Muzyka

07 grudnia 2013

~Rozdział 39~


Stałam przed domem Alice niecierpliwie czekając na otwarcie drzwi. Istniało dużo prawdopodobieństwo, że chłopaki już o niej są, co martwiło mnie najbardziej. W tej chwili już zaczęłam żałować mojej obietnicy o przyjście w piątek wieczorem- czyli dzisiaj.
Mocnej ścisnęłam dłonie gdy usłyszałam charakterystyczne przesuwanie zamku. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć zostałam przygnieciona w żelaznym uścisku, które robiła mi tylko jedna osoba.
Horan
-Jesteś.- usłyszałam zaraz koło ucha.
-Echem…c-cześć Niall.- próbowałam brzmieć normalnie. No cóż…przynajmniej się starałam.
-Tęskniłem, mamy dużo do nadrobienia, opowiesz jak tam w nowej szkole i jeszcze co tylko będziesz chciała...- mówił swoim Irlandzki akcentem nadal mnie kołysząc.
-Jasne- szepnęłam tak cicho, że istniało wielkie prawdopodobieństwo, iż w ogóle nie zostałam usłyszana.
W końcu chłopak odsunął się przepuszczając moją osobę w drzwiach.
Odetchnęłam ledwie zauważalnie i wkroczyłam do środka. Chcąc się dyskretnie pozbyć chłopaka udałam się do pomieszczenia, gdzie zostawiało się buty. Choć zdejmowanie balerinek w lato wcale nie było potrzebne, ale cóż… czego to się nie robi w takich sytuacjach..
Usiadłam na skórzanym…. trudno nazwać co to było. Coś jak kwadrat obity materiałem. Pasował do wnętrza, zresztą jak wszystko w domu Alice.
Z nadzieją spojrzałam w stronę łuku, którym było wyjście do pokoju. Niestey…blondyn stał oparty o framugę i się uśmiechał. Na razie nic nie wskazywało na to, żeby Irlandczyk wykazywał jakiekolwiek objawy, że jest we mnie zakochany. Zero stresu, zaczerwienionych policzków… ok. poza ciągłym wpatrywaniem się we mnie to nic.
Z trudem przełknęłam ślinę i z niechęcią wstałam. Nie miałam już niczego, co mogłabym zostawić w pomieszczeniu. Z przyspieszonym biciem serca ruszyłam w stronę blondynka.
Nie dotykaj mnie, nie mów do mnie, nawet nie patrz.
Będąc już w holu nerwowo skubałam rąbek bluzki zastanawiając się, gdzie może być teraz moja przyjaciółka. Ruszyłam do salonu, który wydawał mi się najbardziej prawdopodobnym miejscem.  Horan szedł tuż za mną. Słyszałam jego prawie bezszelestne kroki.
-Asiu…- bąknął ale ja już zniknęłam za ścianą nie znając powodu, dla którego się zatrzymał.
Oooops.
Już wiedziałam.
 
Koło kanapy zobaczyłam mulata, który podrzucał Sohpie w powietrzu. Ten wspaniały uśmiech…też każdy mięsień co chwila zmieniający swoje położenie. Te miodowe oczy wpatrzone w uśmiechniętą buźkę małej…
W końcu skończył. Nie zauważył mnie- wrytej z szeroko otwartymi oczami. Powodem było jego położenie- stał skosem do mnie i był zbyt zajęty tą kruszynką.
Nadal trzymając blondyneczkę poprawił jej sukienkę. Szczelnie trzymając jedną ręką zaczął łaskotać drugą. Dziewczynka zaczęła się śmiać, co przypominało bicie dzwoneczków.
-Jeszcze raz słoneczko?
O mój Boże...
Przytaknęła a mulat uniósł ją najwyżej jak się dało i zrobił krótki samolocik. Nie odstawił małej tylko przycisnął do ramienia. Poklepał po plecach i pocałował w główkę.
Nie mogąc się powstrzymać wzięłam jeden głębszy oddech. Reakcja chłopaka była natychmiastowa. Malik spiął się. Podejrzewam, że nawet będąc tyłem domyślił się kto za nim stoi.
Czy prędzej wycofałam się, lecz ostatnie co pamiętam to gwałtowny obrót w moją stronę.
Istnieje pięćdziesiąt procent szansy, że mulat mnie zauważył. Zresztą co to zmienia skoro na sto procent wiedział, że to ja..
No tak Asia, brawo, jak zwykle świetne poczucie czasu…
Jakby tego było jeszcze było mało wycofując się natrafiłam na blondyna, który jak zakładam nie zmienił miejsca położenia odkąd weszłam do salonu.
-Spokojnie Asiu- powiedział widząc moją reakcję.
Mogłam się założyć, że byłam w tej chwili blada jak ściana. W duchu modliłam się, żeby mulat teraz nie wyszedł.
Niall chyba planował mnie w tej chwili przytulić, ale po usłyszeniu kroków na schodach zrezygnował.
-Asiaaaaaaaaaaaaa- usłyszałam pisk mojej przyjaciółki, która pędziła ku mnie jak torpeda.
O mało co się nie potykając rzuciła mi się na szyję. Po chwili odsunęła się nie przestając piszczeć.
-Echem…Tak…Ali…spokojnie.
Na moją twarz wtargnął delikatny uśmiech.
Stojący za nią Liam próbował się do mnie dostać, niestety- bezskutecznie.
-Kochanie, spokojnie.- mruknął uspakajającym głosem Niall.
Brunetka trochę się opanowała, aczkolwiek jej kąciki ust cały czas podniesione były ku górze. Wreszcie Daddy mógł do mnie podejść. Lekko otoczył mnie swoimi ramionami a ja znów poczułam ten znajomy zapach perfum.
-Gdzie Twoja księżniczka?- szepnęłam.
Jego twarz rozpromieniła się jeszcze bardziej.
-Będzie niedługi z Hazzą i Lou.
-No wiesz co, sam nie mogłeś jej podwieźć?
-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem…ale wiesz… media. Na razie nie chcemy, żeby ktoś się dowiedział o naszym związku. Dlaczego chłopaki będą ją na przemian wozić.
-Ahhh to zwracam honor.-bąknęłam odsuwając się.
-To co? Oglądamy film?- klasnęła w dłonie moja przyjaciółka.
-Mamy małe dziecko w domu.- odparł jak zwykle podatny Liam.
-Czyli wieczorem…w zasadzie już jest wieczór…więc…
-…późnym wieczorem.- dokończył za nią Irlandczyk.
-Dokładnie.- westchnęła.-chcecie coś przekąsić?
Chyba nie muszę mówić kto się zgłosił...
-Chodźźź- powiedziała ze śmiechem.- Um..zawołajcie też Sophie, dla niej to już pora kolacji.
Już miałam spełniać prośbę Alice, kiedy przypomniałam sobie, kto jej aktualnie pilnuje. Z lekkim zawahaniem przystanęłam.
-Liam, mógłbyś?- nerwowo przełknęłam ślinę.
Brunet ocknął się.
-Słucham?
Wskazałam gestem ręki na pomieszczenie, w którym przebywała dwójka.
-Aaaa jasne.- wyminął mnie i ruszył we wskazanym celu.
Hmmm fajnie, właśnie zostałam sama na środku holu. Mając do wybrania salon, w którym znajduje się mulat oraz kuchnię, w której jest Horan wybrałam tę drugą opcję.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po przekroczeniu progu był blondyn wpatrujący się w moją przyjaciółkę. A czy ja wiem…pozory mylą, zapewne kierował swój wzrok na kanapki, które brunetka smarowała nutellą.
-O..Asia.- wtrąił widząc mnie w kącie.
Uśmiechnął się nieśmiało. Ohooo, już widzę ten minę Alice na ten widok. Chętnie zabiłabym ją teraz wzrokiem, ale osoby trzecie (czyt. Niall) uniemożliwiłyby mi to.
-Nialler kochanie, daję Ci wolną rękę. Kanapki poczekają, więc…er…możecie sobie pogadać z Asią…um…o czym tam chcecie.- zaświergotała zbyt przesłodzonym głosem brunetka.
ALICE NIE ŻYJESZ!!!
-Naprawdę napatrzysz się na mnie jeszcze nie raz.- dodała widząc moją minę, co tylko spotęgowało ciskające w nią pioruny z moich oczu.
Policzki Irlandczyka przybrały nieco czerwieńszy kolor. Alice.Nie.Żyjesz.
Mówiłam to już?
_Nie_Żyjesz_
Ocknęłam się, kiedy poczułam ciepłe ramię blondyna przy mojej talii.
Przez moje ciało momentalnie przeszła fala dreszczy.
Jakby tego było mało, to u blondynka również zauważyłam pewne zmiany. Już nie robił tego jak kiedyś. On też był zestresowany. Kątek oka zauważyłam jak przygryza wargę.
Może to wszystko przez ten sen? Słyszał kierowane o nim słowa „kocham Cię” i tym podobne. Znalazł szansę, której nie było. Nie był świadom, że dla mnie był to koszmar…
Wyprowadził mnie z pomieszczenia i ruszył do salonu nadal lekko mnie obejmując.
Już nawet nie przejmowałam klęczącym tam Malikiem, który przytrzymywał stojącą na jego nogach Sophie. Siedzący obok niego Payne skierował na nas swój wzrok. Nie powiedział jednak nic. Tylko lekko uśmiechnął się do mnie, a Niallowi posłał pytające spojrzenie.
 
Co to miało znaczyć Liam?!
Szybko zwróciłam się w stronę Horana, chcąc zobaczyć jego odpowiedź, ale ten zrezygnował widząc, że się na niego patrzę.
Fuck!
O co tu chodzi…?
Kilka godzin później…
Szykowaliśmy się na film, w czasie, gdy Hazz nosił małą na rękach próbując ją uśpić.
Awww wyglądali uroczo.
Jednak mała za nic nie chciała zasnąć bojąc się, że już jutro się obudzi i jej „cudownego One Direction” nie będzie. Wszyscy przekonywali ją, że osobiście zostanie obudzona przez Harrego, kołysana przez Liama itp. Ale Sophie twardo trzymała na swoim.
Zaczęła rozpinać loczkowi koszulę i z podziwem wpatrywać się w widniejąc na jego ciele jaskółki. Sama przyznam, że były one moimi ulubionymi tatuażami. Styles widząc, że nienagannie zatrzymują na nim swój wzrok uśmiechnął się uroczo.
Zaczął podchodzić, a ja zrobiłam miejsce na kanapie. Usiadł tym samym uważając na blondyneczkę.
Czy on zawsze musiał wyglądać tak idealnie? Już nie wspomnę o rozpiętej koszuli.
-Czy tylko mi się wydaje, czy panna Asia zwróciła ku mnie swe przepiękne czekoladowe oczy?- odrzekł z charakterystyczną chrypką.
-Przestań.- nie wiedziałam gdzie podziać wzrok.
Chłopak zaśmiał się pod nosem.
 
-Czy..
-Hazz!- nerwowo przygryzłam wargę.
Odwróciłam głowę w przeciwną stronę starając się skupić spojrzenie na czymś konkretnym. Najlepszym obiektem wydawali się w tej chwili Lose.
Dziewczyna siedziała na kolanach Liama i lekko jeździła palcami po jego tatuażach. On zaś tylko wpatrywał się w nią jak zaczarowany. Gdy Rose doszła do trzeciej strzałki na prawej ręce chłopaka podniosła głowę i zobaczyła moją osobę.
Uśmiechając się nieśmiało osłoniła się skulając całkowicie na jego nogach. Twarz schowała w zagłębieniu szyi, na co się ocknął już po chwili całując ją w czubek głowy.
Czyż oni nie byli dla siebie stworzeni?
-Nie przygryzamy wargi, kochanie.- usłyszałam szept koło ucha.
Po chwili poczułam jak jego kciuk delikatnie ją uwalnia.
Pod wpływem tego dotyku zadrżałam.
-Wyglądasz zby…
-Jeszcze jedno słowo Styles.- mruknęłam starając się brzmieć groźnie.
W odpowiedzi dostałam dołeczki pojawiające się na policzkach chłopaka. Mała Sophie leżąca na nim ziewnęła.
-Skarbie, chodźmy już spać.- szepnął do niej Hazz.
Blondyneczka pokręciła głową.
-A może jednak? Już jest bardzo późno.- zaczął ją kołysać.
Wstał ponownie skupiając na sobie wzrok całej reszty.
-Przecież jej nie umyliśmy!- wykrzyknęła Alice, a reakcją przynajmniej połowy było pacnięcie się w twarz.
-A więc kto…?- zapytał loczek wystawiając dziewczynkę w powietrze jak w królu lwie.
-Ja mogę.- stwierdziłam widząc same plusy w oddaleniu się od Nialla i Malika.
-Okayyy. Potrzebujesz kogoś do pomocy?
W pierwszej chwili chciałam pokręcić przecząco głową. Zależało mi tylko i wyłącznie na odizolowaniu się. Teraz patrząc na to z innej perspektywy stwierdziłam, że nigdy nie myłam tak małego dziecka.
-Um….
-Louis…masz cztery młodsze siostry.- Liam odchrząknął.
-I umiesz im robić im warkoczyki!-pisnęła Alice. Okey…to już nie wiem do czego miało nawiązać.
Wszyscy spojrzeli na brunetkę pytającym wzrokiem.
-No co.-wzruszyła ramionami.- to słodkie.
Przewróciłam oczami.
-Dobrze Lou, chodź.- rzuciłam biorąc małą od Stylesa. Nie wiem jakim cudem ją wykąpiemy, bo głowa jej już bezwładnie latała.
Ruszyłam w stronę schodów uważając, żeby się przy tym nie wywalić.
Dochodząc do łazienki zahaczyłam jeszcze do pokoju Alice, gdzie leżały już przygotowane rzeczy dla małej.
-Wolisz ten żel, czy ten?- usadowiłam dziewczynkę na kolanach Tomlinsona pokazując jej obie tubki. Blondynka wskazała paluszkiem na truskawkowy, po czym przetarła oczy.
-Dobrze. To teraz się rozbierz a ja naleję wodę.- mruknęłam.
Tommo obrócił ją ku sobie i pomógł jej zdejmować sukienkę.
Gdy kończyłam szykować kąpiel chłopak jeszcze szamotał się z rajstopkami małej.
Po skończonej czynności dziewczynka zeskoczyła z niego i podbiegła do wanny. Stając na palcach zamoczyła dłoń sprawdzając temperaturę wody.
-Dobra?-spytałam.
W odpowiedzo dostałam kiwnięcie głową.
-A teraz się odwróć Louis.- odrzekła swoim dziecięcym głosem.
Wybuchnęłam śmiechem widząc minę Tomlinsona.
-No nie słyszałeś? Odwróć się, ona się chce rozebrać.- zawtórowałam jej nadal nie mogąc się powstrzymać.
Brunet wstał po czym ruszył do ściany. Stanął tyłem do nas i zasłonił oczy.
-No już możesz Sophie.
Dziewczynka zsunęła z siebie resztę garderoby, a ja pomogłam jej wejść do wanny.
-Już?- zapytał odwracając się, jednak nadal trzymając ręce na twarzy.
-Tak Tommo, zupełnie nie widać jak podglądasz przez palce….
Pół godziny później…
Zeszliśmy z małą na rękach, bo nie chciała zostać sama na górze. Była szczelnie owinięta białym, puszystym ręczniczkiem stwierdzając, że się z niego nie odwinie bo jest za ciepły i za miękki.
-Oooo to nasza księżniczka jeszcze nie śpi?- zapytał Niall wcinający popcorn.
(pominę fakt, że film się jeszcze nie zaczął)
-Nie, boi się zostać sama na górze.- bąknął Lou.
-Boi się? Daj mi tu ją.- odezwał się Zayn, a ja dziękowałam Bogu, że ostatecznie oddałam ją Louisowi.
Tommo delikatnie, próbując nie  zdjąć ręcznika podał są Malikowi. Mulat rozkładając się wygodniej na kanapie położył ją sobie na torsie. Pogłaskał ją po główce i szepnął coś do ucha.
Blondynka wkładając palec do buzi zamknęła oczy i ułożyła się na brzuchu chłopaka.
Coś mi się tak wydaje, że ten widok długo zapadnie w mojej pamięci.
-To co oglądamy? Ja proponuję komedię romantyczną.- pisnęła Alice.
Co za zaskakujący wybór…
-Horror.- powiedzieli jednogłośnie Zouis.
-O nie, nie ma mowy.- Ali wydęła usta.
Zaczynał się ciekawy wieczór…
Godzinę później…
W końcu stanęło na tym, że nie oglądamy ani tego ani tego. To było najlepsze wyjście, jakie Liam zaproponował. Przynajmniej wszyscy z zainteresowaniem wpatrywali się w ekran i nikt nie spał. Siedziałam (nie)stety koło Stylesa i Nialla,  blondynie spoczywała głowa ledwo przytomnej brunetki.
Horan na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że zachowywał się jak każdy. Oglądał, jadł i próbował nie zasnąć, lecz patrząc na niego kątek oka stwierdziłam, że biedaczek nerwowo ściska ręce. Gdybym nie była tak bardzo świadoma o jego uczuciu do mnie pewnie teraz siedziałabym i nie zwracała na to uwagi. Ależ oczywiście ja musiałam być na tyle szczera, żeby spojrzeć wprost na jego spocone dłonie. Chłopak momentalnie to wyczuł i skierował swój wzrok na mnie.
Sam widok tych niebieskich tęczówek  zadziałał paraliżująco. Dopiero po paru sekundach zorientowałam cię co robię. Momentalnie przeniosłam moje spojrzenie w inną stronę- co było jeszcze dziecinniejszym rozwiązaniem.
Pech chciał, że trafiłam na Malika. Czarnowłosy właśnie próbował się uporać ze spadającym ręczniczkiem u małej Sophie. Ta już zapewne nic nie czuła, ale nieświadomie uśmiechała się przez sen. Uśmiech prawdopodobnie był spowodowany, że spała na brzuchu swojego idola, który obiecał, że jak tylko wstanie to znów go ujrzy. Jakby na potwierdzenie tego jej mała rączka ściskała kurczowo luźną bluzkę mulata.
Teraz już Zayn na nią patrzył- patrzył jak na największy skarb. Był wpatrzony w jej lekko rozchylone i malinowe usteczka jak w obrazek. I on sam uśmiechał się przy tym. Dawno nie widziałam tak rozjaśnionej twarzy czarnowłosego.
Liam odchrząknął. O! To film dobiegł końca. Alice zaczęła się rozbudzać, Payne wstał próbując przy tym nie zwalić Rose, Niallowi powrócił dawny nawyk ściskania rąk, Louis usiadł na Hazzie i walnął w twarz, żeby obudzić kolegę. Czyli jak dawniej…
Przeciągnęłam się  uważając przy tym na Irlandczyka i loczka.
-Teraz najważniejsze pytanie, czyli jak i gdzie śpimy- Jedyny rozsądny Liaś…-Alice?- kiwnął pytająco w stronę dziewczyny.
Brunetka ocknęła się, zdając dopiero teraz sprawę, że to o niej mowa.
-T-tak? Aaaa…znaczy…pokój rodziców jest wolny, moja sypialnia plus pomieszczenie dla gości i salon.
-Jest…9 osób, pokoje cztery, wszędzie po dwa łóżka. Gdzieś trzeba dostawić materac.
-Przecież on może spać z małą- wtrącił Lou wskazując na mulata.
Daddy odwrócił się i dostał potwierdzające kiwnięcie.
-Czyli załatwione.- mruknął. – dobierzcie się jakoś w pary, najlepiej oddzielnie chłopaki z dziewczynami.
Czyli ani Malik ani Horan mi nie grozi! Ufff.
Chociaż z drugiej strony już sam fakt, że będę w pokoju z Alice też mnie przerażał…
-Tatuś nie przesadzaj.- sapnął Hazz.
-A ciekawe co sam z Rose będzie robił. – burknął Tomlinson przez co został zgromiony wzrokiem przez Liama.
 
Biedna Florencis…
Uciekła wzrokiem gdzieś w podłogę i przycisnęła kolana do brody. Styles uśmiechnął się pod nosem, zaś czarnowłosy przewrócił oczami. Suzette znowu ledwo co zasypiała na ramieniu blondyna.
-To podzielcie się jakoś pomiędzy siebie, a ja idę spać, choć Asia.- odrzekła brunetka jakby gdyby nic.
Ruszyłam za dziewczyną, która niechętnie zwlokła się z kanapy. Weszła do pokoju i zahaczając o garderobę udała się do łazienki.
Usiadłam na łóżku sama nie wiedząc co teraz zrobić. Słyszałam kroki niejednej osoby na schodach. Najwyraźniej zaraz po naszym wyjściu inni postanowili iść w nasze ślady. Usadowiłam się na miękkiej kołdrze chcąc odpocząć od wszystkiego co mnie dzisiaj spotkało. Zawzięcie wpatrywałam się w sufit błagając o tylko jedno- zapomnienie. Chyba nie doczekam się dnia, w którym bez żadnych wyrzutów sumienia będę mogła wziąć choćby relaksującą kąpiel, jaką biorą Ci wszyscy udawani bohaterowie filmów i telenoweli.
Westchnęłam cichutko nie chcąc, żebym była gdziekolwiek usłyszana. Wolałam wszelkie emocje tłumić w sobie. To był najlepszy sposób. Szczerze to rzadko kiedy mi się udawało, zwłaszcza w towarzystwie, w którym teraz przebywałam. Coraz częściej czytali ze mnie jak z otwartej księgi. Przeciwieństwo mojego całego życia sprzed około dwóch miesięcy. Tam nikt mnie nie znał i nie liczył się z uczuciami… Byłam jak powietrze. Chociaż nie, nawet powietrza nie osądza się tak łatwo…
Będąc myślami gdzie indziej poczułam, że materac koło mnie się lekko ugina. A myślałam, że kąpiel Alice zajmie trochę dłużej…
Zresztą ona już mnie znała, więc nie musiałam otwierać oczu i udawać, że wszystko okey…
Z powrotem odpływając ze swoimi problemami pojawiła się przede mną dobrze znana kartka. Spoglądałam na nią za każdym razem i zawsze kręciłam głowa z niedowierzaniem. MIŁOŚĆ – czy to w ogóle możliwe? Tak nagle? Wszystkie zdania wypowiedziane przez niego zaprzeczały temu.
Układanka puzzli pt. „1D” chyba nigdy się nie ułoży… Nie pomijając tego z napisem „Nicole”. Co ona zrobiła mu zrobiła? Czym sobie zasłużyła?
Jakby tego było mało, to jeszcze dzisiaj doszły spojrzenia pomiędzy Liamem a Irlandczykiem.
Szum wody z prysznica ponownie zabrzmiał. Alice zaczęła się bawić moimi kosmykami włosów.
ZARAZ, ZARAZ...
Dlaczego moja przyjaciółka leży koło mnie jednocześnie będąc w łazience…
Momentalnie powróciłam na ziemię z przyspieszonym oddechem. Otworzyłam powieki i ujrzałam głowę Niall’a.
Miło…
Tak, to był sarkazm…
-N..-Nia..
Na twarzy chłopaka pojawił się delikatny uśmiech. Swój palec przybliżył do moich ust, co chyba miało oznaczać uciszenie się. Jednakże miało to skutek odwrotny, serce przyspieszyło, a ciało odruchowo się odsunęło.
Nie przejmując się tym gestem szepnął cicho:
-Ciii, to tylko ja.
I w tym cały problem, że Ty…
-Echem… szukasz… Alice..ona …ten …w… łazience.- spróbowałam ułożyć składne zdanie. Cóż…próbowałam.
Unikałam jego wzroku, co wyglądało jeszcze bardziej podejrzanie, ale trudno. Przez chwile panowała cisza. Blondyn w mojej obecności rzadko pozwalał, żeby takie coś nastało.
-Przyszedłem wam powiedzieć dobranoc. Wam, nie tylko Ali.- odrzekł takim głosem jakim lubiłam. Cichym z nutką Irlandzkiego akcentu.
Nie odpowiedziałam. Skoro jedyne, co mogłam teraz z siebie wydobyć było bezsensownym „aha” to wolałam nie mówić nic.
Mój oddech powoli się uspokajał, choć wątpię, żeby kiedyś w zupełności powrócił w jego towarzystwie do właściwego rytmu.
-Dawniej to lubiłaś…- bąknął ledwie słyszalnie.
-Słucham?
-Kiedyś na mój dotyk się rozluźniałaś, teraz się go boisz…- powiedział zachrypniętym tonem.
Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo moje ciało jest spięte. Nie uszło to jego uwadze.
-Co się stało?- głos miał przepełniony troską.
-Nic, wydaje Ci się.- szepnęłam pierwsze co mi przyszło do głowy.
Tym razem to on nie odpowiedział nic. Doskonale wiedział, że kłamię, ale nie naciskał.
Delikatnie najechał opuszkami swoich palców na miejsce poniżej nadgarstka.
-To dlaczego się stresujesz?- nawet gdybym w tej chwili chciała udzielić odpowiedzi, to nie mogłabym chłopak kontynuował-  Mam bardzo wyczulony zmysł dotyku i czuję to. Słyszysz? Czuję. Twoja krew przepływa znacznie szybciej. Może kto inny dałby się nabrać, ale nie ja.
Zamurowało mnie. Był zbyt bystry, nie umiałam mu kłamać, zwłaszcza, że kiedyś nazywałam go przyjacielem.
-Martwię się o Ciebie… - mruknął przejeżdżając dłonią o mój policzek.- nie jesteś już taka sama jak kiedyś. Chcę wiedzieć co Cię zmieniło.- wyrzucił płaczliwym głosem i podniósł się momentalnie słysząc dźwięk przesuwanego zamka.
Drzwi od łazienki otworzyły się, a ja nadal leżałam w tej samej pozycji. Nie mogłam się ruszyć. Mogłam się tylko domyśleć, że w tej chwili na mojej twarzy malował się szok.
-Już zwolniłam. No oczywiście jak zwykle zapomniałam piżamy. A wiesz jak się spieszyłam?- zachichotała-Specjalnie, żebyś potem nie rozpowiadała, że nawet w ła…. NIALL?!
Jedyne okrycie w postaci jasno różowego ręcznika prawie nie zleciało z mojej przyjaciółki.
Blondynek przygryzł wargę- nie wiem czy było to wyrażone ze zdenerwowania czy raczej widoku, którego miał przed sobą.
-J-ja…przyszedłem powiedzieć wam dobranoc.- błądził wzrokiem po pokoju nie wiedząc za bardzo gdzie podziać oczy.
-Słodko z Twojej strony.- na twarzy Al od razu pojawił się tajemniczy uśmiech kierowany w moją stronę.
Obiecuję, że ją kiedyś zabiję…
Irlandczyk przytaknął nie za bardzo widząc co ze sobą zrobić.  Nerwowo przebierał nogami i patrzył się wszędzie byleby nie tam...
Z krępującej ciszy wyratowały nas otwierające się z hukiem drzwi. Do sypialni wleciała mała Sohpie przytrzymująca swój mały ręczniczek, który i tak już niemal opadł na ziemię. Piszczała przy tym śmiejąc się głośno. Za nią wbiegł z wyciągniętymi rękami Tomlinson zapewnie próbujący złapać małą.
Dziewczynka wspięła się na ogromne łóżko i powędrowała na moje kolana, skulając się na nich. Odruchowo ją przytrzymałam.
-Mogę wiedzieć, dlaczego kilkuletnie dziecko, które chodzi do przedszkola jeszcze nie śpi i zamiast tego lata po pokojach?- odezwała się brunetka.
Tommo przystanął obracając się w stronę dziewczyny.
-Gdybym wiedział, że zastanę tu takie widoki to bym wcześ…
-Tomlinson!- krzyknęła moja przyjaciółka uważając przy tym, żeby ręcznik leżał  jak powinien.
Blondyneczka usadowiła się wygodniej na moich nogach i z ciekawością przypatrywała się dwójce.
Irlandczyk wykorzystując te sytuację rzucił ciche „dobranoc” i ruszył do drzwi.
-Czy Ty sobie wyobrażasz co to dziecko powie rodzicom po powrocie.- syknęła Alice.
-Ale ona sama chciała się bawić.- pisnął Lou.
-A zauważasz różnicę wieku między Tobą a nią?- zapytała.-Nie, to nie było dobre porównanie- fuknęła patrząc na uśmiech znajdujący się na twarzy chłopaka.
Chcąc uratować biedaka wstałam razem z małą i ignorując leżący na podłodze ręcznik blondynki odparłam:
-Choć Tommo, ubierzesz ją i położysz do snu.
Brunet posłuchał się i już po chwili byliśmy w połowie korytarza prowadzącego do jego sypialni. Przekroczyłam próg drzwi i stanęłam naprzeciwko Louis’a. Podałam mu dziewczynkę i zaczęłam szukać wzrokiem czegoś do jej przebrania.
-Dam jej moją koszulkę.- powiedział jakby czytając mi w myślach.
-Czy Ty wiesz jak ona będzie w niej wyglądała?
Tomlinson wzruszył ramionami i już po chwili był przy swoich ubraniach. Jak najdelikatniej włożył małej odzież przez głowę. Wstając ucałował ją w głowę i zaczął kołysać. Mruczał przy tym jakąś melodię i klepał po plecach. Chodził po pokoju zupełnie zapominając o moim towarzystwie.
Równie dobrze mogłabym teraz wyjść, ale taki widok widzi się niecodziennie. Oparłam się o ścianę i z uśmiechem na twarzy obserwowałam tą dwójkę.
W pewnej chwili brunet momentalnie przystanął.
-Stój- zwrócił się z moją stronę.
-C-co?- zastygłam z bezruchu.
-Nie, nie Ty.- jego kąciki ust powędrowały ku górze. – I nie odwracaj się.- odrzekł jeszcze szybciej widząc, że zamierzałam to wykonać.
Zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi.
Dziewczynka zaczęła się rozbudzić. Już podnosiła główkę, lecz Tommo zasłonił jej oczy dłońmi.
-Teraz jak stoisz, tak się odwróć, wróć do łazienki, ubierz i wyjdź.- dopiero teraz dotarło do mnie, że brunet kieruje słowa do osoby stojącej tuż za mną.
Dzięki Bogu, że się nie odwróciłam! Mogłam się tylko domyślać kogo bym tam zastała.
-Cały Hazza.- mruknął.
Godzinę później…
Po raz setny próbowałam zamknąć oczy pomijając fakt, że cała kołdra- moja i Alice została pociągnięta przez brunetkę przez sen.
Westchnęłam po raz kolejny, a odpowiedzią była cisza.
Nie to, żebym miała jakieś problemy z zaśnięciem, ale gdybyście mieli różowy zegarek, który wisiał na ścianie naprzeciwko i rozświetlał pół pokoju z pewnością może byście mnie zrozumieli…
Rozglądałam się po pokoju obserwując poukładane na półkach przedmioty i zdjęcia. Po kolejnym westchnięciu wytężyłam słuch słysząc odgłos czyjś stóp. Czyżby nie tylko ja nie mogła zasnąć?
Ta myśl była nawet przez chwilę pocieszająca, gdyby nie fakt, że kroki stawały się coraz głośniejsze. Zamarłam, gdy drzwi zaczęły się lekko uchylać.
 Przez przymrużone powieki zobaczyłam zawieszoną na klamce… Sophie?
Blondyneczka  przemierzyła wzrokiem pokój i zatrzymała się na mnie. Tak, szczęście nigdy mnie nie opuszczało...
Mała ruszyła z moja stronę i wspięła się na ogromne łóżko.
-Kochanie co Ty tu robisz?- spytałam pół-szeptem.
W odpowiedzi jej delikatne małe usteczka złożyły na moim czole mokry, dziecięcy pocałunek.
-On Ci to kazał przekazać. – mruknęła wtulając się i zamykając oczy.
Hejj kochani :)
Piszę krótko, bo wątpię, żeby komuś się chciało czytać coś dłuższego XD
Następny rozdział nie wiem czy pojawi się jak zwykle, ponieważ do świąt mam dużo sprawdzianów w tym egzaminy próbne ;// < proszę trzymajcie kciuki :c >
Serdecznie dziękuję za wszelkie opinie umieszczone w komentarzach, no jestem z was dumna, bo niektóre z was były naprawdę blisko odpowiedzi!! <33
Teraz jeszcze bym chciała powitać nowe czytelniczki < mam nadzieję, że nie zawiodę :)> i podziękować za wszystkie komentarze :3
Jeszcze raz proszę was o pisanie, co o tym wszystkim myślicie (kto, jak i dlaczego XD) bo naprawdę niektóre wasze komentarze potrafią wywołać uśmiech na mojej twarzy i budzić w środku nocy z nowym pomysłem ^^ (a uwierzcie, kilka dni temu tak było O.o)
Kocham was, do następnego! :*
 
 
 

23 listopada 2013

~Rozdział 38~


Ostatni raz nerwowo wygładziłam spódniczkę i weszłam w mury mojej szkoły. Idąc przez kamienny dziedziniec przypatrywałam się grupom nastolatków. Każdy już kogoś miał, tylko ja byłam sama. W większości były to grupy trzy- cztero i pięcioosobowe. Na szczęście nikt nie zawracał sobie głowy moją osobą.
Alice, potrzebuję Cię. –mówiłam błagalnie w myślach. Lecz jej nie mogło tutaj być. Moja przyjaciółka pewnie teraz jest już w sali słuchając monologu swojej nowej nauczycielki. A ja? A ja zapewne siedziałabym teraz koło niej, gdyby nie wczorajszy telefon do mojej mamy. Oświadczono, że moje znajomości języka są zbyt niskie, abym mogła kontynuować naukę w college. Musiałam po raz kolejny iść do „Year 11” (W Polsce to coś, jak 3 gimnazjum)
No cóż…czas się przyzwyczaić do zmian, jakie mnie tutaj czekają. Weszłam przez wielkie drzwi udając się za resztą uczniów. Skarciłam się w myślach za gniecenie rąbka koszuli, który jeszcze trochę i z pewnością by się oderwał.
Patrzyłam na wszystkich z pewnym dystansem. Zapewne przez moje przestraszane oczy ludzie czytali ze mnie jak z otwartej księgi. Nogi jak zwykle odmawiały posłuszeństwa, lecz rozsądek brał pod górę.
Sekretariat, gdzie jest do cholery ten sekretariat!? Jedyną pozytywem była to, że miałam jeszcze sporo czasu do oficjalnego rozpoczęcia.
W końcu natrafiłam na drewniane, brązowe drzwi z którymi zetknął się mój palec. Ktoś w ogóle usłyszał tak ciche pukanie? Zresztą…po co ja to zrobiłam? Tu się chyba od razu wchodzi. Tak też zrobiłam.
Pociągnęłam za klamkę i lekko uchyliłam drzwi. Rzuciła wzrokiem na pomieszczenie. Wysoka lada, skórzana sofa, fotel, biurko, a przy nim niskiego wzrostu kobieta kierująca swe oczy prosto na mnie. Brunetka uśmiechała się do mnie, tak jak nakazywała jej praca.
-Słucham?- zapytała ponownie chowając głowę w papierach.
-Echem… Jestem nową uczennicą…- zaczęłam w sumie nie przygotowując się na tego typu sytuację. –Nazywam się Joanna Kowalska.- Mój drżący ton zdradził stan, w jakim aktualnie się znajdowałam.
-Ahhh tak. Asia…jest!- mruknęła wyjmując plik kartek. Podała mi jedną z nich.
-Tu masz plan lekcji kochana. Witamy w nowej szkole.- odparła jakby ta formułka była jej dobrze znana.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się również sztucznie, po czym jak najprędzej opuściłam pomieszczenie.
Spojrzałam na kawałek papieru, który trzymałam w dłoni. Teraz głównym celem stało się znalezienie sali, w której miałam lekcje. Przemierzyłam całe pierwsze piętro. Nic.
Czyli zostaje drugie… Z niechęcią zaczęłam wspinać się schodami na wyższy poziom. Zaczynając od prawej zerkałam na każdy numer zapisany na drzwiach. Jest! Wreszcie, odnalazłam go!
Jak to w każda sala- była otwarta na oścież. Niepewnie weszłam do środka, gdzie siedziała już mała grupka uczniów. Rozmawiali i byli tak zajęci sobą, że nawet mnie nie zauważyli. Przeszłam na przeciwległy koniec pomieszczenia i usiadłam w przedostatniej ławce.
Jak na razie pozostałam niewidoczna- nic nowego…
Kilka godzin później…
-I jeszcze tylko dwie przerwy! U mnie w Polsce było zupełnie inaczej.- Żaliłam się mojej przyjaciółce.
-Nie wiem Asia. Dla mnie to normalne, w końcu mieszkam tu od małego- uśmiechnęła się.- Ale przyzwyczaisz się szybko, nie martw się.- powiedziała ściągając buty na dwunastocentymetrowym obcasie.
-Fajne buty, idealne na rozpoczęcie roku szkolnego-. Mruknęłam z przekąsem.
-Dzięki- pisnęła widocznie nie załapując mojego sarkastycznego tonu.
Przewróciłam teatralnie oczami.
-Tak właściwie to miałam je założyć na urodziny do Liama, ale wolałam nie ryzykować.- odparła po chwili opadając na poduszki.
-Jakoś mnie to nie martwi, że zrezygnowałaś.- burknęłam na co brunetka się uśmiechnęła.
-Ejj! Może lepiej ja Ci przypomnę jak słodko wyglądałaś z Niallem na wolnym, co?- podparła się łokciami.
-Alice…już nic nie mów.
W odpowiedzi dziewczyna tylko zaczęła się śmiać, odchylając głowę do tyłu.
-Wiesz…zawsze możemy się przenieść na Liama. Ostatnim razem jak zobaczyłam razem wyglądaliście całkiem podejrzanie. On miał włosy sterczące w każdą stronę jakby…
Zatkałam jej usta ręką.
-Nie ręczę za siebie, no nie ręczę- mówiłam jednak sama nie mogąc powstrzymać się od uśmiechu.
-No co, ja tylko stwierdzam fakty.
-Tak, wmawiaj sobie wmawiaj. A dzień później zapytał dziewczynę o chodzenie.- burknęłam
-Czyżbyś była zazdrosna?
-Nie, ja tylko stwierdzam fakty.-wytknęłam jej język. – A tak na serio to nie mogłabym z nim być…. zresztą jak z każdym innym z 1D.
-Dlaczego?
-No..bo..to…oni?
-Tak Asia, z takimi argumentami daleko zajdziesz.- nie dawała za wygraną. – A tak w ogóle to nie zaprzeczysz, że spaliście razem, co?
-Ale…
-No Ty z Liamem- wyprzedziła mnie.
-A… Tooo. Echem…dłuższa historia.- zerknęłam na nią niepewnie.
-Tak już się nie broń, że z całej piątki wybrałaś akurat jego.- wybuchnęła śmiechem, ale widząc moją minę prędko spoważniała.
-Nie..Ty..nie mów, ze się…zakochałaś.- zatkała dłonią usta.
-Alice! Niee, nie o to cho…
-Nie no wiesz, całkiem trafny wybór. Bicepsów to niejeden chłopak mógłby pozazdrościć, kaloryfer...
-Dasz mi dojść do słowa?- przerwałam jej.
-Ale kochana do tego nawet nie trzeba słów…
-Ali…- westchnęłam.
-Ja się wcale nie zakochałam.- powiedziałam wolno tak aby każde słowo dotarło do brunetki.
-Ehhh to tak jak ja n…
-Suzette!
-No już dobrze, dobrze…słucham.
Nerwowo przełknęłam ślinę. Powiedzieć jej o tym, co słyszałam w nocy? O tajemniczym chłopaku wybiegającym z mojego pokoju. O tym, że nie tylko ja nie spałam tamtej nocy. A najgorsze jest to, że najprawdopodobniej owym nastolatkiem może się okazać Niall.
-Um… wtedy, co rano przyszłaś…w nocy wydarzyło się coś dziwnego.- Już na same wspomnienia wzdrygnęłam się odruchowo.
Brunetka spojrzała na mnie pytająco.
-Echem..ja…miałam sen o Niallu.- okeeeey może ten moment pominę.- w każdym razie jestem pewna, że osoba o której za chwilę usłyszysz mogła się domyślić, że śniłam właśnie o nim.- szepnęłam.
-A jaśniej..?- dziewczyna przybliżyła się znacznie i przypatrywała prosto w moje oczy.
-Er..No obudziłam się z krzykiem. Rozejrzałam po pokoju …W ostatniej chwili zauważyłam sylwetkę jakiegoś chłopaka wybiegającego z pokoju.- zacisnęłam oczy próbując przypomnieć sobie więcej szczegółów z tamtej nocy. – i potem… chwilę posiedziałam. Jak  już się otrząsnęłam to również poszłam na korytarz. Bałam się, że on nadal może tam stać…na szczęście gdy otworzyłam drzwi hol był pusty. Gdy przechodziłam w celu poszukiwania pokoju Liama to usłyszałam, że w którymś pokoju…- zatrzymałam się.
-W którymś pokoju co?- dopytywała się.
-Trudno mi stwierdzić.- skrzywiłam się.
-No ale usłyszałaś rozmowę, zapaliło się światło czy co?
-Słyszałam jakieś dźwięki. Mogła to być rozmowa, szepty jak i płacz. Potem usłyszałam jakies skrzypienie. Nie zastanawiając się dłużej wbiegłam do sypialni Daddy’ego i podeszłam do łóżka. Musisz kiedyś zobaczyć jak słodko śpi- wtrąciłam.
Na twarzy brunetki pojawił się lekki uśmiech.
-O matko… nawet wolę sobie tego nie wyobrażać..- westchnęła.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Obudziłam go…
-Nie masz serca- przerwała mi z dezaprobatą.
-Alice…- zagryzłam wolną wargę.
Dziewczyna złożyła ręce w tak zwaną kokardkę.
-Ahhh no dobrze, sam się obudził…- stwierdziłam, że innym argumentem jej nie przekonam.
-No…tak już lepiej.- uśmiechnęła się.
-No i w międzyczasie gdy wchodziłam mu do łóżka…- bosh jak to brzmi.- Er… usłyszałam jakiś płacz. Tego już byłam pewna, ale nie potrafiłam zdefiniować…- przerwałam widząc, że moja przyjaciółka schodzi z łóżka.
-Kontynuuj.- mruknęła grzebiąc w szufladzie od biurka.
-No to w sumie tylko tyle. Byłam w stu procentach pewna, że ktoś płakał, ale nie wiedziałam, od której strony dochodziły dźwięki.
-Ale chociaż wiesz, czy z naprzeciwka, czy z prawej, lewej…?
Pokręciłam przecząco głową.
Moja przyjaciółka zaczęła zapisywać coś na kartce.
-Alice….- jęknęłam.
W odpowiedzi dostałam ciche mruknięcie.
-Nie załamuj mnie…
-A co ja takiego robię?
-Nie udawaj, że nie wiesz…- wypuściłam powietrze. – Czy Ty znowu to wszystko zapisujesz?
Kiwnęła potakująco.
Oprócz przywalenia sobie z otwartej dłoni w twarz nic innego nie przyszło mi do głowy…
-Pamiętasz do ilu wniosków ostatnio doszłyśmy ostatnio stosując tą metodę?- zaświergotała.
-Tego akurat przypominać nie musiałaś.- mruknęłam.
-Jeszcze mi podziękujesz.- wyszczerzyła się.
Wypuściłam głośno powietrze.
-A tak powracając do tematu… pamiętasz jakieś szczegóły, jak wybiegał z pokoju? Blond włosy, tatuaże, burzę loków.
-Nie.- odparłam szybko.
-Ale zastanów się.
-Alice ciemno było…- jęknęłam.
-Okeeyy. A ta osoba co płakała. To…była sama co wybiegła z pokoju?
-Tak, bo bym słyszała dwie. A to były najpierw kroki, potem płacz.- powiedziałam na jednym oddechu.
-Jesteś pewna?
Zastanowiłam się na chwilę. Tamtej nocy nie za bardzo myślałam co robię. Wszystko już pamiętam przez mgłę.
-I jeszcze jakieś szepty…- odezwałam się w końcu.
-Kiedy?
-Po płaczu.
-Czyli osoby były dwie?
-Um…
-No bo kto by gadał sam do siebie- zaśmiała się.
-Fakt… Ale..nie wiem..może ta pierwsza zbudziła drugą…
Próbowałam wszystko ułożyć w logiczną całość. Gdy już byłam blisko coś mi burzyło tę całą koncepcję. Jakiś element, który mi umknął… O czym myślałam nie tak?  Może dobierałam niewłaściwe osoby do niewłaściwych okoliczności?
Może się przesłyszałam i wcale żadnych szeptów nie było? A ten płacz? Skrzypienie podłogi?
 
-…Daddy’emu?
-C-co?- otrząsnęłam się.
-Pytałam się, co powiedziałaś Liamowi i czy cokolwiek wie o tej sprawie.
-Nie… znaczy gadaliśmy. On mnie pocieszał i tyle.
-Jesteś pewna?
Mój przyjaciółka wymachiwała długopisem na wszystkie strony jednocześnie przeszywając mnie wzrokiem.
-Er… Rano. Przed tym jak weszłaś spytał się, czy pamiętam jego słowa z wczorajszej nocy. Nadal nie wiem o co mu chodziło..-mruknęłam.
-Przecież Cię tylko pocieszał!- Wtrąciła.
-Najwyraźniej nie tylko- westchnęłam.
-To żeś się wkopała… A domyślasz się o kim to mogło być?
-Nie… On też nie chciał mi powiedzieć, a cały czas się dopytywałam.- bąknęłam.
-Może ja to z niego wyciągnę…- mruknęłam.
-Nie! Wtedy się dowie, że Ci powiedziałam!
-Liam jest mądry Asia, myślisz, że by się nie domyślił? Jesteśmy przyjaciółkami. Chociaż byś mu nie wiem ile obiecała, to prędzej czy później przyszłabyś tu i mi powiedziała, nieprawdaż?- uśmiechnęła się.
-Trudny wybór, ale chyba msz rację…- westchnęłam opadając na poduszki.
-Hejjj nie załamuj się. Jesteśmy na dobrej drodze, rozwiążemy to.- poklepała mnie po plecach.
-Dzięki Ali. Obyś miała rację.- nabrałam głośno powietrza.
W odpowiedzi brunetka uśmiechnęła się.
-Jest coś jeszcze związanego z Niallem?
-Um..tak- zaczęłam a dziewczyna skupiła na mnie swoje spojrzenie. Wolno usiadłam na łóżku i zaczęłam skubać moją koszulę.
-Wtedy na imprezie… poszłam po picie. Znaczy uciekałam przed Harrym- uśmiechnęłam się pod nosem na same wspomnienia o tym.
-Dobra wymówka. – odparła sarkastycznym tonem Alice.
-Lepsze to nić nic.- zrobiłam krótką pauzę i kontynuowałam.- przy stolikach z jedzeniem zobaczyłam Nialla.
-Jakoś to mnie nie dziwi.- szepnęła moja przyjaciółka.
Moje kąciki ust ponownie powędrowały ku górze.
-Głownie chodzi o to, że on podszedł… próbował zagadać, aż wreszcie powiedział coś w stylu, że…- zatrzymałam się na chwilę próbując sobie dokładnie przypomnieć słowa chłopaka.
-Um… pytał, czy w ciągu ostatnich nocy wydarzyło się coś, o czym powinien wiedzieć…- odrzekłam wolno.
-Czyli to był on!- jej pisk przywrócił mnie na ziemię.
-Alice..nie krzycz tak…- przetarłam sobie uszy. – No tak mi się wydaje.
-To co po co ja zapisywałam…- westchnęła z rezygnacją.
-Bo to cała Ty- wytknęłam jej język. – A tak ogólnie, to nie mamy stuprocentowej pewności, że to był Horan!
-Asia, pomyśl! A kto normalny pytałby o takie rzeczy, gdyby się nic nie wydarzyło?- szepnęła patrząc mi w oczy.
W sumie prawda…
-Ale powiedział o co dokładnie chodzi?- dopytywała.
-Nie…ale nie sądzisz, że już sam fakt, że zapytał wiedząc dokładnie o którą noc chodzi nie jest wystarczający?
-No tak…- mruknęła podwijając rękawy.
Nerwowo przygryzłam wargę.
Czy wszystko musiało się tak komplikować? A wszystko zaczęło się od niewinnej rozmowy. Po co ja tam zeszłam, po co ją podsłuchałam? Tylko straciłam przyjaciela, teraz się dowiaduję, że śledził mnie praktycznie cała noc.  Słyszał wszystko, co mówię przez sen.
Na dodatek przedtem prawie nie rzucił się na moją koleżankę. Nie to, żebym jakoś polubiła Nicole, ale po tym incydencie było mi jej trochę żal.
Jeszcze ta kłótnia z Zaynem…
Nie potrafię być silna, nie potrafię zrobić pierwszego kroku. Co jest tego skutkiem? Niewidzialna bariera, która z dnia na dzień staje nie do przedarcia.  Traciłam wszystkich po kolei. I to tych najważniejszych i najlepszych.
Cały czas mam przed oczami wpatrzone we mnie tęczówki mulata i zatroskany wzrok blondyna.
 
Ich opiekę nade mną nie zastąpiłby nikt. I to wszystko zaczęłam sobie uświadamiać, kiedy już są niedostępni. Nie mogę podejść, pogadać  jak dawniej… po prostu nie mam wiary i nadziei, ale słabość.  Widać Malik ma tą samą cechę, co ja…więc kto zrobi pierwszy krok? O ile w ogóle ktoś zrobi...
Przełamanie się nigdy nie było moją mocną stroną. Zresztą …ja takiej strony wcale nie miałam. Zapewne to dzieciństwo tak osłabiło moją psychikę. A zrozumie mnie tylko ten, co przeżył to samo. Ale nie ma takiej osoby, prawda?
-A Ciebie się coś pytał?- zapytałam znienacka.
-Kto?-spytała zdezorientowana.
-No.. Niall. – powiedziałam wolno przełykając ślinę.
-Horan? Um…nie...znaczy- zastanowiła się chwilę.- kiedy Ty tańczyłaś  Hazzą on do mnie podszedł. Był trche podenerwowany… może właśnie o to miał zapytać. – szepnęła..
-A co zamiast tego mówił?
-No..nic… znaczy wiesz, gadaliśmy jak to zwykle. O imprezie itp.
-Szkoda. – bąknęłam.
Alice przytaknęła.
-Przedtem jeszcze byłam u Zayna…- na dźwięk tego imienia mimowolnie się wzdrygnęłam.
-… Ale….tym razem gadaliśmy o mnie. A tematu wolałam nie zmieniać… myślę, że to było najlepszym rozwiązaniem dla nas obojga.- podsumowała.
-Tym lepiej.- skwitowałam.-A…wy o czym tak dokładniej…?- zaczęłam niepewnie.
-O mojej sytuacji. Ogólnie to fajnie nam się rozmawiało. Malik jest typem człowieka, który Cię wysłucha i pocieszy, ledwo się skupiałam czując na sobie te czekoladowe oczy.- zaśmiała się.
A ja? A ja przytaknęłam jej smutno, przyjmując sztuczny uśmiech numer pięć.
-A jeszcze dokł…
-O Annabeth.- wprzedziła mnie ,a jej wyraz twarzy momentalnie się zmienił.
-Ah…um…- zaczęłam wiedząc, jak bolesne jest dla brunetki mówienie o swojej przyjaciółce, która leży w śpiączce.
Dziewczyna nerwowo przygryzła wargę.
-Brakuje mi jej Asia. Szanse na to, że się obudzi z dnia na dzień maleją, praktycznie w ogóle ich nie ma. – westchnęła.- rodzice już się szykują, żeby powiedzieć prawdę małej Sohpie. Karen doskonale wie, w jakim położeniu się znajdują. Wspieram ją jak mogę, ale sama nie daję rady.
-To musi być trudne. – pokiwałam głową przyciągając do siebie brunetkę.
W odpowiedzi ta pociągnęła nosem. Widok Alice zbierającej się na płacz był dla mnie odmianą. Zazwyczaj tak wszystko dobrze maskowała. Chciała mi pomóc- chciała pomóc wszystkim wokół sama mając już niemałe problemy.
-To jest straszne. Codziennie nachodzi mnie myśl, że ona nigdy się n-n-nie obudzi- zadrżała.
Delikatie pogłaskałam ją po głowie.
-Ali…- zaczęłam wzdychając…- szczerze to marna jestem, jeśli chodzi o pocieszenie, więc nie powiem, że wszystko będzie dobrze skoro nie będzie.- zaczęłam swój jakże i dobitny monolog.
-A wiesz co jest najgorsze?.. najgorsze jest to uczucie. Przychodzisz na salę i widzisz swoją przyjaciółkę. Wiesz, że umiera z każdym dniem. Masz tą nadzieję- nadzieję, której nie powinnaś mieć.
Rozmawiasz ją, trzymasz za rękę.. To dziwne, wiem, że mnie nie słyszy, ale rozmawiam z nią. Rozmawiamy codziennie. Ja opowiadam, a ona słucha. Tylko, że to nie działa w drugą stronę. – Ali pociągnęła nosem- wiem, że pewnie trudno jest Ci to zrozumieć. Przecież Ty takiego czegoś nie przeżyłaś.- szepnęła uśmiechając się przez łzy.
Potarłam jej dłoń kciukiem.
Chciałam powiedzieć, że wiem co to znaczy. Przecież znałam to uczucie, nawet lepiej od niej.  Czyż niewiele w życiu przeszłam?
-Ali… wiem jak to jest… uwierz mi…- wolno przełknęłam ślinę.
Nie, nie jestem w stanie jej tego powiedzieć. Nie teraz.
Moja przyjaciółka obróciła głowę ku mojej osobie.
-Nie, nie tym razem. Przepraszam…- bąknęłam.
-Rozumiem.- przytuliła się do mnie. – A tak w ogóle to rodzice Annabeth podrzucają mi w piątek małą. Wyjeżdżają na weekend z Karen. Chciałam chociaż jakoś ich odciążyć, i tak już nie zasługują na taki ból…
Przytaknęłam głową.
-Okey.
-Ale możesz wpaść. Przyda mi się dodatkowa pomoc.
-Jeśli nauka nie będzie przeważać to na pewno to zrobię.- odparłam.
Alice wolno się odsunęła. Nadal miała lekko podpuchnięte oczy, bladą cerę i łzy na policzkach.
-Dziękuję- powiedziała cicho.- A co ty na to, żeby chłopcy jeszcze wpadli?
-Wszyscy?-bąknęłam.
-Tak, Zayn i Niall też.- doskonale wiedziała o kogo mi chodzi.
Przełknęłam ślinę.
-Spokojnie, jakby co powiem im, żeby zajęli się Sohpie.
-Zobaczę.- powiedziałam wolno.
Brunetka uszczęśliwiona opadła na poduszki. Ja zrobiłam to samo. Zamknęłam oczy próbując wszystko sobie poukładać.
Nie wiedząc czemu gdy tylko moje powieki opadały miałam przed sobą tamtą noc. Jego sylwetka wybiegająca z pokoju. Huk drzwiami. Przejście przez korytarz- jedna z rzeczy, którą pamiętam najmniej. I Liam. Jego aksamitny i delikatny głos próbujący mnie uspokoić. Robię się senna. Jestem już na granicy snu i rzeczywistości.
Wysilam umysł próbując sobie przypomnieć co miał mi wtedy do powiedzenia. Chociaż jedno imię, jedną nazwę, jedno słowo…
Mam jego twarz przed oczami. Daddy coś mówi, ale ja się znowu wtulam. Opuszkami palców kreśli delikatne wzory na moich obojczykach. Drugim ramieniem obejmuje mnie tak mocno, jakby chciał podkreślić, że już jestem bezpieczna. On przy mnie jest, i nie puści. Czuję ciepły oddech chłopaka przy moich włosach. W pokoju nie słychać nic prócz naszych oddechów i jego szeptów.
Nic?
Nie, przysłuchując się można usłyszeć coś na wzór rozmowy. Nie toczy się ona  tym pomieszczeniu, w którym byłam, ale również niedaleko. Jestem zbyt zmęczona, by zweryfikować skąd pochodzą owe głosy.
Wtedy odchylam się lekko. Twarz Payne jest naprzeciwko mojej. Są blisko. Uśmiecham się słabo i widzę, że on robi to samo. Po chwili z jego ust wypływają jakieś słowa. Nie słyszę ich. Ale widzę- widzę ruchy warg chłopaka. Próbuję dotrzeć… je usłyszeć..i nic. Pustka, cisza. Dlaczego? Dlaczego właśnie tak się dzieje? Dlaczego w tym momencie?
Natężając słuch mogę ledwo usłyszeć dochodzącą zza którejś ściany rozmowę. Mój oddech, jego oddech- ale słów nie.
Przypatruję mu się usilnie próbując coś odczytać. W końcu usta chłopaka układają się w dobrze znane mi imię:
Niall.
Niall…
NIALL!
Tak, to jego imię wypowiedział tamtej nocy!
-Niall…
-Co?- moja przyjaciółka momentalnie się poderwała.
Ooops.
-Ehm… nic..
Mam za długi język.
-Przecież głucha nie jestem…- uśmiecha się.- Wypowiedziałaś jego imię.
-Coś mi się przypomniało…- dałam za wygraną.
-A dokładniej?- ledwo nie wywalając się z łóżka rzuciła się na kartke i długopis.
-Nie sądzę, żeby było Ci to potrzebne. –mruknęłam wskazując na trzymane w reku rzeczy.
Alice zignorowała moją propozycję i siedziała wyprostowana jak struna  wpatrując się wyczekująco.
Westchnęłam teatralnie.
-No to co mi mówił Liam..on chyba mówił o nim..
 -O kim?
Wypuściłam powietrze.
-A jak myślisz?
-No zakładam, że Horan albo Malik.
-Tego pierwszego.- bąknęłam.
-I co powiedział?!- aż podskoczyłam.
-Właśnie w tym problem, że nie pamiętam…- spuściłam głowę.
Między nami zapanowała cisza. Zapewne brunetka próbowała odgadnąć jak brzmiała dalsza część zdania. Spojrzałam na nią ukradkiem. Rzeczywiście- zmarszczyła nos wpatrując się w szafę stojąca naprzeciwko.
-Alice…- zaczęłam, ale szybko została uciszona gestem ręki.
-I tak się nie dowiesz co powiedział…- spróbowałam ponownie.
Dziewczyna nie reagowała. Nadal siedziała w bezruchu. Jedyne, co wiedziałam, to fakt, że na pewno była nieobecna.
Po kilku minutach, które dłużyły się wręcz niemiłosiernie moja przyjaciółka przygryzła wargę. Ocknęła się momentalnie i spojrzała na mnie nieodgadnionym wzrokiem.
-Czegoś tu nie rozumiem…- zaczęła.- on jest w Tobie zakochany.
Przytaknęłam.
-Tamtej nocy usłyszał z Twoich ust, coś na kształt jak bardzo Ty go kochasz.
I o wiele gorsze rzeczy…
-W takim razie brakuje nam jednego elementu łączącego wszystko w jedną, logiczną całość.
-Nie rozumiem..-mruknęłam.
-Mówiłaś, że najpierw były kroki, płacz, potem rozmowy.
-No bo tak było…
-Więc… skoro to był on… chłopak, który się w Tobie kocha… to dlaczego płakał tamtej nocy? On Cię kocha Asia. Żywiąc do Ciebie takie uczucie, nie mógł jednocześnie się smucić, słysząc takie słowa z Twoich ust…

Matko, jak ja się za wami stęskniłam *-*
Po pierwsze dziękuję za te wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem, mam nadzieję, że dalej tak będzie. <3
Trzeba było od razu mówić, że nie chcecie długich opisów uczuć bohaterki, bym się wcześniej do tego zastosowała :P
A propo tego rozdziału… ehh, tak wiem, że nie ma chłopaków, no ale pojawiła się nowa zagadka i nowe podpowiedzi, mam nadzieję, że coś tam w głowie wam świta. XD
Jak myślicie, o co chodzi z tą całą nocą? Co myślicie o Niallu, jak by tu wyjaśnić jego zachowanie? Piszcie w komentarzach! :)
Onkjgbdfcgbfgr 1DDay już dzisiaj! *___________* mamy nadzieję, że wzmianek o Polsce będzie niemało! :D
Zapraszam do obserwowania tego opowiadania, dla Ciebie to chwila, dla mnie wielka motywacja! :)
No..to chyba wszystko. Piszcie co myślicie o tej całej sprawie,
Pozdrawiam! ;*