne? Próbuję sobie wmawiać, że piszę do zwykłego przyjaciela- byłoby to prawdą gdyby mnie fakt, że ten „przyjaciel” jest we mnie zakochany.
Byłam w kompletnym dołku- nie wiedziałam jak skleić normalne zdanie. Wyjście jest jedno: nie odpisać nic.
Odłożyłam komórkę obok talerza. Zawsze jest jakaś nadzieja, że pomyśli, że jeszcze śpię. No w końcu nawet 9 nie ma! Odłożyłam talerz do zmywarki i stanęłam bezradnie na środku kuchni. Westchnęłam i poprawiłam sukienkę.
Udałam się do salonu gdzie rozsiadłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Leciał jakiś nieznany mi brytyjski serial. Nawet się tym nie przejmowałam, bo byłam za bardzo rozkojarzona, żeby wsłuchać się w to, co mówią aktorzy.
Nawet nie wiem ile minęło- jak długo siedziałam bezczynnie wpatrując się w ekran. Rozległo się pukanie do drzwi. Wzdrygnęłam się. A jeśli to Niall?
Na drżących nogach podreptałam do holu. Zapaliłam światło, co w sumie nie było potrzebne, bo przecież było jasno, ale musiałam coś zrobić dla zabicia stresu i czasu. Nacisnęłam na klamkę a moim oczom ukazała się…
-Asiaaa- pisnęła Alice rzucając mi się na szyję.
-Tak, tak spokojnie- powiedziałam mniej entuzjastycznie.
Moja przyjaciółka zdjęła buty i czym prędzej udała się w stronę mojego pokoju. No tak, ale na mnie już poczekać to nie łaska! Pobiegłam za nią.
-A może jakieś wytłumaczenie? –mruknęłam sarkastycznie opierając się o framugę drzwi.
-Po pierwsze…przeczytałaś kartkę?
Kiwnęłam twierdząco głową.
-No właśnie, to już jest wystarczający powód, dlaczego tu przyszłam. Po drugie-zaczęła moja koleżanka wyliczając na palcach.
-… popatrz w lustro dziewczyno! Przecież Ty wyglądasz jak śmierć!
Dzięki!
-…Ale zaraz to poprawimy jak tylko poddasz się moim zabiegom.
Wywróciłam teatralnie oczami.
-A po trzecie znam swoja przyjaciółkę na tyle, żeby wiedzieć co czuje po tym co jej uświadomiłam-dumnie zakończyła swoją „przemowę.
Uśmiechnęłam się pod nosem co już było nowością w tym dniu. Alice podeszła do łóżka gdzie leżała kartka z jej własnymi zapisami.
-Co o tym myślisz?- zapytała odwracając się w moją stronę.
Wzruszyłam ramionami.
-Już sama nie wiem Ali. To za dużo jak dla mnie… -westchnęłam.
-Czyli zgadzasz się z tym?!-pisnęła uśmiechając się przy tym jak małe dziecko.
 Kiwnęłam niepewnie głową. W sumie wszystkie jej zapiski były rozsądnie uzasadnione. Nie miałam już nawet siły by się o to spierać.
-Jeeeeeeeeeeeej jak słodko!-wrzasnęła piskliwym głosem na cały dom.
Podbiegła do mnie w podskokach.
-Co jak słodko?- zapytałam zdziwiona.
-Jak to co?! Ty i Horan jako para!! – krzyknęła.
Odsunęłam się od niej.
-Alice, Ty żartujesz prawda?-spytałam niepewnie.
-Mówię zupełnie poważnie, za to Twoja reakcja miała być żartem..?
Nadal się śmiała.
-Um…nie Ali. Ja…ja go nie kocham – mój głos zadrżał a atmosfera między nami napięła się.
Mina brunetki zrzedła nieco.
-Asia…ale on cię kocha. Ty go pewnie też, tylko jeszcze sobie tego nie uświadomiłaś- próbowala ratować sytuację.
-Nie…znaczy tak. Ale ja go zawsze kochałam jak brata- nic więcej.-szepnęłam czując napływające do oczu łzy.
Moja przyjaciółka podeszła jeszcze bliżej. Miała nieokreślony wyraz twarzy.
-As…
-…Poza tym jeszcze nigdy nie ma pewności, że on mówił do końca o mnie.-przerwałam jej.
-No nie, a o kim?
Szkoda, że nie powiedziałaś czegoś mniej rozsądnego.
-Um…o..Tobie?-zaczęłam niepewnie.
Alice wybuchnęła śmiechem wzięła mnie za ręke i poprowadziła na łóżko.
-Ty to mówisz na serio?-zapytała pomiędzy atakami śmiechu.
-Nie, na niby- mruknęłam sarkastycznie- może to o Ciebie chodzi. Ciebie tez poznał w wakacje.
-No nie rozśmieszał mnie. Porównaj sobie ile razy wy sami byliście sami w pokoju, ile razy mu zaufałaś i ile razy opiekował jak tylko mógł.-rozgadała się, co natychmiast jej przerwałam:
-Alice, ale to nie znaczy, że od razu mnie kochał- teraz to już zaprzeczałam sama sobie, bo doskonale wiedziałam jaka jest prawda. Może rzeczywiście nie chciałam jej zaakceptować…? Wcielić do swojego życia jako kolejna porażkę pod tytułem „jak zepsuć komuś wszystkie marzenia?”
-Ej, ej wyluzuj. Patrzysz na to jak zwykle z jak najgorszej perspektywy. Musisz w końcu przyjąć do wiadomości, że Niall jest w Tobie zakochany na zabój.-zaczęła wolno.
-Co do tego nie mamy wystarczających argumentów-jęknęłam.
Alice zamyśliła się na chwilę.
-On próbował Cie kiedyś pocałować?
Pokręciłam energicznie głową.
-Co ty!- zaczęłam się śmiać.
-Zastanów się dobrze-mówiła z kamienna twarzą.
To nie było trudne, bo i tak moje myśli przez najbliższe 24 godziny były skupione wyłącznie na Horanie… Wzdrygnęłam się powracając do pierwszego mojego ogniska z chłopakami.
-Kiedy wyjechaliśmy w to samo miejsce co byliśmy teraz …tam ktoś mnie pocałował. Ale miałam zamknięte oczy, więc nie wiedziałam kto to… - szepnęłam rozpaczliwie łącząc fakty.
Czyli to był on…
Alice patrzyła na mnie przez chwilę z lekko rozdziawionymi ustami. Po około minucie ocknęła się niepewnie. Przełknęła głośno ślinę i zadala kolejne pytanie:
-Ktoś Ci to już kiedyś mówił? Wiesz..coś o Horanie. No…sugerował, że on się w Tobie podkochuje?
Wertowałam wszystkie wspomnienia w mojej głowie, próbując udzielić jej prawdziwej odpowiedzi.
Reprospekcja:
„-To…to ty jeszcze nie załapałaś? – spytał poważnie.
[…]
-Pomyśl sobie. Kiedy Cie nie ma chodzi cały czas ponury i nie odzywa się do nas słowem. Od czasu do czasu tylko wpada do pokoju Zayn’a albo z nami zamienia parę zdań, ale to już nie ten sam Niall co kiedyś.. Tylko wtedy kiedy wy przychodzicie to on powraca do dawnego stylu życia i jest zdolny do prowadzenia jakichkolwiek konwersacji.- Styles mówił wolno i dobitnie jakby chciał, żeby każde słowo do mnie odpowiednio trafiło.” (Rozdział 26)
-Ja….znaczy Harry kiedyś wspominał…-jąkałam się.
-Wspominał co? -moja koleżanka przekrzywiła glowę patrząc na mnie z lekkiego ukosa.
-Wiesz…mówił, że jak mnie nie ma to Niall jest inny. Jak przychodzimy- zmienia się- wytłumaczyłam najprościej jak tylko mogłam.
-Widzisz! I sama sobie dopowiedziałaś kolejny powód!- krzyknęła triumfalnie.
-Ale nie powiedział tego wprost-kręciłam głową.
-Ale się założę, że ty już tak- Alice uśmiechnęła się pod nosem.
-No fakt, trochę na niego nakrzyczałam- na mojej twarzy również zagościł delikatny uśmiech.
-Dobra, koniec o tym, a teraz siadaj naprzeciwko mnie i się nie ruszaj.
-.Yhmmm- to jedyne co byłam w stanie wykrztusić.
Brunetka zaczęła wyjmować ze swojej torby najróżniejsze kosmetyki. Może pominę, że co najmniej połowy z nich nawet nie znałam. Jęknęłam na co moja przyjaciółka tylko uśmiechnęła się triumfalnie. Kazała mi zamknąć oczy i zaczęła jeździć opuszkami palców rozsmarowując mi różne kremy, cokolwiek to było. Potem zajęła się rzęsami, powróciła do policzków i…nie wiem, ja sama już się w tym nie łapałam.
-Bosh, jak byście zostali parą to ja bym chyba była najszczęśliwszą osoba na świecie- bełkotała rozmarzonym głosem.
-Nie zapędzaj się tak- mruknęłam.
-O! I bym była twoim świadkiem  na ślubie!- zachichotała.
Gdybym tylko miała otwarte oczy z pewnością zmroziłabym ja teraz wzrokiem…
-Tak, coś jeszcze?- powiedziałam sarkastycznym tonem.
-Albo jak byście się z Niallem zgodzili to bym była chrzestną waszego pierwszego dziecka!- świergotała.
Westchnęłam teatralne.
-Zanim poruszysz sprawę dzieci, to może powróć do momentu, w którym powiedziałam Ci, że ja wcale nie zmierzam z nim być- odparłam.
-No ale przecież on jest uroczy!- pisnęła i nie dając mi dojść do słowa kontynuowała- popatrz jak się o Ciebie troszczy. Zapewne wie o Tobie więcej niż wszyscy chłopcy razem wzięci! A jak się o Ciebie martwi to jest taki słodki- nie wiem, czy ten głos można zaliczyć do najwyższej skali sopranu, ale to co ona teraz z siebie wydawała to… no może zostawię bez komentarza.
-Ach tak, skąd takie głębokie przemyślenia i wnioski?- mruknęłam.
-No przecież widzę, z jaką czułością całował Cię na wyjście.
-To był zwykły pocałunek w czoło- powiedziałam mniej entuzjastycznie – ale fakt, opiekuńczy jest-dodałam.
Na te słowa brunetka aż podskoczyła na łóżku.
-Widzisz, sama nieświadomie się z nim podkochujesz.
-Tak tak Alice, wmawiaj sobie- burknęłam.
-Kazałam Ci się nie ruszać- powiedziała ni z tego ni z owego.- Jeśli chcesz, żebym nie musiała zaczynać mojego dzieła od nowa to siedź tak jak teraz.
-Jak dla mnie, mogę latać bez makijażu.
W odpowiedzi moja koleżanka prychnęła.
-Ale dla mnie nie możesz.
Okay, ja już się nie odzywam
-…szczególnie jak jesteś w takim stanie. Wyobraź sobie jak bys teraz wyglądała, gdybym tu nie przyszła.
-Normalnie?
-Ojjj Asia Asia, czeka Cie ode mnie dużo lekcji.
-Z pewnością…
-Skończone, teraz powoli wstań i zobacz czy Ci się podoba-brunetka zaklaskała w ręce i i podbiegła do lustra jak oparzona. Ja- jak to ja- niezdarnie ześlizgnęłam się z łóżka i podreptałam koło Alice.
-I jak?- jej kąciki ust cały czas były podniesione ku górze.
-Ekchem… ślicznie- odchrząknęłam- a nie przesadzone to trochę.
-Nie! Jest idealnie.-kołysała się w te i we w te.
-Ach tak, to jest pięknie- wykrzesałam z siebie choć trochę entuzjazmu.- Ale…um…ja dziś nigdzie się nie wybieram.
-Ty nie, ale skąd wiesz, że nikt do Ciebie się nie wybierze. Oczywiście nikogo konkretnego tu nie sugerując-zaśmiała się cicho.
Odwzajemniłam uśmiech, ale zgasł on po chwili, kiedy sobie przypomniałam porannego sms-a.
-Alice…-zaczęłam.
-…Dziś rano dostałam od niego sms-a-powiedziałam niepewnie.
-Co tam było?!- krzyknęła na cały dom.
-Nic ważnego, tylko, że mnie zaprasza do siebie…
-A ty?!
-Ja…w sumie nie wiedziałam co zrobić. Więc…nie zrobiłam nic- ujęłam to najłagodniej jak mogłam.
-Nic czyli?- brunetka założyła ręce na boki.
-No..nie odpisałam.
-Asia!
-Um….tak?
-Wiesz jak on może się teraz czuć?!
-Teraz to niepotrzebnie będzie sobie robił nadzieję, jeśli mu odpiszę.
-I co, teraz mieszkając w tej samej części Londynu będziesz go unikać do końca życia?- uniosła brwi.
-Nie..znaczy jeszcze nie wiem. Muszę sobie wszystko poukładać.- powiedziałam niepewnym głosem.
-Jeśli chcesz sobie wszystko poukładać, skończy się tak jak z Zaynem. Unikasz go i za nic nie przeprosisz. Chcesz, żeby z Horanem było tak samo?
Ałć.
Przełknęłam ślinę.
-Nie wiem Alice…to wszystko jest teraz takie skomplikowane…Psychicznie nie daję rady.
-Dlatego masz mnie.- uśmiechnęła się.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Chodź-zaprowadziła mnie na róg łóżka i sama usiadła obok.
-Ty na serio nic do niego nie czujesz? Wiem, że już tysiąc razy zadawałam Ci podobne pytania…Ale Asia- pomyśl. Czy są jeszcze momenty o których nie wiem, a powinnam? Czy są chwile, które was łączą bardziej niż  z którymkolwiek innym chłopakiem.-zaczęła wolno.
Spuściłam wzrok. Może rzeczywiście powiedzieć jej, że widział mnie w połowie nagą? Ona mówiła mi wszystko, nie byłam z nią fair. Albo nie, może powiem jej o sekretach dotyczących moje przeszłości, o których wiedział tylko Niall jeśli chodzi o chłopaków.
-Czyli są- westchnęła.
Potaknęłam głową.
-A więc? Słucham, chociaż jeden z nich, proszę. Może dopiszą to na kartkę i wtedy wspólnie odgadniemy o co mu chodzi, może to wniesie coś nowego.
Pokręciłam przecząco.
-Nie Alice, to nic nie wniesie, ale i tak Ci powiem… Ja… jak byłam w szpilatu po raz drugi. Wiesz, wtedy kiedy poznałyśmy Nicole..to… Nie byłam tam dlatego, że miałam jakieś porażenie słoneczne czy udar mózgu. To dlatego..że jakiś chłopak chciał mnie zgwałcić… -szepnęłam.
Brunetka wpatrywała się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Nic nie mówiła- normalnie nie ta sama dziewczyna co przed paroma minutami.
Kontynuowałam:
-Niall mnie wiedział wiesz….bez koszulki..bez stanika.- sama się sobie dziwiłam, że mówię jej to prosto w oczy. Nikomu, nawet Julii bym nie była w stanie tego powiedzieć. Może jej po prostu na tyle nie ufałam co Alice.
Moja przyjaciółka po kilku minutach ciszy w końcu coś z siebie wykrzesała.
-A-a-a-asia. Ja nie wiedziałam… zgłosiłaś to na policję?
-To nie jest teraz istotne, chciałaś coś nowego, co nas łączyło, to masz.
Ona tylko głośno przełknęła ślinę.
-Boże…- wydusila.
-Dlaczego Ty mi tego wcześniej nie powiedziałaś…?
Wzruszyłam ramionami.
Przytuliła mnie. Trwałyśmy w takiej pozycji przez dobre kilkanaście minut.
-Następnym razem mów mi takie rzeczy od razu-wybełkotała ze złami w oczach.
Przytaknęłam niepewnie.
-Dobra, zmieńmy temat bo ja już dłużej- nie dam rady o tym rozmawiać- szepnęła.
-Ok.
-Jesteś pewna, że nie chcesz się z nim spotkać?- miała już nie poruszac tego tematu. Cóż ….przynajmniej próbowała.
-Nie dziś-szepnęłam.
Największym problemem nie było samo spotkanie. To był po prostu wielki ból, z którego zdawałam sobie sprawę jak bardzo go ranię. Do głowy cały czas wbijało się mnóstwo pytań, ale jedno z nich nurmowało mnie najbardziej:
Czy teraz będę w stanie spojrzeć mu w oczy jak dawniej…?

_________________________________________________________________
 Na początek, co wam się z pewnością należy: jedno wielkie PRZEPRASZAM.
Tyle czekaliście… no aż mi głupio :c Ale dziękuję, że wytrwaliście i że mnie rozumiecie ;* Dziękuję w ogóle wszystkim moim czytelnikom, wszystkim directioners i nie tylko, za te wszystkie wejścia i komentarze :)
Zapraszam do zapisywania waszych opinii i propozycji co do tego i następnych rozdziałów ;>
No cóż…. Przy ostatnim rozdziale liczba komentarzy zmalała dokładnie o połowę ;/ mam nadzieję, że to nadrobicie! ;D Chciałabym wiedzieć ile was tu jest poprzez wasze glosy, komentarze i liczbę obserwatorów. Niby jeden zwykły komentarz- a cieszę się jak głupia i analizuję kilka razy XD
Za wszystkie błędy (których jak zwykle jest tu pewnie od groma) przepraszam, ale nie mam czasu sprawdzić tego rozdziału. ;<
No… to chyba wszystko xD Czekam na wasze opinie (te złe i te dobre), A! I jeszcze jedno pytanko, tak z ciekawości: są tu jacyś Boy Directionerzy? ^^
Wasza Nicole :3