Muzyka

06 września 2014

~Rozdział 51~

"Dokładnie za dwadzieścia dwa dni jest wigilia, co oznacza również urodziny Louisa. Za piętnaście- przylot chłopaków do Anglii. Nigdy nie sądziłam, że będę z takim zniecierpliwieniem oczekiwać ich powrotu. [...]
W tłumie zauważyłam jasną blond czuprynę. Wstrzymałam oddech, ledwo co nie wypuszczając z ręki toreb. Moje kąciki ust podniosły się równie szybko jak opadły, gdy chłopak odwrócił się.
Nie, to znowu nie był on. Nie miał tych jedynych w świecie błękitnych tęczówek. Nie zadzierał nosa, gdy się uśmiechał. Nie przymykał przy tym oczu. Przy jego ustach skóra nie marszczyła się charakterystycznie, jednocześnie tak słodko i uroczo. Nie ukazywał się lekko lewy dołeczek. [...]
Siedząc tak pewnego [jeszcze] listopadowego dnia uznałam, że oni powinni znać prawdę. Być może już ją znają od Louisa, lecz ja wolę ją powiedzieć z moich ust. Chcę, żeby wiedzieli, ile zrobili, jak bardzo im ufam i się otworzyłam. [...]
-Właściwie to...- Liam Ty też?!- Muszę o czymś porozmawiać…- dziewczyna z ulgą podnosiła się z łóżka.- Z Tobą Nicole. [...]
-Liam …Ja przepraszam.- Jej ton diametralnie się zmienił, a ja byłam niemal pewna, że miała łzy w oczach.
Wstrzymałam oddech, robiąc coraz wolniejsze kroki.
-Nie Nicole, to ja… my przepraszamy.- Zrobił pauzę.- To nigdy nie powinno się wydarzyć.- Jego głos był coraz cichszy.- Nic tego nie usprawiedliwia. Mam nadzieję, że… Um… Nie zrobił Ci krzywdy… znaczy… - zaczął się jąkać.- Ja…er… nie.. nie znam tego punktu widzenia…. Znaczy wiesz… [...]
Westchnęłam, wyjmując złożoną na pół kartkę. Rozłożyłam ją, śledząc wzrokiem tekst.
Tekst pisany bardzo dobrze znanym mi pismem.
Zbladłam.
Kiedyś zbieżność osób była przypadkowa. Teraz już nic nie będzie działo się przez przypadek - tęskniłaś? [...]
Blondyn stał wpatrzony w moją osobę,  niemal analizując każdą część ciała. Jego spojrzenie wywiercało mi niewidzialną dziurę. Spuściłam wzrok pod wpływem tak intensywnie niebieskich oczu.
Irlandczyk postawił jeden niepewny krok swoją bosą stopą. Zatrzymując się spojrzał lekko w prawo. Idąc za jego spojrzeniem ujrzałam…
-Alice? Co Ty tu robisz? [...]
On tam stał jakby przed dokonaniem wyboru.
-To ją kochasz.-Mrugałam, starając się, aby łzy nie wypłynęły z moich oczu.-Prawda?- Dodałam po chwili zawahania. [...]
Jego pierwszy krok w moją stronę zdecydowanie zaprzeczył wszystkiemu co powiedziałam.
-Nie.- Szepnęłam.- Proszę, powiedz, że nie.- Wykrztusiłam. [...]
-Pocałuj mnie.- Usłyszałam koło prawego ucha, po chwili zdając sobie naprawdę sprawę co powiedział. [...]
-Już to zrobiłeś, Niall.- Nim się zorientowałam, te słowa wypłynęły z moich ust.
-Ale co to za miłość, kiedy osoba będąca dla Ciebie wszystkim ma w oczach pustkę, której nie mogę zapełnić?- Usta chłopaka zjechały niżej, gdzie lekko musnęły moją szyję. [...]
-Nia…Niall.- Z trudem łapię oddech. [...]
Najgorsze jest to, że nadal czuję jego ręce na mojej talii. Ciepły oddech wokół szyi nie idzie w zapomnienie. To jest jak koszmar. Zbyt realistyczny koszmar.

-Shhhh kochanie, jestem tutaj."


Zastygłam, słysząc doskonale znany mi głos. Nie wiem, czy byłam bardziej zaskoczona czy ucieszona. Przez parę sekund leżałam bezruchu nie mogąc uwierzyć, że to właśnie jego ciepłu oddech otula teraz moją szyję.
-Niall!- Pisnęłam, momentalnie się podnosząc.


W odpowiedzi dostałam tylko dobrze znany mi znany, charakterystyczny śmiech.
Nic się nie zmieniło…
Błękitne, zaspane oczy  patrzyły na mnie leniwie spod przymrużonych powiek. Lewy dołeczek ukazał się delikatnie, sprawiając że wszystko jakby powróciło na swoje miejsce.
-Wróciłeś.- Szepnęłam. To jedyne co udało mi się wykrztusić.
Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się tak, jak czekałam na to całe dwa miesiące. Tak, że cały sen natychmiastowo odszedł w zapomnienie.
On wrócił. Mój kochany anioł stróż wrócił!
-Czemu przykrywasz się kołdrą?- To było pierwsze pytanie, które padło z ust blondyna. Mimo jego zaspanego głosu i przymrużonych oczu, uważam że wyglądał niesamowicie uroczo.
-Um…- spojrzałam w dół, gdzie moja ręka ściśle zaciskała kołdrę przy piersi.- Nie wiem czy wiesz, ale dziewczyny śpią bez stanika… więc.
Serio, Niall? Serio?
Przygryzłam wargę, będąc nieco zawstydzona.
-Przecież masz na sobie bluzkę.- Kontynuował, w przeciwieństwie do mnie wcale nie będąc skrępowany tematem.
Wrócił mój przyjaciel i pierwsze rozmowa, którą prowadzimy dotyczy stanika…
-Ale…- Przewróciłam oczami.- Matko  Niall, czy to ważne?
-Bo to nie tak, że nie widziałem Cię bez biustonosza.- Na twarzy chłopaka pojawił się cwaniacki uśmiech.
-Horan! -Zażenowana opadłam, chowając głowę w poduszce.- Zamknij się już, zepsułeś tą chwilę.- Prychnęłam.- Zresztą nie będę z Tobą gadać, póki nie umyję zębów. Śpij już.
Mimo tych słów w głębi serca cieszyłam się z jego powrotu i ku zdziwieniu Irlandczyka ostatecznie zasnęłam głową przy jego szyi.
Godzina 15.34
-Wróciłam!- Krzyczę, rzucając plecak na kanapę. Najchętniej wylądowałabym tam razem z nim, gdyby nie Irlandczyk przebywający w moim domu.
Zdjęłam czapkę, próbując doprowadzić do ładu wszystkie włosy. W międzyczasie zahaczam jeszcze o łazienkę i powracam do salonu, gdzie nakarmiam rybki.
-Niall?- Zaglądam do kuchni, gdzie prawdopodobieństwo ujrzenia tam blondyna jest największe.
Gdy go tam nie zastaję, wzdycham, powolnym krokiem kierując się na górę. Światło od łazienki również się nie pali, co wydaje się co najmniej dziwne.
-Przecież zostawiłam Ci kartkę, dokładnie zapisu…- Przystanęłam na progu drzwi.
Chłopak pochrapywał rozłożony w poprzek łóżka. Poduszka, na której najprawdopodobniej miał zamiar spać leżała parę metrów dalej na podłodze. Kołdra zaś tworzyła teraz coś w rodzaju kokonu. Jedynie zza jej końca zdawała się wystawać mała blond czupryna.
Mimowolnie uśmiechnęłam się na ten widok. Starając się nie narobić hałasu podeszłam do szafy, gdzie wzięłam domowy strój. Ruszyłam do łazienki i zamykając za sobą drzwi zaczęłam rozpinać koszulę. W połowie zastygłam.
Dlaczego jego pierwszym krokiem po powrocie do domu były odwiedziny mnie a nie Ali?
Pokręciłam głową.
Nie, to niemożliwe- zwykły zbieg okoliczności. Po prostu.. ugh- nie ma żadnego po prostu. Nerwowo przeczesałam włosy i powróciłam do zakładania legginsów i luźnego beżowego swetra. Wzięłam zmięte ubrania, i ruszyłam do drzwi,  starając się otworzyć je jak najciszej.
Wyszłam z pomieszczenia i zerknęłam na łóżko. Kołdra, spod której wydobywało się ciche chrapanie nie poruszyła się ani o milimetr, co oznaczało, że spokojnie mogę pójść na dół podgrzać obiad. Szybkim krokiem podeszłam do szafy, gdzie powiesiłam szkolny mundurek na wieszaku. Ostatni raz rzuciłam okiem czy wszystko jest na swoim miejscu, po czym ruszyłam w stronę drzwi.
-A..Asia.
Mało co nie poślizgnęłam się na dywanie, który Alice kupiła tydzień temu stwierdzając, że „świetnie dopełni spokój i harmonię wnętrza”. Czymkolwiek to było, brzmiało całkiem fajnie stąd podziękowałam i zamieściłam prezent niedaleko półki.
Odwróciłam się gwałtownie co ponownie spowodowało utratą równowagi- tym razem- z mniejszą dawką szczęścia.
-Ta… ak?- Wstałam niechętnie, rozmasowując pulsujące kolano.
Przez chwilę w pomieszczeniu panowała cisza. Czy to mój mózg miał kolejne urojenia pod nazwą „Niall Cię kocha”? Westchnęłam podirytowana i lekko kulejąc podreptałam do drzwi.
-Asiu.- Zastygłam, słysząc jego stłumiony głos.- Wiesz, że bardzo się o Ciebie martwię.
Tym razem słowa były zbyt wyraźne by mój mózg mógł cokolwiek zaprzeczyć. Głośno przełknęłam ślinę, starając się uporządkować moje myśli.
Spokojnie- nie powiedział „Kocham Cię” tylko „Martwię się”.
Wolnym krokiem podeszłam do łóżka. Czułam się trochę jak w jakimś horrorze, bo nie wiem po co, ale szłam na palcach. Mój oddech stawał się jedynym źródłem dźwięku.
W jakim kontekście były wypowiedziane te słowa? Średnio potrafiłam dopasować sytuację, w której chłopak miałby się teraz o mnie martwić.
Odchrząknęłam i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, lecz skończyło się na niemym „c..co?”.
-Proszę.- Jego błagalny ton sprowadził mnie na ziemię.- Po ….pozwól mi Cię…
-Niall!- Potrząsnęłam chłopakiem.
Nie chciałam usłyszeć dalszej części zdania. Wiedziałam, że po niej moje najbliższe noce spędzałabym na przemyśleniach „Gdzie coś przeoczyłam” i słynnym Alice „uerhiguhg a nie mówiłam?!”.
-Horan obudź się.-Odchyliłam kawałek kołdry. Chłopak wzdrygnął się, po chwili przewracając swoje ciało na drugi bok.
Wypuściłam powietrze.
-Nialler.- Starałam się ignorować  uroczo marszczącą się twarz Irlandczyka podczas snu. Dotknęłam obu policzków blondyna.-Hej, obudź się.- Szepnęłam, kucając przy łóżku.
Na znak protestu prawa ręka niebieskookiego uniosła odkrytą kołdrę i szczelnie okryła całą twarz. 



Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Wstajemy.- Przejechałam dłonią po blond czuprynie chłopaka.- Spałeś kilkanaście godzin śpiochu.- Powiedziałam cicho.
W odpowiedzi dostałam mruknięcie. Westchnęłam po raz kolejny tego dnia, po czym odchyliłam rąbek materiału. Patrząc na minę chłopaka stwierdziłam, że nie mam serca aby go obudzić, więc wstałam i ruszyłam do kuchni. Tam wyjęłam z lodówki jedzenie, które chwilę później wylądowało w garnku i na patelni. W zamyśleniu oparłam się o blat, po raz pierwszy tego dnia odczuwając ulgę. Rano od incydentu z Niallem nie pospałam długo, gdyż budzik zadzwonił mi dziesięć minut później. W szkole byłam praktycznie nieobecna, co dla innych nie sprawiało wielkiej różnicy. Moją głowę zaprzątało pięciu facetów, na których powrót czekałam od dawna i przyznam- nie mogę się doczekać, aby mocno wtulić się w każdego z nich. Dodatkowo przez myśli przeplatały się nadchodzące święta i urodziny Louisa. W autobusie z tego powodu zapomniałam po której się wysiada, i oczywiście stanęłam od strony ulicy czekając na otworzenie się drzwi, których nie było.
Jakby tego było mało konwersacja Nicole i Liama stawała mi przed oczyma na niemal każdej lekcji. No i jeszcze zostawał Zayn, z którym relacje nie powróciły tak szybko i naturalnie jak byśmy tego chcieli. Obecność przy nim nadal była swego rodzaju nieco krępująca, ale cóż- poznawaliśmy się na nowo.
Leniwie zamieszałam łyżką gotujące się danie. Sprawdziłam koniuszkiem języka smak i temperaturę. Dodałam szczyptę soli, po chwili ponownie zapominając o wszystkich rzeczach wokół. W tej chwili potrzebowałam tylko i wyłącznie osoby, która wszystko by mi uporządkowała. Mógłby być nią nawet Niall, gdyby nie fakt, że to on był częścią problemów. Kolejnym porządnym człowiekiem wydawał się być Liam. Pamiętam nasz spacer, na który mnie zaprosił jeszcze przed ogniskiem. Był bardzo zestresowany i nie mógł przestać gadać o Rose. Na samo wspomnienie uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Wydaje się, że prowadziliśmy tą konwersację jeszcze wczoraj.
Tego samego wieczora obiecałam mu, że jeszcze będą razem. To niesamowite…
Jednak rozmowa z brunetem, jako ‘doradcą’ jest jak dla mnie dość skomplikowana. Słowa chłopaka do dziś odbijają się echem w mojej głowie. Mam wrażenie ja to wiem, że to co mówił, było nie bez powodu.
Mówił, że kiedyś to wszystko zrozumiem. Wtedy byłam na niego zła, ale zdaje się, że rzeczywiście… zrozumiałam.
„-Opcja numer dwa jest taka, że podświadomie wiesz i widzisz jasne znaki od drugiej osoby, ale nie chcesz tego przyjąć. Stwarzasz wokół siebie barierę. Okłamujesz samą siebie myśląc, że jest inaczej. Nie chcesz lub nie wierzysz w to co do Ciebie czuje i po prostu zaczynasz sobie wmawiać, że nadal jesteście przyjaciółmi.”
Wszystko by się zgadzało. To niemal cała historia mnie i Niall’a w dwóch zdaniach. Jednak gdzie w tej historii Alice? Gdzie te wszystkie kłamstwa, jak bardzo ją kocha?
Wolno wypuściłam powietrze. Zgasiłam gotującą się zupę oraz parujące danie na patelni. Zastanawiałam się, czy nie pójść teraz nie obudzić chłopaka- w końcu nie jadł nic od kilkunastu godzin. Po zastanowieniu się skreślam tę opcję, dochodząc do wniosku, że ściągnięcie  z łóżka Irlandczyka byłoby nie lada wyzwaniem.
Przekładając obiad na talerz moją głowę zaczyna nachodzić jeszcze jedna myśl. Tajemnicza kartka z dobrze znanym mi pismem. Z jednej strony to tylko pogróżki, które mogło napisać każde dziecko. Z drugiej, ostatni list jaki dostałam zgłosi… zaraz- LIST! Z hukiem zostawiłam wpół napełnione naczynie i pędem pobiegłam na górę. Wpadłam do pokoju, standardowo potykając się o dywan i z ulgą spojrzałam na śpiącego Niallera. Jak najciszej podeszłam do szufladki koło łóżka i wyjęłam niedużą kopertę. W tej chwili nawet oddech stawał się czymś niewyobrażalnie głośnym. Rozejrzałam się po pokoju, swój wzrok zatrzymując na szafie. W sumie lepsze to niż nic- wzruszyłam ramionami. Podeszłam  i ułożyłam kawałek papieru pomiędzy swetrami.
-Asia?- Usłyszałam z tyłu zachrypiały głos z tyłu.
Omal nie podskoczyłam słysząc głos, na który czekałam ponad dwa miesiące. Teraz, będąc w pełni rozbudzona, ubrana, ogarnięta i w miarę kontaktująca ze światem mogłam przywitać się z moim ukochanym przyjacielem.
Starając się przybrać weselszy wyraz twarzy, niż po doświadczeniu z listem-odwróciłam się.
-Niall! Nareszcie się obudziłeś!- Nawet nie musiałam się specjalnie maskować, gdyż widok poczochranego i niewyspanego blondyna sam spowodował uśmiech.
-Dlaczego…- Chłopak ziewnął, nawet nie próbując się zakrywać.- Dlaczego wpadłaś z takim impetem do pokoju?
W tej chwili miałam tylko nadzieję, że moja mina nie zdradziła tego, co naprawdę myślałam.
-Ja… Chowałam książkę.- Palnęłam pierwsze co mi przeszło do głowy, kciukiem wskazując za siebie.
-Do szafy?- Zmarszczył brwi.
-Ochh Niall, dlaczego zadajesz tyle pytań, zamiast po prostu się przywitać?- Jęknęłam.
Odpowiedzią Irlandczyka były wystawione do przodu ręce. Nie namyślając się dłużej, ruszyłam w jego stronę, z piskiem lądując razem z nim na łóżku.
Mocne, ciepłe ramiona obejmowały moje ciało. Słychać było tylko i wyłącznie nasze oddechy- nie potrzebowaliśmy słów, by wyrazić co czujemy. Mimo, że byłam wtulona pomiędzy puszyste blond włosy, a mleczną szyję wiedziałam, że chłopak się uśmiecha. Jedyną rzeczą, która oddawała rzeczywisty nastrój i atmosferę, były nasze szybko bijące serca. Blondyn przycisnął usta do moich włosów i wzmocnił uścisk. Przymknęłam oczy, kurczowo łapiąc się jasnego podkoszulka, który pod wpływem otarcia podwinął się. Napawałam się zapachem lekkiego cynamonu, którym nie wiedzieć czemu pachnęły włosy Irlandczyka. Przez chwilę miałam  wrażenie, że wszystkie problemy poszły w niepamięć. Był tylko on. Brakujący element, którego nieobecność dawała o sobie znać dość dobrze.
Była sekunda, w której nad moją głową zapaliła się czerwona lampka. Co, jeśli właśnie daję mu do zrozumienia, że zgadzam się na coś poważniejszego? Czy właśnie nie przekroczyłam bariery, którą tak zawzięcie budowałam przez kilka miesięcy?
-Brakowało mi tego.- Nim się zorientowałam te słowa opuściły moje usta. Nawet skarcenie się za to w myślach średnio nabierało sensu.
Chłopak mruknął w odpowiedzi, rozpoczynając delikatną wędrówkę swoimi opuszkami palców po moich plecach. Zadrżałam pod wpływem dotyku, bo to było… ugh … to było przyjemne. Nie otwierając oczu wsłuchiwałam się w melodię serca blondyna. Podczas jego płytkich oddechów lekko unosiłam się ku górze po chwili znów opadając na dół. Mimo, że ta czynność trwała co kilka sekund nie nudziło mi się to, a wręcz przeciwnie.
Przepełniona uczuciami-najtrafniejsze określenie panującej między nami atmosfery. Każdy element tego pomieszczenia wręcz ociekał uczuciem i chęcią dalszego działania. Nie powiedziałabym, że od razu była to namiętność…. Chociaż- tak, to mogło być to, lecz czy każde z nas odbierało ją na swój sposób? Na taki, na jaki powinniśmy- przynajmniej jako przyjaciele?
Mimo tego, moje myśli zaprzątało inne pytanie.
Czy nasza definicja uczucia panująca wewnątrz sypialni była pod tym samym hasłem?
Godzinę później…
-A to.- Blondyn odwrócił się, ukazując jedyny w swoich rodzaju uśmiech. Mój ulubiony- ten chłopięcy.- Zrobiłem specjalnie dla Ciebie.- Wymachiwał ręką, trzymając w dłoni mały, kolorowy przedmiot.
Podszedł bliżej, dzięki czemu mogłam dokładniej się przyjrzeć podarunkowi. W międzyczasie wymamrotałam coś pomiędzy „dziękuję”, a „nie musiałeś” i odebrałam bransoletkę- jak się po chwili okazało.
-Długo się zastanawiałem, co Ci mogę kupić.-Bąknął- Potem stwierdziłem, że jak zrobię coś samemu, to Ci się bardziej spodoba. Ty to lubisz.- Wzruszył ramionami.
-Jeju Niall.- Przewracałam między palcami niewielkich rozmiarów ozdobę na rękę z muliny.- Jest śliczna. Trafiłeś idealnie.- Zapewniłam go
-Cieszę się, że Ci się podoba.-Skinął głową- Będzie pasowała do sukienki, którą Ci przywiózł Liam.- Dodał, ledwo unikając upadku na dywanie.
-Co?!- Mój wzrok spoczął na chłopaku.- Z jakiej to okazji Ty i Payne kupujecie mi prezenty?
-A czy to musi być okazja?- Zapytał, podpierając się półki i bezskutecznie próbując bezskutecznie się nie poślizgnąć. Gdy napotkał jedno z moich ostrzegawczych spojrzeń, dodał szybko.- No co, to są po prostu pamiątki. Nie wnikam, czy będzie pasowała również bo bielizny, którą Lou…
-Nie dokańczaj.- Przerwałam mu. – To, że ma niedługo urodziny, nie zmienia faktu, że nie życzę mu od teraz spotkania ze mną.-Syknęłam.
-Ja też.- Chłopak zgodnie przytaknął, zbyt późno uświadamiając sobie, co powiedział.- Znaczy ten…- Zająknął się, unikając zabójczego wzroku.- Um… właśnie. O! Chłopaki kazali przekazać, że w ten piątek jesteś zaproszona na urodziny.- Powiedział na jednym wydechu, wykazując nagłe zainteresowanie swoimi stopami.
-To przecież za dwa dni!- Zerwałam się z łóżka.
-Chyba nie jesteś Alice, żeby tyle się przygotowywać.- Odparł pół żartem- pół serio.
-Nie… ale.. ja nawet prezentu.. – Wymachiwałam rękami.- Przecież… nie mogliście…- Silne ręce skutecznie zatrzymały wymachujące na prawo i lewo moje nadgarstki.
-Hej.- Uśmiechnął się, ukazując lekko lewy dołeczek. O Boże.- Spokojnie. Louisowi nie zależy na prezentach, tylko na Twojej obecności.-Oznajmił spokojnym tonem.-A Ty o tym dobrze wiesz.- Z powrotem posadził mnie na miękkiej pościeli.
Spojrzałam w górę napotykając jasny błękit. Mówi się, że z oczu można wszystko wyczytać. To prawda? Nie miałam na myśli ostatnich słów, o których tak szybko zapomniałam jak i się pojawiły. Wszystko, co chciałam wiedzieć, to co się kryje za niebieskimi tęczówkami. Co łączy mnie, Alice i… Nicole z tym chłopakiem.
-Skoro już mowa o Suzette.- Zaczęłam wolno.- To…to dlaczego jesteś tutaj a nie u niej? -Przełknęłam ślinę.
Blondyn poluzował uścisk.
-Co masz na myśli?- Uniósł brwi.
-No nie wiem.- Wzruszyłam ramionami.- Skoro to do niej coś czujesz, to myślałam, że to ją odwiedzisz.
Dłonie chłopaka opadły.
-Ja po prostu…- Nerwowo przeczesał włosy.- Chciałem zobaczyć… um …chciałem zobaczyć Ciebie. Znaczy…-O MÓJ BOŻE- To nie tak… musiałem się..
-Nieważne.- Wymamrotałam, odwracając wzrok.
Byłam pewna, że moja twarz była całkowicie blada. Słowa Irlandczyka wydawały mi się jednoznaczne. To po co były te wszystkie kłamstwa i obietnice? Dlaczego nie mógł powiedzieć mi tego wprost? Musiał urządzać do tego całe przedstawienie, włączając w to Liama i Zayna? Malik jeszcze tak, ale Payne? Zaufałam mu.
Starając się zatuszować drżący oddech wstałam z miękkiego materaca właściwie… właściwie sama nie wiedząc co zrobić. Chłopak nie ruszył się z miejsca nawet o milimetr. Stał, wpatrzony w jakiś punkt za oknem, przygryzając przy tym dolną wargę.
Przystanęłam, będąc odwrócona do niego bokiem. Nie wiem, czy byłam teraz bardziej zszokowana, czy smutna. Przymknęłam powieki starając się powstrzymać napływające łzy. Stres spowodował,  Ja po prostu starałam się… zrozumieć.
Dwa dni później…
Dudniącą muzykę już dało się słyszeć stojąc przed masywną, metalową bramą. Zrobiłam dwa krótkie wydechy, próbując uspokoić bicie własnego serca. O dziwno nie było spowodowane to stresem przed spotkaniem któregoś chłopaka (no dobra, może trochę…) a szybkim biegiem od popsutego autobusu do posiadłości. Wpuszczona przez ochronę niepewnie weszłam na przyozdobiony lampeczkami ogród. Byłam spóźniona dobrą godzinę, gdyż jak zwykle moim szczęściem w zegarku wyczerpała się bateria. Do tego doszła awaria pojazdu- i takim oto sposobem szłam teraz wąską ścieżką, co jakiś czas mijając wiszące materiały z różnymi napisami informującymi o urodzinach Louisa.
Mijając pierwszą (delikatnie mówiąc) połykającą się parę, wzdrygnęłam się i z coraz mniejszą chęcią ruszyłam ku drzwiom. Szczerze? Gdybym mogła wybrać- już dawno by mnie tu nie było. Wizja siebie na imprezie pełnej alkoholu i mnóstwa obcych ludzi wydawała się przerażająca. Tak wiem, to dziwne- jestem chyba jedyną osobą na świecie, która ma takie poglądy.
Dochodząc do wejścia, nad którym ilość ozdób spokojnie starczyłaby na dekorację co najmniej trzech choinek, zapukałam lekko. Z drugiej strony nie wiedziałam, czy moja wcześniejsza czynność miała jakikolwiek sens przy tak głośnej muzyce. Dlatego też, po chwili zastanowienia wcisnęłam klamkę, niepewnie przekraczając próg domu. Ilość zaproszonych gości oraz odór alkoholu były dwoma pierwszymi rzeczami, które dało się bez problemu zauważyć oraz wyczuć.
Stałam tak jeszcze przez chwilę, dopiero po minucie uświadamiając sobie, jak dziwnie musiało to wyglądać. Wzdrygnęłam się i czym prędzej poszłam do pokoju obok, aby zdjąć płaszczyk oraz buty. Gdy ledwie udało mi się zsunąć obuwie, wyszłam przeciskając się obok tańczących ludzi.
Teraz jedynym celem stało się znalezienie jakiejkolwiek znajomej twarzy. Choćby Niall’a czy Zayna. Uwierzcie- ja również nie wierzę, że to mówię. No okej… to nie tak, że z blondynkiem byłam pokłócona, czy coś. Po prostu nasza ostatnia sytuacja nie została wyjaśniona, a ja niestety wyciągnęłam z niej spore wnioski, które nie wróżyły niczego dobrego. Co do mulata- owszem, jesteśmy pogodzeni, ale chyba rozumiecie. Kilka miesięcy milczenia… teraz trudno jest nam powrócić do wcześniejszych relacji, dlatego podświadomie nasza dwójka zaczęła od nowa.
Przedzierając się poprzez kolejne osoby, dotarłam do salonu. Stanęłam na palcach, aby rozejrzeć się za kimś znajomym. Kurczowo trzymając zawiniętą we wstążeczkę miękką poduszkę z kształcie marchewki wzięłam od kogoś czerwony kubek- jak sądząc po zapachu- napełniony alkoholem. Głupio mi było odmówić, dlatego też stałam teraz wpatrując się w lekko żółtawą ciecz, nie za bardzo wiedząc co z tym zrobić. Wizja wypicia napoju nie była dość zadawalająca, stąd ruszyłam w stronę kuchni. Tam stojąc tyłem do zlewu ‘niechcący’ przechyliłam szklankę. Niewinnie rozglądając się na prawo i lewo natknęłam się na burzę ciemnych loków. Na samą myśl, że to może być Harry moją twarz rozjaśnił promienny uśmiech. Chłopak siedział jakieś siedem metrów ode mnie na podwyższonym krzesełku  przy mini barku. Rozmawiał z nieznanymi mi osobami, co jakiś czas popijając niebieskim płynem zawartym w przezroczystej szklance.
Nim zdążyłam wykonać pierwszy krok, musiałam ustąpić kolejnej grupce, która przechodziła przede mną niemal nie zauważając mojej osoby. Uważając, by nie zostać staranowana ponownie stanęłam na palcach, nie chcąc stracić z oczu zielonookiego. W tym samym czasie brunet spojrzał się przelotnie, obrzucając gości obojętnym spojrzeniem. Nie pominął oczywiście kuchni, w której stałam, lecz głupio mi było dać jakiś znak, będący choćby machnięciem ręki. Po krótkim rozeznaniu się powrócił do konwersacji.
Nie trwało to jednak długo. Nim ruszyłam się choćby o centymetr jego ciało momentalnie zastygło, zaś loczek natychmiastowo odkręcił głowę, kierując swój wzrok prosto na mnie.
Teraz już byłam pewna, że to był on…
Zupełnie nie zważając uwagi na rozmawiających przyjaciół wstał. Nie wiem, czy zdążyli się zorientować, że jego miejsce jest puste, gdy chłopak pokonał już połowę drogi w moją stronę. Zarejestrowałam tylko ich miny, gdy umilkli w półsłowie, a następnie zostałam zagarnięta przez umięśnione barki.
Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mi go brakowało, dopóki nie zatonęłam w jego ramionach. Ramionach trzymających mnie tak, jakby nigdy nie miały mnie puścić. Chociaż to z Niall’em zazwyczaj nie potrzebowałam słów, by cokolwiek wyrazić, teraz to Harry idealnie się wpasował. Pachniał czymś dość intensywnie, lub może to ja się za bardzo zaciągałam. Z tego co przedtem zdążyłam zauważyć miał na sobie  ciemną koszulę oraz czarne, ściśle przylegające spodnie. To nie tak, że nie patrzyłam w dół…
Dopiero po kilkunastu sekundach poczułam, że delikatnie przeczesywał dłonią moje włosy. Jego dotyk różnił się od dotyku Horana. Nie wiem dlaczego, ale w pamięci kodowałam sobie takie rzeczy. Styles miał mocniejszy uścisk, nieco większe, lecz chłodniejsze dłonie. Nigdy wcześniej nie zwracałam szczególnej uwagi na takie detale…
 Nie odezwał się ani razu, odkąd stanęłam na palcach, aby rzucić mu się na szyję. To nie było w jego stylu… Och, chyba, że te dwa miesiące zabrały mi chłopięcą część Hazzy i zamieniły na prawdziwego mężczyznę.
Z braku czucia w nogach (No co, stałam na palcach dobre dwie minuty!) odchyliłam się nieco, spoglądając na chłopaka. Chociaż w tym świetle niewiele można było dostrzec, wystarczyło aby zauważyć zaszklone oczy szatyna. Do tego uśmiechał się… tak , jak wręcz kochałam, i on to wiedział.
Uśmiechnęłam się delikatnie, opuszczając cały czas będące w górze ręce.
-Tęskniłem- Wyczytałam z ruchu jego warg.
Nie odpowiedziałam. Cóż… mimo tego wiedziałam, że on i tak zna odpowiedź.
Zielonooki uniósł dłoń, jednak  po chwili zastanowienia cofając ją. Odkaszlnął, ostatecznie błądząc palcami między zaczesanymi w tył włosami. Wlepiłam wzrok przed siebie, czyli logicznie rzecz biorąc w klatkę piersiową bruneta. Zaciągnęłam rękawy od swetra, cicho wzdychając.


-Właściwie to…- Sięgnął do tylnej kieszeni.
-Asia!- Usłyszałam gdzieś z prawej strony. Głos nie był dość wyraźny, przez dudniącą wokół muzykę oraz niekończące się rozmowy. Nim zdążyłam się odwrócić, poczułam, owijającą się dłoń wokół mojego nadgarstka. Uścisk nie był mocny, lecz wręcz przeciwnie. Gdy się zorientowałam, odsuwałam się od nieznajomego, który przed chwilą lekko pocałował mój policzek.
Przesunęłam się nieco, gdyż lampa, która jaśniała na przemian czerwono zielonym światłem świeciła mi prosto w oczy.
-Och… Liam.- Bąknęłam, dyskretnie rozmasowując pieczący nadgarstek.
Już na pierwszy rzut oka dostrzegłam dość spora opaleniznę i znacznie dłuższe włosy. A to wszystko przez dwa miesiące…
Jednak zmarszczki przy śmiejących się oczach  pozostawały takie same. Lekkie zagłębienia kącikach ust podnoszących się do góry również się nie zmieniły. Niesamowita troska oraz radość jak zwykle promieniały z czekoladowych tęczówek dając poczucie bezpieczeństwa.
-Cześć…- Wymamrotałam po chwili ciszy, siląc się na uśmiech.-Nie wiesz może gdzie jest Louis?- Wskazałam na prezent.
Chłopak zjechał wzrokiem niżej, niepewnie zatrzymując się na prawym nadgarstku. Obrzucił mnie nieco przestraszonym spojrzeniem, po chwili otrząsając się.
-Um…  Tomlinson.. tak, gdzieś tu chodził.- Burknął rozglądając się.-O, widzę, że wam przerwałem. – Zauważył stojącego nieopodal Harry’ego. Ten, słysząc swoje imię ponownie odchrząknął, wskazując na barek.
-To ja… Echem… Znajomi czekają.- Po czym ruszył przeciskając się tłumy tańczących.
Payne wzruszył ramionami.
-I jak tam? Znaczy… chyba nie za bardzo Ci przypadła do gustu ta impreza?- Uważnie mi się przyglądał.
-Jest okej.-Znów powróciłam do bawienia się rękawami od swetra. Gorączkowo przeszukiwałam listę pytań, które mogłabym zadać chłopakowi.- Um.. a jak tam z Rose?- To było pierwsze, co mi wpadło do głowy.
-Rose.- Uśmiechnął się pod nosem, jednak po chwili się opanowując.- Dobrze, jest gdzieś tutaj.- Stanął na palcach, szczegółowo rozglądając się.- Byłem u niej wczoraj w domu. Poznałem jej młodsze rodzeństwo i rodziców. Wiesz- nie mogłem przyjść tak rano jak Niall do Ciebie, to jednak… Zmieniłaś temat.- Zmarszczył brwi.- Specjalnie to zrobiłaś, trafiając w mój słaby punkt.- Spojrzał na mnie tak, że nie po prostu nie mogłam skłamać.
-Ja tylko się spytałam.- Wymamrotałam, spuszczając wzrok.
Chłopak westchnął.
-Mniejsza …Na czym to stanęliśmy? Ach- impreza.- Podrapał się po plecach.- Przepraszam już w imieniu Louisa, ale wiesz… to jest Tommo- go nie przekonasz. On kocha towarzystwo i  alkohol co zresztą widzisz.- Wziął głęboki oddech- Na szczęście jest też coś dla Ciebie.- Wskazał na prawo.- Tam, gdzie znajdziesz Nialla oraz stoliki z jedzeniem, będzie też Piccolo. – Uśmiechnęłam się pod nosem.- Po drugiej stronie, co już pewnie zdążyłaś zauważyć jest stoisko DJ-a. Tam możesz składać dedykacje, albo propozycje piosenek. Idzie to na bieżąco, więc nie musiałabyś czekać. Chyba wszystko…- Zmarszczył brwi w zamyśleniu.
-Naprawdę dziękuję.- Chciałam położyć dłoń na ramieniu chłopaka, jednak w ostatniej chwili ją cofnęłam. – Nie musieliście z tym Piccolo.- Zachichotałam.- No i dziękuję za… informacje ogólne.- Dodałam.
- Nie ma sprawy.- Odparł.- Idę do znajomych, chcesz dołączyć?
-N..nie, dzięki.
-Zapoznałbym Cię z nimi, chodź.-Machnął zachęcająco ręką.
-Może potem. Teraz na sekundkę skocze na górę.- Piekący nadgarstek dawał po sobie znać.
-Jasne. Gdybyś chciała, to będziemy przy kanapie blisko balkonu.- Uśmiechnął się, powoli zmierzając we wspomnianym kierunku.
Przytaknęłam głową
-Um.. I Liam?
Brunet odwrócił się gwałtownie.
-Pamiętasz nasz wieczorny spacer przed ogniskiem?- Wolno przełknęłam ślinę.- Wtedy mi mówiłeś, że jeszcze nie jest czas, że… kiedyś zrozumiem. Ja… ja chyba zrozumiałam.
Godzinę później…
-Nie, nie, ja naprawdę…
Schylił się.
-Jeśli nie pójdziesz to obiecuję, że przy wszystkich wezmę Cię na ręce i zaniosę na parkiet.
Wolałam nie testować wiarygodności jego słów, dlatego też niechętnie wstałam i pozwoliłam się prowadzić za rękę. Weszliśmy pomiędzy tłum wolno poruszających się par. Moje serce biło w szaleńczym tempie, dorównując szybkości wirującym myślom.  Gorączkowo rozglądając się na wszystkie strony zdałam sobie sprawę, że my będziemy wyglądali tak samo. Chłopak wzmocnił nieco uścisk na mojej dłoni i zaczął rysować delikatne okrążenia kciukiem. Zatrzymaliśmy się gdzieś po środku pomieszczenia, wokół samych nieznajomych twarzy. Białe światła w powolnym tempie poruszały się po salonie, skrapiając ściany oraz wtulone w siebie osoby.
Spuściłam wzrok, po raz kolejny  mocno naciągając rękawy. Poczułam ciepłe dłonie, które delikatnie owinęły się na bokach mojej talii. To było… miłe.
Przygryzłam wargę i niepewnie zarzuciłam ręce na jego szyję. Nie przybliżył się, ani nie przyciągnął do siebie. Byliśmy blisko, aczkolwiek nie dotykaliśmy się zupełnie, jak większość tańczących. Po prostu starał się być ostrożny jak zawsze.
Czułam jego ciągłe spojrzenie na sobie, lecz nie miałam odwagi zrobić tego samego. Błądziłam wzrokiem po innych parach oraz jasnych punktach leniwie poruszających się po ścianach. W pewnej chwili nawet mignęła mi Alice, która gdy tylko nas zobaczyła zaczęła złączać swoje dłonie w serduszka. Odpowiedziałam jej pokerową twarzą oraz środkowym palcem, na co tylko się zaśmiała. W tamtej chwili jedyną rzeczą, której pragnęłam był koniec powolnej piosenki oraz wygodna kanapa w towarzystwie Rose i Liama.
-Dlaczego boisz się związku? -Do moich uszu doszedł dobrze mi znany cichy głos. Dopiero po sekundzie ocknęłam się, zdając sobie sprawę o co zapytał.
Po raz pierwszy spojrzałam w jego oczy. Szybkie bicie serca i trzęsące się ręce z pewnością już zdradziły mój obecny stan. To pytanie było tak zaskakujące, że nawet nie zdążyłabym uciec od nadzwyczaj spokojnego chłopaka.
-C-co?- Wykrztusiłam.
Ten tylko wzruszył ramionami.
-Nic- zapomnij.
____________________________________________________
Witam :)
Na wstępie- tak ja też nie jestem zadowolona z tego rozdziału. :/ Postaram się o więcej akcji w następnych rozdziałach. Po prostu… teraz jest taki moment, że nie ma co umieścić, a tego czego chcę na razie wstawić nie mogę, gdyż musi minąć choć trochę czasu do pewnych wydarzeń.

Sprawa druga- wszelkie pytania o następne rozdziały, propozycje lub wasze przemyślenia na które chcecie, abym odpowiedziała kierujecie nie w komentarzach aczkolwiek w zakładce „kontakt” która przekieruje was na odpowiednią stronę, gdzie bez logowania się możecie zadawać tego typu pytania.

Sprawa trzecia, która właściwie powinna być pierwszą- dziękuję.. tak cholernie dziękuję i jestem z was dumna, że mimo tych wszystkich przerw nadal tutaj jesteście i mnie wspieracie. :’))

05 sierpnia 2014

~Rozdział 50~

"Czy między ta dwójką iskrzy coś więcej? Tak, gdyż ta sama postać pojawiła się z chłopakiem na lotnisku kilka dni później. Ich gorące pożegnanie widziało kilku reporterów, lecz nie mamy oficjalnego potwierdzenia ze strony menadżerów oraz chłopaków. Cóż… nie pozostaje nic innego jak czekać, a co wy o tym myślicie? Poniżej dołączamy kilka zdjęć.
[...]
-Louis!- Wzięłam gazetę do ręki i z impetem przybliżyłam ją do kamerki.- Masz mi coś do powiedzenia?! [...] 
-Jesteśmy na pierwszej stronie gazet, co narzekasz?- Starał się przybrać obojętny wyraz warzy lecz zdradził go lewy kącik ust, unoszący się do góry.[...] 
.- Ona naprawdę może mieć przez nas poważne kłopoty Louis [...]Chłopak uniósł głowę. Uniósł w tym samym momencie, w którym piękne, błękitne oczy zalały się łzami.
[...]Nerwowo przeczesałem włosy, po chwili chowając za sobą ręce. [...]
Myślałem, że stracę nad sobą kontrolę, kiedy podeszła do niego i tak po prostu przytuliła. Dotykał ją. Ona dotykała go. Jej palce zaciskały się wokół jego szyi. Gładził ją po plecach.  [...]
Jednak ona już odrzuciła moją osobę.
On to ukrywał, ale ja to i tak wiedziałem. Nie chciał mi tego pokazać. Sam to zobaczyłem- nie potrafiłem się powstrzymać. Ale to przecież nie jego wina. Ostrzegał mnie.
Pojawiła się. Stała tuż przede mną. Jej sama postać przyprawiała mnie o palpitację serca. Gdy tylko ukazała się moim oczom, świat wokół znikał.
Może dlatego, że to ona była moim całym światem…? [...]
-Żegnaj Asiu.- Z delikatnością ucałowałem jej czubek głowy, kodując w pamięci ten moment jako najpiękniejsza chwila mojego życia. [...]Obiecuję- to ja pocałuję ją po raz ostatni. To moją rękę będzie trzymała, odchodząc. To ja sprawię jej uśmiech, dopóki nie zamieni się on w martwy, blady i kamienny wyraz twarzy. To ja zobaczę ostateczny blask w jej oczach-w  tych pięknych karmelowych oczach.  To mój głos usłyszy jako ostatni.

Po prostu będę ją kochał… kochał z taką siłą, jaką ona mnie odrzucała."

Dwadzieścia dwa dni.
Dokładnie za dwadzieścia dwa dni jest wigilia, co oznacza również urodziny Louisa. Za piętnaście- przylot chłopaków do Anglii. Nigdy nie sądziłam, że będę z takim zniecierpliwieniem oczekiwać ich powrotu.
Docenisz, gdy stracisz- tak wiem, banalne. Jednak naprawdę nabiera znaczenia dopiero po fakcie.
Westchnęłam, po raz kolejny tworząc malutki obłoczek, spowodowany zimną temperaturą. Podążyłam wzrokiem za spieszącymi się ludźmi, którzy tak jak ja- robili pierwsze zakupy gwiazdkowe.
W tłumie zauważyłam jasną blond czuprynę. Wstrzymałam oddech, ledwo co nie wypuszczając z ręki toreb. Moje kąciki ust podniosły się równie szybko jak opadły, gdy chłopak odwrócił się.
Nie, to znowu nie był on. Nie miał tych jedynych w świecie błękitnych tęczówek. Nie zadzierał nosa, gdy się uśmiechał. Nie przymykał przy tym oczu. Przy jego ustach skóra nie marszczyła się charakterystycznie, jednocześnie tak słodko i uroczo. Nie ukazywał się lekko lewy dołeczek.
To po prostu nie był on…
Mocno zacisnęłam powieki, starając się wymazać z pamięci jego obraz. Ich obraz. Wszystko, co z nimi związane.
No i wtedy problem nie znikał, tylko pojawiał się jeszcze większy. Och, nie, nie- pomijam już sam kłopot z pozbyciem się tego z mojej pamięci. Komplikacje polegały na tym, że widziałam… no właśnie- nic nie widziałam. Kompletna pustka. Jakby moja przeszłość poza nimi nie istniała, lub była próżnią. Pustym przestworz… Przepraszam- zaczynam filozofować.
Chcę tylko przekazać… a w sumie to wyjaśnić, że to oni byli tymi, którzy rozmawiali ze mną, ale tak naprawdę rozmawiali od czasów, kiedy zamknęłam się w sobie. Przedtem moja skryta postawa- to nic więcej niż lata straconego życia. Przynajmniej tak to teraz zaczynam postrzegać. Zero przyjaciół (Julia widziała większość, ale to nie wiedza jest definicją przyjaźni),zero kontaktu ze światem, zero pomocy. Sama się do tego doprowadziłam- zresztą, jeśli mam być szczera to do dziś nie wybrałabym innej opcji. Taka już jestem. To, co inni uważają za dziwne, dla mnie jest codziennością.
Oczywiście nie chcę, aby ktoś z tego wywnioskował, jak bardzo się zmieniłam. To nie byłoby prawdą. Nadal jestem sobą. Tą cichą i szarą postacią, która nigdzie nie odgrywa większej roli. Przyzwyczaiłam się i nie zamierzam walczyć o więcej- dla mnie i tak jest to wysoko.
Jednak do czego zmierzam?
Siedząc tak pewnego [jeszcze] listopadowego dnia uznałam, że oni powinni znać prawdę. Być może już ją znają od Louisa, lecz ja wolę ją powiedzieć z moich ust. Chcę, żeby wiedzieli, ile zrobili, jak bardzo im ufam i się otworzyłam.
Powiem im o mojej przeszłości. Każdy szczegół. Zrobię to również przy Alice. Odpowiem na wszystkie pytania. Szczerze.
Nie oczekuję litości- wręcz jej nie chcę.
Pragnę im tylko podziękować. Pokazać i uświadomić jak wiele dla mnie zrobili. Gdyby nie oni może nadal siedziałabym pomiędzy czterema ścianami. Nie żyłabym. Nie żyłabym psychicznie. Jedynie bym oddychała.
Dzięki nim uczę się na nowo. Przyzwyczajam się do… ludzi. Czyż nie brzmi to dość dziwnie?
Dla wszystkich, którzy to czytają- zapewne. Myślę, że po prostu nie umiem wyrazić w słowach tego, co naprawdę chcę powiedzieć.
Dawniej po prostu nie umiałam zaufać… nikomu. Nie umiałam rozmawiać, śmiać się z innymi. Po prostu… nie umiałam żyć z ludźmi. Choć nie wiem Czy ‘nie potrafiłam’ jest tu najlepszym określeniem. Może po prostu nie chciałam? Nie pojmowałam, jak dla innych jest to codziennością.
Zaufanie człowiekowi? Nie, to trudne- nadal się uczę. Ale dzięki nim, chociaż poznałam tego namiastkę. I właśnie za to wszystko jestem im wdzięczna…
Westchnęłam, po raz kolejny wypuszczając obłoczek pary.
-To co, wchodzimy?
Ocknęłam się, zdając sobie sprawę, że to właśnie do mnie są kierowane słowa.
-Um… jasne.- Ruszyłyśmy w stronę przytulnie wyglądającego lokalu.
Blondynka otworzyła drzwi, wpuszczając mnie do środka. Od razu można było wyczuć kontrast pomiędzy otoczeniem na zewnątrz, a tu- w środku. Różnica nie była tylko w temperaturach, ale również w kolorach. W pomieszczeniu utrzymywał się brąz oraz pomarańcz, zaś na dworze zieleń i biel spowodowany szronem okrywającym trawę.
Szczerze, było mi już wszystko jedno gdzie się zatrzymamy- te zakupy mnie już dość wyczerpały. A myślałam, że tylko Alice jest zakupoholiczką…
-Niee, jednak stąd wyjdźmy.- Dziewczyna zatkała nos.
-Co?- Zwróciłam się w jej stronę.
-Ten zapach… nie do zniesienia.
Zaśmiałam się.
-Uwierzyłabym Ci, jeśli chodziłoby o coś innego, ale akurat tutaj pachnie tylko i wyłącznie kawą.- Stwierdziłam, zaciągając ją w głąb.
-Nie, Asia ja mówię na serio.- Puściła moją rękę.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Chyba mi nie wmówisz, że nie lubisz tego aromatu.
Zawahała się.
-Nicooole.- Przeciągałam.
-Ale ja mówię na serio.- Zaczęła machać rękoma przed nosem.
-Ja też.
-Ja po prostu nie wiem, ale… no tu śmierdzi. Nie wiem jak Ci to inaczej wyjaśnić.- Bąknęła.
Przewróciłam oczami.
-Dobrze, także chodźmy. – Ruszyłyśmy w kierunku wyjścia.
-Mam nadzieję, że nie jesteś zła.- Odezwała się idąc z tyłu.
-Nie, bardziej zaskoczona.- Stwierdziłam.- To gdzie teraz idziemy? Chcesz wpaść do mnie? I tak muszę to odnieść.- Wskazałam na torby z zakupami.
- Okej.- wzruszyła ramionami.
Kilka godzin później…
-Asia… Kt…chłopaki  dzwonią na skype!- Zawołała do mnie z pokoju.
Przystanęłam.
Chłopaki? O tej porze?
-Co?- Zdziwiłam się.- Znaczy… odbierz, ja zaraz przyjdę.- Odparłam, płucząc ręce.
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i wybiegłam z łazienki. Zastałam tam Nicole z nieco zmieszaną miną oraz Liama po drugiej stronie. Brunet podrapał się po karku i omiótł nas wzrokiem.
-Um…. Hej.- Bąknął przerywając ciszę.
-Cześć.- Usadowiłam się wygodniej, jednocześnie modląc się, aby ta atmosfera szybko nas opuściła.
Odchrząknęłam, zadając pierwsze lepsze pytanie, które mi przyszło do głowy.
-Er… Co tam u was?
-W porządku.- Zerknął na Nicole, która intensywnie wpatrywała się w swoje ręce.
-A wy… widzę, że szykujecie nocne party. – Uśmiechnął się życzliwie.
Przynajmniej Liam zachował resztki jakiejkolwiek kultury, by normalnie gadać z blondynką. W duchu zaczęłam dziękować, że na tym miejscu nie ma Niall’a.
-Tak.-Przeczesałam włosy.- Znaczy…
-Może pójdę zrobić nam gorącą czekoladę?- Przerwała Nicki.- Z piankami.- Dodała ciszej, widząc zdziwiony wzrok naszej dwójki.
-Nie, nie, nie- co Ty.
-Właściwie to...- Liam Ty też?!- Muszę o czymś porozmawiać…- dziewczyna z ulgą podnosiła się z łóżka.- Z Tobą Nicole.
Nie wiem, która z nas miała bardziej zaskoczoną minę. Ona, która zastygła w bezruchu, czy ja.
-J..jasne.- Siliłam się na obojętny ton.
Chłopak posłał mi przepraszający uśmiech. Poklepałam dziewczynę, starając się dodać jej otuchy, a następnie wstałam z materaca.
Okej… czy jak zwykle o czymś nie wiem? Kiedyś Horan teraz Payne- mam tylko nadzieję, że nie zostanie potraktowana jak przez Irnaldczyka. Um… no nie chodzi mi przygwożdżenie do wirtualnej ściany, ale nawet i przemoc słowną.
No dobrze- określenie „przemoc słowna”  i Liam nie za bardzo do siebie pasowały, choć wśród tych chłopaków już nikt mnie nie zaskoczy.
-Echem… to ja pójdę…- Kciukiem wskazałam na dół.- W każdym razie zobaczymy się w kuchni.- Odchrząknęłam
Blondynka przytaknęła, choć sądząc po wyrazie jej twarzy, nie byłam pewna czy cokolwiek z tego zrozumiała. Teraz była bardziej… przerażona, co zdradzała lekko opuszczona głowa i pocierane między sobą dłonie.
Ruszyłam w stronę drzwi, rzucając dziewczynie ostatnie, zachęcające spojrzenie.
-Liam …Ja przepraszam.- Jej ton diametralnie się zmienił, a ja byłam niemal pewna, że miała łzy w oczach.
Wstrzymałam oddech, robiąc coraz wolniejsze kroki.
-Nie Nicole, to ja… my przepraszamy.- Zrobił pauzę.- To nigdy nie powinno się wydarzyć.- Jego głos był coraz cichszy.- Nic tego nie usprawiedliwia. Mam nadzieję, że… Um… Nie zrobił Ci krzywdy… znaczy… - zaczął się jąkać.- Ja…er… nie.. nie znam tego punktu widzenia…. Znaczy wiesz…
drżącymi rękoma zrobiłam ostatnie kroki na schodach, starając się nic więcej nie usłyszeć.
Kilkanaście dni później…
Niewyobrażalnie zimno.
Tylko takimi słowami mogłam określić temperaturę, która panowała w tej chwili na zewnątrz. A ja… cóż- jak to ja wracałam ze szkoły, cała obładowana dodatkowymi świątecznymi zakupami. Wpadłam na ten pomysł nie ze względu na długie kolejki, które zastałabym kupując wszystko na ostatnią chwilę, lecz na chłopaków. Wracali niebawem, więc wykorzystałam ich nieobecność mając świadomość jak długo spędzę z nimi czasu gdy przyjadą.
Zatrzymałam się na chwilę, by trochę odetchnąć a przy okazji poprawić wiecznie spadający szalik. To, że w Londynie nie padał śnieg, nie znaczy, że temperatura nie spadała w tamtych rejonach poniżej zera. Wypuściłam powietrze, tworząc przy tym obłoczek pary. Starając się myśleć o ostatnim zakręcie i ciepłej herbacie ruszyłam w stronię domu.
Idąc po drodze zauważyłam pierwsze świecące się latarnie. Z nudów rozpoczęłam nawet liczenie ich- poznajcie moje typowe zajęcie. To nie tak, że nie miałam nauki- chodziło o znajomych ze szkoły… raczej braku znajomych ze szkoły. No tak- w sumie to po co gadać z kimś kto niewiele mówi, zawsze siedzi na korytarzach sam i zaciska poranione nadgarstki.
Dochodząc do piętnastej z rzędu latarni stanęłam przed furtką, której zresztą ledwie co nie pominęłam. Tak- pewnie dziwnie brzmi stwierdzenie stanęłam przed furtką jakbym zaraz miała opisywać całą moją drogę do drzwi. Jednak widok koperty wyłożonej tuż przed nią jest co najmniej dziwny- zwłaszcza, że tuż nad nią znajduje się skrzynka na listy. Zmarszczyłam brwi, biorąc korespondencję do rąk.
Swoją drogą…. Nie brzmię trochę jak z jakiegoś typowego filmu, w którym zaraz główna bohaterka otworzy tajemniczą przesyłkę, w której ukaże się
a) napisania krwią groźba,
b) wiadomość od najprzystojniejszego chłopaka w całej Anglii,
c) ewentualnie list z Hogwardu?
Nie, zaśmiałam się pod nosem. Uniosłam ją z ziemi i ruszyłam w stronę domu. Kierowana wygodną kanapą i gorącym termoforem jak najszybciej wyciągnęłam klucze, które chwilę potem znalazły się w drzwiach. Ostatni raz wytarłam buty, po czym szczelnie zakręciłam każdy zamek.
Po rozebraniu się, oraz standardowo wyrzucenia plecaka w wolne miejsce na sofie nastawiłam wodę na herbatę. Zahaczyłam o łazienkę, gdzie poprawiłam jeszcze parę minut temu sterczące spod czapki włosy. Po chwili wróciłam do salonu, gdzie sięgnęłam po list.
Zmarszczyłam brwi. Żadnego adresu, a koperta nie jest nawet zaklejona. I skąd miałam wiedzieć, że to do mnie?
Westchnęłam, wyjmując złożoną na pół kartkę. Rozłożyłam ją, śledząc wzrokiem tekst.
Tekst pisany bardzo dobrze znanym mi pismem.
Zbladłam.
Kiedyś zbieżność osób była przypadkowa. Teraz już nic nie będzie działo się przez przypadek - tęskniłaś?
Nieokreślony czas później…
Spojrzałam w dół. Byłam boso, pośród lekko uklepanych wrzosów. Moja; już wyblakła miętowa sukienka zafalowała lekko pod wpływem ledwie wyczuwalnego podmuchu wiatru. Zazwyczaj spięte w kucyka włosy luźno opadały na ramiona i koronkową część ubrania. Z daleka słyszałam tylko cykanie świerszczy oraz szum zbóż.
Już skądś znałam to miejsce…
Przymknęłam oczy, głęboko wciągając powietrze. Próbowałam sobie przypomnieć skąd  ten znajomy zapach, który nawiedził moje nozdrza.
Zwykły, pusty krajobraz- a jednak- niósł za sobą coś niezwykłego, mimo to czegoś mi w nim brakowało. Nadal jednego, istotnego elementu, który by wszystko dopełniał. Rzeczy nigdy nie zapomnianej, lecz teraz już nieosiągalnej.
Nad horyzontem, tworząc złociste kontury- słońce zaczęło schodzić. Jego promienie przebijały się przez szumiące zboża oraz drzewa, jakby każde z nich chciało wygrać w nieistniejącym wyścigu.
Cisza nie trwała długo- po chwili dotarł do mnie odgłos złamanej gałęzi. Z przyspieszonym bicie serca uniosłam powieki.
Ujrzałam tam jego. Był zaledwie parę metrów ode mnie. Błękit oczu chłopaka błyszczał w promieniach słońca. Jakby ze zdenerwowania przygryzł delikatnie wargę. Ja zaś bezsilnie próbowałam uspokoić mój oddech, który przyspieszał z każdą sekundą.
Blondyn stał wpatrzony w moją osobę,  niemal analizując każdą część ciała. Jego spojrzenie wywiercało mi niewidzialną dziurę. Spuściłam wzrok pod wpływem tak intensywnie niebieskich oczu.
Irlandczyk postawił jeden niepewny krok swoją bosą stopą. Zatrzymując się spojrzał lekko w prawo. Idąc za jego spojrzeniem ujrzałam…
-Alice? Co Ty tu robisz?- Niemniej zdziwiona posłałam jej pytający wzrok.
Zerkając na dziewczynę zauważyłam, że jesteśmy ubrane niemal identycznie. Różnica okazał się biały wianek idealnie dopasowujący się do jej lekko skręconych włosów.
Brunetka odpowiedziała milczeniem. Jakby na znak tego, dodatkowo zacisnęła usta z cienką linię.  
Nie była zła, raczej odebrałabym to jako… smutek. Zresztą można było to zauważyć przypatrując się jej oczom. Z jedne strony puste, z drugiej- lekko zaszklone.  To jedyne co potrafiłam odczytać. Dodatkowo, jakby tą mimiką twarzy chciała coś przekazać mi.
Zmarszczyłam lekko  brwi, próbując się skoncentrować i dopasować do panującej sytuacji. Niestety- już widok małomównej i smutnej Alice zrobił na mnie spore wrażenie i nic więcej nie potrafiłam z tego wynieść.
Stałam bezradnie, dopóki Niall nie odwrócił się w stronę dziewczyny. Jej chcące mi coś wyjawić usta oraz oczy , momentalnie powróciły do dawnego wyrazu.
Chłopak stał w równej odległości od nas obu. Oblizał dolną wargę, po chwili przejeżdżając dłonią po gęstych i puszystych włosach.
 Blondyn zaczął wpatrywać się w brunetkę tak samo intensywnie, jak przed chwilą robił to ze mną.
W duchu odetchnęłam z ulgą. Wykorzystując nieuwagę Irlandczyka dokładniej przyjrzałam się całej sytuacji.
Pusta łąka z rosnącą bujnie trawą. Ja, Alice i Niall stoimy na lekko wydeptanej ścieżce. Czy to ma jakikolwiek sens?
Horan jest po środku w równej odległości od nas obydwu na roztaju dwóch dróg. Towarzyszy nam  dziwnie znajome otoczenie.
Jabłko Adama chłopaka porusza się, gdy przekręca głowę ponownie z moją stronę. Staram się być choć trochę wyluzowana, lecz mając przed sobą takie spojrzenie jest to dość trudne. Jak na zawałowanie zaczyna wiać wiatr wywołując między nami jeszcze bardziej napiętą atmosferę…
Usiłuję być spokojna, ale zdaje się być to nieco sprzeczne zważywszy na wiszący w powietrzu niepokój.
-Niall.- Szepczę ponownie, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę jak rozpaczliwie zabrzmiałam.
Chłopak ponownie odwraca głowę w moim kierunku, a ja moje ciało przybiera blady odcień. Ta cała sytuacja… nie bez powodu stoimy tu właśnie my.
On tam stał jakby przed dokonaniem wyboru.
Próbuję coś powiedzieć, ale czuję jak ogromna gula ciąży mi w gardle. Wybór? Jaki wybór? Przecież on już dawno wybrał, prawda?
Znaczy… taką mam nadzieję.
-Coś zrobiłem, co zmieniło Twoje podejście do mnie? Jak tak, to powiedz, bo zależy mi  na nas.
Wzdrygnęłam się, słysząc słowo „nas”. Dziwnie to brzmiało w jego ustach… Tak się nie mówi o zwykłej przyjaźni, prawda?”


Nie okłamywałby mnie…
„ Zbliżył  swoją twarz do mojej i musnął koniec policzka z graniczącym kącikiem ust.”
Obiecywał prosto w oczy…
 „-Dlaczego…- po chwili ciszy kontynuował.- dlaczego od razu nas przekreślasz. Naprawdę nie dasz mi szansy? (...)

-O co prosisz? O szansę, której i tak dla Ciebie nie ma? Chcesz, żebym Cię okłamywała? Żebyś żył, w świadomości, że to co do Ciebie czuję, jest prawdą, a potem się rozczarował?


 (...)


Chcę, żeby po prostu było jak dawniej…”

-To ją kochasz.-Mrugałam, starając się, aby łzy nie wypłynęły z moich oczu.-Prawda?- Dodałam po chwili zawahania.
-Dawniej to lubiłaś…- bąknął ledwie słyszalnie.
-Słucham?
-Kiedyś na mój dotyk się rozluźniałaś, teraz się go boisz…- powiedział zachrypniętym tonem.
To, co w tamtej chwili czułam nie jest do opisania tak po prostu na zwykłej kartce. Nie, wróć- to, co się w tamtej chwili działo było nie do opisania, gdyż tego co czułam sama nie umiałam stwierdzić.
„-To dlaczego się stresujesz?- nawet gdybym w tej chwili chciała udzielić odpowiedzi, to nie mogłabym chłopak kontynuował-  Mam bardzo wyczulony zmysł dotyku i czuję to. Słyszysz? Czuję. Twoja krew przepływa znacznie szybciej. Może kto inny dałby się nabrać, ale nie ja.”
Jego pierwszy krok w moją stronę zdecydowanie zaprzeczył wszystkiemu co powiedziałam.
-Nie.- Szepnęłam.- Proszę, powiedz, że nie.- Wykrztusiłam.
W którym momencie coś przeoczyłam? Kiedy chłopak przekroczył barierę przyjaźni, którą budowaliśmy nawzajem przez te wszystkie miesiące? Mówienie „kocham Cię” nagle stało się innym wymiarem. Każdy dotyk, którym darzył mnie każdego dnia, nie świadom, że obaj odbieramy to inaczej…
Przecież to nie mogła być prawda. Widziałam jak na nią patrzył. Na swoje całe szczęście, marzenie i życie. Czy nerwowe zagryzanie wargi, pocieranie palców i przeczesywanie włosów w jej obecności było przypadkiem?
Kolejny krok.
Skoro tak, to dlaczego mnie okłamywał przez ten cały czas? Szczerze to nawet nie wiem przez co czułam się gorzej- uczucie, jakie do mnie żywił, czy mówienie kłamstwa prosto w oczy.
Widzisz różnicę, pomiędzy tym, że oczekuję od Ciebie tylko jednego, a jestem na zabój zakochany w Alice Claire Suzette?!"
Jego postać znajdowała się już niecały metr ode. Moje serce robiło szaleńcze obroty, tak jak i mózg, który teraz z pewnością nie pracował sprawnie. W tej chwili nawet przełknięcie śliny stało się czymś nie do wykonania. Nawet nie chcę tutaj napominać o zrobieniu jakiegokolwiek ruchu czy choćby kroku. Zacisnęłam powieki.
-Nie.- powiedziałam cicho.
Moje zmysły wyczuliły się. Czułam jak krew w żyłach płynęła niewyobrażalnie szybko. Słyszałam każdy lekki podmuch wiatru. Próbowałam sobie wmówić, że znalazłam się tutaj w nieodpowiednim czasie z nieodpowiednią osobą. Takie rzeczy często się zdarzają, prawda?
Wokół mnie zrobiło się trochę zimniej i ciemniej. Mimo zamkniętych oczu zauważyłam to. Mogło to oznaczać, że nagle łąka zamieniła się w pustynię lodową, albo stałam w cieniu Nialla, który musiał być blisko. Starałam się zachowywać spokojnie, a przynajmniej zachować takie pozory. Chciałam być silna, ale czy to by cokolwiek dało?
Zadrżałam delikatnie, gdy poczułam dotyk dwóch, silnych i ciepłych dłoni na swojej talii. Mogłam się odsunąć, ale… nie zrobiłam tego. I obawiam się, że nie ze względu na mocny uścisk. Ja… ja już sama nie wiedziałam.
Nadal miałam zaciśnięte powieki, choć teraz sama nie miałam pojęcia dlaczego. W obawie co ujrzę? A raczej kogo. Możliwe, że nie chciałam mieć zakodowane w pamięci tego co się teraz działo.
Odkąd jego opuszki palców dotknęły mojej skóry, nie zrobiłam ani jednego kroku. Byłam spięta, co na pewno wyczuł blondyn.
Jego ciepły oddech otulił policzek. Wzdrygnęłam się. Z jednaj strony bałam się. Cholernie się bałam tego, co w każdej chwili może nastąpić. Byłam zaskoczona wyborem chłopaka. Nie tak sobie wyobrażałam naszą ‘przyjaźń’. Obiecywał mi coś innego.
Jednak z drugiej strony… byłam przestraszona samą sobą. Sposób, w jaki trzymał mnie swoimi ciepłymi dłońmi był kojący. Kojący i… miły. W tamtej chwili wszystko jakby wróciło na swoje miejsce. Zero zmartwień, zero wspomnień- tylko on.
-Pocałuj mnie.- Usłyszałam koło prawego ucha, po chwili zdając sobie naprawdę sprawę co powiedział.
Matko. Boska
Co? Ja …co? Momentalnie zrobiło mi się duszno. Moje nogi nagle zrobiły się jakby dwa razy cięższe. Czułam jak policzki zachodzą czerwienią. Myśli snuły się, tworząc najróżniejsze scenariusze. Jestem pewna, że gdyby nie dłonie chłopaka- już dawno leżałabym na ziemi.
Proszę, niech to się nie dzieje naprawdę…
Nigdy nie rozumiałam miłości. Była jedną z tych trudnych rzeczy, których ryzyko wygrywało nad ciekawością… a ja przecież nie podejmowałam się ryzyka.
Zapewne myślicie, że wszystkie  te filozoficzne myśli nawiedzały teraz moją głowę. Cóż… tak naprawdę był to istny chaos przeplatany mieszanką przekleństw.
Słowa i gesty, które wypowiadał blondyn były dla mnie czymś nowym.
Ugh.. nie lubię nowości.
Gdybym mogła, to zamknęłabym się na zawsze czterech ścianach nie myśląc o ludziach.
Ludzie byli skomplikowani…
-Pozwól mi Cię pokochać. Proszę.
-Już to zrobiłeś, Niall.- Nim się zorientowałam, te słowa wypłynęły z moich ust.
-Ale co to za miłość, kiedy osoba będąca dla Ciebie wszystkim ma w oczach pustkę, której nie mogę zapełnić?- Usta chłopaka zjechały niżej, gdzie lekko musnęły moją szyję.
O. Mój. Boże.
-Nia….Niall.
-Nia…Niall.- Z trudem łapię oddech.
Moja klatka piersiowa unosi się i opada, co potwierdza tylko serce bijące w szaleńczym tempie.
To tylko sen. Jeden nic nieznaczący sen.
Nadal czuję ten znajomy uścisk w brzuchu. Chowam głowę w poduszkę, próbując się uspokoić.
Najgorsze jest to, że nadal czuję jego ręce na mojej talii. Ciepły oddech wokół szyi nie idzie w zapomnienie. To jest jak koszmar. Zbyt realistyczny koszmar.

-Shhhh kochanie, jestem tutaj.

__________________________________________________

Wiem, że mówienie tutaj "przepraszam" i tak nie odzwierciedli tego, jak bardzo zawaliłam sprawę. Jest mi tak cholernie głupio za... musieliście czekać 2 miesiące na rozdział- na serio nie wiem co mam teraz pisać. Nie dość, że czekaliście na 50 to spotkało was takie gówno i zobaczcie co macie- to w ogóle nie przypomina nawet zarysu rozdziału. Przepraszam was kochani- nie wiem co się stało, ale przez ostatnie miesiące mogłam dosłownie siedzieć godzinę nad komputerem i nie napisać nic :c Jeśli pisanie kolejnego rozdziału pójdzie tak samo to będę (niestety, wiem jak też na tym ucierpię) musiała zawiesić bloga, jednak tym razem na... dłuższy czas. 
Sprawa druga- to, co sprawiliście mi pod ostatnim rozdziałem... jedno wielkie O MÓJ BOŻE. Ja... ja w życiu się nie spodziewałam tylu miłych słów od was, jak i ilości komentarzy. Zresztą to samo się tyczy mojego aska, na którym nie było dnia, żebyście nie pisali i za to wam kochani DZIĘKUJĘ ♥. W sumie to było jedyne, co trzymało mnie "przy życiu" do dokończenia tego jednego rozdziału. :'))