Muzyka

12 maja 2013

~Rozdział 19~

Długo nie czekałam, drzwi otworzyły się. Miałam pewne obawy, że otworzy mi Zayn, ale zniknęły one równie szybko jak się pojawiły.
-O hej- powiedział uśmiechnięty Lou przegryzając marchewkę.
-Cześć- odwzajemniłam uśmiech.
Weszłam nieśmiało do środka. W salonie ktoś puści muzykę na full. Tu zawsze panowała luźna atmosfera.
-Rozbierz się
-Ekhem.. w sumie to nie mam z czego- czułam, że się rumienię.
-Hah okay. To chodź- poszłam za nim. Na razie zauważyłam tylko Niall'a stojącego podejrzanie blisko lodówki oraz Harrego rozwalonego na kanapie. Loczek usłyszał, że ktoś wszedł i szybko odwrócił głowę.
-Asia!-zerwał się z kanapy.
-O cześć Harry- udawałam swój entuzjazm.
Po chwili znikąd pojawił się Liam. Ufff, czyli jak na razie jest spoko, mam nadzieję, że już nikt oprócz "dziewczyny" Liam'a się nie pojawi.
-Asiu, dziękuję, że przyszłaś.- jego uśmiech mówił sam za siebie. Był taki ciepły, widać, że mu zależało.
-Noooooo dobrze, że przyszłaś. Liam od rana mówił o tej swojej, że już słuchać go nie można było, gdyby nie Ty to by do jej przyjścia tak mówił- Narzekał Harry.
-I dobrze, przynajmniej widać, że mu zależy, stara się chłopak- postawiłam się za Payne.
-Hmmm chcesz coś do picia?-zpytał Liam kierując mnie do kuchni  i posyłając "dziękczynne" spojrzenia.
-Nie dzięki-odparłam.
-Niall, co ja Ci mówiłem, żebyś nie podjadał tych żelek, miałeś czekać!-wrzasnął Harry.
-Ja nic nie jem- Horan wziął ręce pełne słodyczy do tyłu.
-Ja nic nie jem- naśladował go Louis.
-Ejjjj, no wiecie co?-blondyn udawał obrażonego, dopiero rozchmurzył się na mój widok:
-Asiu! O hej, długo już tu jesteś?
-Nie, dopiero weszłam. Hmmm Niall załóż coś lepiej na siebie, bo dziewczyna jak wejdzie to się spłoszy- powiedziałam patrząc na dość "skromnie odzianego" Horana.
Harry z tyłu wybuchnął śmiechem.
-No przecież mam na sobie...
-Ojj, Niall uwierz mi, lepiej żebyś Cię przebrał. Nie chcesz chyba, żebym Cię sama zaciągnęła na górę- przerwałam mu ze śmiechem.
-No dobrze, dobrze już idę.
Lou i Styles powrócili do oglądania telewizji.Liam jednak stał uparcie i próbował panować nad całą sytuacją.
-Liaś wszystko będzie dobrze. Jak można nie pokochać takiego wspaniałego chłopaka jak Ty.
-No własnie mam wątpliwości.
-Ojjj będzie dobrze- poklepałam go po ramieniu a po chwili dodałam zaciekawiona:
-A mamy jakieś konkretne plany co będziemy robić?
-No...w sumie to nie myślałem o tym, ale myślę, że trochę popływamy, pooglądamy, pojemy...
Chciał pewnie wymieniać dalej, ale zadzwonił dzwonek do drzwi.
-O! Chodź!
-M-m-może lepiej Harry otworzy.
-Jak tam chcesz-powiedział Styles ruszając do drzwi.
-Ejj  wracaj - szepęłam i pociągnęłam go do siebie.
-Liam, Ty masz iść.
Payne poszedł otworzyć a reszta stała jak na baczność i czekała.
-No weźcie może jakoś trochę naturalniej- powiedziałam zaciągając Louis'a na kanapę, Niall'a, który właśnie schodził z powrotem na schody, a Harrego do kuchni. Przy okazji Harry pociągnął również mnie, z czego nie byłam zadowolona, ale innego wyjścia nie miałam.
Po chwili do salonu wszedł Liam, a za nim śliczna blondynka.
-To jest Asia, Asia to Rose. Hmmm resztę chłopaków już znasz.
-Hej- powiedziałam miło.
-Cześć- powiedziała Rose cieniutkim głosikiem.
Była to bardzo drobna osoba, na pierwszy rzut oka bardzo pasowała do Liam'a.
-O Rose, witaj!-powiedział Harry udając zaskoczenie. Mam nadzieję, że chociaż dziewczyna się nie zorientowała.
-Hej Harry- wciąż stała po środku. Była bardzo nieśmiała na pierwszy rzut oka.
Zayn nadal nie schodził, co jakoś mi nie przeszkadzało. Może nawet nie było go w domu? Wolałam nie sprawdzać.
-Ooo Rose, witaj piękna- krzynął Niall schodząc po schodach w bardziej przyzwoitym stroju niż przed chwilą.
Ten to umiał zmiękczyć serce każdej dziewczyny. Ona popatrzyła na niego i delikatnie uśmiechnęła się.
-Emmmm to co teraz robimy? Najpierw oglądamy film,  czy popływamy w basenie?-zapytał Harry.
-Czy coś zjemy-dodał Horan.
-Ja proponuję filmy wieczorem, a teraz pływanie lub opalanie.-rozsądnie zaznaczył Louis.
-Ekhem..ja nie wzięłam kostiumu, ale chętnie...
-Ależ żaden problem- powiedział Hary, ale widząc mój wzrok szybko dodał:
-Yyyy, damy Ci coś na zmianę, żebyś miała w co się potem ubrać.
-Ale...ja na prawdę chętnie się poopalam- mówiła dziewczyna.
Czy ja wiem, może miała złe wspomnienia z wodą i nie chciała pływać. Lub po prostu...
-O! Tak się składa, że ja też nie mogę pływać...- powiedziałam Harremu, który chyba miał zamiar nadal naciskać.
-..Więc się razem poopalamy-dodałam widząc "dziękczynny" wzrok Rose.
-Ok, ja już jestem gotowy, bo rano pływałem więc się już nie przebierałem, chodźcie dziewczyny- powiedział Niall.
Reszta poszła się przebrać a my jako jedyne dziewczyny i Horan wyszłyśmy na dwór.
-Hmm dużo się zmieniło odkąd tu ostatnio byłam.
-Taaa z roku na rok dodajemy coś nowego-odparł Niall.
Było tu tak pięknie, trochę dalej od baseny były hamaki. Z resztą...czego tu nie było. Wszędzie masa kolorowych  kwiatów, co pewną odległość zraszacze. Aż chciało się tu zostać nawet na noc.
-Nie wiem jak wy, ale ja idę na hamaki- powiedziałam do pozostałej dwójki.
Omijając wszystkie zraszacze przeszkadzające mi do dojścia wreszcie mogłam położyć się na mięciutkim, usłanym poduszkami materiale. Niedługo byłam sama, bo po chwili przyszła do mnie dziewczyna z blondynem.Rozmawiali o czymś zawzięcie i się śmiali. Czyli Rose była nieśmiała tylko na pierwszy rzut oka.
Połozyli się na hamakach obok  zaczęli się opalać jak i ja.
Po 15 minutachNiall stwiedzaił, że jest glodny i pić mu się chce. Spytał się nas czy czegoś nie chcemy i poszedł do kuchni. Ja zostałam sama z Rose.
-Długo się znasz z chłopakami?-zapytała jeżdżać delikatnie ręką po trawie.
-Nie, znaczy od wakacji, ale spotykamy się niemal codziennie, więc bardzo się do siebie przywiązaliśmy- mówiłam.
-Aha, a Ty i Niall...już nie jesteście razem? Bo jakoś nie wiedziałam, żeby Cię przytulał czy coś.
-Nieee to plotka- powiedziałam uśmiechając się, a po chwili dodałam:
-On jest moim najlepszym przyjacielem i w ogóle no kocham go...ale jak brata- odparłam co w sumie było prawdą.
-Uuuu ktoś tu mnie kocha- powiedział Niall stojąc nad nami z trzema szklankami jakiś zimnych napoi.
Wzięłam do ust zimną słomkę ignorując jego sarkastyczny ton.
-Ejj, a wy co, nie idziecie?-zapytał Harry wychodząc z basenu.
-Nieee, my się opalamy-krzyknęłam.
-Eeee ja tam wolę opalać się w basenie, na pewno nie chcecie?
-Niee, my to sobie pogadamy z Rose- powiedziałam uśmiechając się do niej miło, ona odwzajemniła uśmiech.
Niall poszedł a my znowu zostałyśmy same, chcialam to jakoś wykorzystać, żeby zacząć temat o Liam'ie, ale jakoś nie potrafiłam.
-Hmmm a Ty chyba dlużej się przyjaźnisz z chłopakami.
-Od jakiegoś roku..może więcej. Ale rzadko się spotykamy.
-To częściej tu wpadaj, fajnie jest, te głupki zawsze coś wymyślą.
-Chyba zacznę-zaśmiała się.
-A tak swoją drogą to bardzo ładnie wyglądaliście z Niall'em jako para, fajnie by było gdybyście razem byli- mówiła to szczerym tonem, bez żadnych podtekstów.
-Czy ja wiem, nigdy nie wyobrażam sobie mnie i Niall'a inaczej niż przyjaciół. Z resztą jak z całym One Direction. Oni- światowe gwiazdy, codziennie widziane na okładkach milion gazet, a ja? W porównaniu do nich jestem praktycznie..nikim.
-Nie mów tak, bo każdy jest kimś. Ale tak szczerze to ja też bym siebie nie wyobrażała siebie z którymś z chłopaków- dodała po chwili zamyślenia.
-Jak dla mnie to byś pasowała- odparłam.
To dobry temat, żeby skierować ją do Liam'a.
-Hahaha coo Ty. Do którego?
-Hmmm może...Zayn..nieee Liam- zrobiłam tę wpadkę specjalnie, żeby od razu nie palnąć, że z Payne byli by świetną parą.
-Liaś? Dlaczego akurat on.
-Dla Ciebie pasuje idealnie. Opiekuńczy jest chłopak, z charakterów jesteście podobni...-wyliczałam.
-Nieee, to nie jest dobry pomysł, wiem, wiem, że jest przystojny i na prawdę uroczy, ale..świat tego nie kupi. Poza tym on miałby się we mnie zakochać? To jakiś cud musiałby się stać.
No i własnie się stał-myślałam.
-Ehh a żebyś się nie zdziwiła-szepnęłam.
-Chyba się nie zdziwię. A tak swoją drogą, brakuje mi tu kogoś...Zayn? Tak własnie! Gdzie jest Zayn?
Zesztywniałam na tym hamaku. No i co miałam powiedzieć?
-Ej? Coś nie tak?
-Nie....yy...Zayn wyszedł. W sumie to nie wiem, może jest w domu-przybrałam trochę inny ton głosu.
-Ej no głupia nie jestem, słyszę, że coś pomiędzy wami nie tak. Albo może wręcz przeciwnie, kochasz go?-palnęła prosto z mostu?
-Co? -Krzyknęłam ciut za głośno.
-..Nie...tak szczeże to ja, no można tak powiedzieć, że mieliśmy małą kłotnię.
-Aha, czyli nienawidzisz, rozumiem. A od jakiegoś czasu już się tak nie spotykacie? W sensie jesteście pokłóceni?
-No..nawet nie wiem. A najgorsze, że to z mojej winy wszystko. Bo on mnie przepraszał, ale ja go niesłuchałam, tylko tak po prostu sobie poszłam- powiedziałam bardziej załamanym głosem.
Rose zeszła z hamaku i dostadła się do mnie.
-Heeej, aż tak z nim źle? To go przeproś, na pewno wybaczy.


Przyjaciółki

-Wiem, ale cały czas zwlekam i cały czas czuję, że nie jestem gotowa.
-Do przeprosin nigdy się nie jest gotowym. A jesli zwlekasz to będzie ci coraz trudniej-to jej słowa mnie bardzo natchnęły. Jednak to nie zmieniło nic. Dziś na pewno do niego nie podejdę i mu tego nie powiem.
-Dziekuję Ci Rose, ale jeszcze nie dziś. Poza tym go nawet nie ma w domu.
-Zobaczymy, zaraz się spytam chłopaków.
-Nie, nie! Zaczekaj! Nie tak od razu.
-Dlaczego nie? Im wcześniej tym lepiej.
-Wie...ale zaczekajmy z tym do obiadu. A propo, to kiedy obiad.
-Obawiam się, że obiad będzie zrobiony w większości przez nas-westchnęłam
-Hehe coś chyba masz rację. Dobra ja idę odnieść szklanki, a Ty się spytaj chłopaków co z obiadem tak dla pewności.
-Ok.
Wstałyśmy obie. Ona ze szklankami w rekach poszła do kuchni, a ja poszłam koło basenu. Jedynym chlopakiem nie będącym w tej chwili w basenie był Niall, do niego też podeszłam.

Niall wczoraj w LA.jpg
-Emmm Niall, co z obiadem?
-Obiad! Nie wiem, możemy spróbować coś ugotować.
-Chyba chciałeś powiedzieć "chyba możecie coś ugotować"-dodałam z niesmakiem.
Usiadłam na krawędzi basenu i zamoczłam w nim nogi. Był letni, ale akurat na taki upał. Chciałabym wejść, ae nie mogłam zostawić Rose.
-Niee, no wcale nie, mogę wam pomóc- powiedział dosiadając się do mnie.
-Ej, odsuń się, mokry jeszcze jesteś!- krzyknęłam odsuwając się automatycznie.
-Hmmm moja Asiaa, też cię kocham- powiedział przytulając się jak na złość, przy okazji sprawijąc, że moja bluzka była cła mokra.
-Niall! A z resztą...teraz skoro i tak jestem cała mokra to i tak nie ma znaczenia-poddałam się.
-Wiesz, że i tak prędzej czy później bym tak zrobił. Zresztą skoro mnie kochasz, to zrobisz dla mnie wszystko- powiedział z sarkazmem drażniąc mnie.
-Pfff, i po co ja to mówiłam-szepnęłam.
-Eee nie martw się, też Cię kocham- powiedziałmocniej przytulacjąc i zostawiając jeszcze bardziej mokrą bluzkę.
-Taaa, ja idę się jeszcze poopalać a potem r-a-z-e-m robimy obiad- powiedziałm naciskając na słowo razem.
Poszłam w stronę hamaków z bananem na twarzy myśląc, że Rose już wróciła. A jednak nie- chyba postanowiła posprzątać całą kuchnię. Dobra, poczekam na nią. Zamknęłam oczy czująć na sobie mocno grzejące słońce. Leżałam tak może dwie minuty, kiedy usłyszałam głos Rose.
-Wstawaj śpiochu, już wróciłam-zaśmiała się.
-O Rose, coś ty tam cały dom sprzątałaś?
-Nieee-zaczęła się śmiać.
-Po prostu...Zayn zszedł-na jego imię momentalnie usiadłam na hamaku.
-Co? Jak to? Ale on...go nie..ma..w domu...
-Spodziewałam się takie reakcji- powiedziała siadając obok mnie.
-Ty też byś tak zareagowa- odparłam sarkastycznie.
-No może...
-Ale coś gadaliście?
-Znaczy, bo ja odnosiłam szklanki i usłyszałam, że ktoś schodzi  na dół. Nie spodziewałam się, że to on, ale z drugiej strony wszyscy byli przy basenie, więc moje przeczucia okazały się słuszne. Był trochę zaskoczony moim widokiem, ale nie tak bardzo jak ja jego...-urwała.
-Co? Zeszedł bez ubrań, czy co?
-Nie..on był w tragicznym stanie...
-No chyba nie byo aż tak źle- przerwałam jej.
-Uwierz mi, że było. Miał podkrążone oczy, a nie dość, że tak to jeszcze tak podpuchnięte, jakby płakał bez przerwy tydzień. Czuć było na metr, że palił, a co gorsza pił- mówiła na prawdę załamanym głosem.
-Boże, co ja mu zrobiłam- łzy stanęły mi w oczah.
-Nie wiem, co mu zrobiłaś, ale nie wyglądał za dobrze- powiedziała już trochę łagodniej widząc moją reakcję.
Pierwsza łza dotknęła mojego policzka.
-A tak poza tym, bo ubrany był..hmm..nawet dobrze. Wiesz..jakieś tam krótkie spodeni, bez koszulki-próbowała ratować sytuację.
-Nie Rose, wiem, że był w tragicznym stanie, nie tłumacz już- powiedziałm przez łzy.
Dopiero teraz zauwazyłam, że przestraszona dziewczyna do kogoś macha, przestraszyłam się momentalnie i odwróciłam głowę. Uffff, to tylko Niall. Ale i jego w tej chwili nie chciałam. Po prostu samotność by była najlepszym rozwiazaniem.
-Ekhem...to ja idę zrobić obiad- powiedziała Rose wstając, a jej miejsce zajął szybko Niall.
-Asiu, co się stało.
Nie odpowiedziałam tylko płakałam. Wtuliłam się w jego nagi tors i płakałam. On głaskał mnie po głowie i szetpał ciche "ciii".
-Dlaczego....dlaczego mi nie powiedzieliście?- plątałam się.
-Ale czego?-pytał spokojnie Niall.
-O Zaynie.
-Że on tu jest? Nie chcialismy cię martwić...zresztą chyba się domyślałaś.
-Niee, nie to.
-A co?-pytał coraz to bardziej zdziwionym tonem.
-W jakim...jest...stanie-łkałam.
-Ejjj wy tam, chodźcie tu!-usłyszłam głos Harrego.
-Za chwilę dojdziemy-odkrzyknął Niall.
-A co jej jest?-głos Louisa był coraz bliżej, a akurat tego na pewno nie chciałam.
-Niall, proszę, żeby oni tu nie podchodzili.-szepnęłam słabym głosem.
Horan spojrzał na Louisa znaczącym wzrokiem, żby nie przeszkadzał. Ten chyba zrozumiał i zagonił wszystkich do budynku.
-Dziękuję -szepnęłam
-Już ciii- odparł.
Siedzieliśmy tak jeszcze przez ok 10 minut, czekając aż się uspokoję.
-Asiu..ja sam nie wiedziałem w jakim on jest stanie, rzadko schodził na dół, a dzisiaj go w ogóle nie wiedziałem. A co, aż tak z nim źle?
Kiwnęłam w odpowiedzi głową.
-Nie martw się, jak tylko się pogodzicie to będzie taki jak dawniej.
-Mam..nadzieję-szepnęłam.
Powoli wyswobodziłam się z jego barczystycz ramion i wstałam z hamaku.
-Możemy iść, jak wyglądam?
-Ekhem...chyba lepiej przemyj się wodą.
-To tak..tusz pewnie mi się zmył.- powiedziałam.
-Chodź do strumyka- wziął mnie za rękę i zaprowadził do małej rzeczki. Miała może metr szerokości. Umyłam w niej twarz i wstałam.
-A teraz?
-Teraz lepiej, chodźmy- odparł i się uśmiechnął.
Doszliśmy do domu. Przeszlismy przez wielkie i masywne drzwi balkonowe. Reszta na szczęście nie zwracała na nas większej uwagi, byli zajęci gotowaniem. Doszłam do kuchni, gdzie na szczęście Zayn'a nie było. O dziwno Harry stał przy garnkach a rezta tylko udawała, że coś robi i stała grzebiąc w szafkach. Rose coś tam jeszcze doprawiała, ale Lou  i Liam stali tu niepotrzebnie. Rose spojrzała na mnie współczująnych wzrokiem, ale nie chciała teraz przyz wszystkich poruszać tematu Zayn'a..na szczęście.
-Co to będzie?-zaptałam Harrego przez ramię.
-A zobaczysz- powiedział tajemniczo.
-Hmmm proponuję, żebyśmy wyszli z kuchni, skoro niewiele tutaj pomożemy- odparłam trochę głośniej kierjąc te słowa do Niall'a, Rose, Liam'a i Lou.
Tak na prawdę zależało mi żeby Liam jakoś zagadał do dziewczyny, więc stwierdziłam, że potem zagonię wszystkich do kuchni oprócz tej dwójki.
 Spytałam calej piątki po kolei co chcą do picia i zagotowałam wodę. W kuchni zostałam tylko ja z Harrym, nikt nie zdawał się zwracać na nas uwagi. Widziałam, że chłopak posyła mi zagdkowe spojrzenia.
-Ehhh no o co chodzi?-zapytałam prosto z mostu wzdychając.
-A nic, nie mogę już się spojrzeć?-zapytał uśmiechając się wywołując tym samym dwa piękne dołeczki na jego twarze. One mnie zawsze onieśmielały...po prostu były zbyt urocze.


Ja tylko uśmiechnęłam się pod nosem stwierdzając, że dalsza konwersacja nie ma sensu. Po ok 5 minutach zawołałam Louisa i Niall'a, żeby mi pomogli, miałam nadzieję, że w tym czasie Rose i Liam zamienią parę zdań. Zatrzymywałam ich długo jak tylko mogłam. Zerkałam ukradkiem za dwójkę pozostawioną w salonie.
-...To jak możemy?-zapytał Niall.
-Yyy..ale co?-spytałam trochę zdziwiona.
-Widzisz, mówiłem Ci, że nie słuchała-dodał Lou z chytrym uśmiechem.
-Ejj, a wy co? Bo chyba nie za bardzo jeste w temacie, więc nie wiemo co wam chodzi.
-Ciekawe o czym tak intensywnie myślała-dodał Harry wybuchjąc śmiechem.
-Chyba wiadomo, one to tylko o jedym- powiedział Lou dołączając do Styles'a.
Już chciałm im przerwać kiedy zrobił to za mnie Niall:
-To jak możemy to zanieść na stół?-cała tójka trzymała w rękach półmiski z sałatkami, mięsem i ziemniakami.
-Yyyy..tak już zanieście.
Teraz to i Horan wybuchnął śmiechem. Ehhh jak ja mam ochotę czasem go czymś palnąć....
Godzinę później...
Siedzieliśmy przy stole losując, kto sprzątnie po obiedzie.
-Może Rose...
-Ehh wy to byście cały czas tylko dziewczyny zaganiały do roboty.-odparłam oburzona zachowaniem chłopaków.
Chociaż z drugiej strony to dobry pomysł, który Liam uprzedził i odparł:
-To ja jej pomogę.
Na szczęście to zabrzmiało w miarę wiarygodnie.
Ja i reszta chłopaków poszliśmy na ogród. Usiadłam przy basenie schładzając w nim chociaż nogi. Chłopcy już wyschli, ale za chwilę znowu będą skakali. Ci to mają fajnie z tym basenem...
PLUSK!
-Który to?-rozejrzałam się aby zorientować się, kto był na tylę mądry, żeby skoczyć do wody zaraz koło mnie a przy okazji mnie pochlapać. I to dosłownie całą...
-Harry, nie żyjesz- a on jak głupi tylko się śmiał.
No i co mogłam zrobić? Wskoczyć do wody? Nie, przecież powiedziałm przy Rose, że nie mogę więc już teraz żeby nie było to lepiej nie. Poza tym nie warto, żeby mieć potem cała mokrą spódniczkę wraz z koszulą.
Po chwili poczułam, że moje nogi nie dotykają powierzchni wody a ja sama unoszę się wysoko ponad nią. Spojrzałam w bok.
-Louis puść mnie w tej chwili!!!
-Chciałabyś-mówił z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Lou błagam, ja nie mogę!-wyrywałam mu się.
-Co nie możesz?-zapytał.
-No się kąpać!
-Ehhh, że akurat teraz jak taka świetna okazja była..-powiedział powoli opuszczając mnie na ziemię.
-Masz szczęście- pogroziłam mu palcem przed nosem.
-Eeee za tydzień już będę mógł, więc się tak nie ciesz- odparł cały czas się uśmiechając.
-Nie, nie będę mogła.-odparłam.
-Ojojoj, coś Ci się okropnie dłuży, co?
-Głupku..ehhh chodziło mi o to..że..nieważne- powiedziałam zrezygnowana. Z nimi to się jest sztuka dogadać.
Poszłam na leżaki, gdzie był Niall. Został ze mną parę minut, ale i on potem poszedł się pokąpać. Zamknęłam oczy. Musiałam szybko wyschnąć, bo z tego co wiem, to potem mieliśmy oglądać film.
Po jakiś 20 minutach poczułam...deszcz? Otworzyłam oczy. Nade mną stał Harry, z z jego loczków kapała woda wprost na moje suchutkie ubranie.
-Harry zabję Cie normalnie!
-Pobudka kotku, zaraz oglądamy film.-mówił szczerząc się do mnie
-Jeszcze jedno słowo- powiedziałm przez zęby wstając. Tym razem i jego doleczki mnie nie przekonały.
Poszłam do domu, gdzie była już pozostała piątka. W salonie można było wyczuć zapach popcornu. Mmmm uwielbiałam go.
Usadowiłam się na kanapie pomiędzy Niall'em a Harry'm. Chwilę później został włączony jakiś film. Nie wiem jaki miał tytuł, ale na prośbę moją i Rose nie był to horror.
Na dworze zaczęło się już ściemniać. Chyba nici z mojego powrotu do szpitala jeszcze dzisiaj, ale na pewno pójdę jutro.
Film się zaczął...wiadomo jakimi scenami. Ehh jak nie horror, to takie filmy. Faceci...
-Niall?
-Mmmmmm?-zapytał chłopak. No tak, teraz to tylko na tyle było go stać przy takim filmie. Był wpatrzony w telewizor jak...ehhh nie mam porównania.
-Mogę u was nocować? Bo wiesz..ciemno jest już, a zanim dojdę do domu to trochę minie.
-No a jak inaczej, bo chyba wiadome, że zanocujesz- na chwilę oderwał wzrok od ekranu.
Uffff to dobrze. Przez większą część filmu patrzylyśmy z Rose na siebie znaczącymi spojrzeniami. Kiedy to się skończy. Minęło półtorej godziny, aż oczy mi się zamykały.
Nagle usłyszałam na schodach czyjeś kroki...nie..błagam tylko nie on...


______________________________________________________________________

Witam <3
I jak się podoba...proszę komentujcie! c:
Następny rozdział nie pojawi się zbyt szybko z powodu braku czasu i masy sprawdzianów :<
Pozdrawiam i proszę o udostępnianie;**


09 maja 2013

~Rozdział 18~

-Hello- pierwszy odezwał się Niall i pomachał do kamerki.
-Eee hej..-zaczęła Julia po angielsku.
-No to Horan poznaj Julię, Julia poznaj Horana- powiedziałam przedstawiając ich sobie.
Na szczęście Niall, który nie  był w takim szoku co Julia zachował resztki rozsądku.
-Miło mi- odezwał się.
-Mi również- Julia starała się mówić normalnym głosem, co jej na szczęście coraz lepiej wychodziło.
-Ekhem, Asia dużo mi o Tobie opowiadała. Hmmmmm a więc tak wygląda jej przyjaciółka.
-O serio? Ehh no tak wiem, nie patrzcie na moje włosy- Jula starała poprawić sobie fryzurę z czego w wyniku był negarywny skutek.
-Nieee dobrze jest- Niall zaczął się śmiać.
-Jasne, jasne. To samo Asia mi zawsze mówiła, więc już wiem, że kłamiecie.
-Hahahah oj już nie przesadzaj- wtrąciłam się.
-Taka prawda. Hmmm strasznie dużo teraz o was w sieci jest. Tworzycie śliczną parę- wyszczerzyła się.
Spojrzeliśmy na siebie z Niell'em. Na początku trochę wystraszeni, ale po chwili wybuchnęliśmy śmiechem. Julka chyba nie za bardzo wiedziała o co nam chodzi.
-Jula...my..nie...- nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-Co? Nie rozumiem was. Powiedziałam coś śmiesznego?-teraz to i ona się uśmiechała.
-Nie, po prostu Asia chciała powiedzieć, że by nie jesteśmy parą- Horan wreszcie się oanował.
-A-a-a-haa. Nie no spoko. A ja już w to uwierzyłam i mówiłam, że moja przyjaciółka chodzi ze sławnym Niall'em Horanem.
-Pfff co Ty, ja z nim, o w życiu- udawałam sarkastycznie.
-No co, przecież są dowody, to czemu by nie wierzyć.
-To są plotki nie dowody- powiedział Niall.
-W sumie- Julia zamyśliła się.
-Ehhh a o Tobie Asia za dużo nie mówiła. Byłam ciekawa czy na prawdę tak dużo jesz- zaśmiała się.
-Pffff, wcale nie tak dużo- udawał obrażonego.
-Hehe no nie wiem Niallerku- zaczęłam się śmieć.
-Ojj cicho, nie było tematu- odparł.
-Czyli jednak to prawda- powiedziała Julia nie przestając się uśmiechać.
-Taaa, dobra zostawiam was na chwile same, a ja idę coś sobie zrobić do jedzenia.
-Mogłam się spodziewać- dodałam sarkastycznie w wyniku czego oberwałam w moje "idealnie" ułożone włosy.
-O Tyyy, ehhh potem Ci się odpłacę- mówiłam do już znikającego w drzwiach Niall'a.
Odwróciłam się szybko do Julii. Miałyśmy malo czasu a znając ją miała mi teraz do zadania miliony pytań.
-Ejjj, no to mnie zaskoczyłaś. A tak na serio...wy na prawdę nie jesteście razem?
-My? Nieee, co Ty. Niall był, jest i będzie moim najlepszym przyjacielem i nikim innym. My nigdy ten..wiesz nie patrzyliśmy na to z tego punktu widzenia.
-Wiem wiem, ale jak widzę te wasze zdjęcia w sieci, to wiesz..miałam wątpliwości.
-Photoshop- odparłam obojętnie.
-Hmm no w sumie mogłam się domyślić. Ale opowiadaj,  co z resztą?
-Reszta..to skomplikowane. Nie chcę teraz o tym mówić. On zaraz przyjdzie a wolałabym przy nim na inne tematy- odezwałam się.
-Ok, spoko, to wieczorem o tym pogadamy. Zadzwonisz do mnie wtedy kiedy pójdzie....no nie wiem, to o 23 g już nie będzie, no nie?
-Eeee- szczerze to nie wiedziałam, czy jej powiedzieć, że się przespaliśmy, ale w takim normalnym sensie. Tej nocy...sama nie wiem, może Niall już pójdzie. Julia zauważyła moje niezdecydowanie, ale nie wiedziała o co mi chodzi.
-Tylko mi nie mów, że będziesz wtedy spać- powiedziała.
-Niee, nie o to chodzi- odparłam trochę nerwowo.
-Zobaczę- dodałam.
-Ok
W tym samym czasie ktoś zasłonił mi oczy. No dobra...po co mówię ktoś, skoro wiadomo, że to Horan.
-Nie no wiesz, zupełnie nie wiem  kim jesteś, chodź tu lepiej usiądź.
-No już już- chlopak przyszedł a ja usiadłam mu na kolana.
Julia patrzyła na nas trochę dziwnym wzrokiem. Jakby coś nie mogła uwierzyć, czy do końca mówiłam prawdę.No cóż...ja byłam przyzwyczajona, ona nie.
Po chwili do Nialla dotarł jakiś SMS. Chłopak wstał, odszedł trochę i odczytał.
-Mam kolację, lecę już, heeej- powiedziała Julia do kamerki zostawiając nas samych.
A ja nadal patrzyłam na niego. Czy rzeczywiście, żeby coś odczytać musiał odchodzić? Uśmiechał się teraz pod nosem i szybko odpisywał.
-Niall, o co chodzi, kto do Ciebie pisze?
-Ja? Ee nikt, znaczy chłopaki, że jutro na 8.00 mamy próbę- jego twarz posmutniała.
-Aha...szkoda. Czyli nie zanocujesz.
-Chyba nie, ale nie martw się, zostanę do puki nie zaśniesz- przysunął się.
-Nie ma potrzeby.....Ehhhh chłopaki czyli kto?
-No ten...
-Tak wiem, Zayn. Ale czy musiałeś odchodzić tak daleko, żeby to odczytać?
-No zasięgu nie było...
-Z tego co ja wiem to jest- powiedziałam ciszej, ale nie wiem czy chłopak to usłyszał.
Nie chciałam się już w to wszystko angażować, ale byłam ciekawa o czym chłopcy gadali. No najprawdopodobniej o mnie, ale co Zayn sobie o mnie myślał? Niall mi teraz nie powie, chyba to logiczne, że zacznie bronić jego.
-Ymmm wracajmy już, zimno się robi- odparł.
-Jasne...
Biorąc szklanki i poduszki z leżaków poczułam wibracje w kieszeni. SMS...Nie wiedziałam kto to  byłam trochę zaskoczona. Może Julia? Alice? Może....nie to na pewno nie on. Odblokowałam telefon, a nadawcą był Liam:
"Asiu, byłbym wdzięczny gdybyś jutro przyszła do nas....Dziewczyna, która bardzo mi się podoba <wiesz o kogo chodzi> przychodzi własnie jutro. Coś czuję, że sobie nie poradzę...błagam pomóż :c"
Serce mocniej mi zabiło. Chciałam przyjść, i to bardzo, ale powód jest chyba wszystkim znany. Moja reakcja na pewnych domowników domu mogła być nieprzewidywalna. I co zrobić? Opuścić go? Nie, nie mogłam.
-Asia? Asia o co chodzi, co tak stoisz, wejdź.
Podałam mu telefon. Po przeczytanie on sam miał niepweną minę.
-Nie wiem..ja bym poszedł.
-Na pewno? Pomysł Niall, gdybyś był w mojej sytuacji-powiedziałam załamanym głosem odkładając rzeczy do zlewu. Szlam w stronę kanapy.
-A gdybyś ty potrzebowała wsparcia, myślę, że zrobiłby to samo dla Cienie. Poza tym to...
-Niall, mówię Ci jeszcze raz. Postaw się w mojej sytuacji.-łzy podchodziły mi do oczy.
Panika brała pod górę. Usiadłam załamana na kanapie. Co odpisać? Wyjść na fałszywą koleżankę, czy narazić się na Zayn'a i w pewnym stopniu Harrego. Nie chciałam tlumaczyć się Stylesowi z zaistniałej sytuacji.To nie jego sprawa.
-Nie ró mu tego- szepnął.
Choć wiedział, że nie jestem teraz w dobrym humorze to musiał to powiedzieć. Musiał po prostu potwierdzić to, co było rzeczywistością. Nia moglismy się okłamywać- choć niestety już i takie sytuacje były. Ale myślę, że to dla mojego dobra. A teraz? Chyba miał rację...
"Oczywiście, że przyjdę :) To na którą?" -odpisałam.
Sms-a dostałam z prędkością światła wyjaśniającego dokładnie godzinę i podziękowania.
Chyba dobrze zrobiłam...
Godzinę później...
-Ale na pewno sobie poradzisz?
-Tak Niall, na pewno. Pytasz mnie o to już setny raz. Nie martw się, moja odpowiedź się nie zmieni. Poradzę sobie, do zobaczenia jutro.
-No, pa, pa- podszedł do mnie i przytulił.
Mogłam tak teraz stać 5 godzin, ale lada chwila miała przyjść moja mama, poza tym było już późno. Chłopak w końcu się ode mnie odsunął, posłał ostatni uśmiech i wyszedł.
Zamknęłam drzwi i udałam się do pokoju. Co teraz robić?
Usiadłam na łóżku próbując chociaż przemyśleć jutrzejsze spotkanie. Nie pozostaje mi nic innego jak nie zwracać na mulata uwagi. Po prostu będę zajmować się tylko Liam'em, jego przyjaciółką i resztę chłopaków, żeby nie palnęli czegoś głupiego, co w ich wykonaniu było bardzo możliwe.
Wzięłam telefon do ręki i zaczęłam pisać do Alice. "Hej kochanie;* Jutro idę do chłopaków, więc będę tylko do południa :( Chcesz do mnie przyjść rano?^^ Wszystko bym wyjaśniła ;>" Po chwili już dostałam odpowiedź "Heeej <3 Wiesz jak bardzo bym chciała, ale nie mogę :c Koleżanka leży w szpitalu w śpiączce, więc jak chcesz to wpadaj do szpitala, bo będę tam cały czas :]" "Jasne, to spróbuję jutro z rana wpaść. :)" Odłożyłam telefon na półkę.
Moje myśli tym razem nie skupiły się na chłopakach. Wędrowałam daleko w zupełnie odrębych tematach. Władnęło mną uczucie. Tęsknota? Można tak powiedzieć, ale nie do końca. Bliskość, może i zazdrość. Za kim? Tego nie wiedziałam, odpowiedź znało tylko moje serce, do którego budowałam sobie grubą, niewidzialną warstwę.Starałam się zapomnieć, ale trudni jest zapomnieć i nawet nie wiedzieć o czym dokładnie. Tego nie dało się zdefiniować, zbyt dtudne do pojęcia i zrozumienia. Gubiła się w myślach, nie słyszałam głosu własnego serca, co było ważne. A może ono do mnie mówiło, ale udawałam, że nie chcę go słuchać.
Mimowolnie położyłam się na plecach i myślałam dalej. To było silniejsze ode mnie. Szkoda, że nie było ze mną drugiej osoby. Kogoś, kogo zawsze pragnęłam, a nigdy nie dostałam. Niespełniona miłość. Tak bardzo chciałam stać się ważna w kogoś oczach. Tak jak moje koleżanki  miały. Nie dało się im nie zazdrościć. Będąc jeszcze w Polsce codziennie patrzyłam na tulące się pary na przerwach, przychodzących chlopaków pod skołe, specjalnie dla nich. A mi takiego kogoś brakowało. I to bardzo. Niestety nie było mi dane być tą szczęśliwą. Nie byłam jedną z "nich"Nie byłam jedną z tych dziewczyn, które kończąc gimnazjum miały za jobą conajmniej 3 chłopaków. Czy żałowałam? Sama nie wiedziałam. Z jednej strony każdy by chciała, ale po stracie tej osoby widzimy świat inaczej.
Asia! Przestań już o tym myśleć! Przez mało wypadków i poniżeń przeszłaś? I po co sobie to przypominałam. No cóż..już taka pora, ale miałam takie wrażenie,że nie tylko ja w wieczór mam największą wyobraźnię i moje uczucia najmocniej działają. A jednak noc też miała swój urok...
Po kilku minutach zwlokłam się z łóżka i poszłam pod prysznic. Ehhh zimny, rzeźwiający prysznic, tego mi było tzeba. Trochę ocudził mój umysł...
Spać poszłam wcześniej niż zwykle, przecież jutro muszę wcześnie wstać, żeby odwiedzić Alice i jej przyjaciółkę...
Kilka godzin później...
Obudziło mnie poranne ćwierkanie ptaków. Nic dziwnego, przecież jest lato, a okno jak wiadomo było otwarte. Było już dość jasno. Przetarłam oczy i spojrzałam za okno na tyle ile się dało z perspektywy leżącej w łóżku. Jeszcze jest mgła, to pewnie wcześnie. Spojrzałam na wyświetlacz mojego telefonu, rzeczywiście, była 7:40. Wiadomo było, że tak od razu nie wstanę. Nigdy tak nie robię, nie chce mi się.Poleżałam sobie w moim ciepłym łóżeczku. Z pewnością mama była już dawno na dole bądź właśnie wychodziła.
O czym myślałam? Może łatwiej...o czym starałam się nie myśleć, co tylko pogorszyło w całą sytuację? Jak wiadomo o dziejszym spotkaniu  w domu chlopaków.No trudno się mówi. Nie będę na...ekhem..niektórych po prostu zwracać uwagi i już. Innym razem będę miała okazję porozmawiać.
Potem moje myśli przeniosłam na wczorajsze przemyślenia, a raczej pragnienia, które nigdy nie staną się rzeczywistością, marzenia, które nigdy się nie spełnią. Nie byłam jedną z takich, które pozytywnie patrzyły na świat. O nie. Moje życie było w ciemnych barwach. Nie miałam nadzieji na nic o czym tak bardzo marzyłam. Nie rozumiałam definicji miłości. Dlaczego? Bo nigdy jej nie doświadczyłam i uznawałm ją jako cud. Jak dwójka ludzi może się w sobie zakochać i być szczęśliwa. Było mi to obce. Jak może istnieć miłość, a szczególnie odwzajemniona miłość. Każda dziewczyna kochała się w tym jedynym, ale on w niej nigdy, lub na odwrót. I tak już było, taki był mój punkt patrzenia na świat. Ale to nie bez powodu. Musiałam to przecież kształtować przez całe 17 lat. Przyjmowalam do świadomości, że już nigdy nie przytulę mojego ojca, nigdy nie pośmieję się z siostrą. Nie da się ich przecież przywrócić do życia.
Z takim oto tokiem myślenia wstałam z łóżka udając się do szafy. Jak w wiekszości moich wyborów padło na pastelowe kolory.
:)) zdjęcie



Zeszłam na dół i jak się spodziewałam mamy już tam nie było. Weszłam do łazienki i rozczesałam włosy, co bie było trudne, zważywszy na to, że zawsze są proste jak drut.Po minucie wyszłam i zaczęłam robić sobie śniadanie. Miałam dylemat pomiędzy płatkami z mlekiem a tostami, w końcu wybrałam to drugie. Spojrzałam na segarek 8:16. Pewnie Alice była już na miejscu więc nic nie przeszkadzało przejściu się.
Wyszłam z domu nie zamawiając taksówki. Poszłam na pieszo, nie miałam daleko. Gdy byłam już blosko napisałam SMS-a do Alice, czy mogłaby po mnie wyjść, bo by mnie nie wpuścili. Po chwili zobaczyłam stojącą przed drzwiami do szpitala dziewczynę.
-Alice!
-Hej kochana, chodź-odparła uśmiechając się.
Musiała się bardzo przejąc wypadkiem jej koleżanki, bo miała wielkie wory pod oczami. Pewnie całą noc nie spała.Biedna Alice...aż tak się  o wszystkich troszczyła,a sama nie miała czasu dla siebie. Weszłyśmy do budynku i szłyśmy przez korytarz. W końcu weszłyśmy do jakiejś sali. Były tam trzy łóżka, na jednym siedziała jakaś dziewczyna czytająca gazetkę. Była może o 2 lata młodsza. Na drugim jak i na trzecim znajdowały się dziewczyny, które spały. A może były w śpiączce? Tego nie wiem. Podeszłyśmy do tej trzeciej. Myślałam, że będziemy same, a jednak nie... Przy łóżku stała dziewczyna mniej więcej w moim wieku, no może ja byłam trochę starsza.
-O, Karen! Już przyszłaś, jak miło. Ja przyprowadziłam koleżankę. To jest Asia, a to Karen-siostra Annabeth.
-Hej, miło mi- powiedziałam uśmiechając się.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, ale nie miała takiego entuzjazmu w sobie co ja. W sumie to jej się nie dziwię, gdyby to moja siostra tam leżała to też bym była w takim stanie, albo i w gorszym.
Podobnie jak Alice miała poskrążone oczy, pewnie została z moją przyjaciółką na całą noc. Na prawdę je podziwiam. A jednak są jeszcze na tym świecie ludzie warci i godni zaufania.
Spojrzałan na dziewczynę leżącą na łóżku, która była podłączona do różnych urządzeń. Była strasznie blada,  miała mnóstwo krolpówek, i coś dziwnego na twarz- też takie coś miałam, ale ledwo pamiętam. Annabeth i Karen w ogóle nie były do siebie podobne. Nieprzytomna miała śliczne rude włosy, na prawdę piękne. Lekko falowane, na końcu z loczkami- moje marzenie. Zaś jej siostra miała podobny, w sumie to nawet taki sam tym wlosów ja ja. Mlecznoczekoladowe, proste i hmmmm jak by to określić...sypkie? Myślę że to najbardziej trafne określenie.
Dziewczyny cały czas były wpatrzone w Annabeth. Ja stanęłam nieśmiało pomiędzy nimi i w sumie nie wiedziałam co robić, trochę głupio mi było.
-Annabeth ma śliczne włosy-szepnęłam opierając się o ramę łóżka.
-Wiem, wszyscy jej zawsze zazdrościli- uśmiechnęła się jej siostra.
-Ejjj, ale Ty też nie masz złych. Znaczy w sumie to mamy takie same. Czy Twoje też ledwo co da się w cokolwiek uczesać, bo od razu zaczynają lecieć na wszystkie strony?-zapytałam.
-Taaak, wreszcie ktoś mnie rozumie- Karen trochę się rozchmurzyła. W sumie to tylko na chwilkę, bo potem powróciła do wpatrywania się w swoją siostrę. Bardzo jej współczułam. Stała tu, najpewniej młodsza ode mnie i patrzynła na swoją najbliższą rodzinę ze świadomością, że nigdy może się nie obudzić.
Nastolatka była na swój sposób naturalnie śliczna. Nie musiała używać za dużo makijażu, nie był jej potrzebny przy takiej urodzie i tak nieskazitelnej cerze.
Pod dolną wargą miała bliznę. Nie była wielka, lecz chyba musiała być trochę głęboka. Dwie malitkie kropeczki i cieniutka kreska łącząca je. Ciekawe od czego? Trochę dziwna ta blizna, w wypadku zazwyczaj ma się jakieś nierówne szramy, ta była jakaś....geometryczna. Taka równa.
Nastolatka chyba zauważyła, że się w nią wpatruję, więc szybko przesniołam wzrok na Annabeth. Bez zmian, pikanie w tym samym rytmie, żadnych ruchów.
Karen złapala jej rękę.
-Dlaczego nie mogę być na Twoim miejscu- szeptała bezradnie a w jej oczach stały łzy.
Te słowa mnie wzruszyly, i to bardzo. Widziałam wiele typów miłości, ale ten był najbardziej niezwykły i godny uwagi. Niby na codzień się nie lubią- jak to siostry, ale jednak w sercu bardzo kochają, że nawzajem mogly by oddać za siebie życie.
Dziewczyna tak mnie wzruszyła, że i w moich oczach stanęły łzy. Podeszłam do Karen i objęłam ją ramieniem.
-Nie martw się, na pewno niedługo się obudzi.-odparłam spokojnie sama nie mając wielkich nadzieji, ale musiałam ją jakoś pocieszyć. Uwierzcie, że gdybyście zobaczyli ten wodok też byście zrobili wszystko, żeby jej pomóc.
-O ile w ogóle się obudzi-pierwsza łza spłynęła po jej policzku.
-Na pewno...Dla tak kochającej rodziny będzie starała się być silna i obudzi się, zobaczysz.-wow, aż sama zdziwiłam się od moich "poezji".
-Mam nadzieję- szepnęła nadal wtulona we mnie.
Czułam się wspaniale. Na prawdę! Mimo zaistniałej sytuacji czułam się szczęśliwa jak małe dziecko na widok mikołaja. Dlaczego? Pomogłam jej, pocieszyłam ją i to my sprawiło tę satysfakcję. chociaż dałam jej tę nadzieję. Przez chwilę martwiłam się o nią jak o własną siostrę, którą mogę pocieszać. Poczułam, że mam kogoś bliskiego.
No cóż...marz dalej Asia, siostry do życia nie przywrócisz.
Alice stanęła koło nas i z drugiej stronu objęła Karen. Była to jedna z najlepszych chwil jakie przeżyłam w życiu. To była taka moja..rodzina.
Pochwili Kaern ziewnęła.
-Hmmm jak widzę, cała noc nie spałaś. Może idź do bufetu czy automatu i chociaż kup sobie kawę, a przy okazji coś zjedz.
-Nie, zostanę tu- mówiła już ledwo trzymająca się dziewczyna.
-A kiedy ostatni coś jadłaś?
-Wczoraj o...
-Co? Wczoraj. Ok, to ja idę po cos szybko do bufetu, zaraz wracam.
Wyszłam z sali. Byłam pełna podziwu. Obie dziewczyny, nie dość, że nie spaly całą noc to jeszcze nic nie jadły przez kilkanaście, broń Boże kilkadziesiąt godzin.
Udałam się w prawo mając nadzieję, że wybrałam dobry kierunek.Tak! Po 5 minutach dotarłam do czegoś w rodzaju sklepiku albo stołówki. Kubiłam dziewczynom kanapki, które chyba miały służyć za hamburgery, owoce i jakieś batoniki. o tego dwa soki. Może i nie za bardzo wartościowe, ale z zupą do nich przecież nie pójdę.
W drodze powrotnej ledwo co utrzymałam torebki aż wreszcie docierając do sali. Alice i Karen nadal stały przy łóżku. Moja przyjaciółka trzymała Annabeth za rękę, zaś drugą ręką obejmowała jej siostrę. Widok bezcenny. Szybko odwróciły głowy widząc mnie w drzwiach.
-Proszę, wiem, że nie przypomina obiadu, ale chyba nie opuściły byście tej sali, żeby móc sobie wykupić i zjeść obiad.
-No masz rację-powiedziała śmiejąc się Alice.
-Dziekuję- szepnęła zapłakana Karen.
Od razu rzucily się na jedzenie. Musiały dobre kilkadziesiąt godzin na prawdę nic nie jeść.
Patrzyłam na nie a sama podeszłam do Annabeth. Złapałam jej rękę, była zimna. Dziewczyna na prawdę była śliczna. Na twarzy leżała z lekkim uśmiechem, a jej włosy opadały na podeszkę. Ciężko oddychała, ale grunt, że żyła. Jakoś próbowałam znaleść podobieństwo pomiędzy Annabeth a Karen i nadal nie znalazłam. Może mają te same oczy, ale że jedna jest nieprzytomna to nie mogę przecież tego zobaczyć, bo ma zamknięte.
Annabeth nadal leżała w bezruchu. Jedynie co jej delikatnie się opruszało to była klatk piersiowa opadająca i podnosząca się pod wpływem oddechów.
-Kalen!-Usłyszałam dziecinny głos za sobą.
Odwróciłam się. To co zobaczyłam również było pięknym widokiem. Chyba ledwo co nauczona chodzić mała dzieczynka biegła w stronę Karen. siostra wzięła małą na ręce a tamta przytuliła się do niej i opasała ją w pasie swoimi krótkimi chudziutkimi nóżkami. Tak uroczy widok...Zawsze chciałam mieć młodszą siostrę, ale najwyraźniej nie było mi to dane.
W drzwiach stali najprawdopodobniej rodzice trzech dziewczynek i uśmiechali się. Dopiero teraz zauważyli mnie, a ich miny były trudne do odgadnięcia. Pewnie mocno się zdziwili.
-Eee dzień dobry, to jest moja koleżanka-Asia. Przyszła tu do nas i nam pomaga.
-Miło mi-odezwałam się planując, żeby wszystko wyszło bardzo  milutkim tonem.
-Nawzajem- mama Karen uśmiechnęła się blado. Niedlatego, że była na mnie zła, tylko widać było, że po prostu była zmeczona, by nawet cokolwiek powiedzieć.
-Annabeth jesce śpi?-zapytała słodko dziecinnym głosem mała.
-Tak kochanie, jeszcze śpi, ale niedługo się obudzi.
-To dluuuugo śpi- sepleniła.
-Tak, ale niedługo powinna już się wybudzić.
-A dlacego nie mozemy jej obudzić?
-Bo...-mama Karen już sama nie wiedziała co odpowiedzieć. Spojrzała bezradnie na męża. Mąż ocknął się i powiedział:
-Ekhem....bo nie ma potrzeby. Annabeth sama się obudzi. Ty kochanie też nie lubisz, kiedy musisz wstawać rano bo ktoś Cię obudził, prawda? Tak samo Annabeth. Też woli się sama obudzić- zapewnie mówił co mu pierwsze przyszło do głowy.
Wzruszyła mnie szczeże ta rodzina. Gorzej będzie  jeśli Annabeth tego nie przeżyje. Wtedy już nie będzie żadnego argumentu dla małej. Tak bardzo chciałam im pomóc, chociaż widziałam ich pierwszy raz na oczy.
-Aha. A kto to jest?-wskazała na mnie.
Ja poruszyłam się nerwowo i odparłam.
-Jestem koleżanką Alice-Asia, a Ty kim jesteś?-starałam się jakoś wejść w konwersację z małą. Chciałam ją jakoś uszczęśliwić. W tej chwili to chyba bym mogła zrobić wszystko.
-Ja jestem siostlą Kalen i Annabeth- Sophie.
-Śliczne imię Sophie- pwiedziałam.
-Wieeem. Annabeth tez tak mówi.
2 godziny póżniej...
Z rodzicami Karen Sophie i Annabeth dogadywałam się bardzo dobrze. To na prawdę wspaniała rodzina. Chętnie bym to została jeszcze cały dzień, ale musiałam się zbierać. Zbliżała się 13 godzina, a na musiałam jeszcze dojść do chłopaków. Ahhh jak ten czas szybko mija.
Z Karen zaprzyjaźniłam się i dowiedziałam się, że jest 2 lata młodsza- tak jak myślałam. Z małą Sophie zamieniłam kilka zdań, ale dwiedziałam się tylko tyle, że lubi żelki.
Obiecałam wszystkim, że wrócę jak tylko będę mogła. Nie kłamałam, bardzo chcialam się z nim spotkać jak najszybciej. Dla takich osób na prawdę warto.
Musiałam już się zbierać i to dość szybko, bo i tak nie wiedziałam, czy zdjążę na umówioną godzinę. Pożegnałam się z wszystkimi i wyszłam ze szpitala. Ruszyłam w stronę domu chłopaków. Wyliczyłam, że dojdę tam w 15 inut, ale to na prawdę szybkim krokiem. Przyspieszyłam tępo, ale biec też nie mogłam. Co miałam potem chodzić spocona po domu? Nie, musiałam wyjść perfekcyjnie, przynajmniej dla Liam'a.
W szpitalu zupelnie zapomniałam o moich problemach <czyt. chłopaki> bylo mi tam tak dobrze..Obiecałam sobie, że jak najszybciej tam wrócę.
Doszłam do bramy chłopaków. Zadzwoniłam dzwonkiem a po chwili zostałam wpuszczona do środka przez automatyczną furtkę. Szłam ścieżką z ogrodu wprost do domu. Przy okazji podziwiałam ten piękny widok kwiatów, strumyczka i drzew. Tu wszystko było tak idealnie zadbane. Oho, z daleko zauważyłam nawet mini ogródeczek Niall'a. W końcu doszłam do wielkiego domu stojąc przed drzwiami.
Zapukałam...


____________________________________________________________________

Hello <33
Dziekuję za ogromną motywację od  wszystkich, kocham was;**
Mam nadzieję,że rozdział się podobał ;))
Przepraszam za wszystki błędy, ale jak mam wenę, to piszę szybko nie zważając na cokolwiek, a jeszcze przy takiej motywacji to hu hu =P
Do następnego miśki! ^.^








07 maja 2013

~Rozdział 17~

Tak stałam i właściwie nie wiedziałam co mam robić. Uciekać? Podejść? Udawać, że ich nie zauważyłam? Tyle myśli krążyło mi po głowie, że w tej chwili zrobiło mi się po prostu słabo. Machałam prawie niezauważalnie ręką w powietrzu, aż w końcu natrafiłam na to, czego w tej chwili potrzebowałam- dotyk chłopaka. Wziął mnie za rękę i starał się mnie uspokajać, co niewiele dawało, a tak szczeże to nic.
-Niall- to jedyne co udało mi się od tej pory powiedzieć. I tak mówiłam to głosem cichym i ochrypłym.
-Proszę, chodźmy  stąd- wyszeptałam nadal wpatrzona w czwórkę chłopaków. W sumie to nie chciałam zrobić tego ze względu na nich tylko jak wiadomo na Zayn'a.
-Na pewno tego chcesz? To dobry moment na przeprosiny- wyszeptał mi do ucha Niall.
-Nie Horan, to nie jest dobry moment. Nie chcę, żeby w ogóle mnie...

Za późno. Dwa czarne punkciki na twarzy zostały skierowane w naszą stronę. Co ja mówię? Prosto na mnie. Czułam, że jego wzrok po prostu odsysa we mnie wszelkie siły, organy dzięki którym żyje człowiek. Trudno powiedzieć, czy to pozytywne, czy negatywne uczucie- raczej to drugie. Jego wzrok nadal spoczywał na mnie. A ja co? A ja gapiłam się na niego jak głupia. To było zbyt hipnotyzujące, a jednocześnie zbyt przerażające, abym mogła się choć ruszyć. Po prostu- moje cialo odmówiło posłuszeństwa.
Na ziemię sprowadził mnie Horan, który delikatnie mną szarpnął.
-...Iść..Ej, ej, czy Ty w ogóle mnie słuchasz?!- powiedział chłopak, który zauważył, że jestem tu obecna jedynie ciałem, a myślami hen, hen daleko.
-Sorry Niall, przepraszam, możesz powtórzyć?- szybko odwróciłam wzrok od Zayna i powróciłam do mojego przyjaciela.
-Mówiłem, że przed chwilą jeszcze chciałaś iść, a teraz nawet nie chcesz kroku zrobić.
-Bo...-przygryzłam wargę.
Nie, nie umiałam mu tego wytłumaczyć. Choć był moim przyjacielem, to i on by tego nie zrozumiał, co jest takiego w oczach Zayna. Co mnie tak murowało na jego widok? Dlaczego on by tego nie zrozumiał? Bo ja sama nie wiedziałam co robię, sama się w tym plątałam. Pogubiona w swoich własnych myślach nie umiałam przebić tej niewidzialnej bariery, którą sama sobie budowałam. Nikt nie umiał się przez nią przebić...
-Hmmm..?To jak, zostajesz, czy idziesz?
-Idę, pewnie, że idę- teraz to ja starałam się jego poganiać co i tak nie przyniosło upragnionych efektów.
Nareszcie! Ruszyliśmy się. To Horan starał się mnie wyprowadzić, czy ja jego? Nie wiem, szliśmy byleby zniknąć im z oczu, tak właściwie to tylko ja tego chciałam, Niall robił to dla mnie. Ostatni raz się obajrzałam co było wielkim błędem. Zayn stał nadal wlepiony we mnie, od czasu mojego odwrócenia nie ruszył się nawet o milimetr. W końcu przeniósł wzrok trochę na prawo- na Nialla. Oni sobie coś przekazywali, widziałam to. To samo było w szpitalu. Niby kilka niewinnych spojrzeń a wzbudziły we mnie tyle podejrzeń...
Teraz zrobiło się jeszcze gorzej, bo reszta zauważyła dlaczego nagle Malik stanął i patrzył się jak najęty.Harry odwrócił się prawie na równi z Louisem, a Lou szturchnął Liama, który również przeniósł wzrok na nas.
A ja co w tej chwili mogłam zrobić? Wziąć Niall'a za rękę i zwiewać jak najszybciej. Tak też zrobiłam, a raczej starałam się, żeby tak wyszło.Chciałam teraz taranować wszystkich którzy stanęli na mojej drodze byleby jak najszybciej dostać się do wyjścia. Jednak Horan mi to uniemożliwił.
-Ej, ej Asiu, spokojnie, chyba nie zaczną nas gonić.
-Niall, ja chcę się jak najszybciej stąd wydostać- powiedziałam czując, że powoli łzy napływają mi do oczu.
Byliśmy już kilka metrów od wyjścia, gdy zostałam lekko szarpnięta.
-Niall, co to do...
Stałam odwrócona i dopiero teraz zauważyłam, że chłopak mnie zatrzymał, bo sam został zatrzymany przez Louis'a. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, w tej chwili jedyne co marzyłam to znaleść się daleko stąd.
-Heeej co tak biegniecie- powiedział zdyszany Harry doganiając nas.
Ani ja ani Niall nie paliliśmy się jakoś spelcjalnie do odpowiedzi.
-Yyyy...zaczął Horan.
-My musimy już wracać- przerwałam mu i pociągnęłam szybko chłopaka za rękę. Nie chciałam, żeby za chwilę doszedł tu Zayn z Liam'em.
-Ej, ej a gdzie to? Co tak nagle uciekacie-zapytał Harry, a po chwili dodał:
-Nigdzie się nie spieszycie i ja to wiem. Niall musi jechać do studia dopiero jutro, a Ty nie masz teraz szkoły, więc mi tak łatwo się nie wymigacie.
Niall posłał mu piorunujące spojrzenie:
-Harry błagam daruj sobie.
-Ale o co chodzi, coś przed nami ukrywacie?-Styles stanął teraz na przeciwko mnie. Zmienił mu się wyraz twarzy lecz niestety- na gorszy.
-Harry, ona nie jest w stanie z Tobą rozmawiać, innym razem, do zobaczenia.
-Ej, nie odpowiedzieliście mi. A Ty Niall nie broń jej, sama może powiedzieć.
W tym problem, że nie mogłam...Wypatrywałam reszty chłopaków, wiecie kogo mam na myśli. Tyle ludzi się tu kręciło, że trudno było zobaczyć cokolwiek.Są! Zobaczyłam ich. Stali kilkanaście metrów od nas i niepewne o czymś szeptali.
-Harry..nie każ mi teraz się tłumaczyć, proszę- mówiłam załamanym tonem jednak próbując sztucznie się uśmiechnąć.
Chłopak dokładniej mi się przyjrzał. Był coraz bliżej. Patrzył mi prosto w oczy, w tej chwili mogłam zarejsestrować każdy szczegół. Czułam jego ciepło oddechu na twarzy.


-Co Ci jest? On coś Ci zrobił?-zapytał szybko wskazując na Niall'a.
-Co?! On, on nie. Harry pogadamy innym razem, sorry- pociągnęłam Horan'a za rękę.
Już się odwracałam kiedy usłyszałam:
-A więc to jednak wina Zayn'a. To on ją skrzywdził.
Co? To co teraz usłyszałam trochę mnie zszokowało.I co jeśli teraz chłopaki się prze mnie pokłócą?Będę oblegana przez paparazzi i  wszystkie fanki. Wszyscy mi będą mieli za złe, że to przeze mnie rozpadł się tak sławny zespół.
Najgorsze było to, że Harry nie znał prawdy, więc zrobi tak jak myśli.To przecież ja  skrzywdziłam Zayn'a, nie on nie, a Styles'a w naszą kłotnię nie chciałam mieszać.
Nie byłam teraz w stanie nic powiedzieć, po prostu poszłam ciągnąc za sobą Niall'a. Wyszliśmy czym prędzej z budynku i ruszyliśmy w stronę mojego domu.
Pierwsza łza. Co ja zrobiłam? Pozwoliłam teraz Maliowi cierpieć przeze mnie. Nie zaprzeczyłam, kiedy Harry mówił, że to on mnie skrzywdził, a to wcale nie było prawdą. Ale cóż...czsu się nie da cofnąć. Niall przez cała drogę się nie odzywał.
-Asia?
-Mmmmm?
-Muszę wstąpić do domu. Idziesz ze mną? Wezmę tylko potrzebne rzeczy i wrócimy do Ciebie.
-Okay, tylko błagam szybko- powiedziałam szybko wycierając łzę z policzka.
Skręciliśmy czym prędzej w ścieżkę prowadziącą do domu chłopaków. Niall wpadł do środka, ja pozostałam w ogrodzie. Pochodziłam tam chwilę czekając na niego. Nagle przystanęłam przy drzwie. Tym samym drzwie, przy którym rozmawiałam z Zaynem. Niby wymieniliśmy tylko kika słów, ale jednak ta chwila zapadła mi w pamięci. Brązowe tęczówki, piękny strumyk oświetlony nocą, moje dreszcze na całym ciele, pierwsze krople deszczu. Ciepły dotyk jego dłoni mimo zimna panującego na dworzu. Unosząca się w powietrzu para wodna. . .
-Asiu? Wszystko w porządku?
To Niall już wrócił. Nie potrafiłam ukrywać tego, co mnie od środka odsysało, co wewnętrznie mnie rozrywało. Musiałam mu powiedzieć, choć on to już wiedział.
Bądź silna, w domu powiesz co Cię trapi, teraz wytrzymaj, nie płacz, nie możesz.
-Tak, chodźmy- powiedziałam odwracając się. Nawet już nie usiłowałam się sztucznie uśmiechnąć.
Ruszyliśmy ścieżką z powrotem do mojego domu. Ja nic nie mówiłam, on nic nie mówił, ale teraz nie to było najważniejsze. On wiedział, że teraz nie ma potrzeby się odzywać, skoro i tak to nic nie da. Doszliśmy do mojego domu.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Nie wiedziałam, co teraz ze sobą zrobić, gdzie iść. Nie byłam głodna, więc nawet obiadu nie było potrzeby podgrzewać. Ale tak...jest jeszcze Niall, ten to na pewno jest głodny.
-Niall,  co chcesz na obiad?-zapytałam.
-Hmmm, nie jestem głodny- odezwał się.
-No uważaj bo Ci uwierzę- chociaż trochę się rozchmurzyłam.
-No..a co masz?
Otworzyłam lodówkę. Mama zostawiła nam pierogi, więc postanowiłam mu je odgrzać. Stałam przy kuchni a Niall oparł się o ścianę i patrzył na mnie.
-Wiesz...rozmawiałem z Twoją mamą- odparł.
-A..no tak, sorki za nią- trochę się speszyłam.
-Niee, nie o to chodzi, bardzo miła jest- uśmiechnął się.
-Jasne, jasne, tylko teraz tak mówisz.
-Ojjj Asiu, Asiu, czy ja mógłbym Cię okłamać?
-Mógłbyś, mógłbyś- powiedziałam śmiejąc się...no może nie do końca był to śmiech, bo w takim stanie jedyne na co było mnie stać to lekki uśmiech.
-No wiesz cooo- udawał obrażonego.
-No już, nie smutaj. Zaraz będziesz miał pierogi, prawdziwe Polskie pierogi.-odparłam z udawaną powagą.
-Mmmm. - Niall tylko słodko mruknął.
20 minut później...
-Hmmmm to co teraz chcesz robić? Przepraszam, że tak wyszło. Chciałem, żebyś była szczęśliwa...ale nie wiedziałem, że oni...
-Ciiii- przerwałam mu. To nie Twoja wina Niall. Nie możesz wszystkich uszczęśliwiać, tak się po prostu nie da. A własnie- przypomniałam sobie. Co mają znaczyć te wasze spojrzenia z Zayn'em? Tylko nie mów, że nie wiesz o co chodzi, bo je widziałam!
-Eeeeee...nic takiego. Chciałem sprawdzić po prostu w jakim stanie jest. Wiesz...ekhem..taka mimika- po jego wyrazie twarzy nie chciałam naciskać.
Wiedziałam, że mnie okłamywał, a teraz nic z niego nie wyciągnę.
-A...ha- powiedziałam. Hmmm co teraz porobimy, masz jakiś pomysł?
-Nie wiem, możemy wyjść na Twój ogród, jeszcze nigdy na nim nie byłem.
-Okay, okay, ale nie licz na żadne fontanny i inne cuda. To nie jest Twoje królestwo, tylko mój skromny domek-zaśmiałam sią na tyle ile mogłam.
-Ojjj Asia, ile ja bym dał, żeby zamieszkać tu gdzie Ty. Nikt by na mnie nie zwracał uwagi, miałbym wielu  wspaniałych przyjaciół...
-Ohhh Niall jakiś Ty skromny..-powiedziałam sarkastycznie.
-No a ja to cio, nie jestem Twoim przyjacielem?-udawał smutnego.
-Oj jesteś, jesteś. Teraz chodź na ogród skoro już tak bardzo chciałeś go zobaczyć. Chociaż szczeże to nie wiem co mielibyśmy tam robić.
-Już coś się wymyśli. O! Widzę, że masz leżaki. Poopalasz się, przyniosę Ci koktajl. Musisz trochę odpocząć po szpitalu i ekhem...po Zayn'ie.
-Dzięki, dzięki ale nie musisz się tak o mnie troszczyć.
-Jestem Twoim przyjacielem. Nie mogę Cię teraz opuścić, szczególnie teraz- podkreślił dwa ostatnie słowa.
-Dziękuję Niall, nawet nie wiesz jak dużo dla mnie znaczysz.
-Ależ proszę, no a teraz się kładź na tym leżaku, poopalaj się trochę, przynieść Ci coś.
-Nieee, ty będziesz tu ze mną. Tylko poczekaj. Ty przynieś laptopa i go gdzieś tu podłącz a ja pójdę się przebrać w kostium, żebym się mocno opaliła.
-Okay, okay.
5 minut później...
Schodziłam przebrana na dół gdzie Niall leżał już z otwartym na kolanach laptopem. Poszłam szybko do łazienki i wzięłam krem do opalania.
Wróciłam do chłopaka, który nawet mnie nie zauważył, dopiero iedy położyłam się na leżaku obok odwrócił się gwałtownie.
-O jesteś już...ekhem- zamknął szybko górną część urządzenia.
-Ej, ej otwórz go. Pooglądamy coś wspólnie, przeczytamy ciekawe stronki...
-Może później...-jego głos był zbyt podejrzany.
-Coś ukrywasz i ja to wiem- wyrwałam mu laptopa po czym otworzyłam go. Włączony był mój Twitter...no tak mój laptop to raczej się nie wylogowałam, ale nie przewidziałam, że Niall tu wejdzie.
I zobaczyłam..te wszystkie wpisy, wiadomości. Uraziły mnie, i to bardzo. Ponad połowa zdania składała się z przekleństw, a druga, że rozwalam zespół. I tak każdy wpis...Ktoś nad na dodatek zrobił zdjęcie, podpisy były różne "Nowa dziewczyna Nialla wpływa negatywnie na największy boysband. Czy goprowadzi do zniszczena go?"
Taaaa, nie dość, że dziewczyna, to jeszcze psuję im zespół. Ale patrząc na to z innego punktu widzenia. Przeciez oni mają rację. To przecież przeze mnie Harry i Zayn się kłócą, a co jeśli tak skłóćę cały zespół? Trochę za późno zdałam sobie z tego sprawę...
-Asia, daj mi to, nie czytaj tego. Piszą głupoty- teraz to on wyrwał mi laptopa.
Ja tylko pół leżałam- pół siedziałam i patrzyłam gdzieś daleko. Byłam obecna tylko ciałem, myślami wędrowałam daleko. Już zaczęłam sobie wyobrażać, co by zaczęli pisać o mnie w gazetach jeśli 1D rzeczywiście by się rozpadło.
Byłam wrażliwa na takie opisy mnie. Ja przecież też miałam uczucia, czy inny tego nie rozumieli? Może inna dziewczyna miałaby wszystko gdzieś, ale nie ja. Ja byłam inna i przejmowałam się. To, że tego nie widać, nie znaczy, że nie dusiłam tego po prostu głęboko w sobie.
-Nie Niall, oni mają rację- powiedziałam nadal wpatrzona w jeden punkt, aż oczy mi zaczęły łzawić. Trudno powiedzieć, czy ze smutku czy po prostu od dłuższego gapienia się w to samo miejsce. Oba te czynniki były tak samo prawdopodobne.
-Ojjj Asiu, oni tak by pisali o każdej dziewczynie, która by nas spotkała. Po prostu Ci zazdroszczą. Nie obchodzą ich Twoje uczucia, piszą to bezmyślnie- chłopak wytarł moją łzę.
-Wiem Niall, ale to boli. I tak, nie ważne w jakich intencjach to piszą, ale do mnie to dociera jednoznacznie.- zbyt długo powstrzymywałam smutek. Już od pobytu w centrum starałam się dusić go w sobie.Dlatego teraz wybuchnęłam potokiem łez.
On wstał szybko z leżaka i wziął mnie na tzw. pannę młodą i przesnósł do siebie na kolana.
Leżałam tam jak taka mała bezbrodna dziewczynka, która własnie się dowiedziała, że straciła rodziców.
-Rozumiem Cię, ale kiedyś się przyzwyczaisz- szeptał mi do ucha.
-Wiem Niall, ale ja jestem inna. Inna niż wszystkie. Ja po prostu nie mogę, ja nie wytrzymuję.
Objął mnie wręcz całym swoim ciałem jednocześnie uciszając. Słońce świeciło mocno więc i on był rozgrzany. Płakałam w jego ramionach- dosłownie. Byłam już zmęczona tym dniem. Za dużo przeżyć jak na niecałe 12 godzin.Nawet nie pamiętam kiedy film się urwał...
Jakiś czas później...
Obudziłam się i chciałam otworzyć oczy, ale promienie słoneczne raziły mnie dosłownie prosto w twarz. Moje włosy kleily mi się do całej twarzy. Wolałam teraz nie patrzeć w lustro.Chciałam wymacać ręką półkę, aby znaleśc telefon i zobaczyć która godzina ale zastałam tylko powietrze.
-Jesteśmy na ogródku- usłyszałam głos Nialla, który się ze mnia śmiał.
-Mmmm co? Jak to? Ja zasnęłam? Ile spałam?
-Jakieś..dwie godziny.
-Co? Matko Niall przepraszam Cię. Pewnie się strasznie nudziłeś! Sorki! Nawet nie wiem..
-Hejj spokojnie, nic się nie stało. Znaczy...kilka razy dzwoniła do Ciebie jakaś Julia na skype, ale wolałem nie odbierać bez Twojej zgody.
No tak Julia! Dawno z nią nie gadałam.
-A, no i uważaj bo ręką zaraz strącisz koktajl- odparł chłopak nadal patrząc na mnie z rozbawieniem.
-Pfff bardzo śmieszne- powli sie ogarniałam.
-A tak w ogóle to dziękuję za koktajl, pyszny jest, z czego to?
-Truskawki, banan i kiwi- powiedzial z dumą.
-Mmmm pycha. Chcesz?-przystawiłam mu słomkę.
-Nie dz...albo może się skuszę- uśmiechnął się i po chwili wciągnął napój przez słomkę.
-Hmmm mam nadzieję, że przynajmnie się trochę opaliłam przez to spanie- odparłam.
-Ekhem...chyba aż za bardzo- mówił zerkając to na mnie, to na moje plecy.
-Jak to mo...? No tak..zapomniałam nałożyć krem- powiedziałam wkurzona sama na siebie.
-Teraz to dopiero będziesz potrzebowała.
-Taaa dzięki Niall za szczerość..posmarujesz mi plecy?
-Jasne.
Połozyłam się znowu i po chwili poczułam coś zimnego, ale cholernie szczypało.
-Au! Błagam nie tak mocno!
-Sorry, ale....ja nawet Cie nie dotknąłem, dopiero krem wylałem.
Po chwili poczułam jak coś jednocześnie przyjemnego- bo zimne i jednocześnie mega szczypiącego robi okrężne ruchy na moich plecach.Podczas tego syczałam  z bólu cały czas.
-No, gotowe- zawołał.
-Ok, to teraz podaj mi laptopa i się tu przysuń.
-Hmmm po co?
-Chcę zrobić niespodzienkę koleżance i zobaczyć jej reakcję jak zobaczy Ciebie w kamerce.
-Hahah dobry pomysł, a mówiłaś jej w ogóle o nas?
-Znaczy..coś tam wspominałam.
-Okay, okay, ale chodź najpierw zrobimy sobie jakieś zdjęcia. Muszę mieć pamiątkę, i muszę coś wstawić  na tt.
-Wiesz, że jestem taka niefotogieniczna, że lepiej nie-zaśmiałam się.
-Ojj tak. Czekaj, musimy coś zrobić, żeby nas dwójkę było widać. Na leżaku to dość trudne, no chyba, że bym się na tobie położył- zaczął się śmieć.
-Ojj Niall lepiej nie,  poczekaj zaraz coś wymyślimy.
Po półgodzinnych kombinacjach lekko siedziałam chłopakowi na kolanach. Trzymałam laptoma i własnie wchodziłam na instagrama.
Zrobiłam parę zdjęć naszej dwójce i wybrałam jedno, na którym w miarę normalnie wyszłam.
-Okay, to możesz wstawić. Ujdzie w tłumie.
-Pffff, bardzo śmieszne. Na każdym wyszłaś ślicznie więc nie narzekaj.
-Niezły joke- zakpiłam.
Chlopak zalogował się na swojego tt i wstawił zdjęcie.
-Hmmm z jakim podpisem?
-Nie wiem...odparłam zamyślona.
-Może...-chłopak zaczłą coś pisać.
-"Z najlepszą i najpiękniejszą pod słońcem".
-Ooo słodko, możesz wstawić- powiedziałam.
Skoro już i tak publicznie byłam dziewczyną Niall'a to wiedziałam, że taki opis nie wywrze na nich jakiegoś tam mega wrażenia.Zawsze traktowałam go jak kumpla, on mnie też. W jakiś sposób nigdy nie wyobrażałam nas sobie jako pary. Ja i Niall? Nieee, w ogóle nie pasuje. W życiu bym się na to nie zgodziła chociażby dla naszego dobra. Co by było gdybyśmy zerwali? Już nigdy nie odzyskałabym tak cudownego przyjaciela jakim był Niall.
-Ok to co teraz?
-A teraz to dzwonimy- pisnęłam ucieszona nie mogąc doczekać się reakcji Julii.
-Hahah okok. Mam nadzieję, że przynajmniej nie zacznie piszczeć.
Już sobie wyobrażałam Julię piszczącą, ale miałam nadzieję, że przy chłopaku zachowa resztki kultury.
Julia jak zwykle była dostępna, wzięłam opcję "zadzwoń"
-Siemanko!- w kamerce pokazała się uśmiechnięta twarz Julii, jednak gdy zobaczyła Nialla momentalnie przestała mnie witać. W jej oczach zabłyszczały iskierki podziwu...


__________________________________________________________________

Hej miśki<333

Po  komantarzach i wyświetleniach do ostatnich rozdziałów po prostu się wzruszyłam, jesteście tacy wspaniali :3
Rozdział miałam zamiar pisać...hmmm może na piątek, ale jak zobaczyłam ile mam wyświetleń i komentarzy to od rzu się wzięłam do roboty i bez ustanku pisałam^^
Kochani jesteście wspaniali, dziękuję za wszystkie komentarze i udostępniania♥
Mam nadzieję, że z każdym dniem ich liczba będzie się powiększać :))
Do zobaczenia w kolejnym rozdziale;**
PS.Na bloga wstawiłam taką opcję, gdzie informuję na bieżąco na jakim etapie pisania będę i za ile możecie spodziewać się kolejnego rozdziału, więc czytajcie =]