Muzyka

05 czerwca 2015

~Rozdział 55~

Rozdział dedykuję dwóm bardzo ważnym osobom, które poznałam właśnie poprzez bloga, jednak przywiązałam się poprzez ich cudowne charaktery. Obie już jakiś czas temu obchodziły urodziny, dlatego chciałabym, aby chociaż ten rozdział był namiastką jakiegoś upominku :)
Alice kochanie jeśli jeszcze kiedykolwiek jeszcze będziesz czytała tego bloga, to wiedz, że te dwa lata  (?) od kiedy się poznałyśmy były cudownymi latami mojego życia <co za opisy xD>. Nadal jesteś dla mnie ważna, choć nigdy nie umiałam tego pokazywać i ty o tym dobrze wiesz. Gdybyś nie była nie znałabyś mnie lepiej od rodziców, nie słuchałabyś mojego piskliwego głosu przez skype’a a ja nie zobaczyłabym Twojego najpiękniejszego uśmiechu <i śmiechu> pod słońcem. Pamiętaj, że jesteś niezwykłą osobą, a małe jest słodkie i nigdy nie rób i nie powracaj do tego, co było kiedyś. Najlepszego aniołku!<3
Oluś! Bądź zawsze sobą, nie przejmuj się opinią innych. Cóż to za paradoks, że muszę Ci życzyć rudych dzieci… echem xD Załóż w końcu tego bloga albo pisz rozdziały, bo wiesz, że z niecierpliwością na nie czekam- nie marnuj talentu. Oczywiście w przyszłości wyjedź do LA (zabierz mnie ze sobą ;-;) gdzie zostaniesz modelką i podbijesz cały świat swoimi oczkami ;) Nie waż mi się odchudzać, bo na tobie i tak wszystko wygląda oijcvoeirjvjninvolenir. :*
"„Proszę, nie wydzwaniaj do mnie więcej, nie chcę rozpoczynać tego tematu na nowo. Ja Tobie też życzę Wesołych Świąt. :)” [...] Nicole? [...]
"Um… myślę, że w pewnym stopniu tak… w sumie… znaczy nie.  Myślę, że po prostu powinnaś wiedzieć.
-Wiedzieć o czym?- Przełknęłam ślinę.
-Echem… wiedzieć, że… Cię przepraszam.- Spuścił wzrok.[...]
-Co to?- Spytałam zaciekawiona, wskazując palcem na trzymaną w jego ręku rzecz. [...]
-Naprawdę mogę to teraz otworzyć?- Obejrzałam paczkę z wszystkich stron. [...]
Na papierze widniała postać. Bardzo przestraszona postać. Kartek było kilka, lecz za każdym razem jej wizerunek wyglądał podobnie- Płonące policzki, duże oczy, długie, proste włosy i schowane w rękawach ręce. Jej smutny wzrok był mocno podkreślony we wszystkich rysunkach.
-T..to ja?- Szepnęłam. [...]
Jego ruch był na całżycie. Mój bę
-Niall!- Krzyknęłam na chłopaka, który z impetem wyrwał mi kawałek papieru. Nawet nie śledząc tekstu porwał ją,  [...]
-Dostałaś więcej takich listów?- Miałam wrażenie, że mimo tego pytania chłopak podświadomie zna odpowiedź.
Tak
-Nie.- Szepnęłam, spuszczając głowę. [...]
Odgłos tłuczonego szkła. [..]
-Odkupię Ci.- Mruknął bez większego zainteresowania, po chwili powracając do dalszych poszukiwań. [...]
Wzięłam do ręki najbliżej stojący odłamek. [...]
Uśmiechnęłam się przez łzy. Sam jego dotyk był przyjemny w kontakcie z ciałem. Był niemalże kuszący. Działał tak uzależniająco tak… dobrze.Z przyjemnością poddałam się uczuciu, które wbrew pozorom nie było niczym nowym. [...]
-Byłoby szybciej, gdybyś po prostu powiedziała gdzi…Asia? Co…ASIA! O MÓJ BOŻE, ASIA! CO TY…C…CO...BŁAGAM PRZESTAŃ! ASIA!"
Nienawidziłam tego wzroku.
W pokoju panowała nieskazitelna cisza, nie licząc tykającego zegara i przyspieszonego oddechu blondyna. Słowa chłopaka echem odbijały się w mojej głowie. Nie widziałam za wiele, przez łzy, usilnie próbujące się wydobyć z siłą wodospadu.
Czułam się dziwnie.
Miotało mną tyle uczuć, że do dziś nie jestem w stanie powiedzieć co myślałam, widziałam i odczuwałam. Nie podobała mi się ta bezsilność.
Pustka, i jednocześnie miliony niezidentyfikowanych myśli- cóż za paradoks.
Jedyne do czego mogłam porównać stan, w jakim się znajdowałam to wzbudzenie. Często po ledwie przespanej nocy rozbrzmiewa nam  nad uchem znienawidzony i zdecydowanie za głośny dźwięk budzika. Przez pierwsze kilka minut próbujemy złapać jakiekolwiek połączenie ze światem. Oczywiście pominę chęć położenia się powrotem, opatulenia ciepłą kołdrą i zaśnięcia. Nie wiemy jaki dziś dzień, nie pamiętamy planów, które snuliśmy wieczorem, tydzień, miesiąc rok czy dwa wcześniej. Jesteśmy jak w transie, potrzebując dłuższego czasu aby przyswoić większość informacji.
Pamięć i jakakolwiek świadomość były w tej chwili najbardziej potrzebne, a jednocześnie mocno naruszone. Być może to właśnie z tego powodu w  ogarniało mnie dziwne uczucie. Pamiętałam wszystko- każdy detal, jednak gdy jego paniczny krzyk przedarł się do mojej głowy wszystko… pękło.
Chciałam być silna.
Chciałam być silna, ale znowu nie wyszło.
On poruszał ustami. Szeptał, a być może krzyczał. Rumieńce na jego policzkach stały się ledwie widoczne, a ich miejsce zajęła nieskazitelna biel. Cała twarz przybrała blady odcień, co  już dawno przeszło granice mojej wyobraźni. Gestykulował dłońmi, końcowo wplatając je między puszyste blond włosy.
Powoli zaczął zmierzać w kierunku łóżka. Każdy krok wykonywał z niesamowitą ostrożnością, jakby bojąc się reakcji z mojej strony. Ja sama się jej bałam…
-Nie.- Wyczytałam z jego ust.- Nie.
Przepraszam.
Tak bardzo chciałam cokolwiek powiedzieć, ale nie mogłam. Po prostu nie mogłam. Tak właściwie to co się stało?  Coś zrobiłam? Co tym razem nie tak? Przecież się starałam…
Zaczęło mnie ogarniać dziwne uczucie senności, ale i ociężałości. Mimo tego nie poddawałam się, wlepiając swoje oczy chłopaka. Blady odcień skóry zaczynał się rozprzestrzeniać po  jego całym ciele, co z lekka zaczynało mnie przerażać.
Wstrzymałam oddech.
Pozwalałam kolejnym łzom tworzyć rozmaite ścieżki na mojej twarzy, szyi oraz klatce piersiowej. Czułam jak drży mi dolna warga. W szybkim tempie dołączyły  również ręce.
Powracałam do rzeczywistości.
Rozdarta mieszanymi uczuciami, właściwie nie wiedziałam jak mam się zachować. A raczej: nie wiedziałam jak się zachowam. Jedynie błękit tęczówek chłopaka, do którego powrócił dawny chłopięcy blask powstrzymywały mnie przed urwaniem kontaktu z rzeczywistością. Nie poddawanie się było dla mnie rzadkością, stąd tak trudno było mi je powitać w moim życiu.
Właściwie to nie wiedziałam, dlaczego akurat on stał się kimś, w kim wiedziałam ostatnią deską ratunku. Kimś, kto przysłonił inne rzeczy tak, aby skupić się tylko na jego osobie. Kimś, w kim widziałam wiele osób, zmieniających się o dowolnej porze a najmniej oczekiwanym momencie.
Wewnątrz wszystko rozrywało mnie od środka. Na zewnątrz nie czułam nic. Wraz z mijającymi sekundami nachodziły mnie nowe, odmienne myśli.
Spuściłam głowę, mając na widoku szczupłe nogi chłopaka. Te ugięły się, wolno opadając na jasne podłoże. Upadkowi towarzyszył jeszcze jeden odgłos- głośny, nieprzyjemny  dla ucha zgrzyt, który  pobudził moje zmysły. Zazwyczaj w takich momentach człowiek widzi wszystko w zwolnionym tempie. To nie do końca było prawdą…
Postrzeganie sytuacji w innych barwach nieco inaczej sobie wyobrażałam. Dostrzeganie teraz choćby najmniejszego szczegółu czy usłyszenie dźwięku, którego nigdy nie słyszymy potęgowało rosnącą w napięcie atmosferę.
Ciemnoczerwona plama krwi, torująca ścieżkę kolan blondyna drastycznie orzeźwiła mój umysł. Niall musiał upaść na jeden z odłamków szkła, który z pewnością teraz tkwił w jego nodze. On jednak nie zdawał zauważyć drogi, którą sam naznaczył czerwoną cieczą.
Wypuściłam spomiędzy zębów już mocno czerwoną i opuchniętą wargę.
-Niall.- To było moje pierwsze, wyduszone od dłuższego czasu słowo.
Jego usta momentalnie ułożyły się w wąską linię. Zaprzestał wydobywania z siebie potoku słów, które zlewając się w całość tworzyły niezrozumiałą konstrukcję.
 Jakby w obawie, że za chwilę cokolwiek zrobię, nie spuszczał ze mnie wzroku. Nadal klęcząc przytrzymał się jedną ręką o podłogę. Cicho syknął, lecz po chwili powrócił do poprzedniego stanu, jakim była uważna obserwacja mojej osoby.
Chciałam mu powiedzieć, że już wszystko jest dobrze; najpierw sama musiałam przyswoić co się stało. Wyostrzyć wzrok, wytężyć słuch oraz oczyścić umysł. Wzięłam głęboki oddech, zamykając na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam duże i zaszklone tęczówki wpatrywały się we mnie zdezorientowanym i nadal przestraszonym wzrokiem.
Wolno uniosłam rękę, dotykając wskazującym palcem ust w geście proszącym o ciszę. W tym wypadku oznaczało to również uspokojenie się, umiarkowanie oddechu i ‘wyciszenie’ emocji.
Na podniesionym nadgarstku poczułam letnią ciesz spływającą kilkoma stróżkami aż do łokcia. Opuściłam głowę.
Czy już mówiłam jak bardzo nie jestem zdolna przewidzieć własnych zachowań? Widok pościeli z kontrastowym zestawieniem krwi był na to wystarczającym dowodem.
Biorąc głęboki oddech odsunęłam się powolnie. Zapadając się kolanami w kolejnych partiach kołdry ciągnęłam za sobą bordową ścieżkę zmieszaną z tuszem do rzęs.
Ostatnio taki widok miałam dwa lata temu w dzień taty. Czy to coś zmieniło? Najwyraźniej nie… nadal wzbudzało obrzydzenie i przerażenie. Wtedy zdawałam sobie sprawę jak bardzo jestem zepsuta.
Dotarłam do poduszek. Po drodze zdążyłam zabrudzić także drugą rękę oraz całe spodnie od kolan po uda. Mój płacz ustał, zastąpiony oszołomieniem i próbą dojścia do siebie.
Już nie miałam siły na …wszystko?
Blade opuszki palców zacisnęły się na skołowanej obok mnie kołdrze. Zostawiły po sobie trzy niewyraźne i rozmazane kreski. Po chwili te same palce musnęły mokry i szorstki policzek.
Po raz pierwszy nie byłam sama. To takie miłe uczucie.
Dotyk zaoferował mi namiastkę spokoju, który w tej chwili wydawał się być najbardziej potrzebny. Jednak nie byłam w stanie wyrównać oddechu i tak po prostu otrząsnąć się z szoku. Lata wspomnień, upadków, złych doświadczeń robiły swoje.
-Tak bardzo tego nie chciałem aniołku.- Cichy głos przeplatany z nieudaną próbą powstrzymania łez rozległ się po pokoju.
W milczeniu, opuściłam twarz na nadgarstki, które od kilku lat stawały się bolesnym pamiętnikiem. Chciałam płakać. To był pierwszy raz, kiedy i na tą czynność zabrakło sił.
-Nigdy sobi…- Pociągnął nosem…- Nigdy nie wybaczę, rozumiesz?
Kościste palce wolno zsunęły się na dół. Obserwowałam ich drogę do chwili, gdy zeszły mi z zasięgu wzroku. Pomieszczenie wypełniały ciężkie oddechy oraz zachrypnięte łkanie Irlandczyka.
Jesteś pierwszą osobą, która widzi mnie w takim stanie. Która widzi mnie taką, jaką cały czas jestem od wewnątrz.
Czułam wzrok chłopca na sobie. Tego małego chłopca, którego wprawdzie nigdy nie poznałam, ale był tam w środku pod skórą dorosłego mężczyzny.
Nigdy nie wybaczę” kolejna osoba, która musi cierpieć za to, jak bardzo jestem zniszczona.
Dłonie chłopaka bezsilnie odsuwały się od mojego ciała. Po chwili zasłoniły pełną bólu twarz.
Ile potrafi zmienić jedna kartka papieru…
Opuściłam głowę na sine partie mojego ciała, z których powolnie sączyła się ciecz. Podwinięte rękawy, na których uratowanie i tak było za późno, oraz podarte na udach spodnie, gdzie jasne skrawki materiału przybrały bordową barwę. Zawsze byłam kreatywna co do miejsca  samookaleczenia się…
Z okaleczonej skóry przeniosłam wzrok na ścianę, która doskonale komponowała się z bielą spowodowaną ubywającą  cieczą i słabym samopoczuciem. Czy tu już jest nienormalne, kiedy oczami wyobraźni widziałam tam wspomnienia, jakby wyświetlane projektorem?
„Trzymałam za rękę moją Łusię. Mama kazała nie patrzeć w stronę miejsca ogrodzonego biało-czerwoną taśmą, dlatego pokazywałam małej jak wygląda poziomka. Niewiele rozumiała, ale wystarczył mi jej lekko zakrzywiony uśmiech z niewielką blizną na wargach, spowodowaną naszą zabawą zszywaczem. Cokolwiek jej tłumaczyłam i tak była uśmiechnięta, co było wystarczające do prowadzenia dalszych rozmów monologów.
W słońcu jej włosy lśniły prawie jak tacie. Tatusiowi, którego przed chwilą owinięta czarną folią i wsadzono do białego samochodu, który odjechał z hałasem. Mama wtedy zakryła twarz dłonią, a ja zakryłam uszy Łucji, której na chwilę kąciki ust powędrowały ku dole.
-Wlóci?
-Tatuś zawsze wraca.- Wytłumaczyłam, podążając wzrokiem za rozchlapującym  na boki kałuże dużym autem.
Dziewczynka pokiwała po czym zgodnie z nawykiem wsadziła kciuka do buzi. Dobrze, że mama wtedy nie patrzyła. Ona bardzo tego nie lubiła.
-Zdaje sobie pani sprawę, że ten przypadek ma ogromny wpływ na jej przyszłość - Ona będzie zepsuta.- Powiedziała pani w dziwnym stroju.
Zepsuta? Moja mama mówi, że zawsze można coś naprawić jak się popsuje. Dlaczego teraz rozmawiają o takich rzeczach, zamiast martwić się dokąd zawieźli tatę i kiedy wróci. Dlaczego w ogóle rozmawiają o przedmiotach?”
„-Powiedz mi- dlaczego to zrobiłaś- Stała przede mną, trzymając moje dłonie.
Milczałam
-Asiu, ile razy pani mówiła, żeby nie rysować tylko czarną kredką?
Zacisnęłam usta
-Popatrz, słoneczko jest jasne i żółte, drzewa brązowo zielone a ten zegarek niebieski.
Nie płacz. Nie tutaj. On zawsze mówił, żebyś była silna i podążała za marzeniami; ale go już nie ma. Czy to znaczy, że wszystkie obietnice umarły wraz z nim?
-Świat nie jest szary. Ludzie mają uśmiechnięte twarze.- Wskazała drżącymi palcami za okno.- Widzisz?
Nie widziałam.”
„-Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć.
Nie.
-Po to tutaj jesteś.- Na twarzy kobiety pojawił się nerwowy uśmiech.
Spojrzałam na zegarek. Jeszcze 5 minut.
-Tłumienie w sobie jest najgorszym sposobem walki z różnymi trudnościami.- Wyrecytowała, jakby to było jej codzienną formułą.
No w sumie było…
-Wiem, że w kilka sytuacji zmieniły wiele w twoim życiu, dlatego daj sobie pomóc.- Słyszę to dziś już trzeci raz w ciągu jednej godziny.
Cisza.
-Czy masz mi do powiedzenia coś, czym chciałabyś się podzielić?- Założyła nogę na nogę i przyjęła pozę przygotowanej do zapisania pustej kartki.
-Naprawdę wszystko jest dobrze.-Podniosłam głowę i obdarowałam ją uśmiechem. Starałam się, aby był choć trochę autentyczny.
Kobieta cicho westchnęła, po chwili przytakując i zapisała coś niewyraźnie. Pismo przypominało te, którym posługiwał się mój lekarz, gdy pisał receptę
-Dziękuję, możesz już iść.
Wstałam z wygodnego, mającego już swoje lata fotela i ruszyłam do drzwi. W drodze dla pewności naciągnęłam rękawy. Plasterek w pełni nie zakrywał rany. Mojej pierwszej rany, którą zrobiłam tydzień temu w łazience szkolnymi nożyczkami.”
Czułam się, jakbym była w powietrzu. Czy już umarłam?
Tatusiu?
Jesteś tutaj?
-Wróć aniołku.
Charakterystyczny dźwięk rozbitego szkła.
Gwałtownie otworzyłam oczy. Ujrzałam dwie komponujące się ze sobą barwy- biel i błękit. Chciałam się podnieść, rozejrzeć, zapytać.
-Nigdy więcej tego nie rób.- Do moich uszu doszedł głos nasycony bólem i tęsknotą.
Mój wzrok nadal się nie wyostrzył, za to zmysł słuchu zaczął funkcjonować o wiele lepiej.
-Byłaś taka nieobecna.-Wyszeptał  do ucha.
Zmrużyłam oczy. Czułam się niesamowicie obezwładniona. Chciałam wiedzieć co się wokół nie dzieje.
-Spokojnie, jestem tutaj cały czas.- Jego ton brzmiał tak, jakby nie do końca uspokajał mnie,  ale siebie.
Uczucie znajdowania się w próżni zniknęło. Zamiast tego zostałam usadowiona na zimnym podłożu, gdzie moje nogi dotykały podłogi, a plecy ściany. Miejsce nie było mi obce, gdybym tylko lepiej widziała i przywołała wspomnienia mogłabym bez problemu je zidentyfikować.
-Możesz samodzielnie siedzieć?- Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że czyjeś ciepłe dłonie podtrzymywały mnie na bokach.
Kiwnęłam lekko głową.
Mocno złapałam w palce najbliższą rzecz, która wydawała się stabilna. Zacisnęłam oczy i ponownie je otworzyłam. Mroczki nadal pozostały, ale obraz stał się o wiele bardziej wyrazisty. Pomieszczenie miało jasne barwy i mocne światło. Po środku klęczała jakaś osoba, przypatrująca się czemuś naprzeciwko.
Otworzyłam usta, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo. Czułam się zmęczona i ociężała. Chciałam zasnąć, ale wiedziałam, że nie mogłam. Nie w takiej chwili.
Usłyszałam szum wody. Tak; to na pewno było to.
-Jeszcze chwila kochanie.- Wymamrotał.
Kochanie? -Niemy szept wydobył się z moich ust.
Wzięłam głęboki oddech. Musiałam być silna. Chociaż teraz. Postać przerwała swoją czynność i zaczęła się do mnie zbliżać.
-Nie dam rady Cię przemyć. To jest na całym ciele.- Zachrypnięty głos przyprawił mnie o wzdrygnięcie.
Błękitne tęczówki zbliżyły się do mojej twarzy. Teraz mogłam wszystko obserwować z bliska. Mlecznoblada skóra, lekko zadarty nos i szklane oczy, których morską barwę przerywały białe pręgi. Dłoń o miękkiej oraz ciepłej skórze właśnie przemierzała mój policzek.
-Ni…- Tylko tyle udało mi się wydusić, ale ważne, że każde z nas wiedziało co oznacza.
Powolnie uniosłam rękę i dotknęłam blade koniuszki palców. Chłopak uśmiechnął się przez łzy.
-Czujesz się trochę lepiej?- Przytaknęłam, choć różnica była niewielka.
Cień ulgi przeszedł przez ciało blondyna. Jego sylwetka zniżyła się a Irlandczyk ukucnął. Dłońmi powędrował do dołu sweterka, gdzie je włożył; bezpośrednio dotykając moją skórę. Materiał poszedł w górę, przeszedł przez głowę i zatrzymał się dopiero na nadgarstkach, które zaczęły dawać o sobie znać.
Cicho syknęłam, co nie uszło uwadze blondyna.
-Przepraszam.- Przełknął ślinę.- Postaram się być delikatniejszy.- Powoli oddzielał sklejony materiał od skóry, gdzie krew już powoli zaczęła zasychać.
Krew?
-Musisz wstać.- Jego ramiona pomogły mi unieść się ku górze.
Chłopak złożył w kostkę ściągnięty ze mnie materiał obok siebie po czym znów odwrócił się przodem. Nim zdążyłam zareagować palce blondyna delikatnie centymetr po centymetrze ściągały jasne spodnie kontrastujące z czerwoną cieczą. Na udach był szczególnie uważny, gdzie sytuacja była niemal identyczna jak przy nadgarstkach. Stałam spokojnie, przytrzymując się barków  niebieskookiego. Czułam jego ciepły oddech na nogach, które pokrywała gęsia skórka.
Spodnie zostały umiejscowione w tym samym miejscu co sweter, zaś wzrok na moją twarz. Niebieskie tęczówki zbliżyły się wracając do momentu mającego miejsce chwilę temu. Dolna warga przestała już drżeć, jednak szklane oczy pozostały.
Blondyn skinął głową na wannę, gdzie woda wypełniła już połowę jej zawartości. Jego ręka powędrowała za moje plecy, podtrzymując mnie do chwili kiedy nie usiadłam otoczona letnią z temperatury  cieczą.
-Rozluźnij się.- Odparł, przejeżdżając opuszkami palców po moim ramieniu.
Wciągnęłam powietrze.
Lewą dłonią sięgnął po gąbkę, którą namoczył i skierował na nadgarstki. Gdy powędrował na nie wzrokiem ze smutkiem zauważyłam w oczach uczucie, którego nie da się opisać. Letnia woda od razu dała po sobie znać, wywołując dreszcze na mojej skórze. Jednak chłopak wiedział co robi; nie mógł nastawić gorącej temperatury bym wykrwawiła się na śmierć. Irlandczyk ze starannością wykonywał każdy ruch dając ukojenie i oczyszczając pojedyncze rany.
-Pamiętasz kiedy zapytałem Cię czy zgodziłabyś się być moją dziewczyną?- Zapytał; zapatrzony w fragmenty okaleczonej skóry.
Przeniosłam na niego wzrok. Nadal był blady, jego dłonie ubrudzone były krwią.
-Tak.-Wyszeptałam resztkami sił.
Pokręcił głową.
-Ja…ja nie wiem…- Przełknął ślinę.-Nie byłbym w stanie dać Ci wystarczającego bezpieczeństwa. Wiesz? Zasługujesz na kogoś, kto będzie w stanie się Tobą zaopiekować, ja nie daję rady. Tyle przeszłaś -Za dużo dla Ciebie, aby normalnie żyć i za dużo dla mnie, by Cię naprawić.
Kilka dni później…
Był środek nocy.
Delikatna, księżycowa poświata sączyła się przez cienki materiał miętowej firanki. Wiatr unosił ją lekko, w wyniku czego na śnieżnobiałych kafelkach powstawały rozmaite cienie. Mój wzrok spoczywał na nich od trzech minut- Dokładnie tyle czasu minęło od uniesienia moich powiek.
Nie było mi zimno, czy też niewygodnie. Leżałam owinięta ciepłym barkiem któregoś z chłopaków. Jego oddech, wydobywający się z lekko rozwartych ust owiewał mój policzek, obdarzając go niezwykle miłym ciepłem. Wykonanie w tej chwili jakiegokolwiek ruchu uznałam za niemal niemożliwe z dwóch powodów. Po pierwsze- Skalę wygody jak i temperatury bez wahania mogłam przyrównać do łóżka na górnym piętrze, po drugie- ręka chłopaka nie dawała dużych możliwości na przeniesienie się gdzie indziej.  Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech na myśl o trosce leżącej obok osoby.
Uniosłam głowę do góry, chcąc rozpoznać mój osobisty grzejnik i materac na dzisiejszą noc.
Jego falowane włosy zakrywały jaśniejącą w świetle księżyca skórę. Malinowe, dokładnie zarysowane usta kształtowały się w ledwie widoczny uśmiech. Policzek, do którego przyciśnięta była dłoń, przybrał lekko czerwony rumieniec. Na kościstych, długich palcach widniał srebrny pierścień z drobnymi wygrawerowanymi liniami. Często go nosił, ale nigdy nie zwracałam na to większej uwagi. Teraz- w środku nocy gdy jedyną dostępna czynnością było obserwowanie otaczających mnie ludzi i przedmiotów, zwróciłam uwagę na niewidoczne wcześniej detale.
Chłopak zamruczał cicho przez sen. To było mruczenie tego rodzaju, kiedy siedzisz na kanapie ze swoim kotem, zanurzając dłoń w jego miękkim futerku. Uśmiechnęłam się  pod nosem, słysząc dźwięk, który w jego obecności dotąd był mi obcy. Po chwili ponownie wydał z siebie ową melodię, tym razem bardziej cichą.
To był cały Harry.
Mój kochany, opiekuńczy, cierpliwy oraz delikatny Harry.
Oznaczało to, że gdzieś w nogach muszę mieć Louisa bądź Niall’a. Trzeci z nich wylądował …na podłodze? Ta możliwość stawała się najbardziej wiarygodna, zważywszy na fakt, że kanapa też ma swój koniec, a w salonie nie ma więcej mebli nadających się do spania. Gdybym była bardziej rozbudzona zapewne zdałabym sobie sprawę, że zostawiłam dla gości miejsce na zimnych kafelkach, podczas gdy sama leżałam przykryta przyjemnym w dotyku, cienkim kocem. Cóż… na szczęście i nieszczęście nie byłam, co pozwalało uniknąć paniki, przepraszania i wyrzutów sumienia, a z drugiej strony pozostawiało jednego w nich z niezbyt wygodnym położeniu- w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Przeniosłam swój wzrok na podłogę, oglądając rozmaity pokaz tańczących w świetle księżyca cieni. Jego widok stanowił jak na razie najciekawszy punkt dzisiejszej nieprzespanej nocy.
Sięgnęłam ręką w dół, aby złapać najbliższy róg cienkiego, okrywającego nas materiału i otulić się jeszcze bardziej. Jednak zamiast tego natrafiłam na coś znacznie puszystego i włochatego. Gdy już miałam cofnąć dłoń, uświadomiłam sobie, że to głowa drugiego, leżącego w splątaniu naszych nóg chłopaka. Powoli zanurzyłam palce w jego włosach, próbując zidentyfikować nieznajomego. Nie za długie, boki krócej przystrzyżone… mimo tej analizy znalazłam odpowiedź na pytanie.
Zbyt często wykonywałam tę czynność, żeby teraz mieć problem z jakimkolwiek rozpoznaniem dobrze znanej mi delikatnej skóry. On sam w sobie był definicją delikatności, wrażliwości i czułości w jednym. Mlecznobiały odcień cery tylko utwierdzał w przekonaniu, że jest to wnętrze prawdziwego anioła.
Przeczesywanie puszystych kosmyków powoli uspakajało moje myśli, które nawet w nocy dobijały się, tworząc nowe problemy i komplikacje. Uspakajało moje ręce, dla których taki dotyk był niemal masażem. Uspokajało moje ciało, które w najbliższym czasie pozostawało spięte z natłoku wszystkich wydarzeń. Uspokajało mnie, pozostawiając w poczuciu bezpieczeństwa i pewnego rodzaju miłości, której nigdy nie mogliśmy zrozumieć.  
Zamknęłam powoli oczy, próbując powrócić do krainy Morfeusza, a przy cichym akompaniamencie Harry’ego wydawało się to o wiele łatwiejsze.
Sytuacje z ostatnich dni stawały się jakby wyblakłe. Przed sobą miałam tęczówki tak czyste, że mogłabym w nich zobaczyć całe odbicie. Tak głębokie i tak wyraźne, że mogłam dostrzec każdy budujący je odcień błękitu, jaki się widzi w słoneczny dzień na niebie. Emitujące taką radością, że samo patrzenie na nie wywoływało szeroki uśmiech.
I nagle jeden huk.
To nie był odgłos przypominający tłuczenie się jakiegoś przedmiotu czy wyważanie drzwi. Trudny do zidentyfikowania, jednak wystarczająco słyszalny jak na nocną ciszę, którą akompaniował jedynie szum wiatru.
Z trudem wyswobodziłam się z ramienia Harry’ego. Przetarłam oczy, próbując przyzwyczaić wzrok z powodu nagłej potrzeby przebudzenia się. Uniosłam się na łokciach na tyle, na ile było to możliwe. Sceneria pozostawała niezmienna- lekko powiewająca, blada firanka oraz tworzące się z jej powodu  powolnie przesuwające się cienie.
Rozejrzałam się wokół. Wszystko pozostawało na swoim miejscu, nawet ręka delikatnie sunąca po puszystych włosach Irlandczyka. Z niechęcią odkryłam okrywający nas materiał, cofnęłam dłoń z czupryny chłopaka i jak najostrożniej usiadłam. Na mojej skórze automatycznie pojawiła się gęsia skórka, spowodowana rozszczelnionym oknem trzy metry dalej. Spojrzałam w dół, aby w razie stawiania pierwszych kroków nie natrafić na ciało Louisa. Ogarnęło mnie niemałe zdziwienie, gdy po szybkim przeglądzie każdego skrawka podłogi nie nakryłam się na bruneta.
Zmarszczyłam brwi.
Powoli, starając się nie spowodować przerwania snu dwójki śpiących osób stanęłam na równe nogi. Niall wymamrotał coś przez sen, zapewne czując, że nie ma już na czym się ułożyć, a dłoń loczka ułożyła się w nienaturalny sposób jakby próbując odnaleźć brakującą część, którą przez chwilą oplatała. Uśmiechnęłam się na ten widok, po czym wzięłam jedną poduszkę i podłożyłam na klatkę piersiową Hazzy. Zaś w jego nogach ułożyłam Irlandczyka, który również zaczął się rozbudzać poszukując zaginionego elementu. Ostatni raz przesunęłam dłonią po puszystych włosach i ruszyłam…no właśnie. Tak właściwie to nie wiedziała gdzie iść. Zakładałam, że skowo tutaj wszystko leżało na swoim miejscu to  huk musiał nastąpić na dworze lub na górze. Rozważając obie opcje stwierdziłam, że wpierw obejdę pierwsze piętro, a jeśli rezultaty nie przyniosą jakiegokolwiek efektu ubiorę się i udam na zewnątrz, albo …do łóżka.
Nie zapalałam lampki, z dwóch powodów… tak właściwie to z trzech. Buczące akwarium oraz sącząca się mleczna poświata dają wystarczająco dużo światła, abym trafiła. Był to mój dom, więc znalezienie drogi nie było problemem, a po trzecie nie chciałam budzić chłopaków.
Po kilkusekundowej analizie znalazłam coś, co przypominało poręcz od schodów, a już po chwili docierałam na ich szczyt. Samo przejście zajęło mi niemało czasu, zważywszy na nie tylko gości, ale i moją mamę śpiącą stosunkowo niedaleko.
Z mojego pokoju wydobywało się mętne światło, rozchodzące się po płaskiej powierzchni podłoża. Kałuża rozpływającego się w ciemności promienia była na tyle rozległa, że świadczyła o tym, iż drzwi od mojej sypialni są z pewnością otwarte-Trochę mnie to zdziwiło, gdyż na noc zawsze je zamykałam. Zmarszczyłam lekko nos.
Pokonałam ostatni schodek i jako, że rama drzwi była tuż przy nim; przystanęłam. Zmrużyłam oczy, aby lepiej dostrzec zarys mojej sypialni.
Wszystko było na swoim miejscu.
Wchodząc w głąb przeskanowałam każdy mebel. Łóżko było starannie zaścielone, cztery poduszki leżały tam, gdzie powinny. Na biurku leżało kilka porozrzucanych zeszytów i dwie książki. Półka nie zmieniła swojej zawartości, wraz ze sklejoną ramą zdjęciową, którą wspólnie naprawiliśmy z Niall’em.
Ten mały symboliczny gest, choć niby nie wiele warty porównałam sobie do naszej przyjaźni z blondynem. Dostaliśmy ją na całe życie. Jedni by powiedzieli, że od losu, drudzy, że od Boga. Jako, że jestem katoliczką, a z tego co mi wiadomo on też, przyjmujemy tę drugą opcję. Jest to ten rodzaj podarunku, którego nie można wykorzystać, zjeść, sprzedać, wypić i tym podobne. Został nam dany na całe życie, a nawet rozbity da się ‘skleić’.
Podzieliłam się z tymi przemyśleniami z Horanem. Jako, że znał mnie dobrze, nie uznał tego za coś nienormalnego, tylko uśmiechnął się pod nosem.
Cóż… powracając do chwili obecnej- zrobiłam krok w przód, wiedząc, że natrafiłam na dywan, na którym przejście na 90 % zakończy się upadkiem. Niestety najwyraźniej osoba, będąca metr ode mnie tego nie wiedziała, siedząc i rozmasowując sobie prawy łokieć.
Przyklęknęłam, na co momentalnie się spięła. Nie spodziewała się tu mnie, jak i ja jej. Zbyt często bywam w nieodpowiednim czasie oraz chwili.
-Dlaczego?
Wzdrygnęłam się, na ton chłopaka. Znałam wiele jego twarzy… chociaż nie- praktycznie tylko dwie- Wesoły, dziecięcy Louis, oraz opiekuńczy Louis.
Ten nie przypominał żadnego z nich.
-Bardzo boli?- Zapytałam drżącym głosem.
Momentalnie się odwrócił.
-Asia.- Szepnął.- Um… tak, trochę.- Odparł szybko.
Wszystko, co teraz wypowiedział brzmiało tak …inaczej.
Nie za bardzo wiedziałam co powiedzieć i jak się zachować. Rzadko kiedy bywałam z nim sam na sam w pomieszczeniu. Jeśli już; był tym zabawnym Tomlinsonem z chłopięcym uśmiechem oraz błyskiem w oku.
-Ew…myślę, że…ch-chodźmy do łazienki. Chociaż wsadzisz pod zimną wodę, a jeśli będą jakieś rany to Ci opatrzę.- Starałam się nie zdradzać po tonie głosu, co czułam.
W odpowiedzi brunet uśmiechnął się blado, wstał, sycząc pod nosem i zmierzwił włosy. Poczekał, aż zrobię to samo, po czym przepuścił mnie w drzwiach toalety. Zdjął z nadgarstka dwie bransoletki z muliny oraz srebrny pierścień. Włożył rękę pod wodę, którą mu ustawiłam i niepewnie spojrzał w moją stronę.
-Przepraszam.- Wymamrotał.- Tak…tak ogólnie. Nie chciałem cię obudzić i tak dalej.- Mruczał, z każdym słowem coraz ciszej.
-Jasne.- Mój głos zmienił się o parę oktaw wyżej.- Spoko, i tak często nie zasypiam, to nie Twoja wina.- Odchrząknęłam, próbując przywrócić dawny ton.
Przytaknął, po chwili wyłączając wodę. Usiadł na wolnym miejscu, widząc, że idę w jego kierunku z niewielką apteczką. Klęknęłam, zerkając na rękę. Nie wyglądała najgorzej, pora paroma siniakami w okolicach łokcia.
-Nie za bardzo wiem co robić w takich sytuacjach.- Odparłam, wskazując na czerwono- białe pudełeczko.- Ale chyba za wiele tu do opatrywania nie ma.- Mruknęłam.- Co najwyżej…- Zaczęłam przeglądać jego zawartość.- Poleję ci zatarte miejsca wodą utlenioną.- Pomachałam mu buteleczką przed oczami.
-Też się nie za bardzo znam na pierwszej pomocy, ale chyba masz rację.- Przytaknął.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przeszłam do wykonywania przedtem wspomnianej czynności. Polałam trzy rany, z których leniwie sączyły się kropelki krwi, podałam mu wacik i odłożyłam apteczkę z powrotem na półkę.
-A więc…- Podałam mu wcześniej zdjęte z nadgarstka i palców przedmioty.- Co się sprowadziło o tej porze do mojego pokoju.- Będąc z każdą chwilą coraz bardzie rozbudzona, zyskiwałam pewności siebie. Zdawało się, że i dla niego atmosfera stawała się mniej napięta niż parę minut temu.
Zmarszczył brwi.
-Myślę, że cokolwiek, co chciałbym teraz powiedzieć zabrzmi niezbyt dobrze…- Wymamrotał.- Chociaż wcale nie miałem takich intencji.- Dodał szybko, widząc moją minę.-Po prostu…. po prostu chciałem odpocząć.- Ew…znaczy.- Ponownie zmierzwił kosmyki włosów.- Stwierdziłem, że twój pokój jest wolny, więc nie będę was budził i po prostu tam pójdę- to wszystko.
Przytaknęła, coraz bardziej czując się winna za to jak potraktowałam gości, podczas gdy sama wygodnie zasnęłam.
-Sorry.- Szepnęłam, spuszczając wzrok.
-Nie, to nie miało tak zabrzmieć.- Zaczął szybko. – Po prostu… zapomnij.- Najwyraźniej sam nie wiedział co powiedzieć.
Mój wzrok powędrował na przeciwległą ścianę. Cisza była w tym wypadku najlepszą odpowiedzią na pytania wiszące w powietrzu. Brunet zgodnie przyjął tą sama taktykę; uciekając przenikliwym spojrzeniem w przeciwną stronę.
Zimne powietrze dochodzące z sypialni, gdzie było rozszczelnione okno, dosięgło nas aż tutaj w postaci lekkiego, aczkolwiek chłodnego powiewu. Gdy tylko musnął on moją skórę zadrżałam. Chciałam pójść i uniemożliwić wszelki jego dopływ poprzez zamknięcie, ale w sytuacji, jakiej byliśmy nie byłam zdolna do jakiegokolwiek ruchu.
Po chwili zaczęły dochodzić do nas dźwięki- jak się okazało- kropel deszczu bębniącego o parapet. W pierwszej sekundzie brunet się wzdrygnął, co było chwilowe, gdyż powrócił do poprzedniego stanu w niedługim czasie.
Muszę przyznać, że pierwszy raz coś takiego doświadczałam. Louis był nieprzewidywalny, ale zawsze w pozytywnym sensie. Okej…teraz trudno było określić jak to na mnie wpłynęło; ale niezaprzeczalnie wywołało zaskoczenie. Widać, za krótko mało  go znałam…
Deszcz przybierał na sile; po raz pierwszy nowy rok będę witała w takiej pogodzie. Chociaż do niego pozostawały dwa dni… w sumie to jeden, bo zakładam, że już jest po północy, to pogoda w Londynie od tygodnia pozostawiała wiele do życzenia. Myślę, że kiedyś zniosłabym bębniące za oknem krople, ale pewne wydarzenia zmusiły mnie do innego poglądu. Wtedy uderzały o liście, lub wpadały z pluskiem do wielkich kałuż. Wtedy pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami swoją melodię tworzył wiatr. Wtedy w jednej chwili stałam obok ukochanej osoby, w drugiej nieświadomie ją straciłam.
-Gdy patrzę na Ciebie w chwili, kiedy jesteś obecna tylko ciałem um … trochę się przerażam.
Gdybyś wiedział co dzieje się w mojej głowie to dopiero znałbyś definicję przerażenia...
-Z czasem się przyzwyczaisz.- Wzruszyłam ramionami.
Przytaknął, odwracając głowę w stronę dochodzących dźwięków. Oparł swoje ręce, stawiając je prosto za plecami. Wolno wypuścił powietrze, zamykając przy tym oczy. Wyglądał tak niewinnie i…ugh- nie wierzę, że to mówię, ale perfekcyjnie. Sama się dziwię, że ta myśl przyszła mi do głowy; nigdy nie myślałam o Louisie pod takim kątem.
-Kiedy zdałaś sobie sprawę, że jest już za późno na coś, co zawsze chciałaś zrobić?
Minęło kilka sekund, zanim zorientowałam się, że pytanie jest kierowane do mnie. Odtworzyłam je w myślach, aby w pełni dotarł do mnie jego sens.
-Ew… Gdybym chciała być miła z pewnością odpowiedziałabym, że nigdy nie jest późno, żeby coś zrobić, walcz do końca, nie poddawaj się, na marzenia nigdy nie jest za późno.- Zaśmiałam się pod nosem.- Ale wcale tak nie jest. – Dodałam na jednym wydechu.- Teraz, kiedy zdałeś sobie sprawę, z pewnością nie uda Ci się czegoś odwrócić czy zmienić, cokolwiek to było…- Burknęłam.
W myślach analizując to, co powiedziałam, stwierdziłam, że nie popełniłam błędu. Przygotowałam na coś, co ludzie nazywają rozczarowaniem. Nie było to zbyt miłe czy wesołe, ale …szczere. Życie nauczyło mnie takiego podejścia, więc przestałam się liczyć z cudami. Okej; zabrzmiało to jak wypowiedzieć zdesperowanej nastolatki, ale… taka była prawda. Tyle. Więcej nie musiałam dodawać.
Przez chwilę w jego oczach dostrzegłam …tylko to, co widzę w lustrze każdego wieczora. Jeśli w tej chwili, choć przez jedną sekundę poczuł się jak ja, to naprawdę mu współczuję. Być może to mój zaspany organizm skłonił mnie do takiej, a nie innej odpowiedzi. Witaj w moim świecie Louis.
Ponownie spojrzałam na chłopaka. Był z powrotem tym samym nastolatkiem, z wyjątkiem chłopięcego uśmiechu na twarzy. Zawsze ciekawa była, co go tak wywoływało. Przy pozostałej czwórce miał go niezliczoną ilość razy, przy mnie nie za bardzo się krył z jego brakiem. Nie wiedziałam, czy odbierać to negatywnie lub wręcz przeciwnie. Na tyle mi ufał, że zdejmował niewidzialna maskę, czy byłam tak beznadziejna doprowadzając go braku jakiejkolwiek chęci do życia? Znając mój wpływ na ludzi, to drugie…
-Myślę, że masz rację.- Przytaknął przygryzając wargę.
Jego głos przypominał trochę mój sprzed miesiąca kiedy miałam chrypę; z tą różnicą, że był nieco cichszy.
-Ew… chyba, że widzisz jakieś wyjście z tej sytuacji.- Zachowując resztki godności człowieka wysiliłam się na co prawda nikłą, ale jednak nadzieję w mojej wypowiedzi.
-Jest.- W jednej chwili miałam doskonały widok na błękit tęczówek bruneta skanującego mnie wzrokiem.- Jedno.
Wzdrygnęłam się czując na sobie tak intensywne spojrzenie. Nie było ono smutne, wesołe, rezygnujące, groźne, czułe czy mroczne, tylko …szczere. Nie wyrażało nic więcej, ale jednocześnie jego przenikliwość sięgała najwyższego poziomu.
Zaczęło mnie zastanawiać co jest powodem przemiany chłopaka. Wpatrujące się wprost we mnie oczy  podawały mi na tacy odpowiedź. Jednak przy sięgnięciu po nią ręką okazywała się niematerialna i jakby opakowana w niekończący się papier.
Niall, Harry, Zayn i Liam nigdy tak na mnie nie patrzyli. Payne nigdy nie kierował takiego wzroku do Rose,  Horan do brata a Styles do mamy.
Wolno przełknęłam ślinę.
Szczerze nie sądziłam, że dostanę jakąkolwiek odpowiedź, która byłaby wskazówką do rozwiązania w najmniejszej mierze sytuacji Louisa. Z drugiej strony po prostu chciałam się dowiedzieć jak zareaguje i w jakiej skali mi zaufa.
-Wiem, że nie byłbyś mi w stanie zaufać, skoro ja sama tego nie potrafię, ale..- Wzięłam głęboki oddech.- Ale… tak właściwie to o jakiej sprawie mówimy?
Zacisnął usta.
Nie spuszczał wzroku.
Moje serce biło dwa razy szybciej niż powinno.
-W niektórych przypadkach niewiedza jest o wiele lepsza, i to jest ten przypadek kochanie.
______________________________________________________________________________

Tak mi głupio, że już nie wiem od czego zacząć. Nie chcę przepraszać, nie chcę się tłumaczyć, bo wiem, że w sumie i tak każdy ma to gdzieś. Chciałam tylko powiedzieć, że każdy z was z osobna jest dla mnie najlepszym co mi się w życiu przytrafiło. Nigdy nie zrezygnuję z mojej pasji jaka jest pisanie, a ty mnie wspierasz jak nikt inny :'))
Tak...wspomniałam, że nie będę się tłumaczyć, ale chciałam tylko odpowiedzieć na niektóre komentarze. Naprawdę nie mam was w dupie, ani nie pisałam, gdyż miałam za dużo nauki. Owszem, były takie dni, aczkolwiek gdybym miała choć trochę weny i tak rzuciłabym wszystko i poszła pisać rozdział. Nie jestem zła na to, że tak pisaliście ale...po prostu chciałabym, żebyście wiedzieli, że na was zawsze będę miała czas, ale nie zawsze wenę.
Myślałam, że technika 'siedź przed komputerem dopóki czegoś nie napiszesz' zadziała, ale po dosłownie kilku godzinach wpatrywaniu się w monitor i takich kilkunastu próbach zaprzestałam. 
Także.....tak- myślę, że to wszystko- nikomu by się nie chciało czytać dłuższej notki więc nic nie piszę- dziękuję, jeżeli ktoś tu jeszcze został- jesteście dla mnie ...właściwie to wszystkim ♥

03 stycznia 2015

~Rozdział 54~

"-Sądzisz, że on gdzieś tu jest?- Zapytał, wpatrując się w płynące po niebie chmury. [...]
Harry był ciepły. [...]
-Dziękuję, że mi powiedziałaś.- Przerwał moje przemyślenia.- Zapewne dużo Cię to kosztowało… Po prostu… zaufałaś mi .- Pokręcił głową. [...]
-Zabiorę Cię kiedyś do stadniny.- Przerwał milczenie.
Odwróciłam się.
-Naprawdę byś to zrobił?- Uśmiechnęłam się pod nosem. [...]
-To jest…- Obejrzałam trzymany w dłoni prezent- To jest cudowne, Hazz!- Wydusiłam, otaczając ramionami delikatną szyję chłopaka. [...]
Siedzieliśmy na zimnym podłożu, przy temperaturze zbliżonej do zera. Wokół nas nie było nic specjalnego. Nie było też ludzi, których chciałabym, żeby się pojawili. Nie było słów.
A jednak ta chwila miała w sobie coś, przez co nie zamieniłabym jej na żadną inną. Stała się powrotem do przeszłości, ale nie tej złej. Do tej, którą ledwo co pamiętam-tej szczęśliwej. [...]
-Nie wiem już jak do Ciebie dotrzeć. [...] 
Wystawił prawą dłoń, muskając koniuszkami palców moją skórę. Po chwili dołączył drugą rękę, i dotykając boków talii przyciągnął mnie do siebie.
-Po prostu usiądź. [...]
-Powiedz mi…- Zacisnął oczy.- Powiedz mi co myślisz jak teraz patrzysz. Co czujesz?
Moją odpowiedzią było milczenie.
-Proszę.- Jego oddech owinął moją szyję.
-Ja…- Wszystko co teraz chciałabym powiedzieć było uwięzione w gardle. O wiele silniejsze od podświadomości, która mówiła zupełnie co innego.
- Zrobię wszystko, bylebyś była szczęśliwa.
Dłoń chłopaka przejechała wzdłuż policzka, zostawiając ścieżkę dreszczy i lekkiego prądu.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak długo wstrzymywałam oddech, dopóki płuca boleśnie nie dały mi o tym znać. Zwilżyłam koniuszkiem języka wargi, które drgały z każdą sekundą.
-Jeśli… jeśli zapytałbym się, czy zostałabyś moją dziewczyną- zgodziłabyś się? [...]
Tak się wtedy zaczęłam zastanawiać gdzie był Horan, kiedy złożył… znaczy no nie wiem czy to był on, ale tak zakładam. W każdym razie powracając do tematu.. Widziałaś go chwilę przed tym jak dostałaś dedykację? Bo stwierdziłam, że możemy to rozwiązać w jeden sposób…[...]
Teraz się musisz skupić i powiedzieć kogo ostatni raz widziałaś chwilę przed jej złożeniem. W sensie przy DJ-u. Skoro Payne mówił, że idą na bieżąco, to on musiał być tam chwilę przed piosenką. [...]
Pokręciłam przecząco głową.
-Nie Alice, to niemożliwe.
-To jest możliwe, jeśli tylko sobie przypomnisz z kim byłaś lub kogo widziałaś przez ostatnie minuty przed dedykacją. Pamiętasz co powiedział DJ? Dla dziewczyny, która zjawiła się tu niecałe sześć miesięcy temu,  stając się światem dla osoby, która właśnie zadedykowała „Kiss me”- Eda Sheeran’a. Właśnie zadedykowała.- Zrobiła nacisk na dwa ostatnie słowa.- To musiało być chwilę przed tym.
-I dlatego mówię, że to niemożliwe.- Szepnęłam, spuszczając wzrok.-On… on przez ostatnie kilkanaście minut był…. Był ze mną. [...]

Dźwięk wibrującego telefonu szybko przywrócił mnie do rzeczywistości. Wzdrygnęłam się i natychmiast otworzyłam oczy, mrużąc je przy tym. Było całkowicie ciemno. Przez kilka sekund musiałam przyswoić gdzie jestem, i dlaczego obudziłam się w niewygodnej pozycji. Wpół zgięta zaczęłam sobie uświadamiać, że moją szyję owija ciepły oddech, a przestrzeń w jakiej leżę jest… praktycznie jej nie ma. W tej chwili wykonałabym zapewne gwałtowny ruch, ale byłam zbyt nieprzytomna i leniwa, by zrobić cokolwiek. Do tego doszło jeszcze ograniczenie w postaci miękkiego oparcia fot…zaraz zasnęłam na fotelu?
Po chwili zaczęłam łączyć niektóre fakty, które wyjaśniałyby moje położenie- i to w sensie dosłownym. To by tłumaczyło nieznajome, miękkie dłonie stykające się w wcięcie w talii.
Wstrzymałam oddech.
Zaraz zaraz co… Liam?
Poruszyłam się niespokojnie. Gdyby nie fakt, że leżałam w fotelu, który całkowicie ograniczał jakiekolwiek ruchy, z pewnością byłabym już na drugim końcu materaca. Po chwili zastanowienia przypomniałam sobie o wibrującym telefonie. Sięgnęłam ręką na tyle, na ile było mnie stać. Wymacałam na podłodze coś na kształt komórki i uniosłam do góry. Pierwszym odruchem było schowanie jej ponownie na dół, gdyż światło z niej dochodzące było dość jasne. Od kiedy ja sobie taką jasność ustawiam…? Okej- powinnam raczej zadać pytanie kto jest na tyle normalny, żeby pisać o… spojrzałam na telefon.- 03:14.
„Nowa wiadomość od: Nicole.”
Z tego co mi się wydaje, w najbliższych dniach… ba- tygodniach nie prowadziłyśmy żadnych konwersacji. Nieco zdziwiona, ale zbyt senna by połączyć te dwa fakty weszłam w zaznaczone pole. Przeczytanie tekstu zajęło mi chwilę czasu, ze względu na obecny stan.
Przymrużyłam oczy.
„Proszę, nie wydzwaniaj do mnie więcej, nie chcę rozpoczynać tego tematu na nowo. Ja Tobie też życzę Wesołych Świąt. :)”
Nie wydz…
-Rose?- Zaspany i nieco zachrypnięty głos spowodował, że telefon wylądował na podłodze, lecz ‘na szczęście’ w miejscu gdzie znajdował się dywan.
-Kochanie, co robisz, jest środek nocy.- Silne barki przyciągnęły mnie go jego ciała, zaś usta wędrowały coraz bliżej skóry.
-Liam.- Wydusiłam skulona. –Liam, to ja Asia.- Powtórzyłam czując jak palce chłopaka przesuwają się coraz wyżej.
-As…O MÓJ BOŻE, PRZEPRASZAM!- Jestem pewna, że gdyby nie oparcie od fotela, Payne byłby już wręcz wgnieciony w ścianę.
Uśmiechnęłam się słabo, po chwili uświadamiając sobie że przecież on nie może tego zobaczyć, ze względu na panujące ciemności. Starałam się powoli ustatkować oddech, ale słysząc po szybkim wciąganiu powietrza- nie tylko ja miałam ten problem. Jedynym minusem całego obrotu spraw, był natychmiastowy chłód, wzrastający z każdą sekundą. Cóż… przecież nie powiem- „Hej Li, udając że nie masz dziewczyny przysuń się na chwileczkę, tak było mi cieplej.”
Szczelnie  nałożyłam biały kocyk, który najprawdopodobniej nałożył na nas brunet zaraz przed snem. Byłam lekko zażenowana całą sytuacją, by móc cokolwiek teraz powiedzieć. Jeśli już ktoś ma zacząć, to niech to będzie on. No wiecie- w końcu był facetem.
To nie to, że gest, które zrobił chłopak nie były swego rodzaju… przyjemne. Ugh… może to źle zabrzmiało. Po prostu sprawiły, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, ale nie przez wzgląd, że robił to Liam. Tylko przez wzgląd, że…uh… no robił to. Okej nieważne- nie powinnam o tym myśleć w żaden sposób, nawet w taki jak teraz.
Skrzywiłam się lekko, próbując się wyprostować. Echem… śpiąc parę godzin na fotelu uwierzcie na słowo- nie wstalibyście do obiadu. Chyba, że jesteście mną, która i tak i tak nie wstanie do obiadu, bo po prostu jest zbyt leniwa…
-Ja..myślałem ….Rose … zupełnie mi wypadło z głowy, że wyjechała..miałem sen..że…
-Li spokojnie.- Zaśmiałam się nerwowo, co w moim wykonaniu zabrzmiało tragicznie.
-O Boże, mam nadzieję, że nie pomyślisz sobie teraz… Matko… co ja…
-Hej, nie ma sprawy, tak? Zrobiłeś to nieświadomie. – Co nie zmienia faktu, że nadal mam Twój gorący oddech na plecach. – Rozumiem, naprawdę.
Chłopak chciał chyba w geście przeprosin wysunąć rękę, czy coś podobnego, ale cofnął ją szybko. Kątem oka prześledziłam ten ruch, ale już nic nie mówiłam. Aż tak się mnie przestraszył? Naciągnęłam rękawy nowej piżamy, którą dostałam od Horana  w Wigilię. Przygryzłam lekko policzek, starając się sprawiać wrażenie… obojętnej? Tak, myślę że to najlepsze określenie w tym momencie. Wiem, że zabrzmiało dość chamsko, albo tak jakbym była zazdrosna, ale naprawdę nie miałam takich intencji. Kierowało mną zdziwienie i rozczarowanie, ale to w najmniejszej dawce jaka jest możliwa. Po prostu… No dobrze -nieważne.
Skuliłam się bardziej na boku. Błądząc tak gdzieś w myślach, przypomniałam sobie o telefonie, którego wypuściłam gdy tylko się zorientowałam, że nie jestem jedyną osobą w pokoju, która ma otwarte oczy. Chciałam jakoś dyskretnie sprawdzić, czy nadal tam jest i czy wszystko z nim okej, ale wiem, że wyglądałoby to podejrzanie. Zwłaszcza, że chłopaka nadal leżał wgnieciony w miękki fotel, i spoglądał co jakiś czas w moim kierunku.
Po jakimkolwiek wysileniu mózgu do myślenia, zorientowałam się, jaka była treść wiadomości i że nie ma nic wspólnego z tym, o czym ostatnio gadałyśmy. O ile w ogóle kiedyś pisałyśmy… Dyskretnie zajrzałam w dół, gdzie leżał czarny iPhone, z już wygaszonym ekranem. Zaraz zaraz.. od kiedy ja mam iPhone’a i od kiedy na mojej tapecie widnieje …Rose?
Tak, dziękuję za te brawa.
Fuck.
FUCK.
F U C K
Właśnie się zorientowałam, że komórka nie należała do mnie, a jej właściciel leżał tuż obok mnie. Żeby tego było mało, przeczytałam jego prywatne wiadomości z Nicole. Jak na złość tego nie da się cofnąć i chłopak prędzej czy później zobaczy i złoży fakty. Pomijam już ‘szczęście’ dzięki którym brunet doskonale widział co robię, więc może się dowiedzieć nawet dzisiaj rano co zrobiłam. Oczywiście, gdyby nadawcą była Rose, czy jego mama nie denerwowała bym się, ale…Nicole? Teraz nie wiem co we mnie bardziej górowało- zdziwienie czy podenerwowanie. Nie widziałam jej dobre parę miesięcy i z tego co wiem cała piątka jakoś nie żywiła do niej specjalnej sympatii.  Teraz nagle… Liam?
Przewróciłam się na drugi bok, chcąc przypatrzeć się chłopakowi i omal nie pisnęłam, gdy ujrzałam jego oczy wpatrzone wprost we mnie. Nie miały w sobie złości, co oznaczało, że się jeszcze nie zorientował, albo udawał. Szczerze nie wiem, którą opcję bym wybrała.
-Em…sorry. Ja… Ten- Idę już spać.- Spuściłam wzrok i nałożyłam kocyk pod sam nos. Najchętniej zaciągnęłabym go na twarz, ale nie zrobię tego, gdyż wyglądałoby to co najmniej dziwnie.
-Niepotrzebnie.- Wymamrotał, tłumiąc ziewnięcie.- Zaraz trzeba będzie pójść włożyć prezenty do skarpet.
-Psujesz całą magię Świąt.- Mruknęłam.- Um… za chwilę? Jest trzecia w nocy. Chyba  godziny Ci się poplątały.- Z trudem powstrzymywałam się od przymknięcia powiek.
-A Ty chyba jeszcze nie poznałaś bliźniaczek.- Odparł, układając się w dogodnej pozycji.
-Chyba poznałam.- Mimo  zmęczenia rzuciłam mu najbardziej piorunujące spojrzenie na jakie było mnie stać.- Kiedy ktoś mi kazał z nimi zostać.- Syknęłam.- I nie tylko z nimi.- Dodałam, prychając.
Jego kąciki ust lekko powędrowały ku górze.
-To nie było specjal…- Jednak nie dokończył widząc pioruny ciskające z moich oczu.- No okej, może trochę…- Odchrząknął.
Nałożyłam kaptur jednoczęściowego prezentu i sprawdziłam, czy na pewno wszystkie guziczki są zapięte.
-Niall trafił z tą piżamą.- Pstryknął mnie w nos.
Fuknęłam.
-No nie złość się tak.- Zaśmiał się.- Nie poszłabyś włożyć moich i Twoich prezentów do skarpet?
-Już Ci mówiłam. Jest 3 w nocy.- Powiedziałam zaspanym głosem.
-A dziewczynki czatują od 5.- Mruknął.
-Co?- Usiadłam.
-No przecież mówię.- Oczy chłopaka  już się zamykały.
-Ale jak to od…
-Weź też moje prezenty, są podpisane.- Wymamrotał, przewracając się na drugi bok.
Westchnęłam zrezygnowana. Niechętnie wstając staczając się z fotela pokonałam drogę do torby, gdzie czekały wszystkie upominki. Wzięłam także drugie opakowanie, zapewne należące od chłopaka i ruszyłam do drzwi. Uchyliłam je i trzymając się wszystkich możliwych uchwytów i poręczy doszłam do końca schodów, gdzie przystanęłam. W kuchni usłyszałam niewyraźne kroki. Sądząc po ich wolnych odstępach ta osoba była tak samo niewyspana jak ja. Modląc się tylko, aby nie byli to Niall i Zayn wolno przekroczyłam próg pomieszczenia.
Gdybym tylko nie była na tyle zmęczona i świadoma, że w pokoju znajdował się mulat, zapewne pisnęłabym, upuściła paczuszki czy też wciągnęła głośno oddech. Jako, że moja natura oznaczała się niesamowitym lenistwem nie zrobiłam nic z tych rzeczy, po prostu przestąpiłam z nogi na nogę. Niby nasze stosunki już wyszły na prostą, ale obecność chłopaka nadal sprawiała mi lekki dyskomfort. Dlatego też stałam z coraz większą świadomością kto popija sobie gorący napój kilka metrów ode mnie. I ta świadomość zaczynała mnie coraz bardziej przerażać…
Wolno opuściłam dwie większe torby na podłogę, cały czas bacznie przypatrując się ciemnowłosemu. Tamtej najwyraźniej to usłyszał, bo nie minęła sekunda, a odwrócił się w wiadomym kierunku. Na jego twarzy zagościł zaspany uśmiech, za to na mojej- rumieńce.
-Witam.- Dlaczego ja nie mam takiego głosu w dzień, jaki on ma chociaż w nocy?
-He…ej.- Wychrypiałam.
Mulat odłożył kubek z parującą – jak się okazało- kawą. Miał na sobie szare dresy i czarny podkoszulek. Mimo potarganych na wszystkie strony włosów wyglądał idealnie. Myślę, że nawet jak bym się postarała, to nie potrafiłabym ukryć zafascynowania, jakie mnie ogarniało na jego widok.
-Herbaty? Kakao? Soku? Czekolady?
Otrząsnęłam się.
-Soku.- Palnęłam, jedyne co mi przyszło do głowy.
Przytaknął, skanując mnie wzrokiem. Przez tą krótką chwilę usiłowałam wyglądać jak najbardziej naturalnie i obojętnie. W efekcie końcowym i tak spuściłam głowę i  speszona naciągnęłam rękawy.
-W sumie to jednak czekolady.- Wymamrotałam, zdając sobie sprawę, że w środku nocy [ jak i zimy ] sok z lodówki nie będzie najlepszym rozwiązaniem.
W odpowiedzi usłyszałam tylko cichy śmiech. Mimo, że nie patrzyłam na chłopaka mogłam sobie wyobrazić jak teraz wygląda w każdym detalu.
Delikatne zmarszczki przy ustach i oczach. Brwi położone trochę bliżej siebie, jednak nieco obniżone. Policzki mniej napięte i wklęsłe niż normalnie. Czasem pochylony trochę do przodu z półprzymkniętymi powiekami.
-Hmmm?
Poniosłam wzrok.
-M…mówiłeś coś?
-Pytałem się, czy chcesz z piankami?- Pomachał w moim kierunku opakowaniem z małymi gąbeczkami.
-A…Um..Tak, poproszę.- Usiłowałam odwzajemnić uśmiech, który posłał mi czarnowłosy.
-Jesteś tak  niepewna i onieśmielona.- Wymamrotał.
Na te słowa starałam się nie zrobić nic, co potwierdziłoby to zdanie, lecz odruchowo zagryzłam wargę. One nie brzmiały jak wada, mimo to skłaniały do pewnych zmian. Pod tym względem wiem, że zawsze ulegałam każdemu, kto zwracał mi uwagę. Usiłowałam- choćby sztucznie przyjąć sobie tę rade i w jakiś sposób wcielić w życie.
-To wszystko czyni Ciebie taką…- Przekrzywiłam głowę.- Nieważne.- Zaśmiał się i pokręcił głową. – Proszę.- W  moich rękach pojawiła się parująca czekolada.
Jaką? Jaką mnie czyni?
-Dziękuję.
Chłopak oparł się na przeciwległym blacie, ponownie wlepiając we mnie swoje spojrzenie. Nie zdążyłam nawet się speszyć, a jego głos rozbrzmiał w pomieszczeniu.
-Przepraszam.
Przyznam, że  moje zdziwienie już dawno nie sięgało tak daleko jak teraz. Pozbawiona resztek wstydu ani jakiejkolwiek niepewności odezwałam się.
-Ty? Za co?- Parsknęłam
Mulat przeczesał nerwowo włosy.
-Za… nie ja…- Zakrył twarz dłońmi.- Nie mogę… znaczy nieważne. Po prostu dużo się ostatnio działo, nieważne.- Jego palce przeciągnęły się od czoła do brody.- Po prostu przepraszam.- Wymamrotał.
Co? Jak? Co?
Miałam wrażenie, że nasze dusze zawarły chwilowy układ, w którym zamienią się miejscami.
Chłopakowi stojącemu przede mną można by było tylko skrzydła doczepić, zamiast tego słyszę z jego ust ‘przepraszam’. Słowo miało jakiś ukryty sens? Przeoczyłam coś w naszej znajomości? Może chodziło o kłótnię? Choć w tym wypadku to raczej ja powinnam przepraszać…
Otrząsnęłam się.
-Jesteś pewien, że mówisz  to do właściwej osoby?- Zmarszczyłam brwi, mocno zaciskając palce na blacie.
Czarnowłosy spojrzał na mnie swoimi karmelowymi oczami. Wyczytanie z nich jakichkolwiek uczuć czy nastroi zawsze sprawiało mi sporo problemu. Jednak teraz popatrzył na mnie jak nigdy przedtem- przynajmniej tak mi się zdawało. Widziałam już wszystko- smutek, złość, troskę, radość, ból, ale strach? Jego mimika twarzy w niektórych momentach była naprawdę trudna do odczytania- to był jeden z tych momentów. Moje zawahanie sięgnęło chyba temu poziomowi, co  jego nieudolne skrywanie przerażenia.
-Um… myślę, że w pewnym stopniu tak… w sumie… znaczy nie.  Myślę, że po prostu powinnaś wiedzieć.
-Wiedzieć o czym?- Przełknęłam ślinę.
-Echem… wiedzieć, że… Cię przepraszam.- Spuścił wzrok.
Co?
-Aha…- Zaczęłam błyskawicznie wertować myśli, próbując znaleźć dogodny temat na tę chwilę. -Um… To miłe, że zgodziłeś się spędzać święta  razem z nami.- Ruszyłam w stronę toreb z prezentami, aby nie skupiać uwagi tylko i wyłącznie na twarzy mulata.- Wiesz… znaczy jesteś muzułmaninem i…. no… Boże Narodzenie…- Złożenie jednego prawidłowego zdania nawet było trudnością. Brawa dla mnie…
Usłyszałam ciche kroki, po chwili chłopak stał koło mnie, również pakując upominki do skarpet. Zayn westchnął, kręcąc przy tym głową.
-To nie tak.- Zaczął.- W sumie nie jesteś jedyna, bo 99% fanek myśli tak samo.- Uśmiechnął się pod nosem.- Jezus w Islamie wcale nie jest nam obcy, tak jak wszyscy  to sobie  wyobrażają.- Przeczesał włosy koniuszkami palców.- Dla nas jest prorokiem… Naprawdę jednym z większych. Świętowanie Jego przyjścia nie jest czymś niezgodnym z naszą wiarą.
-O Boże przepraszam.- Szepnęłam.
-Miałaś prawo nie wiedzieć.- Uśmiechnął się.- Co prawda nie obchodzimy tego święta przy ubieraniu choinki czy dzieleniu się opłatkiem… teoretycznie dawanie prezentów również nie jest dla nas typowe, ale nie chciałem was urazić.- Odchrząknął.- Poza tym upominki już coraz częściej są jakby to powiedzieć… wcielane. Trudno jest wytłumaczyć dziecku, że nie znajdzie niczego w skarpecie przy kominku, podczas gdy nasłuchał się w szkole tylu rzeczy na ten temat.- Brązowooki wyciągnął ozdobiony w czerwony papier rulonik i skierował go do mojej skarpety.
Zmarszczyłam brwi.
-Co to?- Spytałam zaciekawiona, wskazując palcem na trzymaną w jego ręku rzecz.
W odpowiedzi usłyszałam cichy śmiech.
-Uroczo wyglądasz, kiedy robisz takie wielkie oczy i dziecięcy głos.
Speszyłam się.
- Po prostu byłam ciekawa.-Barwa mojego głosu podskoczyła o parę oktaw.
-I kiedy się rumienisz to również.- Dodał.
-Zayn!- Zakryłam policzki, choć wiedziałam, że to i tak niewiele da.
 Kątem oka zauważyłam, że kąciki jego ust cały czas są rozciągnięte w uśmiechu. Takie ujęcie mogłabym oglądać dwadzieścia cztery godziny na dobę- szczególnie z  roztrzepanymi włosami i zaspanymi oczami. Po chwili przekrzywił twarz i zagryzł dolną wargę. Skrzyżował ręce, ukazując napięte mięśnie oraz widniejące na nich tatuaże.
-Zdejmij te dłonie.
Pokręciłam przecząco głową. Mulat uniósł brwi. Spod jego długich rzęs dostrzegłam błysk w oku.
-Ejjj śmiejesz się ze mnie.-Pisnęłam oburzonym tonem, choć  w głębi serca wiedziałam, że nie umiałabym się na niego obrazić.
-Ja? Wcale.- Udawał zdziwienie, podczas gdy ja pokonywałam drogę na miękką sofę. Usiadłam, podkulając kolana. Usta ułożyłam na kształt podkówki, zaś ręce skrzyżowałam podobnie jak chłopak.
W salonie zapanowała cisza. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że mulat stoi za mną i tylko czeka na dobrą okazję, lub nadal się śmieje pod nosem.
Poprawiłam kaptur oraz nachodzące na moją twarz doszyte do niego uszy. Po chwili poczułam, jak materac od kanapy lekko się ugina, a znajoma osoba siada tuż obok mnie. Odwróciłam się tyłem, dodatkowo zakrywając policzki. Mimo całej sytuacji moje kąciki ust same podnosiły się do góry, nie dając mi wyboru.
-Asiuuu.
-Teraz to Asiu.- Fuknęłam.
Przed oczami mignęła mi znajoma paczuszka w kształcie ruloniku.
-Przyniosłem Ci prezent.- Usłyszałam tuż koło ucha. Niestety nieudolne ukrywanie przyspieszonego bicia serca poszło na marne, wraz z próbą formowania kamiennej twarzy.
-O. A jednak ktoś tu się uśmiecha.- Przyległ klatką piersiową do moich pleców i położył przede mną zawinięty w czerwony papier podarunek. Czułam ciepło spowodowane jego dotykiem oraz puszyste włosy łaskoczące okolice szyi.
-Naprawdę mogę to teraz otworzyć?- Obejrzałam paczkę z wszystkich stron.
-Sama chciałaś to zrobić.- Wziął kosmyk  włosów wychodzący zza kaptura i zaczął układać z znajomy mi sposób.
-Wolałam się zapytać.- Burknęłam, zaraz potem rozwiązując złote wstążeczki z dwóch końców prezentu.
-Wyglądasz teraz jak małe dziecko.- Parsknął, wciąż plotąc małego warkoczyka.- Masz takie duże oczy. Naprawdę tyle radości sprawia Ci odpakowanie jednego podarunku?
Milczałam, wciągnięta w rozwijanie papieru, co chyba uznał za odpowiedź twierdzącą. Gdy tylko rozerwałam niepotrzebna warstwę ujrzałam zwinięte ciasno kartki sztywnego papieru. Zmarszczyłam brwi, najprawdopodobniej robiąc przy tym dość śmieszną minę, gdyż usłyszałam za sobą  cichy chichot.
-Że też wcześniej nie zwróciłem na to uwa…
-Cicho bądź.- Fakt, że była 3 w nocy był jedynym logicznym wytłumaczeniem  nagłego przypływu pewności siebie.
Rozciągnęłam kartki i zmrużyłam oczy, aby potwierdzić moje przypuszczenia. Przypatrując się uważnie- zaniemówiłam.
Na papierze widniała postać. Bardzo przestraszona postać. Kartek było kilka, lecz za każdym razem jej wizerunek wyglądał podobnie- Płonące policzki, duże oczy, długie, proste włosy i schowane w rękawach ręce. Jej smutny wzrok był mocno podkreślony we wszystkich rysunkach.
-T..to ja?- Szepnęłam.
Pytanie było retoryczne. Zbyt proste, aby oczekiwać odpowiedzi. Jednak sposób, w jaki chłopak  mnie  przedstawiał; pozostawił wiele przemyśleń.
Czy  rzeczywiście tak wyglądałam? Co Zayn chciał przez to powiedzieć? Wiedziałam, że teraz nie czas na interpretacje rysunków, ale ciekawość zdawała się być silniejsza. Idealizacja mojej postaci schlebiała mi, czego jednak nie umiałam tego pokazać w jakikolwiek sposób. Byłam zbyt zszokowana i jednocześnie onieśmielona talentem chłopaka. Dopiero po chwili przypomniałam sobie o czymś takim jak oddech i mowa.
-Boże… Dziękuję!- Wydukałam
On wiedział. Wiedział, że to jedyne co w tej chwili byłam w stanie powiedzieć. Wiedział, że zaparło mi dech w piersiach. Wiedział,  śledząc rytm bicia mojego serca. Wiedział, bo objął mnie szerokimi barkami, mocno do siebie przyciągając; jakby nigdy nie miał wypuścić.
Parę godzin później…
Jak przychodzi co do czego, to się okazuje, że czystym przypadkiem może mnie odwieść tylko Niall!
Siedziałam skulona na przednim siedzeniu, intensywnie wpatrzona w czarne buty. Liczenie mijających latarni już nieco mi się znudziło, więc musiałam przejść do innego rodzaju rozrywki…
-Już jesteśmy.- Do rzeczywistości przywołał mnie głos z Irlandzkim akcentem.
-Och.- Tylko tyle udało mi się wydobyć.- Dzięki.- Wymamrotała, siłując się z pasem.
-Pomogę Ci z prezentami.- Ożywił się nieco.
-Nie, naprawdę nie mu…- Już go nie było.
Westchnęłam cicho i nacisnęłam klamkę. Wzdrygnęłam się od natłoku zimna, który natychmiast uderzyło prosto w moją twarz. Niechętnie wygramoliłam się na zewnątrz i przeszłam do bagażnika, gdzie blondyn zabrał większość paczek.
-To nie jest potrzebne.- Zdziwiłam się, że w ogóle odzywam się do Irlandczyka.
Chłopak powiedział coś pod nosem, sprawiając wrażenie obojętnego na każde wypowiedziane słowo. Niespokojnie przełknęłam ślinę i zaczęłam przestępować z nogi na nogę. Wolałabym spędzić ten dzień sama pod kocem,  oglądając pierwszą lepszą komedię lub pisząc w pamiętniku. Niestety, Horan nie był tym typem chłopaka który Cię przywiezie i pójdzie. Mogę się założyć, że zaplanował już co będziemy robić przez najbliższą godzinę.
-Możemy iść.- Wziął ostatnią torbę i zamknął bagażnik. Słysząc to ruszyłam przodem, otwierając furtkę i idąc w stronę domu. Z każdym krokiem zwalniałam, co nie można było powiedzieć o oddechu. O mało co się nie wywróciłam, gdy moje przypuszczenia się sprawdziły, w postaci małej kartki wciśniętej w otwór. Listonosz? Sąsiadka? Kolędnicy? Firma? Moja mama?
Wszystkie z nich w tej sytuacji wydawały się prawdopodobne. Nie wiedziałam, czy idący za mną niebieskooki też ją zauważył, dlatego dla pewności przyspieszyłam kroku. Wyciągnęłam ją delikatnie, ale patrząc na pismo miałam ochotę cofnąć ten ruch. Czułam jak moje serce bije wszelkie rekordy Guinnessa, a ja mało co nie lecę do tyłu. Nie wiem jakim cudem utrzymałam się na nogach. Czucie w nich z każdą sekundą było coraz mniejsze.  Nawet nie miałam siły by zapłakać. Nie miałam siły na nic.
Zakołysałam się lekko w przód i w tył. Drżącymi rękoma przewróciłam ją na druga stronę , gdzie dostrzegłam krótkie zdanie.
Jego ruch był na całe życie. Mój bę
-Niall!- Krzyknęłam na chłopaka, który z impetem wyrwał mi kawałek papieru. Nawet nie śledząc tekstu porwał ją, nie zważając na moje protesty. Nie za bardzo uważał na trzymane w palcach torby. Połowa z nich ledwo co nie wylądowała na zimnej powierzchni wraz ze mną. Jego dłoń nie za bardzo kontrolowała swoje ruchy i na mojej głowie teraz było ratowanie własnej skóry. Cofnęłam się znacznie.
-Podaj mi klucze.- Sięgnęłam po wymienioną rzecz do kieszeni i wykonałam polecenie Irlandczyka. Nie wiem czym byłam bardziej przerażona- listem czy zachowaniem niebieskookiego. Ledwie się ocknęłam, a jego dłoń zaciągała mnie do środka.
Stanęłam na progu, próbując uporządkować myśli. Stało się za wiele jak na jeden raz. Drżącymi rękoma próbowałam rozpiąć kurtkę, co szło mi dość marnie. Jeszcze nic do mnie nie docierało. Mogę się założyć, że dopiero za kilka godzin zdam sobie sprawę, jak mogłam postąpić i co cofnąć.
Jedynym plusem całej sytuacji była nieobecność mojej mamy. Wiem, że gdyby nas teraz zastała w takim stanie, dostałaby palpitacji serca. Powolnym ruchem odłożyłam klucze z powrotem do kieszeni i zaczęłam rozwiązywać sznurówki butów. Jeśli mam być szczera, to więcej z nich poplątałam niż rozplątałam.
Bliska obecność chłopaka sprowadziła mnie na ziemię. Blondyn przyglądał mi się z założonymi rękoma. Był już rozebrany, a torby rozłożone na stole w salonie. Bo posturze i mimice twarzy poznałam, że niebieskooki jest bardzo spięty. Nie uśmiechał się jak zawsze, zaś w oczach nie dostrzegłam świecących iskierek radości i jakiejkolwiek chęci do życia.
Nie takiego Niall’a lubiłam.
-Dostałaś więcej takich listów?- Miałam wrażenie, że mimo tego pytania chłopak podświadomie zna odpowiedź.
Tak
-Nie.- Szepnęłam, spuszczając głowę.
Od wypowiedzenia tego słowa z każdą sekundą atmosfera robiła się coraz bardziej gęstsza, naciskając w najsłabsze punkty. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że Irlandczyk świdruje mnie wzrokiem, ale nie ośmielałam się stawić mu czoła i zrobić to samo.
Nie lubiłam tego Niall’a, z którym ostatnio się utożsamiał. Prawdę mówiąc odrobinę się go bałam…
Przerażał mnie ten pewny błysk w oczach, gdy opieka i troska schodziły na drugi plan. Może stawał się mężczyzną? Wydoroślał ze swojego dawnego stylu postępowania. Mimo to… tamtego blondynka mi brakowało, choć wiem, że publicznie tego nie pokazywałam. Nieraz chciałabym się w niego wtulić i usłyszeć to co dawniej. Napawać się zapachem jego koszul i miękkością jego włosów. Miałam taką małą nadzieję, że kiedyś znowu powrócimy do punktu wyjścia i będziemy tak szczęśliwi jak na początku.
-Kur*a.- Gwałtownie podniosłam głowę. – W takim razie zaraz pójdę na górę, aby się upewnić w tym, co usły…
-Nie!- wydobyło się z moich warg, szybciej niż planowałam. Dopiero potem zakryłam usta, zdając sobie sprawę, że nakierowałam chłopaka na właściwy, aczkolwiek dla mnie niekorzystny trop.
O jedno słowo za dużo, o jeden ruch za późno…
Przed oczyma mignęły mi tylko nogawki  spodni chłopaka, który pokonywał już drogę na pierwsze piętro. Czym prędzej zdjęłam buty i pognałam za nim.
-Niall!- Wiedziałam, że to wołanie idzie na marne. Słyszałam już odgłos otwieranych drzwi, co zmotywowało moje nogi do szybszej pracy. Przytrzymując się poręczy w celu wyrobienia się na zakręcie, wpadłam  z impetem do pokoju. Kątem oka zauważyłam, że na pierwszy ogień poszła półka przy ścianie. Irlandczyk stał przy niej, przeglądając każdą zawartą na niej rzecz.
Przystanęłam na dywaniku, z doświadczenia wiedząc, że każdy moment nieuwagi na nim, może być wykorzystany w dość bolesny sposób.
-Niall, proszę.- Szepnęłam.
On zdawał się nie słyszeć tych słów. Był nakręcony listem i zaprzeczeniem, które okazało się być kłamstwem.
Kończył właśnie przeglądać drugą od góry półkę. Moje serce biło szaleńczo w piersi. Z każdą sekundą ogarniał mnie coraz większy strach. W końcu znajdzie list, a wtedy popadnie w jeszcze większy szał. Przerażało mnie jego zachowanie- chciałam zadzwonić po Liama, ale torebka z telefonem została na dole. Nie mogłam  przecież zostawić chłopaka na  ani chwilę- to stanowiło za duże ryzyko.
Wolno przeszłam na łóżko, bezradnie na nim siadając. Zresztą wiedziałam, że lada chwila moje nogi i tak odmówiłyby posłuszeństwa. Ze szklanymi oczami obserwowałam blondyna, który klęczał obok lustra. Przez chwilę  w głowie zaiskrzyła mała iskierka nadziei, ale chłopak tylko wstał i otworzył lewe skrzydło szafy. Zacisnęłam policzki, aby resztkami sił powstrzymać się od… wszystkiego.
Sama nie jestem pewna, co byłabym w stanie zrobić, kiedy dałabym upust wszystkim emocjom. Być może zaskoczyłabym sama siebie, lecz w negatywny sposób.
Przegoniłam wszystkie obrazki sprzed oczu, mając szczerą nadzieję, że żaden z nich nie zostanie wcielony w życie. Zamknęłam powieki, chcąc choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości.
List, którego szukał Irlandczyk nie znajdował się na szczęście w szafie, gdzie miał swoje pierwotne miejsce. Po dłuższych przemyśleniach schowałam do  szafeczki w łazience, uznając, że mało kto tam zagląda- czytaj: Nikt oprócz mnie.
Odgłos tłuczonego szkła.
Otworzyłam oczy.
Spojrzałam w kierunku, na który nakierował mnie chłopak. Niedaleko łóżka leżała ramka. Poprawka: To, co z ramki zostało. Szybka oddzielająca zdjęcie klaczy mojego dzieciństwa została potłuczona na trzy wielkie części i kilka pomniejszych, które leżały porozrzucane po ziemi.
Zdjęcie mojego kucyka. Mojego kochanego maleństwa. Mojego małego życia. Mojego powodu, dla którego się urodziłam. Mojej pamiątki po nim.
Retrospekcja:
Spostrzegłam go już z daleka. Mimo szarych kolorów postać  znacznie się wyróżniała. Uśmiech na jego twarzy standardowo jaśniał, zarażając nim wszystkich wokół. Dzisiaj dodatkowo miał ręce za plecami, usilnie próbując coś zakryć.
-Tatuś!- Przytrzymałam się małymi rączkami, aby zejść z dużego, bujanego fotela. Gdy tylko dotknęłam ziemi stópkami- pędem rzuciłam się do mężczyzny. Z tyłu słyszałam krzyki mamy, że jestem boso i się zabrudzę, ale nie zwracałam na to uwagi.
On widząc, że biegnę w jego stronę, przystanął. Ukucnął i rozłożył jedną rękę, bacznie uważając, aby zakryć w drugiej skrywany przedmiot.
Nie zważając na skropioną rosą trawę pokonałam dzielącą nas odległość i zarzuciłam ręce na szyję. On również nie był mi dłużny, mocno do siebie przytulając i składając pocałunek na włosach.
-Moja mała księżniczka.- Wyszeptał.
-Twoja.- Podkreśliłam dziecięcym głosikiem.
Ten w odpowiedzi zaśmiał się pod nosem, gładząc mnie po plecach.
-Tylko Moja.- Pocałował mnie w czoło, odgarniając niepotrzebne kosmyki włosów.-Tylko.- Odparł ciszej.
Odsunęłam się nieco.
-A co chowasz za plecami?- Przekręciłam główkę.
Zaśmiał się pod nosem.
-Czyżby moja dziewczynka już zdążyła podpatrzeć? –Powrócił do pozycji stojącej.
-Wcale nie.- Wygięłam usta w podkówkę, tupiąc przy tym nogą.
-A byłaś dziś grzeczna?- Uniósł brwi.
-Byłam.- Zrobiłam maślane oczka.- Nawet posprzątałam miskę  rano, nakarmiłam misia, wyprowadziłam lalki na spacer.- Zaczęłam wyliczać na palcach.- Przyrzekam.- Przytknęłam paluszki do serca.
-Dobrze, już dobrze- wierzę Ci.- Parsknął.
Zaklaskałam dłonie, gdy tata zaczął wysuwać skrywany prezent. Z początku trudno mi było określić, co to jest, ale gdy zobaczyłam wizerunek mojej ukochanej Rozalie  pod szklaną osłonką- pisnęłam.
Patrzyłam na rozbity na podłodze przedmiot. Być może jeszcze w pełni nie docierało do mnie, co chłopak właśnie zrobił. Z pewnością, gdybym była teraz o zdrowych zmysłach nie hamowałabym się.
Teraz byłam w stanie tylko wpatrywać się w małe kawałki szkła porozrzucane na podłożu. Nie miałam pojęcia jak zareagował chłopak. Nie widziałam nic poza tą jedną rzeczą, która pozwalała mi na powrót do dzieciństwa.
-Odkupię Ci.- Mruknął bez większego zainteresowania, po chwili powracając do dalszych poszukiwań.
Wstrzymałam oddech.
Właśnie zamienił mój skarb w bezwartościowy przedmiot. On. Przyjaciel, którego szanowałam. Ten szorstki ton i kamienny wyraz twarzy.
Przeniosłam wzrok na kocyk, na którym został mokry ślad po łzie torującej sobie ścieżkę wzdłuż policzka. Płakałam? Możliwe.
Nadal pamiętam ten uśmiech towarzyszący mu przy wyciąganiu ramki zza pleców. Nadal pamiętam te delikatne zmarszczki przy kącikach jego oczu. Nadal pamiętam moją reakcję. Mój dziecięcy śmiech. Mój pisk. Moje rączki zakrywające usta. Moje oczy wpatrujące się w prezent niczym skarb.
To nie było wiele. Zwykłe zdjęcie. Ale czymże był taki podarunek w tamtych czasach! To mogło być zwykłe pudełko kredek, czy też mały miś. Wtedy liczyła się wyobraźnia, nie pieniądze.
Wzięłam do ręki najbliżej stojący odłamek.
Zepsuł to, co mi po nim zostało. Tak po prostu. Bez żadnej skruchy. Jak gdyby nic się nie stało nadal przeszukiwał pokój.
Poniosłam wzrok, ilustrując go z każdej strony. Wyglądał trochę jak kryształ. Miał trzy ostre zakończenia. Światło przez niego przechodzące odbijało się na ścianie za moimi plecami.
To, co kiedyś dostałam z  jego ręki, zostało wyrzucone przez dłoń przyjaciela.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Sam jego dotyk był przyjemny w kontakcie z ciałem. Był niemalże kuszący. Działał tak uzależniająco tak… dobrze.Z przyjemnością poddałam się uczuciu, które wbrew pozorom nie było niczym nowym.
Wszystko zanikało. On- chłopiec, któremu zaufałam –również cofał się gdzieś na drugi plan. Chłopiec? Chłopiec. Jego zmiana spowodowała, że tamte czasy zaczęłam wspominać jako zbyt dalekie. Teraz był mężczyzną, w czym znalazłam więcej negatywów. Sam on już się w tym gubił, co pokazywała choćby zaistniała teraz sytuacja. Jednakże nie usprawiedliwiało go to w żadnym wypadku. Zrobił co zrobił- zyskał męską dumę, tracąc troskę i miłość.
-Byłoby szybciej, gdybyś po prostu powiedziała gdzi…Asia? Co…ASIA! O MÓJ BOŻE, ASIA! CO TY…C…CO...BŁAGAM PRZESTAŃ! ASIA!
______________________________________________________________
Witam kochani! :) ♥
Wiem, że rozdziały są coraz mniej zadowalające, przyznam, że nie tylko dla was :( Jednak z całego serca prosiłabym o komentarze- nie będę pisała, że są one motywacją, bo ten napis chyba widzicie już na każdym blogu i dobrze znacie na pamięć. Po prostu jest to dla mnie ogromna chwila, kiedy mogę się uśmiechnąć czytając co myślicie o bohaterach i danych wątkach. Poświęciłam te kilkanaście godzin na pisanie, poświęć tę minutę na jeden krótki komentarz. Także nie proszę tylko BŁAGAM o komentarze- nie muszą zawierać one pozytywów. Krytykę lub rady tez przyjmę- byleby cokolwiek było, gdyż z każdym rozdziałem liczba komentarzy diametralnie spada. :C

Przypominam także o zakładce „Kontakt” znajdującej się po lewej stronie, gdzie odpowiadam na wszystkie wasze pytania. :)