Muzyka

05 sierpnia 2014

~Rozdział 50~

"Czy między ta dwójką iskrzy coś więcej? Tak, gdyż ta sama postać pojawiła się z chłopakiem na lotnisku kilka dni później. Ich gorące pożegnanie widziało kilku reporterów, lecz nie mamy oficjalnego potwierdzenia ze strony menadżerów oraz chłopaków. Cóż… nie pozostaje nic innego jak czekać, a co wy o tym myślicie? Poniżej dołączamy kilka zdjęć.
[...]
-Louis!- Wzięłam gazetę do ręki i z impetem przybliżyłam ją do kamerki.- Masz mi coś do powiedzenia?! [...] 
-Jesteśmy na pierwszej stronie gazet, co narzekasz?- Starał się przybrać obojętny wyraz warzy lecz zdradził go lewy kącik ust, unoszący się do góry.[...] 
.- Ona naprawdę może mieć przez nas poważne kłopoty Louis [...]Chłopak uniósł głowę. Uniósł w tym samym momencie, w którym piękne, błękitne oczy zalały się łzami.
[...]Nerwowo przeczesałem włosy, po chwili chowając za sobą ręce. [...]
Myślałem, że stracę nad sobą kontrolę, kiedy podeszła do niego i tak po prostu przytuliła. Dotykał ją. Ona dotykała go. Jej palce zaciskały się wokół jego szyi. Gładził ją po plecach.  [...]
Jednak ona już odrzuciła moją osobę.
On to ukrywał, ale ja to i tak wiedziałem. Nie chciał mi tego pokazać. Sam to zobaczyłem- nie potrafiłem się powstrzymać. Ale to przecież nie jego wina. Ostrzegał mnie.
Pojawiła się. Stała tuż przede mną. Jej sama postać przyprawiała mnie o palpitację serca. Gdy tylko ukazała się moim oczom, świat wokół znikał.
Może dlatego, że to ona była moim całym światem…? [...]
-Żegnaj Asiu.- Z delikatnością ucałowałem jej czubek głowy, kodując w pamięci ten moment jako najpiękniejsza chwila mojego życia. [...]Obiecuję- to ja pocałuję ją po raz ostatni. To moją rękę będzie trzymała, odchodząc. To ja sprawię jej uśmiech, dopóki nie zamieni się on w martwy, blady i kamienny wyraz twarzy. To ja zobaczę ostateczny blask w jej oczach-w  tych pięknych karmelowych oczach.  To mój głos usłyszy jako ostatni.

Po prostu będę ją kochał… kochał z taką siłą, jaką ona mnie odrzucała."

Dwadzieścia dwa dni.
Dokładnie za dwadzieścia dwa dni jest wigilia, co oznacza również urodziny Louisa. Za piętnaście- przylot chłopaków do Anglii. Nigdy nie sądziłam, że będę z takim zniecierpliwieniem oczekiwać ich powrotu.
Docenisz, gdy stracisz- tak wiem, banalne. Jednak naprawdę nabiera znaczenia dopiero po fakcie.
Westchnęłam, po raz kolejny tworząc malutki obłoczek, spowodowany zimną temperaturą. Podążyłam wzrokiem za spieszącymi się ludźmi, którzy tak jak ja- robili pierwsze zakupy gwiazdkowe.
W tłumie zauważyłam jasną blond czuprynę. Wstrzymałam oddech, ledwo co nie wypuszczając z ręki toreb. Moje kąciki ust podniosły się równie szybko jak opadły, gdy chłopak odwrócił się.
Nie, to znowu nie był on. Nie miał tych jedynych w świecie błękitnych tęczówek. Nie zadzierał nosa, gdy się uśmiechał. Nie przymykał przy tym oczu. Przy jego ustach skóra nie marszczyła się charakterystycznie, jednocześnie tak słodko i uroczo. Nie ukazywał się lekko lewy dołeczek.
To po prostu nie był on…
Mocno zacisnęłam powieki, starając się wymazać z pamięci jego obraz. Ich obraz. Wszystko, co z nimi związane.
No i wtedy problem nie znikał, tylko pojawiał się jeszcze większy. Och, nie, nie- pomijam już sam kłopot z pozbyciem się tego z mojej pamięci. Komplikacje polegały na tym, że widziałam… no właśnie- nic nie widziałam. Kompletna pustka. Jakby moja przeszłość poza nimi nie istniała, lub była próżnią. Pustym przestworz… Przepraszam- zaczynam filozofować.
Chcę tylko przekazać… a w sumie to wyjaśnić, że to oni byli tymi, którzy rozmawiali ze mną, ale tak naprawdę rozmawiali od czasów, kiedy zamknęłam się w sobie. Przedtem moja skryta postawa- to nic więcej niż lata straconego życia. Przynajmniej tak to teraz zaczynam postrzegać. Zero przyjaciół (Julia widziała większość, ale to nie wiedza jest definicją przyjaźni),zero kontaktu ze światem, zero pomocy. Sama się do tego doprowadziłam- zresztą, jeśli mam być szczera to do dziś nie wybrałabym innej opcji. Taka już jestem. To, co inni uważają za dziwne, dla mnie jest codziennością.
Oczywiście nie chcę, aby ktoś z tego wywnioskował, jak bardzo się zmieniłam. To nie byłoby prawdą. Nadal jestem sobą. Tą cichą i szarą postacią, która nigdzie nie odgrywa większej roli. Przyzwyczaiłam się i nie zamierzam walczyć o więcej- dla mnie i tak jest to wysoko.
Jednak do czego zmierzam?
Siedząc tak pewnego [jeszcze] listopadowego dnia uznałam, że oni powinni znać prawdę. Być może już ją znają od Louisa, lecz ja wolę ją powiedzieć z moich ust. Chcę, żeby wiedzieli, ile zrobili, jak bardzo im ufam i się otworzyłam.
Powiem im o mojej przeszłości. Każdy szczegół. Zrobię to również przy Alice. Odpowiem na wszystkie pytania. Szczerze.
Nie oczekuję litości- wręcz jej nie chcę.
Pragnę im tylko podziękować. Pokazać i uświadomić jak wiele dla mnie zrobili. Gdyby nie oni może nadal siedziałabym pomiędzy czterema ścianami. Nie żyłabym. Nie żyłabym psychicznie. Jedynie bym oddychała.
Dzięki nim uczę się na nowo. Przyzwyczajam się do… ludzi. Czyż nie brzmi to dość dziwnie?
Dla wszystkich, którzy to czytają- zapewne. Myślę, że po prostu nie umiem wyrazić w słowach tego, co naprawdę chcę powiedzieć.
Dawniej po prostu nie umiałam zaufać… nikomu. Nie umiałam rozmawiać, śmiać się z innymi. Po prostu… nie umiałam żyć z ludźmi. Choć nie wiem Czy ‘nie potrafiłam’ jest tu najlepszym określeniem. Może po prostu nie chciałam? Nie pojmowałam, jak dla innych jest to codziennością.
Zaufanie człowiekowi? Nie, to trudne- nadal się uczę. Ale dzięki nim, chociaż poznałam tego namiastkę. I właśnie za to wszystko jestem im wdzięczna…
Westchnęłam, po raz kolejny wypuszczając obłoczek pary.
-To co, wchodzimy?
Ocknęłam się, zdając sobie sprawę, że to właśnie do mnie są kierowane słowa.
-Um… jasne.- Ruszyłyśmy w stronę przytulnie wyglądającego lokalu.
Blondynka otworzyła drzwi, wpuszczając mnie do środka. Od razu można było wyczuć kontrast pomiędzy otoczeniem na zewnątrz, a tu- w środku. Różnica nie była tylko w temperaturach, ale również w kolorach. W pomieszczeniu utrzymywał się brąz oraz pomarańcz, zaś na dworze zieleń i biel spowodowany szronem okrywającym trawę.
Szczerze, było mi już wszystko jedno gdzie się zatrzymamy- te zakupy mnie już dość wyczerpały. A myślałam, że tylko Alice jest zakupoholiczką…
-Niee, jednak stąd wyjdźmy.- Dziewczyna zatkała nos.
-Co?- Zwróciłam się w jej stronę.
-Ten zapach… nie do zniesienia.
Zaśmiałam się.
-Uwierzyłabym Ci, jeśli chodziłoby o coś innego, ale akurat tutaj pachnie tylko i wyłącznie kawą.- Stwierdziłam, zaciągając ją w głąb.
-Nie, Asia ja mówię na serio.- Puściła moją rękę.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Chyba mi nie wmówisz, że nie lubisz tego aromatu.
Zawahała się.
-Nicooole.- Przeciągałam.
-Ale ja mówię na serio.- Zaczęła machać rękoma przed nosem.
-Ja też.
-Ja po prostu nie wiem, ale… no tu śmierdzi. Nie wiem jak Ci to inaczej wyjaśnić.- Bąknęła.
Przewróciłam oczami.
-Dobrze, także chodźmy. – Ruszyłyśmy w kierunku wyjścia.
-Mam nadzieję, że nie jesteś zła.- Odezwała się idąc z tyłu.
-Nie, bardziej zaskoczona.- Stwierdziłam.- To gdzie teraz idziemy? Chcesz wpaść do mnie? I tak muszę to odnieść.- Wskazałam na torby z zakupami.
- Okej.- wzruszyła ramionami.
Kilka godzin później…
-Asia… Kt…chłopaki  dzwonią na skype!- Zawołała do mnie z pokoju.
Przystanęłam.
Chłopaki? O tej porze?
-Co?- Zdziwiłam się.- Znaczy… odbierz, ja zaraz przyjdę.- Odparłam, płucząc ręce.
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze i wybiegłam z łazienki. Zastałam tam Nicole z nieco zmieszaną miną oraz Liama po drugiej stronie. Brunet podrapał się po karku i omiótł nas wzrokiem.
-Um…. Hej.- Bąknął przerywając ciszę.
-Cześć.- Usadowiłam się wygodniej, jednocześnie modląc się, aby ta atmosfera szybko nas opuściła.
Odchrząknęłam, zadając pierwsze lepsze pytanie, które mi przyszło do głowy.
-Er… Co tam u was?
-W porządku.- Zerknął na Nicole, która intensywnie wpatrywała się w swoje ręce.
-A wy… widzę, że szykujecie nocne party. – Uśmiechnął się życzliwie.
Przynajmniej Liam zachował resztki jakiejkolwiek kultury, by normalnie gadać z blondynką. W duchu zaczęłam dziękować, że na tym miejscu nie ma Niall’a.
-Tak.-Przeczesałam włosy.- Znaczy…
-Może pójdę zrobić nam gorącą czekoladę?- Przerwała Nicki.- Z piankami.- Dodała ciszej, widząc zdziwiony wzrok naszej dwójki.
-Nie, nie, nie- co Ty.
-Właściwie to...- Liam Ty też?!- Muszę o czymś porozmawiać…- dziewczyna z ulgą podnosiła się z łóżka.- Z Tobą Nicole.
Nie wiem, która z nas miała bardziej zaskoczoną minę. Ona, która zastygła w bezruchu, czy ja.
-J..jasne.- Siliłam się na obojętny ton.
Chłopak posłał mi przepraszający uśmiech. Poklepałam dziewczynę, starając się dodać jej otuchy, a następnie wstałam z materaca.
Okej… czy jak zwykle o czymś nie wiem? Kiedyś Horan teraz Payne- mam tylko nadzieję, że nie zostanie potraktowana jak przez Irnaldczyka. Um… no nie chodzi mi przygwożdżenie do wirtualnej ściany, ale nawet i przemoc słowną.
No dobrze- określenie „przemoc słowna”  i Liam nie za bardzo do siebie pasowały, choć wśród tych chłopaków już nikt mnie nie zaskoczy.
-Echem… to ja pójdę…- Kciukiem wskazałam na dół.- W każdym razie zobaczymy się w kuchni.- Odchrząknęłam
Blondynka przytaknęła, choć sądząc po wyrazie jej twarzy, nie byłam pewna czy cokolwiek z tego zrozumiała. Teraz była bardziej… przerażona, co zdradzała lekko opuszczona głowa i pocierane między sobą dłonie.
Ruszyłam w stronę drzwi, rzucając dziewczynie ostatnie, zachęcające spojrzenie.
-Liam …Ja przepraszam.- Jej ton diametralnie się zmienił, a ja byłam niemal pewna, że miała łzy w oczach.
Wstrzymałam oddech, robiąc coraz wolniejsze kroki.
-Nie Nicole, to ja… my przepraszamy.- Zrobił pauzę.- To nigdy nie powinno się wydarzyć.- Jego głos był coraz cichszy.- Nic tego nie usprawiedliwia. Mam nadzieję, że… Um… Nie zrobił Ci krzywdy… znaczy… - zaczął się jąkać.- Ja…er… nie.. nie znam tego punktu widzenia…. Znaczy wiesz…
drżącymi rękoma zrobiłam ostatnie kroki na schodach, starając się nic więcej nie usłyszeć.
Kilkanaście dni później…
Niewyobrażalnie zimno.
Tylko takimi słowami mogłam określić temperaturę, która panowała w tej chwili na zewnątrz. A ja… cóż- jak to ja wracałam ze szkoły, cała obładowana dodatkowymi świątecznymi zakupami. Wpadłam na ten pomysł nie ze względu na długie kolejki, które zastałabym kupując wszystko na ostatnią chwilę, lecz na chłopaków. Wracali niebawem, więc wykorzystałam ich nieobecność mając świadomość jak długo spędzę z nimi czasu gdy przyjadą.
Zatrzymałam się na chwilę, by trochę odetchnąć a przy okazji poprawić wiecznie spadający szalik. To, że w Londynie nie padał śnieg, nie znaczy, że temperatura nie spadała w tamtych rejonach poniżej zera. Wypuściłam powietrze, tworząc przy tym obłoczek pary. Starając się myśleć o ostatnim zakręcie i ciepłej herbacie ruszyłam w stronię domu.
Idąc po drodze zauważyłam pierwsze świecące się latarnie. Z nudów rozpoczęłam nawet liczenie ich- poznajcie moje typowe zajęcie. To nie tak, że nie miałam nauki- chodziło o znajomych ze szkoły… raczej braku znajomych ze szkoły. No tak- w sumie to po co gadać z kimś kto niewiele mówi, zawsze siedzi na korytarzach sam i zaciska poranione nadgarstki.
Dochodząc do piętnastej z rzędu latarni stanęłam przed furtką, której zresztą ledwie co nie pominęłam. Tak- pewnie dziwnie brzmi stwierdzenie stanęłam przed furtką jakbym zaraz miała opisywać całą moją drogę do drzwi. Jednak widok koperty wyłożonej tuż przed nią jest co najmniej dziwny- zwłaszcza, że tuż nad nią znajduje się skrzynka na listy. Zmarszczyłam brwi, biorąc korespondencję do rąk.
Swoją drogą…. Nie brzmię trochę jak z jakiegoś typowego filmu, w którym zaraz główna bohaterka otworzy tajemniczą przesyłkę, w której ukaże się
a) napisania krwią groźba,
b) wiadomość od najprzystojniejszego chłopaka w całej Anglii,
c) ewentualnie list z Hogwardu?
Nie, zaśmiałam się pod nosem. Uniosłam ją z ziemi i ruszyłam w stronę domu. Kierowana wygodną kanapą i gorącym termoforem jak najszybciej wyciągnęłam klucze, które chwilę potem znalazły się w drzwiach. Ostatni raz wytarłam buty, po czym szczelnie zakręciłam każdy zamek.
Po rozebraniu się, oraz standardowo wyrzucenia plecaka w wolne miejsce na sofie nastawiłam wodę na herbatę. Zahaczyłam o łazienkę, gdzie poprawiłam jeszcze parę minut temu sterczące spod czapki włosy. Po chwili wróciłam do salonu, gdzie sięgnęłam po list.
Zmarszczyłam brwi. Żadnego adresu, a koperta nie jest nawet zaklejona. I skąd miałam wiedzieć, że to do mnie?
Westchnęłam, wyjmując złożoną na pół kartkę. Rozłożyłam ją, śledząc wzrokiem tekst.
Tekst pisany bardzo dobrze znanym mi pismem.
Zbladłam.
Kiedyś zbieżność osób była przypadkowa. Teraz już nic nie będzie działo się przez przypadek - tęskniłaś?
Nieokreślony czas później…
Spojrzałam w dół. Byłam boso, pośród lekko uklepanych wrzosów. Moja; już wyblakła miętowa sukienka zafalowała lekko pod wpływem ledwie wyczuwalnego podmuchu wiatru. Zazwyczaj spięte w kucyka włosy luźno opadały na ramiona i koronkową część ubrania. Z daleka słyszałam tylko cykanie świerszczy oraz szum zbóż.
Już skądś znałam to miejsce…
Przymknęłam oczy, głęboko wciągając powietrze. Próbowałam sobie przypomnieć skąd  ten znajomy zapach, który nawiedził moje nozdrza.
Zwykły, pusty krajobraz- a jednak- niósł za sobą coś niezwykłego, mimo to czegoś mi w nim brakowało. Nadal jednego, istotnego elementu, który by wszystko dopełniał. Rzeczy nigdy nie zapomnianej, lecz teraz już nieosiągalnej.
Nad horyzontem, tworząc złociste kontury- słońce zaczęło schodzić. Jego promienie przebijały się przez szumiące zboża oraz drzewa, jakby każde z nich chciało wygrać w nieistniejącym wyścigu.
Cisza nie trwała długo- po chwili dotarł do mnie odgłos złamanej gałęzi. Z przyspieszonym bicie serca uniosłam powieki.
Ujrzałam tam jego. Był zaledwie parę metrów ode mnie. Błękit oczu chłopaka błyszczał w promieniach słońca. Jakby ze zdenerwowania przygryzł delikatnie wargę. Ja zaś bezsilnie próbowałam uspokoić mój oddech, który przyspieszał z każdą sekundą.
Blondyn stał wpatrzony w moją osobę,  niemal analizując każdą część ciała. Jego spojrzenie wywiercało mi niewidzialną dziurę. Spuściłam wzrok pod wpływem tak intensywnie niebieskich oczu.
Irlandczyk postawił jeden niepewny krok swoją bosą stopą. Zatrzymując się spojrzał lekko w prawo. Idąc za jego spojrzeniem ujrzałam…
-Alice? Co Ty tu robisz?- Niemniej zdziwiona posłałam jej pytający wzrok.
Zerkając na dziewczynę zauważyłam, że jesteśmy ubrane niemal identycznie. Różnica okazał się biały wianek idealnie dopasowujący się do jej lekko skręconych włosów.
Brunetka odpowiedziała milczeniem. Jakby na znak tego, dodatkowo zacisnęła usta z cienką linię.  
Nie była zła, raczej odebrałabym to jako… smutek. Zresztą można było to zauważyć przypatrując się jej oczom. Z jedne strony puste, z drugiej- lekko zaszklone.  To jedyne co potrafiłam odczytać. Dodatkowo, jakby tą mimiką twarzy chciała coś przekazać mi.
Zmarszczyłam lekko  brwi, próbując się skoncentrować i dopasować do panującej sytuacji. Niestety- już widok małomównej i smutnej Alice zrobił na mnie spore wrażenie i nic więcej nie potrafiłam z tego wynieść.
Stałam bezradnie, dopóki Niall nie odwrócił się w stronę dziewczyny. Jej chcące mi coś wyjawić usta oraz oczy , momentalnie powróciły do dawnego wyrazu.
Chłopak stał w równej odległości od nas obu. Oblizał dolną wargę, po chwili przejeżdżając dłonią po gęstych i puszystych włosach.
 Blondyn zaczął wpatrywać się w brunetkę tak samo intensywnie, jak przed chwilą robił to ze mną.
W duchu odetchnęłam z ulgą. Wykorzystując nieuwagę Irlandczyka dokładniej przyjrzałam się całej sytuacji.
Pusta łąka z rosnącą bujnie trawą. Ja, Alice i Niall stoimy na lekko wydeptanej ścieżce. Czy to ma jakikolwiek sens?
Horan jest po środku w równej odległości od nas obydwu na roztaju dwóch dróg. Towarzyszy nam  dziwnie znajome otoczenie.
Jabłko Adama chłopaka porusza się, gdy przekręca głowę ponownie z moją stronę. Staram się być choć trochę wyluzowana, lecz mając przed sobą takie spojrzenie jest to dość trudne. Jak na zawałowanie zaczyna wiać wiatr wywołując między nami jeszcze bardziej napiętą atmosferę…
Usiłuję być spokojna, ale zdaje się być to nieco sprzeczne zważywszy na wiszący w powietrzu niepokój.
-Niall.- Szepczę ponownie, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę jak rozpaczliwie zabrzmiałam.
Chłopak ponownie odwraca głowę w moim kierunku, a ja moje ciało przybiera blady odcień. Ta cała sytuacja… nie bez powodu stoimy tu właśnie my.
On tam stał jakby przed dokonaniem wyboru.
Próbuję coś powiedzieć, ale czuję jak ogromna gula ciąży mi w gardle. Wybór? Jaki wybór? Przecież on już dawno wybrał, prawda?
Znaczy… taką mam nadzieję.
-Coś zrobiłem, co zmieniło Twoje podejście do mnie? Jak tak, to powiedz, bo zależy mi  na nas.
Wzdrygnęłam się, słysząc słowo „nas”. Dziwnie to brzmiało w jego ustach… Tak się nie mówi o zwykłej przyjaźni, prawda?”


Nie okłamywałby mnie…
„ Zbliżył  swoją twarz do mojej i musnął koniec policzka z graniczącym kącikiem ust.”
Obiecywał prosto w oczy…
 „-Dlaczego…- po chwili ciszy kontynuował.- dlaczego od razu nas przekreślasz. Naprawdę nie dasz mi szansy? (...)

-O co prosisz? O szansę, której i tak dla Ciebie nie ma? Chcesz, żebym Cię okłamywała? Żebyś żył, w świadomości, że to co do Ciebie czuję, jest prawdą, a potem się rozczarował?


 (...)


Chcę, żeby po prostu było jak dawniej…”

-To ją kochasz.-Mrugałam, starając się, aby łzy nie wypłynęły z moich oczu.-Prawda?- Dodałam po chwili zawahania.
-Dawniej to lubiłaś…- bąknął ledwie słyszalnie.
-Słucham?
-Kiedyś na mój dotyk się rozluźniałaś, teraz się go boisz…- powiedział zachrypniętym tonem.
To, co w tamtej chwili czułam nie jest do opisania tak po prostu na zwykłej kartce. Nie, wróć- to, co się w tamtej chwili działo było nie do opisania, gdyż tego co czułam sama nie umiałam stwierdzić.
„-To dlaczego się stresujesz?- nawet gdybym w tej chwili chciała udzielić odpowiedzi, to nie mogłabym chłopak kontynuował-  Mam bardzo wyczulony zmysł dotyku i czuję to. Słyszysz? Czuję. Twoja krew przepływa znacznie szybciej. Może kto inny dałby się nabrać, ale nie ja.”
Jego pierwszy krok w moją stronę zdecydowanie zaprzeczył wszystkiemu co powiedziałam.
-Nie.- Szepnęłam.- Proszę, powiedz, że nie.- Wykrztusiłam.
W którym momencie coś przeoczyłam? Kiedy chłopak przekroczył barierę przyjaźni, którą budowaliśmy nawzajem przez te wszystkie miesiące? Mówienie „kocham Cię” nagle stało się innym wymiarem. Każdy dotyk, którym darzył mnie każdego dnia, nie świadom, że obaj odbieramy to inaczej…
Przecież to nie mogła być prawda. Widziałam jak na nią patrzył. Na swoje całe szczęście, marzenie i życie. Czy nerwowe zagryzanie wargi, pocieranie palców i przeczesywanie włosów w jej obecności było przypadkiem?
Kolejny krok.
Skoro tak, to dlaczego mnie okłamywał przez ten cały czas? Szczerze to nawet nie wiem przez co czułam się gorzej- uczucie, jakie do mnie żywił, czy mówienie kłamstwa prosto w oczy.
Widzisz różnicę, pomiędzy tym, że oczekuję od Ciebie tylko jednego, a jestem na zabój zakochany w Alice Claire Suzette?!"
Jego postać znajdowała się już niecały metr ode. Moje serce robiło szaleńcze obroty, tak jak i mózg, który teraz z pewnością nie pracował sprawnie. W tej chwili nawet przełknięcie śliny stało się czymś nie do wykonania. Nawet nie chcę tutaj napominać o zrobieniu jakiegokolwiek ruchu czy choćby kroku. Zacisnęłam powieki.
-Nie.- powiedziałam cicho.
Moje zmysły wyczuliły się. Czułam jak krew w żyłach płynęła niewyobrażalnie szybko. Słyszałam każdy lekki podmuch wiatru. Próbowałam sobie wmówić, że znalazłam się tutaj w nieodpowiednim czasie z nieodpowiednią osobą. Takie rzeczy często się zdarzają, prawda?
Wokół mnie zrobiło się trochę zimniej i ciemniej. Mimo zamkniętych oczu zauważyłam to. Mogło to oznaczać, że nagle łąka zamieniła się w pustynię lodową, albo stałam w cieniu Nialla, który musiał być blisko. Starałam się zachowywać spokojnie, a przynajmniej zachować takie pozory. Chciałam być silna, ale czy to by cokolwiek dało?
Zadrżałam delikatnie, gdy poczułam dotyk dwóch, silnych i ciepłych dłoni na swojej talii. Mogłam się odsunąć, ale… nie zrobiłam tego. I obawiam się, że nie ze względu na mocny uścisk. Ja… ja już sama nie wiedziałam.
Nadal miałam zaciśnięte powieki, choć teraz sama nie miałam pojęcia dlaczego. W obawie co ujrzę? A raczej kogo. Możliwe, że nie chciałam mieć zakodowane w pamięci tego co się teraz działo.
Odkąd jego opuszki palców dotknęły mojej skóry, nie zrobiłam ani jednego kroku. Byłam spięta, co na pewno wyczuł blondyn.
Jego ciepły oddech otulił policzek. Wzdrygnęłam się. Z jednaj strony bałam się. Cholernie się bałam tego, co w każdej chwili może nastąpić. Byłam zaskoczona wyborem chłopaka. Nie tak sobie wyobrażałam naszą ‘przyjaźń’. Obiecywał mi coś innego.
Jednak z drugiej strony… byłam przestraszona samą sobą. Sposób, w jaki trzymał mnie swoimi ciepłymi dłońmi był kojący. Kojący i… miły. W tamtej chwili wszystko jakby wróciło na swoje miejsce. Zero zmartwień, zero wspomnień- tylko on.
-Pocałuj mnie.- Usłyszałam koło prawego ucha, po chwili zdając sobie naprawdę sprawę co powiedział.
Matko. Boska
Co? Ja …co? Momentalnie zrobiło mi się duszno. Moje nogi nagle zrobiły się jakby dwa razy cięższe. Czułam jak policzki zachodzą czerwienią. Myśli snuły się, tworząc najróżniejsze scenariusze. Jestem pewna, że gdyby nie dłonie chłopaka- już dawno leżałabym na ziemi.
Proszę, niech to się nie dzieje naprawdę…
Nigdy nie rozumiałam miłości. Była jedną z tych trudnych rzeczy, których ryzyko wygrywało nad ciekawością… a ja przecież nie podejmowałam się ryzyka.
Zapewne myślicie, że wszystkie  te filozoficzne myśli nawiedzały teraz moją głowę. Cóż… tak naprawdę był to istny chaos przeplatany mieszanką przekleństw.
Słowa i gesty, które wypowiadał blondyn były dla mnie czymś nowym.
Ugh.. nie lubię nowości.
Gdybym mogła, to zamknęłabym się na zawsze czterech ścianach nie myśląc o ludziach.
Ludzie byli skomplikowani…
-Pozwól mi Cię pokochać. Proszę.
-Już to zrobiłeś, Niall.- Nim się zorientowałam, te słowa wypłynęły z moich ust.
-Ale co to za miłość, kiedy osoba będąca dla Ciebie wszystkim ma w oczach pustkę, której nie mogę zapełnić?- Usta chłopaka zjechały niżej, gdzie lekko musnęły moją szyję.
O. Mój. Boże.
-Nia….Niall.
-Nia…Niall.- Z trudem łapię oddech.
Moja klatka piersiowa unosi się i opada, co potwierdza tylko serce bijące w szaleńczym tempie.
To tylko sen. Jeden nic nieznaczący sen.
Nadal czuję ten znajomy uścisk w brzuchu. Chowam głowę w poduszkę, próbując się uspokoić.
Najgorsze jest to, że nadal czuję jego ręce na mojej talii. Ciepły oddech wokół szyi nie idzie w zapomnienie. To jest jak koszmar. Zbyt realistyczny koszmar.

-Shhhh kochanie, jestem tutaj.

__________________________________________________

Wiem, że mówienie tutaj "przepraszam" i tak nie odzwierciedli tego, jak bardzo zawaliłam sprawę. Jest mi tak cholernie głupio za... musieliście czekać 2 miesiące na rozdział- na serio nie wiem co mam teraz pisać. Nie dość, że czekaliście na 50 to spotkało was takie gówno i zobaczcie co macie- to w ogóle nie przypomina nawet zarysu rozdziału. Przepraszam was kochani- nie wiem co się stało, ale przez ostatnie miesiące mogłam dosłownie siedzieć godzinę nad komputerem i nie napisać nic :c Jeśli pisanie kolejnego rozdziału pójdzie tak samo to będę (niestety, wiem jak też na tym ucierpię) musiała zawiesić bloga, jednak tym razem na... dłuższy czas. 
Sprawa druga- to, co sprawiliście mi pod ostatnim rozdziałem... jedno wielkie O MÓJ BOŻE. Ja... ja w życiu się nie spodziewałam tylu miłych słów od was, jak i ilości komentarzy. Zresztą to samo się tyczy mojego aska, na którym nie było dnia, żebyście nie pisali i za to wam kochani DZIĘKUJĘ ♥. W sumie to było jedyne, co trzymało mnie "przy życiu" do dokończenia tego jednego rozdziału. :'))

16 czerwca 2014

~Rozdział 49~

-POWIEDZIAŁEŚ MU?! POWIEDZIAŁEŚ MU WSZYSTKO?! [...]
-C-Czy Nicole zrobiła coś, o czym powinnam wiedzieć? Dziwnie zareagowaliście na dole, gdy o nią spytałam.
Jego ręka szybko zjechała na dół, a twarz lekko zbladła.
-Nie w…
-Tylko nie mów, że nie masz pojęcia, bo i tak będę wiedziała, że kłamiesz. [...]
-Zayn… ja chciałam przeprosić nie tylko za to. Za… wszystko.-Szepnęłam.
[...] Byłam wolna. Wolna i szczęśliwa. Teraz nie potrzebowałam nic więcej. On też. Po prostu siedzieliśmy; ja- wpatrując się przed siebie, on- w zasypiającą Sophie. [...]
-Pamiętasz?- Bąknął. [...]
[...]
-Wtedy też się mnie bałaś.-Na jego twarzy pojawił się dziecięcy uśmiech.
[...]
-Nadal to robisz?- Szepnął. [...]
-Czyli tamtego dnia już nie pamiętasz.-Westchnął, nadal nie odrywając oczu od miejsc ran.
Pamiętam, oczywiście, że pamiętam. 
Nawet nie wiesz jak bardzo. Może nie zdajesz sobie sprawy, ale te rany były zadawane przez …Ciebie, ale nie martw się, tylko czasem. Skoro już się pokłóciliśmy, to komu miałam składać obietnicę?
Teraz będzie inaczej, prawda?
-Niszczysz je. Niszczysz swoje ciało [...]
-Nie, nie przepraszaj mnie. Chcę.. chcę tylko, żebyś więcej tego nie robiła. [...]
-A Ty?- Spytałam z zaszklonymi oczami.
Uniósł lekko brwi, marszcząc przy tym nos.
-A ja co?
Wskazałam opuszkiem palca podbrzusze, chcąc je dotknąć, ale chłopak szybko się odsunął.
-Ty możesz je niszczyć?- cofnęłam dłoń. [...]
-Mogę.- Odparł cicho."

Głośny pisk rozchodzący się z dołu uświadomił mi, że moja przyjaciółka dotarła już do domu.
-Asiaaa!
Przewróciłam oczami.
-Jestem! Już jestem! Widziała…
Wzdrygnęłam się, słysząc huk na schodach.
-Ali…
-Żyję, żyję, macie tu strasznie ślisko.- Ta wypowiedź, w przeciwieństwie do poprzednich nie była już tak entuzjastyczna.
Odetchnęłam z ulgą.
-Widziałaś?! Widziałaaaaaaaaa…. Fuck!
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Chyba nigdy nie dojdę cała do Twojego pokoju.- Po drugiej stronie drzwi rozległo się mruknięcie. Po sekundzie zza nich wyłoniła się głowa brunetki.
Gdy tylko napotkała mój wzrok- uśmiechnęła się. Jej oczy przybrały dawnego blasku, a już po chwili jej sylwetka wylądowała obok mnie.
-Nie zgadniesz co mam!- Zapiszczała, sięgając do swojej torby.
-No chyba nie zgadnę.- Odparłam beznamiętnie, wyrzucając kolejną chusteczkę na podłogę.
-Z reguły nie kupuję takich gazet.-Burknęła, nadal przerzucając rzeczy.- Ale jak…
-Ty nie kupujesz czasopism?! – Zapytałam z udawaną ironią w głosie.
Dziewczyna rzuciła mi karcące spojrzenie.
-Nie takich bzdur.-Rzuciła.- Są o wiele ciekawsze i bardziej wiarygodne magaz..MAM!
Na dźwięk kolejnego wysokiego pisku w tym dniu lekko podskoczyłam-  o ile w ogóle to można zrobić leżąc w łóżku.
-Widziałaś to?! Widziałaś?!- Brunetka zaczęła mi machać  przed oczami  jakimiś papierami.
-Ależ oczywiście, bo przecież wcale nie jestem chora, i wcale od pięciu dni nie ruszam się z domu, więc po co zadajesz tak oczywiste pytanie?- Mruknęłam.
Alice, nie za bardzo przejmując się sarkastycznym komentarzem z mojej strony energicznie zaczęła przerzucać kartki.
-Zaraz mi się będziesz tłum...JEST!
-Al, jestem koło Ciebie, naprawdę nie musisz piszczeć.- Starałam się na spokojny ton.
-Nie narzekaj, tylko czytaj!- Wręcz podłożyła mi gazetę pod samą twarz.
Wzięłam od niej czasopismo, próbują znaleźć właściwy artykuł. Mój wzrok zatrzymał się… ZARAZ ZARAZ CO!?
LOUIS TOMLINSON WIDZIANY Z NIEZNAJOMĄ DZIEWCZYNĄ. CZYŻBY SZYKOWAŁ SIĘ NOWY ROMANS?
Jeden z pięciu członków znanego zespołu „One Direction”- Louis Tomlinson (22 l.) widziany był ostatnio około godzin wieczornych w Hyde Park’u w centrum Londynu. Dnia 14 października para pojawiła się, zaskakując niewielką liczbę przechodniów jak i fanek. Louis- potocznie nazywany przez directionerki 'Tommo', trzymał w głębokim uścisku nieznajomą dziewczynę, której danych niestety nie mamy. Czy między ta dwójką iskrzy coś więcej? Tak, gdyż ta sama postać pojawiła się z chłopakiem na lotnisku kilka dni później. Ich gorące pożegnanie widziało kilku reporterów, lecz nie mamy oficjalnego potwierdzenia ze strony menadżerów oraz chłopaków. Cóż… nie pozostaje nic innego jak czekać, a co wy o tym myślicie? Poniżej dołączamy kilka zdjęć.





Siedziałam przez chwilę bez ruchu próbując analizować każde słowo po kilka razy.  Jej treść nie docierała do mnie. To, co tam napisali było wręcz… ugh… nawet nie umiem tego nazwać. Przeniosłam wzrok na zdjęcia. Każde z nich było niewyraźne i niezwykle ciemne. Piksele były widoczne na wszystkich sześciu. Niektóre zostały zrobione z naprawdę niekorzystnej dla nas perspektywy. Dogodne dla paparazzi warunki dodatkowo wykluczały jakąkolwiek obronę z mojej strony.
-Gorące pożegnanie.- Zacytowała Alice z błyskiem w oku.
Przysięgam, że gdyby nie obecny stan zdrowia brunetka już dawno byłaby wgnieciona w ziemię, gdzieś za płotem.
Rzuciłam w jej stronę mordercze spojrzenie, powracając do przyglądania się zdjęciom.
-Masz mi coś do powiedzenia?- Ciągnęła, z triumfalnym uśmiechem wypisanym na twarzy.
-Jasne. Ale póki co, ciesz się, że się powstrzymuję.- Odparłam przez zaciśnięte zęby. –Jak oni mieli prawo tak napisać? Przecież to są same bzdury!
-Bzdury bzdurami, zdjęcia na to nie wskazują- wręcz przeciwnie. – Wzruszyła ramionami.
-No tak, bo przecież wcale nie żyjemy w czasach, kiedy nie trudno  o pierwszy lepszy program do przeróbki fotografii.- Mruknęłam sarkastycznie.
-Nigdy nic nie wiadomo. – Odchrząknęła.- Zresztą nie wmówisz mi, że to photoshop.- Wyszczerzyła się, nie dając mi dojść do słowa.- Gdyby nim był, miałabyś choć trochę zdziwioną minę na początku. Do tego nie czepiałabyś się o słowa ale o sam fakt, że podrobili obrazki wstawiając tam wasze twarze. – Zakończyła swój monolog, z dumą wpatrując się w moją osobę.
Poruszyłam się, z trudnością przełykając ślinę.
-Co nie zmienia faktu, że to co tam wypisali jest kompletną bzdurą.- Żachnęłam.
-Cóż… Te zdjęcia mówią same za siebie. – Pisnęła z podekscytowaniem.
Przewróciłam oczami.
-Sama na początku mówiłaś, że to co tam wypisują, jest kompletnym kłamstwem, a Ty nigdy tej gazety nie kupujesz.
-Nie, gdy na okładce jest moja przyjaciółka. - Gwałtownie gestykulowała dłońmi.
-Ale….- Jęknęłam, wiedząc, że dla Alice żaden argument nie będzie dostatecznie wystarczający.
-Widzisz?- Poczułam jej rękę na moim ramieniu.- Mnie nie oszukasz. A teraz chcę znać wszystkie szczegóły.
Westchnęłam, jednak w głębi serca bojąc się okropnie do czego to może zmierzyć.
-Po prostu byliśmy na normalnym spac…
-I po prostu tak się przytulaliście i całowaliście.- Przerwała.
-Nie całowaliśmy się!- Powiedziałam oburzona.- Zresztą może będzie lepiej, jak do niego zadzwonimy.
-Och nie wiem, czy chcę słuchać o czym będz…
-Alice!
Brunetka zaśmiała się pod nosem.
-No dobrze, dobrze. W sumie to bez różnicy bo i tak miałyśmy do nich zadzwonić. Włącz to.- Powiedziała, podając mi laptopa.
Głośno wypuściłam powietrze, wciskając prawidłowy guzik i czekając na pojawienie się czegokolwiek na ekranie.
-Wiesz…- Niby od niechcenia zaczęła przyglądać się swoim paznokciom. – Nic bym nie miała przeciw waszemu związkowi…- Zerknęła, widząc nieporuszony wyraz twarzy z mojej strony.- Ale chyba lepiej by Ci się powodziło z Niallem.- Poruszyła znacząca brwiami, na co już kompletnie nie zwracałam uwagi.
-Tomlinson i Ty jesteście kompletnymi przeciwieństwami. – Kontynuowała, zapewne chcąc sprawdzić w którym momencie wyprowadzi mnie z równowagi. – A Nialler względem Ciebie….- Odchrząknęła.- Sama pamiętasz nasze poprzednie wnioski.
Poza faktem, że to w Tobie się kocha…
-Ahhh jak i również pragnę przypomnieć, że jesteście ze sobą naprawdę blisko.- Powiedziała obojętnym tonem.- Tutaj jednakże pozwolę sobie przypomnieć, kto mi zniknął na… dość długi czas podczas ogniska… echem… sami w pokoju.
Z kamienną twarzą starałam się wpisać hasło.
-To samo tyczy się, kiedy musiałam rano wparować do Ciebie i Liama, aby doprowadzić Twoje włosy do stanu używalności.
-Alice, ona ma dziewczynę!- Oburzyłam się.
-Co nie zmienia faktu, że chyba naprawdę nie chcę wiedzieć coście tam robili. –Mruknęła.
-Zmieńmy temat, proszę.- Bąknęłam, nie widząc sensu w ciągnięciu tej rozmowy.
-Nie, dlaczego, ten wydaje się bardzo ciekawy.
Ponownie przewróciłam oczami.
-A co, jeśli teraz mają jakiś wywiad?- Spytałam.
-To zadzwonimy kiedy indziej?
Wow, Alice, wow.
Kliknęłam w niebieską ikonkę z napisem skype. Czekając na załadowanie zaczęłam bębnić paznokciami o obudowę.
-Wiesz…- zaczęła niepewnie, zmieniając ton na poważniejszy.- Jak byliśmy na lotnisku..- Zawahała się, aż po raz pierwszy przy tej rozmowie przekręciłam głowę w jej stronę. – Widziałam Ciebie żegnającą się z nim.
Nie wiedziałam o kim mówi, dopóki nie spojrzałam w stronę w którą patrzyła. Widniało tam zdjęcie naszej ósemki- Ja, chłopaki, Alice i Rose. Jednak jej spojrzenie utkwiło w jednej osobie.
-Był taki jakiś… nieobecny. Kiedy do niego podeszłaś i złapałaś go za ręce, jego oczy wyrażały więcej, niż kiedykolwiek mogłam ujrzeć. Potem jak się przytulałaś- przysięgam- spostrzegłam, że zaciskał powieki tak mocno, jakby nie chcąc pokazać co przeżywa przy tym pożegnaniu. Asia on… kiedy go opuszczałaś, jestem pewna, że się rozpł…
-Asiaaaaaaaaaaa!!- Krzyk po drugiej stronie ekranu szybko przywołał mnie na ziemię. Błyskawicznie odwróciłam się do dwóch znajomych twarzy, a moje kąciki ust uniosły się ku górze.
Poprzednie słowa brunetki musiały odejść w zapomnienie, a ich miejsce zastąpił potok słów, wydobywający się z ust Louisa i Nialla. Chłopcy przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
-Jest z Tobą ktoś?- Zrozumiałam spośród wszystkich wielu wyrazów.
Kiwnęłam głową, zsuwając laptop z moich kolan i stawiając pomiędzy mną a Alice. Na jej widok chłopcy pomachali, niemal jednocześnie wykrzykując imię dziewczyny. Horan lekko się wzdrygnął, zerkając w dół, zapewne chcąc się upewnić co do wyglądu.
Uśmiechnęłam się na ten widok- speszony Irlandczyk był zdecydowanie najbardziej uroczą rzeczą, którą ujrzałam od dobrych kilkunastu dni.
-Gdzie reszta?- Zapytała moja przyjaciółka, marszcząc przy tym nos, a ja byłam pewna, że nie uszło to uwadze blondyna.
-Jesteśmy po wywiadzie.- Tommo odchrząknął, szturchając niebieskookiego.- Um… Zayn się ledwo trzymał, Liama już musiała wnosić ochrona a Harry pojechał do studia, bo dziś jest jego kolej nagrywania.
-Biedny Payne. – Szepnęła brunetka. – No ale teraz lepiej opowiedzcie jak tam w trasie.
-Alice, pytałaś nas o to dwa dni temu.- Louis się zaśmiał, przy okazji ponownie trzepiąc przyjaciela, aby wreszcie coś z siebie wydobył.- W każdym razie nadal jest dobrze. Jesteśmy tylko trochę przemęczeni. – Odparł.
Kiwnęłam głową, dopiero teraz przypominając sobie o artykule.
-Louis!- Wzięłam gazetę do ręki i z impetem przybliżyłam ją do kamerki.- Masz mi coś do powiedzenia?!- Mój spokój i harmonia ulotniły się w ekspresowym czasie.
-Na razie widząc czarne tło niewiele mogę stwierdzić.- Mogłam przysiąc, że się uśmiecha.
Westchnęłam, odsuwając nieco materiał czasopisma.
Usłyszałam głośne gwizdnięcie po drugiej stronie ekranu.
-Jesteśmy na pierwszej stronie gazet, co narzekasz?- Starał się przybrać obojętny wyraz warzy lecz zdradził go lewy kącik ust, unoszący się do góry.
-Lou to nie jest śmieszne!
-Nie śmiem zaprz… - Ręka położona na jego ramieniu spowodowała, że przerwał wpół zdania.
Też się lekko zdziwiłam, widząc blondyna, którego oczy wyrażały zupełnie przeciwne emocje.
-O co chodzi Nialler?
-Po prostu…- Blondyn przełknął ślinę i nerwowo przeczesał włosy.- Ona naprawdę może mieć przez nas poważne kłopoty Louis… znaczy…- przejechał ręka po twarzy.- Uważam, że nie powinieneś brać tego… zresztą nieważne.- Skulił się.
Reakcja niebieskookiego była dla mnie co najmniej dziwna. Sądząc po minie innych, oni również byli zaskoczeni. Z jednej strony było to cholernie słodkie, kiedy tak się zaczął jąkać, ale z drugiej… już dawno nie spoglądaliśmy na tak przerażonego Horana. Jestem pewna, że zaraz po zakończeniu tej rozmowy Alice wręcz rzuci się w moja stronę, zasypując milionami argumentów i powtarzając ‘a nie mówiłam?’.
Z trudem przełknęłam ślinę, nieśmiało się uśmiechając.
-Wszystko dobrze Niall.- Przerwałam panującą ciszę.- Przecież to nie jest wina Louisa… on tylko… ze mną wyszedł.
Tommo na potwierdzenie tego wyraźnie kiwnął głową.
Źle się czułam okłamując blondyna, ale uważam, że czasem jego wypowiedzenie może okazać się lepsze.
Irlandczyk nic nie powiedział. Zamiast tego podparł swoją głowę na piąstkach. Jednak widząc na sobie wzrok trzech innych osób, schował ją całkowicie, podkulając kolana do przodu.
Alice spojrzała na mnie wyczekująco, zaś ja nie potrafiłam skleić nawet jednego poprawnego zdania.
-Um… To jak z…
Reszty już nie słyszałam. Odpłynęłam myślami zupełnie gdzie indziej. Nietrudno było zgadnąć kto był obiektem moich przemyśleń. W głowie pojawiła mi się dobrze znana twarz Irlandczyka. Na początku była ona wesoła- czyli praktycznie taka, jaką widzę zawsze. Jednak po chwili jego oczy napełniły się łzami, a dłonie chłopaka skutecznie próbowały to zakryć. To niemalże w takim stanie widziałam go ostatnim razem.
W jednej chwili zachowanie chłopaka zmieniło atmosferę naszej czwórki. W jednej chwili pomieszczenie zrobiło się tak jakby… pozbawione kolorów. Mój kochany przyjaciel z niewiadomego nam powodu… załamał się.. przeze mnie.
Przeze mnie.
Wertując myśli zastanawiałam się, co mogło być powodem tak nagłej zmiany. Nic- kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy.
Po prostu zobaczył te zdjęcia, a przerażenie w jego oczach pojawiło się momentalnie.
Ojj Nialler, Nialler- tyle z tobą kłopotów. A najgorsze, że to wszystko wyszło tak nagle… Żegnaliśmy się w dobrych stosunkach, rozmawialiśmy przez skype’a - także.
-Asia?- Ocknęłam się, kiedy ręka mojej przyjaciółki mignęła mi przed oczami.
-C-co? A.. sorry.- Przeciągnęłam się.
-Um…- Brunetka spojrzała na mnie błagalnie, po chwili przenosząc wzrok na laptopa. Zrozumiałam o co jej chodzi w chwili, gdy zerknęłam w tamtym kierunku. Louis gdzieś zniknął, zaś Niall siedział na kanapie z brodą opartą na kolanach.
Przetarłam nos, biorąc kolejną w tym dniu chusteczkę. Starałam się odczytać jakiekolwiek emocje z twarzy blondyna. Niestety- trudno było o cokolwiek.
Może Alice by na niego jakoś wpłynęła?
-Um… zimno się robi. Zrobię nam herbatę.- Wymamrotałam.
Gdy już wstawałam, dziewczyna zatrzymała mnie ruchem ręki.
-Daj spokój! Chora jesteś, chcesz mieć zapalenie płuc? Ty tu leż, ja pójdę.
Dzięki Al., naprawdę dzięki!
Z rezygnacją usiadłam na materacu, zaś dziewczyna pognała w kierunku drzwi. Posłała mi ostatni triumfalny uśmiech, po czym zniknęła za ścianą.
Cicho wypuściłam powietrze. Zaczęłam się bawić rąbkiem kołdry, nie mając nic ciekawszego do roboty. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o sytuacji sprzed paru minut. Cóż… przynajmniej się starałam.
W chwili, gdy zebrałam się na odwagę, by zapytać o jakąkolwiek błahostkę, usta chłopaka otworzyły się.
-P..pokażesz mi jeszcze raz tą gazetę?
Zdziwiona nieco jego prośbą, wychyliłam się maksymalnie, aby sięgnąć po czasopismo. Przyłożyłam ją jak poprzednio do kamerki.
-Czy da się to jakoś wysłać?- Szepnął.
Powstrzymałam się, aby nie wybuchnąć śmiechem, gdy na ekranie pojawiła się jedynie blond czupryna, przymrużona oczy, oraz uroczo zmarszczony nosek.
-Artykuł?  Nie… tego nie ma w Internecie.- Bąknęłam.
-W takim razie… poczekaj.
Przeszukał swoje kieszenie, wyjmując białego iPhone’a. Kliknął coś, po chwili przybliżając urządzenie. Sekundę później rozległ się znajomy odgłos robienia zdjęć.
-Niall?
-Tak, już możesz odłożyć.- Mruknął, zawzięcie stukając ekran.
-Nie, nie o to mi chodziło. Czy.. czy wyjaśnisz mi, skąd Twoje zachowanie?- Przełknęłam ślinę.
Blondyn oderwał wzrok, kierując go w moja stronę. Ponownie usiadł na kanapie, nieco spuszczając głowę.
-Jeśli to dotyczy mnie, to chcę wiedzieć.- Siliłam się na poważny ton.
Przygryzł wargę, splatając swoje palce. W pokoju zapanowała taka cisza, że niemal słyszałam jego głęboki oddech.
Nie wiem, czy chciałam znać prawdę…
-Proszę, powiedz mi.- Jego milczenie uznałam za potwierdzenie poprzedniej wypowiedzi.
Miałam wrażenie, jakbym przechodziła przez to po raz drugi.
-Ni… proszę.- W moich myślach zaczęły się odtwarzać słowa z dzisiejszej rozmowy z Alice. Sądzę, że byłyby najgorszą z możliwych opcji.
Nie, nie, nie, to było jakieś pieprzone deja vu!
Chłopak uniósł głowę. Uniósł w tym samym momencie, w którym piękne, błękitne oczy zalały się łzami.

~*~
Stała koło mnie. Stała niemal na wyciągnięcie ręki, ale wolałem czekać na swoją kolej. Już i tak myśli, że jestem idiotą. W jej oczach tylko tracę. W tych pięknych, karmelowych oczach…
Nerwowo przeczesałem włosy, po chwili chowając za sobą ręce.
A co, jeśli zapomni o mojej obecności i odejdzie jedynie machając?
Spokojnie.- pomyślałem, starając wyrzucić ze swojej głowy taki scenariusz.
Jak zacząć? Spróbować coś wydukać? Może wziąć w ręce jej kosmyk włosów i zaciągnąć za ucho?
Nie… to zbyt nachalne.
Przytulić? Objąć? Ucałować? Przycisnąć? Otoczyć ramionami? Ścisnąć?
Przeniosłem wzrok na chłopaków. Przecież on podszedł do tego normalnie… Tylko jeden ruch. Muszę wykonać jeden ruch, który będzie musiał wystarczyć aż do połowy grudnia.
Ugh… Tyle czasu bez jej głosu. Miękkich, luźnie opadających na ramiona włosów. Tych tęczówek i przepięknie naturalnych, długich rzęs. Bez niewinnych… ogarnij się.
Po raz kolejny zerknąłem w jej stronę. Rozmawiała z nim. Miałem ochotę tak po prostu podejść tam i im przerwać. Nie mógł się z nią zadawać. Nie miał prawa jej dotykać. Wszystkim było to zabronione
Malinowe usta dziewczyny poruszały się w niezwykły sposób. Lekko zaróżowione policzki dodawały wdzięku, ale i podkreślały kruchość brunetki.
Przy niej jakby czas zwalniał. Moje nogi miękły, kiedy tylko była w zasięgu. Tak bardzo chciałbym mieć ją na własność.
On mówi, że mi się uda, ale wiem, że to tylko po to, żeby mnie pocieszyć. Nie jestem ślepy. Widzę jak na nas reaguje. Widzę jak na mnie.
To możliwe? To możliwe, że istnieje tak piękna istotka na ziemi? Tak bardzo niewinna, piękna, niedostępna, doskonała, cudowna, delikatna i wstydliwa.
Po prostu cholernie perfekcyjna.
Poprawiłem wiecznie nieukładające się włosy. Czas dłużył się w nieskończoność, gdy żegnała się z innymi.
Myślałem, że stracę nad sobą kontrolę, kiedy podeszła do niego i tak po prostu przytuliła. Dotykał ją. Ona dotykała go. Jej palce zaciskały się wokół jego szyi. Gładził ją po plecach.
Zacisnąłem pięści, powstrzymując się przed przywaleniem mu.
Mocno zamknąłem powieki , próbując wymazać ten widok z pamięci.
Nikt by nie chciał się znaleźć na moim miejscu. Nikt. Miałem ją tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Mogłem tylko obserwować jak czerpie szczęście będąc z chłopakami. Chociaż wtedy widziałem uśmiech na jej twarzy. Dałbym wszystko, żeby ten sam uśmiech pojawiał się, gdy była przy mnie. Mógłbym zrobić wszystko. Wszystko dla tak niewinnej osóbki.
Jednak ona już odrzuciła moją osobę.
On to ukrywał, ale ja to i tak wiedziałem. Nie chciał mi tego pokazać. Sam to zobaczyłem- nie potrafiłem się powstrzymać. Ale to przecież nie jego wina. Ostrzegał mnie.
Whoa!
Pojawiła się. Stała tuż przede mną. Jej sama postać przyprawiała mnie o palpitację serca. Gdy tylko ukazała się moim oczom, świat wokół znikał.
Może dlatego, że to ona była moim całym światem…?
Kąciki ust brunetki podniosły się ku górze. Już teraz wiedziałem, że ten widok na długo zapamiętam w mojej głowie. Uśmiech dziewczyny ukoił dotychczas utrzymujący się strach. To niesamowite, jak jedna osoba może na Ciebie wpłynąć.
Musiałem powstrzymywać się z całych sił, aby moje ręce nie powędrowały tam, gdzie nie powinny.
Zbliżyła się, jeżdżąc koniuszkami palców, aby po chwili złączyć nasze dłonie. Były zimne, lecz gładkie. Teraz łączyła nas niewidzialna więź. Mógłbym tak stać wieczność. Byłem spełniony. Stałem naprzeciwko najważniejszej osoby w moim życiu, wpatrując się prosto w jej karmelowe oczy. W nich widziałem wszystko, co wystarczyło mi do szczęścia. Właściwie, to ona była moim szczęściem
Od tej chwili nie zobaczysz jej na dwa miesiące. Pieprzone dwa miesiące…
Uśmiechnąłem się.
Ale to nie był prawdziwy uśmiech… Zakrywałem smutek, który nadchodził na samą myśl o tak długim okresie czasu. Zakrywałem łzy, które lada chwila i tak miały wypłynąć. Przy niej żadna maska nie mogła długo działać.
Przyciągnąłem ją do siebie, nie mogąc już dłużej czekać. Ależ oczywiście, że jej nie pocałowałem. Ja ją tylko objąłem ramionami mając nadzieję, że i na to w najbliższym czasie przyjdzie czas.
Nadzieja matką głupich…
Ściskałem to delikatne ciałko z moich ramionach. Wiecie, jakie to cudowne uczucie- otaczać swoimi barkami cały swój świat?
Wtuliłem się w jej włosy, próbując zakodować w pamięci ich zapach. Zapach- który będzie utrzymywać mnie przy życiu przez następne dwa miesiące.
Zacisnąłem mocno powieki, powstrzymując wszystkie emocje, które w tej chwili się we mnie zbierały. Zjechałem ręką wzdłuż jej pleców, już sam nie wiedząc, czy próbując bardziej uspokoić ją czy mnie. Włosy brunetki pachniały tak pięknie, zresztą jak ona cała.
Tysiące  myśli krążyło teraz w mojej głowie. Emocje, które starałem się trzymać na wodzy… to wszystko atakowało z podwojoną siłą.
Nie sądziłem, że to właśnie tak odbędzie się to pożegnanie. Chwila rozstania, której towarzyszy tyle odczuć…
Oczywiście- w przygotowaniu na to spotkanie nieraz odtwarzałem sobie przed lustrem gesty i mimikę, którą  powinienem zastosować. Jednak jak już przyszło co do czego, nic nie powiodło się według planu i wieczornych marzeń przed snem.
Ale czy jestem w stanie powiedzieć, że wyszło gorzej?
Nie, zdecydowanie nie. Po prostu- jak to zwykle bywa, snujemy wiele planów, a i tak większość nie zostaje zrealizowanych.  I choć nigdy nie odpływają w zapomnienie, często nie realizujemy ich.
To wszystko było nasycone nieprawdopodobną ilością uczuć, szkoda, że większość z nich była przekazywana jedynie z jednej strony…
Nie chciałem sobie uświadamiać, że tak już będzie na zawsze. To było zbyt wiele jak dla mnie. Wolałem żyć fałszywie, gdyż nie zniósłbym tego inaczej.
Wiedziałem, że na nią nie zasługuję. Ona też. Ale on mi zawsze mówił, że warto wierzyć w marzenia. Robił wszystko, aby chociaż jakaś cząstka mnie przez jedną chwilę uwierzyła w ich spełnienie.
Gdyby była moja, nie pozwoliłbym jej dotknąć nikomu. A już na pewno nie jemu. To co zrobił przekroczyło wszelkie możliwe granice. Cieszę się, że chociaż ja w porę się opamiętałem. Jestem z siebie dumny, bo się zmieniłem. Ona mnie tak zmieniła- zmieniła mój świat, którym się stawała każdym dniem.
Miałem ochotę trzymać ją w ramionach i nigdy nie puszczać. Chociaż na sekundę tkwić w przekonaniu, jakby czuła do mnie coś więcej.
Przed naszym pierwszym spotkaniem nie wiedziałem, co to naprawdę znaczy kochać.  Ze zgorzkniałą miną słuchałem o czymś, co ludzie nazywali „miłością od pierwszego wejrzenia” .  Nie pojmowałem ich blasku w oczach i pasji z jaką wyrażali się o swojej drugiej połówce. Do dziś nie wiem jak przed jej pojawieniem się funkcjonowałem. Gdy do tego dochodziła jeszcze kariera… chodziłem jak wyprany frak emocji. Miałem  błędne wrażenie, że potrafię żywić uczuciem. Przecież powalałem tysiące, ba! Miliony dziewczyn na kolana. Dotykałem je. Całowałem. Miałem prawo oznaczać każdą z nich.  Co do milimetra- ich ciało było moje.
Dzisiaj wiem, że było to po prostu obrzydliwe.
To nie było uczucie, lecz wręcz przeciwnie. Nawet nie ma słów, by określić tak… tak straszne rzeczy.
 Przywłaszczenie sobie ludzi, jak zabawek.
Nawet mój wiek tego nie usprawiedliwiał. Nawet fakt, że chłopaki robili to samo. Ja przecież mogłem być tym innym.
I teraz jestem tym innym, czując z tego powodu wielką dumę. Jednak wciąż trapię się pytaniem czy nie jest już za późno?
On mówi, że nie…
Przecież pojawiła się, zmieniła mnie. Zamieniła mój wrak człowieka, choć sama nie była kolorową tęczą. Przeszłość, którą za sobą niosła zostawiła na niej wystarczająca bliznę. A jednak- i ona czasem się uśmiechała.
Teraz zrozumiałem co to znaczy mieć kogoś, dzięki komu jeszcze oddychamy. Dla kogo żyjemy i budzimy się codziennie rano.
Za czasów X Factora świadomość, że masz tysiące fanów była dla mnie nie do przyjęcia. Oczywiście, kochałem ich za to co robią, ale nie rozumiałem  co końca dlaczego. Znali o nas wszelkie szczegóły, nocami oczekiwali na nasze covery i piosenki. To było… zdumiewające, ale  pojmowanie tego w jakikolwiek sposób było dla mnie rzeczą niemożliwą. Nigdy nie sądziłem, że można aż tak poświęcać się dla drugiej osoby… dopóki nie poznałem tej istotki, która teraz trzymałem w swoich ramionach.
Wzdychając cicho, napawałem się jej obecnością za wszelką cenę nie mogąc jej wypuścić. Na chwilę otworzyłem oczy, tylko po to, by dać upust kolejnym łzom. Marzyłem, aby jednocześnie być już w samolocie jak najdalej od wszystkiego i od wszystkich, ale i stać tu nie ruszając się najdłużej jak to możliwe.
Po chwili poczułem czyjąś obcą dłoń. Ponownie zamrugałem powiekami, a przede mną majaczyła się czyjaś postać.  Spojrzał na mnie swoimi brązowymi tęczówkami i smutno pokiwał głową w kierunku bramek. Jedyne, co mógł w następnej chwili zobaczyć to kolejne łzy spływające po jej ramieniu, oraz moje nieme „nie”.
Dziewczyna poruszyła się, mamrocząc coś niewyraźnie. Domyślałem się, że było to stłumione pożegnanie. Może ona też płakała? Zresztą, nawet jakby, to z pewnością nie z tęsknoty za mną. Nie zasługiwałem na to…
-Żegnaj Asiu.- Z delikatnością ucałowałem jej czubek głowy, kodując w pamięci ten moment jako najpiękniejsza chwila mojego życia.
Przysięgam- będę walczył o nią do końca. 
Napiszę kiedyś piosenkę. Nie będzie zawierała efektów specjalnych, wystarczy, że zapiszę ją od serca. Przecież to się liczy najbardziej, prawda?
Obiecuję- to ja pocałuję ją po raz ostatni. To moją rękę będzie trzymała, odchodząc. To ja sprawię jej uśmiech, dopóki nie zamieni się on w martwy, blady i kamienny wyraz twarzy. To ja zobaczę ostateczny blask w jej oczach-w  tych pięknych karmelowych oczach.  To mój głos usłyszy jako ostatni.

Po prostu będę ją kochał… kochał z taką siłą, jaką ona mnie odrzucała.

________________________________________________________________
Jeśli doceniasz kilkanaście godzin mojej pracy, proszę- skomentuj.
Kochani, nie chcę przedłużać i pisać bzdur, których i tak nikt nie czyta więc napiszę tylko bardzo ważną rzecz.
Nie będzie mnie przez trzy tygodnie od końca roku szkolnego, co oznacza, że następny rozdział przewiduję dopiero w lipcu. Teraz postaram się napisać ile mogę, lecz na pewno nie wyrobię się do 27 czerwca, gdyż weekendy mam zajęte, do tego dojdzie jeszcze pakowanie, składanie papierów itp. Naprawdę bardzo mi przykro, sama z pewnością będę za wami tęsknić i bardzo baaaardzo przepraszam. :c

Jeszcze raz proszę  błagam wręcz o komentarze, które są dla mnie największą motywacją. :)