Muzyka

17 sierpnia 2013

~Rozdział 28~


Siedziałam na kanapie już od 10 minut czekając na Louisa. Sprawdziłam po raz piąty zawartość mojej torby czy przypadkiem czegoś nie zapomniałam.
Wypuściłam głośno powietrze. Nie ma to jak wiecznie nieogarnięty Lou- pomyślałam.
Wstałam  udając się w stronę lustra. Jeszcze raz poprawiłam wiecznie przeszkadzający mi kosmyk włosów. Przejrzałam się, jest okey.
                                              
Usłyszałam klakson od samochodu. Nareszcie! Podbiegłam szybko do sofy i wzięłam moją torbę do ręki. Ostatni raz rzuciłam okiem na dom i wyszłam na zewnątrz. W ręku już od dłuższego czasu trzymałam klucze, więc tylko wcisnęłam je do zamku i przekręciłam. Podbiegłam w stronę czerwonego samochodu, w którym przyciemniane były tylnie szyby. Dlaczego Tomlinson kupił sobie samochód o kolorze tak rzucającym się w oczy? Echhh gdzie ten Tommo ma mózg. Otworzyłam przednie drzwi i od razu usłyszałam z tyłu znajome „Asia!”. Zamknęłam drzwi i odwróciłam się do tyłu. Siedziały tam Alice z Nicole. Zdziwiłam się ich widokiem, chociaż wiedziałam, że miały być na ognisku.
-Heeeeej- krzyknęłam w ich stronę rzucając się przy tym i całując obie dziewczyny w policzek.
-Kobiety-usłyszałam jęk z mojej prawej strony.
Powróciłam na swoje miejsce i spojrzałam z dezaprobatą na Louisa.
-No co?- zapytałam.
-A nic, tylko te wasze. Aaaa Asia, ojej Alice! Cmok, cmok! –piszczał dziewczęcym głosem Lou w wyniku czego wszystkie trzy wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Wcale tak nie jest - powiedziałam starając się choć trochę opanować.
- Właściwie to jest jeszcze gorzej, masz rację.
-Dobra odpalaj ten samochód bo nigdy stąd nie ruszymy-zmieniłam temat.
-A co, ze mną to już się nie przywitasz? -spytał chłopak próbując przy tym zrobić smutną minkę i podwyższyć ton o parę oktaw wyżej co spowodowało gromki uśmiech na mojej twarzy.
-Ojjjj kotku, dla Ciebie przygotowałam coś specjalnego-również zmieniłam głos na bardziej piskliwy.
Zaczęłam szukać w mojej torebce czegoś, co było mi teraz jak najbardziej potrzebne. Grzebałam przewracając po kolei wszystkie przedmioty. Komórka? Nie. Szczotka? Nie. Lusterko? Nie. Gdzie to jest?!
Louis już odpalił samochód i ruszył przed siebie. O nie, nie odpuszczę mu tego. Dosłownie przed paroma sekundami wpadłam na ten genialny pomysł i muszę go zrealizować. Dopnę swego choćby nie wiem co. Przerzucałam kolejne rzeczy aż w końcu trafiłam na coś, czego szukałam. Jest, tak! Wyciągnęłam wściekle czerwoną szminkę i mocno pomalowałam sobie nią usta. Noooo Lou chciałeś powitanie, to masz.
-Louis?- zapytałam chłopaka przyjmując obojętny ton.
-Hmmmm?- spytał  jeszcze nie spodziewając się tego, co go za chwilę czeka.
-Spójrz na mnie na chwilę i dla bezpieczeństwa zjedź z trasy.-mruknęłam.
Tomlinson bez ociągnięć wykonał moje polecenie zjeżdżając na pobocze.
Odwrócił głowę z moim kierunku a wtedy ja wcieliłam swój cudowny plan w życie.
-No chciałeś powitania, to masz. Cześć Tommo!- Te ostatnie dwa słowa wypowiedziałam nieco głośniej i piskliwiej. Po nich rzuciłam się na biednego chłopaka obdarowując go lekkimi muśnięciami  moich warg na jego głowę. Z twarzy przeszłam na szyję zostawiając po sobie mocne ślady krwistej szminki. Miał tak ciepłe policzki i delikatny zarost, który łaskotał mnie za każdym kiedy go muskałam swoimi ustami. Lou na początku nie wiedział za bardzo o co chodzi. Zanim się zorientował kończyłam już swe dzieło robiąc ostatni „pocałunek” na jego szyi.
-No. Teraz wyglądasz cudownie-podsumowałam wyszczerzając się do niego.
Patrząc na w tej chwili wręcz „straconego” Louisa od razu wybuchnęłam śmiechem. Nicole razem z Alice widząc twarz chłopaka dołączyły do mnie niespełna po sekundzie. Wyglądał …no nie mam słów by to opisać. Widząc Tomlinsona, z czerwonymi śladami w kształcie ust na całej głowie i szyi uznałam, że grzechem by było nie zrobić zdjęcia. Wyciągnęłam szybko komórkę żałując, że nie wzięłam mojego aparatu nacisnęłam guzik znajdujący się z boku telefonu.
Brunet dopiero teraz dochodził do siebie. Jednym sprawnym ruchem otworzył lusterko, które znajdowało się na przeciwko jego, u góry.
-Asia…- mruknął, ale po chwili na jego twarzy również zagościł uśmiech. I to w nim tak uwielbiałam. Niezależnie od sytuacji widział te lepsze strony, a jego kąciki ust zawsze wędrowały ku górze.
-Niech no tylko dojedziemy- powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy zjeżdżając z pobocza.
45 minut później…
-Za  ile będziemy na miejscu?- pytała już któryś raz z rzędu Alice.
-Najprawdopodobniej za kilkanaście minut- odparł Louis.
Już pomijam fakt, że przez całą drogę wszyscy kierowcy zerkali na nasz samochód widząc Tomlinsona z moim dziełem na twarzy i szyi.
-Lou dlaczego kupiłeś sobie czerwony samochód. Przecież taki zawsze będzie rzucał się w oczy.
-Trudno, ale to mój ulubiony kolor- odrzekł twardo
-Świetny wybór-powiedziałam sarkastycznie.
-Ciesz się, że pasków nie ma-mówił z dumą.
-A co, paski też planowałeś zrobić?
Tommo kiwnął głową z zadowoleniem, ja w odpowiedzi jęknęłam.
-Słyszałam, że Rose ma być-zaczęłam próbując zmienić temat.
Chłopak potaknął.
-To jej już nie mogłeś zabrać?
-Ma jakieś zajęcia, dojedzie później.
-Aha… Louis czy Ty mi możesz powiedzieć, co Ty w tym bagażniku wieziesz, że co hamujesz ostrzej to słyszę jakby się tam jakieś kamienie przewalały?!
Ten odgłos denerwował mnie już od dłuższego czasu, a szczególnie kiedy zjechaliśmy na drogę złożoną z samego piasku i kamieni. Co chwila coś tam grzmotnęło. Ja nie wiem, czy on cegły woził?
-Spokojnie spokojnie to tylko marchewki-mówił uspokajającym tonem, ale z figlarnym uśmieszkiem na twarzy.
-Serio?- pytałam bezradnie i chlasnęłam się ręką w twarz.
-Serio- mówił chłopak próbując aby to zabrzmiało poważnie.
-Ty nigdy nie przestaniesz mnie zaskakiwać.-szepnęłam.
W odpowiedzi dostałam tylko buziaczka w powietrzu.
-Jak stare, dobre małżeństwo-jęknęła z tyłu Alice.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
-Sorry, ale tym idiotą to ja nie zamierzam planować wspólnej przyszłości.
-Z wzajemnością-powiedział wystawiając język.
-Widząc twoje malinki na szyi nie byłabym taka pewna-odezwała się Nicole.
Wyszczerzyłam się do chłopaka.
-Ona mi to za chwile zmyje-powiedział pewny siebie Tomlinson.
-Chciałbyś-odparłam.
-No chciałbym, chciałbym a jeszcze mnie będziesz błagała, żebyś mi to zmyła.
-O no jasne-odparłam sarkastycznym tonem.
-Ma któraś z was wilgotne chusteczki? -zapytał odwracając się do tyłu, a tym samym mnie ignorując.
-Lou patrz na drogę!-krzyknęłam.
Chłopak wykonał moje polecenie odzywając się po chwili:
-Na tej szosie nie ma nic w promieniu kilometra więc nie masz się co martwić
-Co nie zmienia faktu, że masz trzymać obie ręce na kierownicy i nie odrywać oczu od drogi.
Tommo jęknął w odpowiedzi.
-I co, ma któraś te chusteczki?- krzyknął do tyłu nie odwracając głowy.
-Ja mam-odparła Alice i sięgnęła po torbę.
-Twoje szczęście-brunet wyszczerzył się do mnie.
-Dlaczego moje?
-A czym byś to musiała zmywać? Normalnymi chusteczkami jest znacznie trudniej.
-Proszę-próbowała przerwać naszą konwersację Alice podając cała paczkę.
-O widzę, że obeznany już jesteś-spojrzałam na niego uśmiechając się chytrze.
-Się wie.
Chłopak zatrzymał samochód i odwrócił się do mnie.
Wyjęłam jedną sztukę i powrotem zakleiłam pudełko oddając je mojej przyjaciółce. Dotknęłam jego policzka wyczuwając przy tym drobny dreszcz. Uśmiechnęłam się do Tomlinsona zaczynając wycierać mu lewy policzek. Na początku szminka się trochę rozmazywała, co dało efekt zaróżowienia. Reakcja mnie i dziewczyn z tyłu była przewidziana. Od razu wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Wolę nie wiedzieć co mi zrobiłaś-szepnął.
-I dobrze-odparłam.
Przeszłam do  prawego policzka. Teraz już poszło mi nieco lepiej. Gdy zaczynałam jeździć chusteczką po szyi chłopaka znowu poczułam znajomą gęsią skórkę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Dla pamiątki zostawiłam jeszcze dwie „malinki”  i jeden ślad w lewym punkcie twarzy.
-Okay już-powiedziałam modląc się, aby to zabrzmiało w miarę wiarygodnie.
-Dobrze, w takim razie jedziemy.
Chłopak odpalił silnik i ruszyliśmy z powrotem. Ja starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Chciałam zobaczyć miny chłopaków, kiedy Lou wysiądzie z samochodu. Byliśmy już prawie na miejscu. Zaczęłam poznawać znajome jezioro. Powróciły mi wszystkie wspomnienia. Cudowny ranek spędzony z Zaynem przy widokach porannej mgły.
Retrospekcja:
Siedząc tak i podziwiając ten niezwykły widok poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Przeszedł mnie dreszcz.
Odwróciłam się.
-Zayn!-nie mogłam krzyczeć że względu na pozostałą śpiącą czwórkę. - przestraszyłeś mnie!
-Przepraszam  nie chciałem, mogę się dosiąść?
-Oczywiście że tak- co za pytanie.
-Nie wiedziałam że rano tu będzie tak ślicznie, tylko szkoda że mgła jeszcze jest- przymrużyłam oczy próbując dopatrzeć drugiego brzegu.
On tylko uśmiechnął się. Był zapatrzony w horyzont. Miał na sobie koszulę w kratę rozpiętą prawie do samego końca. Zwróciłam uwagę na jego tors i idealnie wyrzeźbione ciało.


 
 
Westchnęłam na same te wspomnienia. Powrócił mi nawet każdy szczegół. Każde szumiące drzewo wydawało mi się wtedy niezwykłe. Nie przeszkadzało mi to, że siedziałam na suchym i niewygodnym podłożu. Takie już uroki dzikich miejsc. Pamiętam jego twarz. Napięte policzki, kąciki ust uniesione ku górze. Niezdarnie włożona koszula odkrywająca nagie ciało chłopaka. Wtedy wszystko wydawało się takie..proste. Cieszyłam się z każdego szczegółu. Nic nie oczekiwałam. Tylko patrzyłam: to na jezioro, to na Zayna. Mulat nieraz spoglądał na mnie kątem oka i widząc moje spojrzenie śmiał się. Zawsze był taki rozluźniony, jakby niczym nieprzejęty. Totalne przeciwieństwo mnie.
A wtedy nad jeziorem..gdy na mnie patrzył. Nie robił tego tak jak zwykle. To samo było w szpitalu. Usta miał bardziej ściśnięte. Ale to i tak mi nie przeszkadzało. Może po prostu zastanawiał się nad czymś ważnym. I Ugh..jego spojrzenie…Tego chyba najbardziej nie mogłam zapomnieć. Też tak czasem macie? Chcecie za wszelką cenę o czymś nie myśleć, wymazać to z pamięci. Wtedy to jeszcze bardziej powraca. Podobnie jest z odkochaniem się. Ale ten proces trwa jeszcze dłużej. Nigdy nie doświadczyłam tego uczucia. Na szczęście. I szczerze sobie tego nie życzę, wam również.
Ja wciąż miałam przed oczami te czekoladowe punkciki pod wpływem których nieraz uginały mi się nogi. Nocami zastanawiałam się, czemu właśnie to one mi tak utkwiły. Zamykając oczy znowu je widziałam. Nieraz miałam takie uczucie, że jestem gdzieś w tłumie, ale i tak czuję się obserwowana przez jedną osobą. Wytężam wzrok i czuję na sobie to spojrzenie. Jego spojrzenie.
-…Słuchasz?!-zobaczyłam jakąś rękę przed sobą.
-Yyy…co?- ocknęłam się.
-Nic, czekam aż wysiądziesz, bo już dawno dojechaliśmy.
Wyjrzałam przez okno. Faktycznie, Nicole podbiegała do Zayna a Alice próbowała zajść od tyłu Harrego i zakryć mu oczy.
-A..przepraszam.
Niebieskie oczy chłopaka spojrzały na mnie opiekuńczo.
-Co się stało? Co taka zamyślona?
-A nic ważnego-starałam się uśmiechnąć, z czego w wyniku wyszedł jakiś grymas.
-Widziałem, że nad czymś uporczywie myślałaś w samochodzie, tylko nie chciałem pytać przy dziewczynach.-nie dał za wygraną a niebieskie tęczówki nadal patrzyły na mnie ze smutkiem.
-Louis, nie każ mi tego mówić.-jęknęłam.
-I tak wiem, że chodzi o niego.
Milczałam.
Tomlinson sięgnął po mój pas i rozpiął go. Przez chwilę czułam ten nieziemski zapach jego słodkich perfum, co nie uszło mojej uwadze.
-Pomożemy Ci, nie martw się-szepnął przy okazji tego, że i tak już był pochylony.
Lou zawsze umiał pocieszyć, za to tak go uwielbiałam.
-Dziękuję-tylko to byłam w stanie z siebie wydobyć.
Louis od razu uśmiechnął się na te słowa. Zresztą… kiedy on nie był uśmiechnięty? Pogłaskał mnie delikatnie po włosach po czym pomógł mi wydostać się z samochodu.
-Asia!- ujrzałam podchodzącego do mnie Nialla z otwartymi ramionami. Już pominę fakt, że w jednej ręce trzymał jakiegoś batonika…
-Cześć Horanku- uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka.
Długo nie dali nam się nacieszyć swoją obecnością, bo ktoś (czytaj Alice) wskoczył blondynowi na barana. Niebieskooki najpierw się trochę zachwiał ale już po chwili witał moją przyjaciółkę Honan hug’iem. Tylko Nicole nadal nie odstępowała Zayna o krok. Odwróciłam szybko wzrok nie chcąc dłużej patrzeć na tę dwójkę.
-Witam-usłyszałam cichy szept.
Odwróciłam się.
-Liam! Przestraszyłeś mnie.-powiedziałam a już po chwili wpadłam pod ciepłe i mocne ramiona chłopaka.
-I co z Rose?- zapytałam dyskretnie, bo wiedziałam, że gdybym mówiła te słowa trochę głośniej to nieuniknione byłyby komentarze od reszty.
-Pojadę po nią-odrzekł ucieszony.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Słyszałam po jego tonie głosu, że jest bardzo podekscytowany. Spojrzałam mu w oczy w których widziałam błyskające iskierki.
-To dobrze, tylko grzecznie mi w tym samochodzie-pogroziłam palcem po chwili wybuchając śmiechem.
-Pfff, nie śmieszne.
Właśnie chciałam coś jeszcze dodać, ale przerwał nam nagły krzyk Harrego.
-Louis! No tego to się nie spodziewałem! Hahahhah z którą to?
Odwróciliśmy głowy w jego stronę. Tak! Teraz sobie przypomniałam. Przecież nie starłam mu moich trzeć śladów ust na szyi i twarzy. Na samą tę myśl zachichotałam.
Alice chyba również nie wytrzymała bo dostała niepohamowanego ataku głupawki. Chwilę później dołączył do niej Niall z Nicole.
-O co im chodzi?- zapytał mnie Payne.
No tak… ten był tyłem do Tomlinsona więc nie widział mojego dzieła.
-Sam zobacz-powiedziałam wymijająco.
Ukradkiem zobaczyłam, że nawet Zayn się śmiał. Tylko Lou nie wiedział o co chodzi, ale sądząc po jego minie zorientował się.
-Asiaaaa!
No tak, ten krzyk mówił wszystko za siebie. Louis starał się być poważny, co i tak mu nie wyszło.
-Masz 5 sekund… -powiedział z figlarnym błyskiem w oku.
Już zaczęłam uciekać. W międzyczasie usłyszałam tylko pogwizd Harrego i komentarze Niall’a. Chłopaki zrobili grupowe „uuuuuu” a ja już leciałam w dal przed siebie. Starałam się nie wywalić w czym mi bardzo przeszkadzał mój śmiech, którego nadal nie mogłam opanować. Widziałam jak tylko Tommo rusza się z miejsca i już go nie było. Szybki był. Cholera. Krążyłam w kółko nie mając innego pomysłu na ucieczkę.
Podbiegłam do Styles’a, który z uśmiechem przypatrywał się całej tej sytuacji. Starałam się schować za jego plecami i manewrować nim tak aby był moją „tarczą” Lou już po 3 sekundach znalazł się przed chłopakiem.
-Przecież wiesz, że Ci nic nie zrobię-mówił z chytrym uśmieszkiem.                                                                 
-Harry, proszę-pisnęłam.
-Co „proszę”?-zapytał chłopak a jego kąciki ust lekko powędrowały ku górze.
-Powiedz mu coś albo zrób cokolwiek, żeby tylko mnie nie dotknął.
-A co za to dostanę?-przekomarzał się.
-A co…echhh domyślam się, no przecież o czym innym mógłbys myśleć-powiedziałam sarkastycznie
Tomlinson był tuż tuż.
-Nie to nie, ale żebyś potem nie żałowała-ostrzegł a na jego twarzy pojawiły się dwa dołeczki.

Loczek odwrócił się i pospiesznie mnie złapał za ramiona następnie stawiając przed Louisem.
-Cześć Asiu-mruknął niebieskooki i szybko wziął na ręce.
-A myślałam, że będzie gorzej-szepnęłam.
-Bo nie wiesz co Cię czeka-powiedział prosto do ucha.
Znowu gdy się przybliżył poczułam te niesamowitą woń perfum. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale po chwili przypomniałam sobie co mówił.
-Myślałam, że właśnie przechodzę tę „karę”-zdziwiłam się.
-Chciałabyś. A tak jak byś nie wiedziała to właśnie idziemy w stronę jeziora.
-Ooooo nie nie, tylko nie mów,że mnie tam chcesz wrzucić!!-próbowałam się wyrywać.
Widząc to chłopak wybuchnął śmiechem.
-Nie wierć się tak, bo szybciej wpadniesz.
-Nieee proszęęę Louis!-wrzeszczałam, ale powstrzymać się od głupawki również nie mogłam.
Zaczęłam się „rzucać” jak tylko ręce Tomlinsona mi na to pozwalały. Widziałam, że jesteśmy już na samym brzegu, a do jeziora zostało kilka metrów. Mój cały wysiłek nie przynosił żadnych efektów. Silne ramiona chłopaka trzymały mnie w żelaznym uścisku. Przez chwilę rozluźnił lewą rękę przez co moje nogi nareszcie mogły wykonać parę pchnięć. Chciałam je postawić na ziemię dzięki czemu łatwiej by było o ucieczkę, ale niestety Lou nadal trzymał w lewej ręce resztę mojego ciała. W wyniku czego doszło do tego, że powiesiłam się na chłopaku.
-Chciałaś to masz- Tommo przekręcił mnie tak, abym znalazła się dokładnie na przeciwko niego a nogi byłam zmuszona opleść wokół jego talii.
Hmmm poczułam się…dziwnie. Chłopak nadal patrzył na mnie błękitnymi oczami i uśmiechał się. Jak dla mnie była to sytuacja trochę niekomfortowa. Często na filmach można zauważyć pary w takiej własnie pozycji.                                                        
Jego twarz była niemal tak blisko, że czułam ciepły oddech na moim policzku. Widocznie Louisa nie krępowało to w ogóle, był rozluźniony a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Poczułam jak mój brzuch lekko się spina.
To nie była odległość jaką zwykle utrzymywałam między mną a jakimkolwiek chłopakiem.Z drugiej strony to był dobry pomysł. Musiałam być jak nabliżej jego i mocno się wtulić. Wtedy jeśli by miał mnie wrzucać do wody, to sam również by do niej wpadł.Objęłam go mocniej, a głowę ułożyłam na ramieniu Lou.
-Teraz Ty też wpadniesz-szepnęłam.
Przez chwilę zapadała cisza. Jedyne co mnie w tej chwili dziwiło to fakt, że Tommo mnie jeszcze utrzymuje. No tak…w końcu siłownia robi swoje-myślałam patrząc na jego mocno umięśnione ramiona, pod którym bluzka się już ledwo opinała.
-Sprytna jesteś-odparł.
Moje mięśnie brzucha nadal nie rozluźniły się. A on? W żadnym calu nie wyglądał na spiętego, czego w takiej chwili jak ta mu zazdrościłam. Zauważyłam, że powracamy na ognisko i oddalamy się od brzegu. Ufff. Teraz już mnie puścił, a na jego twarzy jak zwykle widniał delikatny uśmiech.
Lekko szturchnął mnie w ramię. Odwróciłam się do niego. Chłopak dyskretnie wskazał na samotnie siedzącego Zayna. O co mu chodziło? Czy on myślał, że teraz rzucę się w tamtym kierunku i zacznę go przepraszać? O no pewnie, jeszcze czego. Louis chyba nadal mnie nie poznał, bo nie wiedział że teraz nie byłabym w stanie podejść do Malika.
-Podejdź do niego-szepnął.
W odpowiedzi pokręciłam przecząco głową. Tommo westchnął.
Powróciliśmy do ogniska, gdzie każdy coś już robił. Harry z Liamem rozpalali ognisko. Nicole z Alice rozstawiały jedzenie, które powoli znikało ze stołu za sprawą Nialla. Zayn siedział w odosobnieniu i patrzył na horyzont. Louis podszedł do ogniska i zaczął układać wokół niego drewniane ławeczki. Ja dołączyłam do dziewczyn próbując zagonić Horana do bardziej przydatnych rzeczy. W międzyczasie zaczęłam rozmawiać z moją przyjaciółką. Tylko blondynka rzucała ukradkowe spojrzenia w kierunku mulata.
-Asia spokojnie-szepnęła Alice chichocząc.
-Co?
-Patrzysz na nią jak byś miała ją za chwilę zabić.
Już chciałam coś powiedzieć ale przerwał nam loczek mówiąc, że wszystko już gotowe. Udałyśmy się powolnym krokiem w stronę ogniska. Nicole usiadła na wolnym miejscu obok Malika. Skąd ja to wiedziałam?
Ja z moją przyjaciółką wtuliłyśmy się w siebie spoczywając na największym drewienku. Długo to nie potrwało, bo między nas wepchnął się Niall, a koło mnie Harry. Echh pomijam fakt, że już prawie spadaliśmy  z tej ławki. Louis stał na razie przy ognisku, a Liam najwyraźniej pojechał już po Rose.Irlandczyk podziwiał rozchodzące się przed nami jezioro co jakiś czas mamrocząc różne słowa.
                        
-To co? Ja może pójdę po gitarę?-zaproponował blondyn.
-Może…echh nie wierzę, że ja to mówię a nie Horan ale najpierw sugeruję coś zjeść.-odparła Alice w wyniku czego wszyscy włącznie z Irlandczykiem wybuchnęli śmiechem.
-No wiesz co?!-oburzył się Nialler i złożył ręce w tzw. Kokardkę udając, że jest obrażony. Moja przyjaciółka w geście przeprosin pogłaskała go po włosach i wstała udając się w stronę stołu.
-To kto chce kiełbaski?-Zapyał Lou nabijając je na kolejne patyczki.
A kto nie chciał? No dobra..ja. Ale reszta rzuciła się biegiem do stołu a następnie z kijkami w ręku w stronę ogniska. Heh, co za idioci. Poszłam  w stronę stołu gdzie stał już tylko Tomlinson nadal nakuwając jedzenie.
-A Ty nie chcesz?-spytał.
-Nie, wolę pieczony chlebek-odparłam uśmiechając się do niego.
Zabrałam dwie kromki i wcisnęłam je na patyk. Podeszłam do ciasnego kółka, gdzie wszyscy się śmiali i rozmawiali. Usiadłam na swoje miejsce i wlepiłam wzrok w ogień, z którego ciepło czułam już na ławeczce. Uśmiechnęłam się pod nosem. Takiej atmosfery mi brakowało. Wiatru praktycznie nie było, zachodzące słońce kreśliło wyraźną linię na horyzoncie. Słyszałam jak fale jeziora delikanie obijają się o brzeg tworząc kremową pianę. Ostatnie promienie rozpostarły się na wodzie tworząc niezapomniany widok. Urok temu miejscu dodawały również cykające w oddali świerszcze i świergoczące ptaki.
-Asiu zaraz sobie wszystko spalisz-usłyszałam szept z lewej strony.
Spojrzałam na pieczący się chleb. Faktycznie, jeszcze parenaście sekund a miałabym węgiel na patyku. Szybkim ruchem przyciągnęłam wzięłam go do siebie i zdjęłam z już żarzącego się kija.
-Dzięki-odpowiedziałam mojemu wybawcy, którym okazał się być Harry.
Loczek w odpowiedzi uśmiechnął się lekko ukazując dwa urocze dołeczki. W jego oczach błyskały iskierki. Może to za sprawą ognia, może nie. Chyba zauważył, że mu się przyglądam bo delitaknie zagryzł wargę. Szybko odwróciłam głowę zdając sobie sprawę z tego co robiłam. A najgorsze jest to, że moja czynność była świadoma. Powróciłam do jedzenia prawie spalonego chleba.  Wszyscy już kończyli swoją porcję, tylko ja zaczynałam.
-To co, może coś zaśpiewamy?-zaproponowała Alice.
Wszyscy spojrzeli wymownie na Nialla z nadzieję, że chłopak będzie grał.
-Ja jeszcze jem-usprawiedliwił się trzymając nad ogniskiem cztery patyki.
Może pominę minę innych…
-Ok w takim razie Louis niech coś zagra-powiedziałam wiedząc, że Lou też ma umiejętności muzyczne.
Tommo w odpowiedzi wzruszył ramionami i poszedł po instrument. Po chwili wrócił mówiąc.
-Dzwonił Liam. Będą z Rose za pół godziny. To co śpiewamy? Little thnigs?
-More than this-wyprzedził go Zayn.
-Jasne, to ja zastąpię Payne w jego solówce-powiedział z zapchaną buzią Niall.
Nie znałam tej piosenki i nie wiedziałam dlaczego właśnie ją wybrali, więc wolałam się nie odzywać.Spojrzałam na Alice. Miała dokładnie tę samą minę co ja. Uśmiechnęłyśmy się do siebie. Lou grać a Niall zaczął solówkę Liama. Piosenka z każdym słowem urzekała mnie jeszcze bardziej. Po prostu była piękne. Wpatrywałam się w płomyki ognia jednocześnie przysłuchując się słowom piosenki.
„Kiedy on otwiera ramiona i trzyma Cię blisko dziś wieczorem,
Po prostu nie czuje się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on, yeah,
Kiedy kładzie Cię do snu, umieram wewnątrz,
Po prostu nie czuje się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on,
Kochać bardziej niż on...”
Najbardziej utkwił mi ten kawałek. Patrzyłam na czwórkę chłopaków, którzy byli dla siebie jak bracia połączeni pasją i humorem…
 
Godzinę później…
Siedziałam wtulona w koc razem z Harrym. Teraz jedynym źródłem oświetlenia oprócz ogniska był księżyc. Liam, który niedawno przyjachał razem z Rose rozkładał koce do spania. Zayn wpatrywał się zawzięcie w książyc z oczami pełnymi smutku. Aż miałam ochotę do niego podejść, ale trochę głupio mi było zważywszy na relacje pomiędzy nami. Lou zagadywał Rose i Nicole a Niall z Alice siedzieli szczelnie przykryci drugim kocem.
-Ej ruszać się, musimy to sprzątnąć przed pójściem spać-mówił Daddy próbując jakoś ogarnąć resztę.
Niechętnie wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę stolików gdzie panował niezły bałagan.
-Nie można tego zrobić jutro?-Jęknęła Alice.
-Nie. Rano będziecie nieprzytomni-mówił twardo Payne.
Zaczęlismy sprzątać, co z chłopakami było naprawdę trudnym wyzwaniem. Nie wiem, czy ich wkład w pracę dał jakiekolwiek skutki. Mogli jedynie pogorszyć sytuację.
-Liam idźcie z Rose jakoś zgasić to ognisko, żeby w nocy się nie rozprzestrzeniło.-starałam się mówic obojętnym tonem aby nie zabrzmiało to pojedrzanie.
Brunet obdarzył mnie dziękczynnym spojrzeniem i poszedł z dziewczyną we wskazanym kierunku.
-My już to sprzątniemy. Wy krzątając się robicie jeszcze większy bałagan. Pójdźcie sobie nad wodę czy coś-jęknęła Alice widząc skutki naszego „sprzątania”.
Cała piątka czwórka chętnie skorzystała z okazji i już po chwili ich nie było. Zostały tylko dziewczyny.
Obserwowałam wzrokiem chłopaków. Louis obejmował Harrego za szyję i się z czegoś śmiali. Horan chyba próbował coś zagadać do Zayna, ale ten w połowie drogi do jeziora usiadł. Nie wiem co mu teraz mówił, ale po długich „przekonaniach” i blondyn udał się w ślad za Larrym. Mulat siedział i wpatrywał się w horyzont. Dobrze, że był tyłem i nie widział moich mało dyskretnych spojrzeń. On może nie, ale Alice z Nicole już tak. Brunetka posłała mi ciepły uśmiech, co starałam się odegrać, ale wyszedł mi jakiś blady.
-Może ja do niego pójdę, coś spróbuję wyc…- zaczęła blondynka
-..Nie, nie ja pójdę-przerwała jej moja przyjaciółka czym i mnie zdziwiła.
-On zawsze taki był?- zapytała kiedy już zostałyśmy same.
-Nie, nie kiedyś był inny-wyszeptałam.
-Aha. Tak mi się właśnie wydawało. Bo wiesz..jakoś często z nim gadam to czasem z trudem wymawia jakiekolwiek słowa.
Przytaknęłam jej. A co miałam zrobić? „Aha, no wiesz to prze mnie od ponad miesiąca Zayn siedzi w pokoju i wychodzi tylko na koncerty i wywiady” Nie chciałam drążyć tego tematu i mam nadzieję, że dziewczyna również uznała go za zakończony.
Serce mi biło mocniej kiedy patrzyłam na Alice jak swobodnie dogaduje się z Malikiem. Jak bardzo bym chciała mieć teraz umiejętność czytania w myślach. Co ona mu mówiła i na odwrót? Jak tylko wrócimy zapytam ją koniecznie. Bosh, może rozmawiają o mnie. Na samą myśl moje ciało zalała fala gorąca. Zauważyłam na sobie wzrok Nicole więc szybko wróciłam do ogarniania stołu. Teraz to ona nie oszczędziła sobie spojrzeń, i to wcale nie ukradkowych w tamta stronę.
Godzinę później...
Leżeliśmy już wszyscy pod kocem podziwiając piękno spadających gwiazd. Chmury coraz bardziej zakrywały całe niebo. Miałam tylko nadzieję, że nie lunie deszcz. Księżyc był już w połowie przysłonięty. Westchnęłam zauroczona tym widokiem. Usadowiona koło Nicole i Nialla wspominałam uroki tamtego ogniska sprzed miesiąca.
-O czym tak myślisz? -szepnął blondyn przysuwając się.
-Wspominam-powiedziałam jakby uznając to za wystarczającą odpowiedź. Delikatnie przeniosłam moją głowę na jego ramię. O, teraz wszystko już było na swoim miejscu. Irlandczyk nie sprzeciwił się temu. Słyszałam jego ciche oddechy i czułam jak barki Horana lekko unoszą się na ich rytm. Ogarnęła mnie senność. Zamknęłam oczy, jednak nadal chciałam wiedzieć co się dzieje więc starałam się nie zasnąć. Louis jak zwykle walił swoimi sucharami, zupełnie nie przejmując się tym, że już nikt go nie słucha i się nie śmieje. Hazza nucił coś pod nosem, nie wiem czy to w ogóle robił podświadomie, bo powieki również ciążyły mu na oczach, a mi się w tym samym czasie otworzyły. Liam patrzył na śpiącą Rose. Jak bym ja chciała, żeby jakiś chłopak okrywał mnie takim spojrzeniem co Payne. Delikatnie odgarnął jej kosmyk włosów do tyłu, tak aby się nie obudziła. Ten wzrok jakim ją obdarzał był nie do opisania. Czuł się, jakby była jego, i tylko jego. Skoczył by za nią w ogień., chroniłby ją. Tak się starał…
Aż na samą myśl jakoś cieplej zrobiło mi się na sercu. Chociaż jeszcze nie byli parą kibicowałam mu. W sumie to im. Daddy chyba wyczuł, że dość długo trzymam na nim wzrok i odwrócił się. Pokazałam mu kciuki do góry obdarzając go ciepłym uśmiechem. Kąciki jego ust powędrowały ku górze. Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, potem znowu zwrócił wzrok na swoją „księżniczkę”.
Moje powieki znowu zaczęły mi ciążyć. Nie chciałam ich zamykać, bo wiedziałam, że zasnę,
-Hej, śpij już, nie męcz się dłużej.-usłyszałam.
Posłuchałam się rady jak się można było domyśleć -Nialla. Ułożyłam się wygodnie na jego barkach. Ostatnie co pamiętam to delikatny pocałunek Irlandczyka na moich włosach. Potem oddałam się w objęcia morfeusza…
Kilka godzin później…
-Asia! Asia obudź się! -mówił ktoś nad moim uchem lekko mną potrząsając.
Otworzyłam oczy. Nadal była noc… cholera środek nocy, czego oni chcą?!
____________________________________________________________________
Witam moje kochane directioners!! <33
Nawet nie wiecie jak baaardzo się za wami stęskniłam c:
Nareszcie udało mi się wszystko jakoś naprawić i uwierzcie mi- cieszę się jak małe dziecko :D
Bosh..nawet sobie nie wyobrażacie jak mi was brakowało, dziękuję za te wszystkie komentarze, jesteście wielcy ;**
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał, przepraszam za wszystkie błędy. :)
Przez ten cały czas tak mi się nudziło, że nawet już prolog na bloga wymyśliłam xDD
W odpowiedzi na komentarze mogę zdradzić, że niebawem się dowiecie co gryzie Nialla i czy jest to związane z Nicole ;))
Kochani bardzo mi zależy na waszych opiniach, co myślicie o tym rozdziale, z kim powinna być bohaterka itp- czekam na to w komenarzach i odpowiem na następne z nich  x]
Pozdrawiam,
Nicole.

 

22 lipca 2013

~Rozdział 27~

Siedziałam z mamą na leżakach obserwując jak słońce skrywa się za chmurami rysując im ostrzejsze kontury. Ten dzień bardzo szybko mi zleciał ze względu na moja rodzicielkę, która nareszcie miała dzień wolnego. Obie wykorzystałyśmy to wspaniale – zakupy, opalanie się, popijanie orzeźwiających koktajli. Może nie były to jakieś niezwykłe zajęcia, ale dawały dużo radości i satysfakcji ze wspólnie spędzonych  chwil. Opowiedziałam jej to wszystko czego do tej pory nie miałam czasu, oczywiście pomijając wiele rzeczy, które nawet nie przechodziły mi przez gardło. Po prostu nie byłam typem tych nastolatek mówiących bez ogródek fakty mnie nurtujące lub drażniące. Moje koleżanki nieraz dziwiły się widząc takie relacje z moją mamą, ale nie naciskały wiedząc, że niewiele to zmieni. Taka już byłam- zamknięta w sobie, skrywająca swe uczucia i problemy.
W ciągu tych słonecznych dni zdążyłam parę razy odwiedzić Annabeth  i zaprosić Alice do siebie. Moja przyjaciółka miała specyficzne zachowanie dzięki czemu moja mama szybko ją polubiła. Nawet raz wpadła do nas Nicole, której nie widziałyśmy od paru tygodni i pomyślałyśmy że miło by się jej zrobiło gdybyśmy się gdzieś umówiły. Spotkanie wypadło całkiem nieźle. Rozmawiałyśmy dosłownie o wszystkim i o niczym. Tak mijały najbliższe dni.
Teraz leżałam  z podwiniętą bluzką, krótkimi szortami i okularami przeciwsłonecznymi czekając, aż z mojego opalania będą jakieś skutki. Obok mnie w podobnej pozycji siedziała z zamkniętymi oczami moja mama. Pomiędzy nami panowała cisza, lecz nie była ona krępująca. Po prostu teraz każda z nas napawała się swoim szczęściem i od czasu do czasu pałaszowała swój napój. Westchnęłam pokazując swoje zadowolenie- teraz już nic nie było mi potrzebne. 
Taki relaks przyniósł wiele pozytywów- szczególnie w moim wypadku. Nie myślałam o problemach, które nurtowały mnie co dzień, czasem nawet w nocy. Nie zamartwiałam się nową szkołą, nowymi osobami- wolałam żyć teraźniejszością. Rzadko zdarzały mi się chwile takiego odpoczynku więc chciałam go dobrze wykorzystać. Z zamkniętymi oczami wsłuchiwałam się w rytmiczne cykanie świerszczy i świergotanie ptaków.
-Emmm Asia? – tę idealną ciszę przerwała mi moja rodzicielka, która lekko podniosła się z leżaka.
-Tak-zapytałam nawet nie ruszając swojej głowy ku górze.
-Chyba Twój telefon dzwoni- powiedziała niepewnie.
Szybko podparłam się na łokciach i wytężyłam słuch. Rzeczywiście, znana mi melodia Rihanny- Stay rozbrzmiewała gdzieś w salonie. Nie chciało mi się wstać, ale cóż- czego to nie robi się dla przyjaciół. Niechętnie podniosłam się z leżaka i ruszyłam w stronę domu. Przekraczając próg usłyszałam jak piosenka szybko się urywa dając do zrozumienia, że ktoś już się rozłączył. Przeklęłam pod nosem.
-Serio? Akurat jak byłam dwa metry od komórki musiałaś/eś się rozłączyć?- jęknęłam sarkastycznie.
Telefon odpowiedział mi tylko krótkim sygnałem świadczącym o tym, że przyszedł mi SMS.  Delikatnie przejechałam palcem po ekranie odblokowując telefon.
„Nowa wiadomość od: Liam”
Payne? Co mógł chcieć teraz? Miałam tylko nadzieję, że nie poprosi o spotkanie. Ten dzień przeznaczyłam tylko i wyłącznie mojej mamie. Jednak z nim mogłam się wiedzieć prawie każdego dnia, a moja rodzicielka rzadko dostawała urlopy. Oczywiście co nie znaczy też, że się nie ucieszyłam. Widząc komunikat o wiadomości od niego na mojej twarzy zagościł spory uśmiech. Tak dawno nie rozmawialiśmy.
„Asiu, widzę, że nie odbierasz więc pewnie jesteś zajęta, ale jak tylko będziesz mogła to oddzwoń, proszę :] „
Po przeczytaniu tego SMS weszłam w kontakty, znalazłam Liama i kliknęlam ikonkę z zieloną słuchawką. Chłopak odebrał już po drugim sygnale.
-Halo?
Słysząc jego głos mimowolnie zachichotałam.
-Cześć Liam, tu Asia. Prosiłeś, żebym zadzwoniła.
-Ach tak, sorki nawet nie spojrzałem na wyświetlacz tylko odruchowo nacisnąłem guzik.
-Spoko, spoko. O co chodzi, coś nie tak?
-Nie nie! Wszystko okey, tylko jutro urządzamy ognisko i chcielibyśmy żebyś wpadła. Tak dawno się nie spotkaliśmy…
-Jutro? Jasne, że wpadnę?- przerwałam mu podekscytowana.
Nie wiem dlaczego, ale cieszyłam się  jak dziecko. Nie dziwne, ostatnio widziałam ich ponad tydzień temu. Sprawa jest oczywista, że nie była to wina chłopaków, po prostu ciągła praca nie pozwalała im na takie wyjścia i spotkania. Miałam tylko nadzieję, że w te ostatnie tygodnie wakacji pozwolą mi się nacieszyć swoją obecnością.
-O, widzę, że bardzo się cieszysz.
W słuchawce dało się słyszeć chichot Liama.
-Pffff a ty nie? -udawałam obrażoną.
-Ja? Ja bardzo, już się stęskniliśmy.
-No ja mam nadzieję-zaśmiałam się do słuchawki a po chwili dodałam:
-To na którą mam być gotowa?
-Hmmm myślę, że Louis będzie około 18, ale jeszcze Ci powiem jak się spotkamy.
-Spotkamy? Nic nie ustalaliśmy na temat jakiegoś wyjścia z tego co mi wiadomo-odparłam zdziwiona.
-No właśnie…to jest druga sprawa z jaką do Ciebie dzwonię- w słuchawce wyraźnie usłyszałam niepewność chłopaka.
-A to mów, co się stało-powiedziałam z troską.
-Nic nic, chodzi tylko to, że waham się czy nie zaprosić Rose…- urwał.
-Ale co to ma do spotkania? -zapytałam teraz nie rozumiejąc już niczego.
-Bo… ja chciałem się jeszcze dzisiaj z Tobą spotkać  propos  jutrzejszego ogniska. Jakby była tam ona to chciałbym żebyś udzieliła mi parę rad- teraz to już szeptał. Nie wiem dlaczego, najpewniej nie chciał, żeby chłopaki go usłyszeli.
Biedny Liam, tak mi się go żal zrobiło. Biedaczek cierpiał z powodu nieodwzajemnionej miłości. Miałam taką nadzieję, że jeszcze coś się uda, może będą razem, więc teraz musiałam mu pomagać jeśli chodzi o każde spotkanie z Rose.
-Spotkać …z tym będzie problem.-odchrząknęłam.
W słuchawce odpowiedziała mi cisza. Nie mogłam go tak zostawić! Nie chciałam dłużej patrzeć na jego oczy przepełnione bólem.
-Albo nie. Wieczorem, ale tak późno wieczorem masz czas? -zapytałam.
-Dla mnie godzina nie ma znaczenia. Żeby tylko Tobie było wygodnie- ożywił się, ale nadal w jego głosie można było słyszeć nutkę cierpienia. Jakby na samą myśl o niej paraliżował swoje ciało lub przenosił swoje myśli gdzie indziej.
-Ok, to 21 w parku może być?
-Jasne- odparł
-No to do zobaczenia- powiedziałam  uszczęśliwiona, że będę mogła mu pomóc.
-Hej…A!  Asia?
-Hmmm?
-Jeszcze raz Ci dziękuję. Mam nadzieję, że tym samym nie pokrzyżowałem Ci planów.
-Jasne, że nie-odparłam wzruszona jego postawą.
-To dobrze- w słuchawce usłyszałam jak chłopak wypuszcza powietrze z ulgą.
-No to …do zobaczenia za kilka godzin-pożegnałam się.
-Jasne, pa Asiu!
Wróciłam w podskokach na ogródek gdzie moja mama śledziła mnie wzrokiem zapewne chcąc zapytać „kto to dzwonił i o czym gadaliście”
-Liam- uprzedziłam jej pytanie.
Moja rodzicielkai tak nie wiedziała, który to spośród piątki chłopaków.
-Aha, i to z nim się spotykasz dziś wieczorem? -zapytała z podejrzliwym uśmieszkiem na twarzy.
Udam, że tego nie widzę.
-Tak-odparłam bez wahania.
Chyba zrozumiała, że po moim tonie głosu nic nie zdoła dalej wyciągnąć więc opadła powtórnie na leżak. Ja poszłam w jej ślady mało co nie oddając się z objęcia morfeusza. Jakoś tak miałam, że jak już długo leżałam na słońcu to mimowolnie zasypiałam. Teraz jeszcze byłam na jawie, ale wiedziałam, że nie potrwa to długo. Lubiłam, kiedy słońce świeciło mi tak prosto w twarz, ale potem efekt był  masakryczny. Zamiast mieć piękną opaleniznę na policzkach i na nosie  byłam cała czerwona.
Kilka godzin później…
-Mamo na pewno? Jak chcesz to zostanę- mówiłam po raz setny. Trochę głupio mi było, że moja rodzicielka ma urlop, a ja sobie wychodzę z przyjaciółmi.
-Kochanie, byłaś ze mną cały dzień. Idź, skoro dzwonił to pewnie też ma coś ważnego do przekazania.
-Okey, jeszcze raz dzięki mamo, pa!
-No pa pa, tylko nie wracaj za późno.
Wyszłam z domu i udałam się w stronę parku. Mijające latarnie zapalały się dając znak, że dzień dobiega końca. Lekki wiatr powiewał moimi włosami oplatając je wokół twarzy. Na szczęście temperatura jeszcze nie spadała, co było wielkim plusem dla moich szortów i przewiewnej bluzki na ramiączka.


Dochodząc do miejsca spotkania zauważyłam już postać idącą w moją stronę. Uśmiech od razu wtargnął mi na twarz.
-Hej Liam- powiedziałam podchodząc do chłopaka.
-Cześć Asiu.
Payne przytulił mnie na powitanie. Poczułam ten znajomy zapach perfum i ciepły uścisk jego umięśnionych ramion.
-To co, w którą stronę idziemy? -zapytał.
-Mi jest wszystko jedno, Ty wybierz-odparłam.
Ruszyliśmy w kierunek wskazany przez bruneta.
-Dziękuję Ci, że zgodziłaś się przyjść- zaczął.
-To naprawdę żaden problem-zachichotałam.
-Mimo to dziękuję, że chcesz mi pomóc- nie dawał za wygraną.
-Od czego to się ma przyjaciół.-stwierdziłam.
Na twarzy chłopaka zauważyłam delikatny uśmiech. Ucieszyło mnie to ogromnie. Mimo tego, że z jego oczu nadal błyskały iskierki smutku, bólu i tęsknoty dało mi to nadzieję, że jednak uda mi się go uszczęśliwić.
-Echem… zapewne chodzi o Rose. Zastanawiasz się czy ją zaprosić na jutrzejsze ognisko?
-Tak..to jeden z wielu dylematów, z którymi do Ciebie przychodzę.
-A dlaczego nie?- spytałam
-Ale co dlaczego nie?- zapytał zdezorientowany.
-Dlaczego by jej nie zapraszać.
-No wiesz..nie mam pewności co do zachowania chłopaków. Mogą palnąć coś głupiego. Poza tym ja sam mam wątpliwości jaki będę w stosunku do niej.
-Przecież już z nią rozmawiałeś.
-Ale …no niby tak. Jednak jak rozmawiasz z osobą, w której kochasz się na zabój to zupełnie odbiera Ci mowę. I za każdym razem jest to samo, niezależnie czy rozmawiałeś z nią po raz dwudziesty czy po raz drugi.
Nie rozumiałam go z prostej przyczyny:  sama nigdy nie doświadczyłam takiej miłości. Oczywiście, kochałam się z niejednym chłopaku, ale w wypadku każdego nigdy nie doszło do rozmowy. Takie już moje „szczęście” do zakochiwania się.
Teraz mogłam tylko czuć namiastkę, lub próbować go zrozumieć, ale nigdy do końca nie poznam jakie to uczucie być aż tak obezwładnionym przez drugą osobę. Choć ta druga połówka nawet o tym nie wie, to po prostu uzależnia. Teraz mogłam się domyślać skąd te wszystkie powiedzenia, że miłość jest jak narkotyk. Patrząc na bruneta tak bardzo mu współczułam. Chciałam mu pomóc, ale nie mogłam przecież sprawić, żeby Rose odwzajemniła uczucie do Liama. To już zależało tylko i wyłącznie od niej.
-Staram się Ciebie zrozumieć  Li, ale nadal nie potrafię. Jedyne co wiem, to, że na pewno jest Ci bardzo trudno, ale zakładam, że już się przyzwyczaiłeś.
-Nie ważne, że nie potrafisz. Chociaż próbujesz- westchnął a po chwili dodał:
-Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy taka wypowiedź. Nie rozumiesz mnie ale starasz się. No i masz rację- czasem trudno mi jest pogodzić się z faktem, że nigdy nie będziemy razem.
-Ej, tego, że nie będziecie parą to nie powiedziałam. Wierzę w Ciebie Payne i mam nadzieję, że jednak kiedyś się przełamiesz i powiesz co do niej czujesz.
-Chyba takiej chwili to nie dotrwasz –mruknął przygnębiony.
-A żebyś się nie zdziwił.
-Nie zdziwię się.
-Ojjj Liam nie możesz patrzeć na to aż tak negatywnie.
-Ja po prostu patrzę na to tak jak jest.
-Wcale nie. A nawet jeśli, to obiecuję, że wszystko się zmieni.
-Możesz tak mówić, ale to jednak od niej zależy.
-Od Ciebie w  pewnym sensie również.
-A ja się nie przełamię, poza tym nawet nie wiem co miałbym powiedzieć. Nie powiem nic, odbiera mi mowę. Cały świat przestaje istnieć. Jest tylko ona, wokół jest pustka. Rose jest dla mnie wszystkim, a ja dla niej nikim.- mówił coraz bardziej załamany.
-Liam to podejdź  do niej porozmawiaj z nią. Pomyśl sobie, że to ja. Wtedy nie będziesz się tak stresował.
-Ale ja nawet do niej nie podejdę.
-Trudno, w takim razie ja z chłopakami gdzieś pójdę.
-No to już będzie wyglądało zbyt podejrzenie.
-Ojj nie znasz mnie. Zrobię to tak, że nawet nie zauważycie, że będziecie sami.-zaśmiałam się.
Brunet uśmiechnął się słodko. Szliśmy chwilę w ciszy. Nawet nie zauważyłam jak słońce zupełnie zniknęło za horyzontem a jego miejsce zajął księżyc. Skręciliśmy z głównej alei w boczną, gdzie oświetlenie było coraz rzadsze. Miałam nadzieję, że Payne wie gdzie idzie. Wokół nas teraz były same drzewa przysłaniające jakiekolwiek widoki z prawej i lewej strony. Po pewnej chwili latarnie w ogóle nie zaszczyciły nas swoją obecnością. Byliśmy zdani na księżyc, gwiazdy i rzecz jasna samych siebie.
-Liam, masz pojęcie gdzie idziemy, prawda?
-Nie- powiedział spokojnie.
-Żartowałeś, prawda?
-Nie, ale często chodziłem podobnymi ścieżkami z chłopakami i zawsze po jakimś czasie dochodziliśmy do tej głównej.
-No ja mam nadzieję.
Mój głos trochę drżał co nie uszło uwadze chłopakowi.
-To ze strachu czy z zimna? -zapytał prosto z mostu ale z troską.
-W sumie to i z tego i z tego.
Zdałam sobie sprawę, że szoty i bluzka na ramiączka to nie był dobry pomysł na dzisiejszy wieczór. Na moim ciele była gęsia skórka. Dosłownie wszędzie. Brunet widząc to momentalnie zaczął zdejmować swoją bluzę. Przez chwilę podwinęła mu się bluzka co skutkowało zobaczeniu w świetle księżyca jego naprawdę pięknego i mocno umięśnionego brzucha. Ledwo co oderwałam od niego wzrok, żeby odebrać bluzę. Założyłam ją czym prędzej. Była taka ciepła, a pachniała cudownie!
-Dziękuję-szepnęłam.
Znów spojrzałam na Liama co w tym wypadku było po prostu pokusą. Jego dokładnie zarysowane ciało można było zauważyć nawet pod T-shirtem. Payne łatwo zauważył mój „trans” ale chyba wolał to przemilczeć z figlarnym uśmiechem na twarzy.
-No Liam… -wysapałam.
-…Teraz to chyba wystarczy, żebyś przy Rose zdjął bluzę a będzie Twoja- powiedziałam sarkastycznie, choć podziwiać to naprawdę było co.
-Chciałbym- uśmiech chłopakowi nie schodził z twarzy.
-I przyjdzie czas, że i to się spełni- odparłam przekonywująco.
-Niestety tak to już jest z przyjaźnią, że raczej nie.
-A co do tego ma przyjaźń?
-Dużo, a odchodząc tak trochę od tematu wierzysz w przyjaźń damsko-męską?
-Hmmmm oczywiście, że tak, a co?
-No bo ja na przykład nie wierzę. Poprawka: przestałem wierzyć do póki nie zakochałem się w Rose.
-I tylko dlatego?- wybuchnęłam śmiechem ale widząc powagę na twarzy chłopaka momentalnie się opanowałam.
-Można tak powiedzieć.
-Jak to, jest przecież milion osób płci przeciwnej, które się ze sobą przyjaźnią!
- I prędzej czy później jedno się zakocha- dokończył.
-Bo Ty się zakochałeś to już tak twierdzisz- powiedziałam z przekąsem.
-Nie, po prostu dużo osób mi to mówiło, ale ja wciąż ich nie słuchałem. I uwierz mi Asia to jedno z najgorszych doświadczeń życiowych jakie mnie spotkało. Pomyśl sobie: przyjaźnią się dwie osoby płci przeciwnej od małego. Nagle jedna zaczyna czuć do tej drugiej coś więcej. I co? Nie może jej o tym powiedzieć, bo wie, że zniszczy wszystko i stanie się to już nie do odbudowania. Musi zacząć żyć ze świadomością, że nigdy nie poczuje się spełniony i to przez swojego przyjaciela. Nie życzę Ci tego- jego głos drżał.
Teraz to naprawdę się przeraziłam. Tak dobitnie to mówił, wszystko  dokładnie uzasadnił.
-Emmm w pewnym sensie masz rację.
Zastanowiłam się przez chwilę. Nagle do głowy wtargnęła mi pewna myśl.
-To jak mi wyjaśnisz naszą przyjaźń?
-Może Ty albo ja poczujemy do siebie coś więcej w co szczerze wątpię, ale to nie chodzi o to. Podałaś całkiem mądry przykład więc odpowiem Ci, że są wyjątki i tym wyjątkiem jesteśmy na przykład my. Ale patrząc na to z drugiej strony to przyjaźnimy się, tyle, że ja już wypatrzyłem sobie kogoś. Więc w sumie…no można to uznać, że jak mówiłem przedtem „prędzej czy później jeden się zakocha” i w tym wypadku to byłem ja. Zauroczyłem się w Rose na zabój. I teraz zostałaś tylko Ty jeśli chodzi o naszą przyjaźń. Nie wiem, może czujesz do mnie coś głębszego, albo kiedyś poczujesz. Tego nie możemy przewidzieć, więc albo teraz Ty zakochasz się we mnie, albo już zakochałaś się w kimś innym. Wtedy można to uznać za spokojną przyjaźń, bo będę wiedział, że nie ranię Cię wiedząc, że już masz kogoś na sercu, ani że Ty nie ranisz mnie bo ja też już kogoś mam.
-Czekaj, czekaj nie tak szybko. Muszę sobie wszystko przeanalizować.- powiedziałam.
To było bardzo mądre co powiedział Liam. Nigdy nie myślałam w ten sposób. Nie z tego punktu widzenia.
-…Dlatego zawsze musisz uważać, bo najprawdopodobniej choć jeden Twój przyjaciel czy kolega płci męskiej jest w Tobie zakochany. Ale Ty możesz tego nie zauważyć, albo jest jeszcze kilka innych opcji…- Payne gadał by tak dalej gdybym nie przyłożyła mu palca do ust.
-Ciii Li wyluzuj muszę sobie wszystko poukładać.
Przystanęłam na chwilę chcąc w ciszy przemyśleć to co mówił przed chwilą brunet.
-Hmmm czyli ostrzegasz mnie przed tym, że chłopak z którym widzę się na co dzień, lub z którym będę się za kilka miesięcy widziała na co dzień może poczuć do mnie coś więcej.
-Tak. Możliwe-mówił to wszystko ze śmiertelną powagą.
-Hmmm  okay dzięki, zrozumiałam. Wspomniałeś też o jakiś innych opcjach.
-No tak. Jeśli on się w Tobie zakocha to tak jak już mówiłem przedtem możesz tego nie zauważyć.
Chłopak zrobił pauzę patrząc na mnie.
-I …coś sugerujesz? -zapytałam patrząc jak chłopak wbija we mnie spojrzenie.
-Nie, chcę abyś wszystko dokładnie przeanalizowała, a szczególnie tą drugą opcję, która jak myślę najbardziej Ci się przyda w życiu i najbardziej zamota Ci w głowie.
-A więc słucham opcji numer dwa-odparłam zaskoczona jego powagą w głosie.
-Opcja numer dwa jest taka, że podświadomie wiesz i widzisz jasne znaki od drugiej osoby, ale nie chcesz tego przyjąć. Stwarzasz wokół siebie barierę. Okłamujesz samą siebie myśląc, że jest inaczej. Nie chcesz lub nie wierzysz w to co do Ciebie czuje i po prostu zaczynasz sobie wmawiać, że nadal jesteście przyjaciółmi.
-Niewiele zrozumiałam-jęknęłam przerywając mu ten niemalże monolog.
-Innymi słowy udajesz niedostępną. Unikasz prawdy, nie chcąc jej poznać. Nie idziesz za głosem serca.
Ton bruneta zaskoczył mnie. Mówił to jakby chciał, żeby właśnie te zdanie dotarło do mnie najbardziej. Każde słowo wypowiadał wolno i wyraźnie. Jakbym to ja właśnie tworzyła niewidzialną barierę, a on próbował przebić przez nią swoje słowa, które doprowadzą mnie do prawdy.
-To… to miało być ostrzeżenie? -zapytałam widząc znaczący wzrok Liama na sobie.
-Nie, tylko druga opcja-odrzekł z chytrym uśmiechem.
I to właśnie ten „banan na twarzy” skołował mi wszystko w głowie. No i co, ja mam teraz wierzyć, że te ostatnie słowa były dla żartów czy na poważnie. Patrząc na jego uśmiech nie wiedziałam jak to odebrać.
-A-a –aha. A trzecia jest jaka?
-Opcja numer trzy jest taka, że widzisz głębsze uczucie osoby płci przeciwnej i odwzajemniasz je- powiedział krótko i wyraźnie.
-No tak, na to akurat już mogłam sama wpaść-szepnęłam.
Szliśmy przez chwilę w głuchej ciszy. Nawet nie wiedziałam ile taki spacer może dawać satysfakcji i radości. W nocy wszystko jest takie..inne. Zero tłoku, w ogóle jest brak ludzi. Można swobodnie chodzić, wszystko podziwiać i rozmawiać bez obawy, że ktoś Cię podsłucha. Jeszcze na dodatek byłam z Liamem, więc o jakimkolwiek niebezpieczeństwie nawet nie było mowy. Wypuściłam głośno powietrze czując się w tej chwili szczęśliwa jak..no w każdym razie dawno tak się nie czułam. Liam chyba to zauważył bo na jego twarzy mimowolnie wkradł się uśmiech. Chłopak po chwili odchrząknął i znów się odezwał.


-A propos tego ogniska. Jedziemy wszyscy …w piątkę.
W piątkę miało oznaczać „jedzie tam też Zayn” Rozumiem, że nie chciał tego bezpośrednio mówić, żeby od razu nie stawiać mnie w krępującej (?) sytuacji.
Uśmiech z mojej twarzy znikł a w zamian pojawiły się iskierki bólu w oczach. Zwykły człowiek by tego nie zauważył, tyle, że Liam był tym niezwykłym.
-Jak chcesz to… -zaczął.
-..Nie no co ty, nie będziecie przeze mnie odwoływać lub przekładać całego ogniska-przerwałam mu dodając nieco sarkazmu do mojego głosu aby rozluźnić napiętą atmosferę.
-Echem… wiemy, że będziesz się czuła przy nim niezbyt komfortowo, ale on sam wyraził chęć pojechania….
-Jasne jasne rozumiem-znowu przerwałam chłopakowi widząc jak zaczyna się plątać i usprawiedliwiać całą sytuację.
-Jakoś wytrzymam- podsumowałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy.
Miałam tylko nadzieję, że Liam nie zauważy całej tej sztuczności jaką włożyłam w uśmiechnięcie się.
-Okay, dzięki. Wiesz… o tym też chciałem z Tobą porozmawiać.
Ale ja nie chcę.- pomyślałam ostatecznie nie wymawiając tego głośno.
-Emmm Li...
-…Daj sobie coś powiedzieć-przerwał mi nie dając dokończyć nawet jednego zdania.
Między nami zapanowała cisza. Domyślałam się, że w ten sposób brunet szykuje swoje kolejne przemównie.
-Pogódźcie się-szepnął.
I…? I cisza. Nic więcej. Szykowałam się na kolejną przemowę co na tym spacerze było bardzo w jego typie. A on nic. Wypowiedział tylko te dwa słowa i zamilknął. Ale za to głos. Ten głos… aż przeszył moje ciało. Wywołał u mnie dreszcze. Niesamowite dreszcze. W jednej chwili poczułam niesamowite ciepło napływające niewiadomo skąd. Ale to wszystko minęło. Ulotniło się równie szybko jak przybyło. Nie wiem czego to było skutkiem. Aż takie wstrząśnięcie z mojej strony.
-Wiem Liam. Ja… bym bardzo chciała ale nie potrafię. To mnie przerasta- powiedziałam po chwili.
-Dasz radę-odparł jakby w ogóle moje słowa do niego nie docierały.
-Ale zrozum mnie ja…
-Zrobisz to. Uda Ci się. Wierzę w Ciebie.-wypowiedział każde słowo oddzielnie jakby chcąc dodać dodatkowej wiary w to co mówi.
Zdaje się, że to było podsumowanie jego całej przemowy, a nawet naszej konwersacji na temat mnie i Zayna.
15 minut później…
Wyszliśmy z ponurych i nieoświetlonych dróżek na główną aleję. Liam obejrzał się kilkakrotnie chcąc się upewnić, czy wybraliśmy dobry kierunek.
-No..to jak tak w ogóle u was?
Od kilkunastu minut nasz temat do rozmowy przybrał nieco łagodniejszy ton co sprzyjało i mi i jemu. Pytaliśmy się nawzajem  o spędzenie najbliższych minionych dni. Ja dodatkowo próbowałam wyciągnąć informacje na temat płyty, którą wspólnie przygotowują chłopcy. Niestety Payne nie mógł mi zdradzić żadnych szczegółów, powiedział, że to by było niezgodne z zasadami kontraktu
-U nas? W sumie to nic się nie zmieniło od Twojej ostatniej wizyty w naszym domu. Nialler bez zmian, Harry też coś ostatnio przygnębiony chodzi. Parę razy była Nicole ale to głównie z wizytą u Zayna. Jedynie Louis jeszcze nadaje tej atmosferze jakiegoś życia i chwała mu za to. No ale już nie jest to co kiedyś.
-Współczuję… A z drugiej strony co się stało chłopakom? -zapytałam.
Liam westchnął.
-Nie wiem Asia. Mamy tylko nadzieję z Lou, że to takie… przejściowe.
W oddali już widziałam zarysy wielkiej bramy, od której zaczął się nasz długi wieczorny spacer. A tak szybko to minęło.
-Też mam taką nadzieję.
Westchnęłam. Chciałam zapytać o Nicole, ale zabrakło mi odwagi. Ona u Zayna? Może po prostu Liam nie chciał mi powiedzieć całej prawdy. Co ona tam robi, aż tyle ich nagle zaczęło łączyć?
Payne zauważył moją kwaśną minę.
-A właśnie …ona też tam będzie-powiedział chłopak jakby czytając mi w myślach.
-Tam to znaczy na ognisku?
Brunet przytaknął cicho.
-Ale zmieniła się Asiu. Wiesz… wcale nie jest taka zła- próbował jakoś złagodzić sytuację.
-Jasne rozumiem. Przecież ja nic do niej nie mam. Tylko jedno mnie nieco zaskoczyło… Ona u Zayna?- w końcu zebrałam się na odwagę i zapytałam to co mnie nurtowało.
Przystanęliśmy.  Byliśmy już przy bramie, gdzie trochę ponad godzinę temu spotkaliśmy się aby pójść wspólnie na spacer. Liam spojrzał mi prosto w oczy i zaczął mówić:
-Spokojnie. Wiem czym pewnie sobie zawracasz głowę, ale uwierz mi, że niepotrzebnie. Ona po prostu przychodzi do niego i rozmawiają. Nieraz i my dołączamy się do konwersacji i jest naprawdę przyjemnie.
Słowa chłopaka uspokoiły mnie nieco. Wiedziałam, że nie kłamał, bo patrzył mi prosto w oczy. Jednak to do niej nie miałam pełnego zaufania.  Przytaknęłam brunetowi nie chcąc dłużej trzymać go w niepewności.
-Echem a co do tego ogniska to zostaje osiemnasta? -zapytał.
-Dla mnie to bez różnicy, więc może być.-odparłam.
-Zakładam, że Twoja mama już się niepokoi więc będę się żegnał. Chyba, że chcesz, żebym odprowadził się do końca..?-zaczął.
-Nie no co Ty, przecież wiesz, że to tylko parę minut. Nie przesadzaj Payne- uśmiechnęłam się do niego.
-Na pew…
-Na pewno- wyprzedziłam jego słowa starając się, żeby uśmiech nie zszedł mi z twarzy. To on miał go utrzymać w przekonaniu, ze wszystko ok.
-No dobrze-powiedział i przytulił się do mnie.
Mimo tego, że było bardzo zimno, a chłopak miał na sobie jedynie przewiewną bluzkę i tak jego ciało było rozgrzane. Poczułam ciepły jego oddech na moim policzku.  Mogłabym tak stać z nim całą noc, ale z drugiej strony chciałam szybko wrócić do domu i wszystko na spokojnie przemyśleć. Zapisać parę słów w pamiętniku i iść spać.
-Pa Liam!
Odsunęłam się od niego i ruszyłam w stronę mojego domu.
-Cześć Asiu…A i pamiętaj o dwójce!- krzyknął.
Jakiej dwójce? Chyba pomylił mnie z kimś innym, bo jego ostatnie zdanie nie za bardzo miało sens. A przynajmniej nie było ono związane z moją osobą. Już był za daleko, żebym podbiegła i zapytała o co mu chodzi.
Idąc sobie w ciszy, która mnie otaczała zauważyłam, że nie oddałam chłopakowi bluzy. Trudno- pomyślałam. Jutro się spotykamy, to mu oddam.
Dochodząc do domu rozważałam jeszcze parę rzeczy. Przyznam- nurtowało mnie zachowanie Nicole. Ona? Nagle taka przyjaciółka Zayna? Przecież poznali się w niezbyt sprzyjających okolicznościach (pacz rozdział 24). No dobra.. to nie koliduje temu, żeby teraz się zaprzyjaźnili, ale i tak ta informacja trochę mnie zdziwiła.
Była już u nich parę razy, jak to ujął Liam, to już u mnie od czasu ostatniej wizyty z chłopakami była raz!
Powracając do domu zdjęłam bluzę, tak aby mama jej nie zauważyłam.
-Jestem!- krzyknęłam.
Następnie udałam się na górę gdzie wzięłam szybki prysznic. Przebrałam się w piżamę i usiadłam na łóżku. Wyjęłam pamiętnik i zaczęłam pisać. Przyniosło mi to wielką ulgę. Czułam się po tym trochę bardziej…wolna.

_____________________________________________________________________

Witam witam po długiej przerwie! :D
Kochani bardzo was przepraszam, że nie dodawałam rozdziału, ale przez te 5 dni czekałam na internet w komputerze, bym mogła cokolwiek dodać ;/ gdyby nie to, zapewne rozdział pojawiłby się spokojnie w weekend.
No...mam nadzieję, że będzie co czytać :)
Jak dacie mi kopa z komentarzami to za kilka rozdziałów dam dużo akcji i dowiecie się jednej istotnej rzeczy, a jak nie to jeszcze sobie poczekacie, co powiecie na taki szantażyk? :P
Przypominam tylko o moim GG, gdzie możecie składać propozycje i uwagi co do następnych rozdziałów oraz o asku gdzie możecie pytać o nn.
Hmmm ostatnio myślałam nad nowym wyglądem bloga. Co wy na to? :D Znacie jakies osoby, które się na tym znają? Chodzi mi o bardziej profesjonalne tło xD
Baaaaaaaaardzo proszę o komentowanie, nawet nie wiecie jak ono motywuje! <3