Muzyka

16 czerwca 2014

~Rozdział 49~

-POWIEDZIAŁEŚ MU?! POWIEDZIAŁEŚ MU WSZYSTKO?! [...]
-C-Czy Nicole zrobiła coś, o czym powinnam wiedzieć? Dziwnie zareagowaliście na dole, gdy o nią spytałam.
Jego ręka szybko zjechała na dół, a twarz lekko zbladła.
-Nie w…
-Tylko nie mów, że nie masz pojęcia, bo i tak będę wiedziała, że kłamiesz. [...]
-Zayn… ja chciałam przeprosić nie tylko za to. Za… wszystko.-Szepnęłam.
[...] Byłam wolna. Wolna i szczęśliwa. Teraz nie potrzebowałam nic więcej. On też. Po prostu siedzieliśmy; ja- wpatrując się przed siebie, on- w zasypiającą Sophie. [...]
-Pamiętasz?- Bąknął. [...]
[...]
-Wtedy też się mnie bałaś.-Na jego twarzy pojawił się dziecięcy uśmiech.
[...]
-Nadal to robisz?- Szepnął. [...]
-Czyli tamtego dnia już nie pamiętasz.-Westchnął, nadal nie odrywając oczu od miejsc ran.
Pamiętam, oczywiście, że pamiętam. 
Nawet nie wiesz jak bardzo. Może nie zdajesz sobie sprawy, ale te rany były zadawane przez …Ciebie, ale nie martw się, tylko czasem. Skoro już się pokłóciliśmy, to komu miałam składać obietnicę?
Teraz będzie inaczej, prawda?
-Niszczysz je. Niszczysz swoje ciało [...]
-Nie, nie przepraszaj mnie. Chcę.. chcę tylko, żebyś więcej tego nie robiła. [...]
-A Ty?- Spytałam z zaszklonymi oczami.
Uniósł lekko brwi, marszcząc przy tym nos.
-A ja co?
Wskazałam opuszkiem palca podbrzusze, chcąc je dotknąć, ale chłopak szybko się odsunął.
-Ty możesz je niszczyć?- cofnęłam dłoń. [...]
-Mogę.- Odparł cicho."

Głośny pisk rozchodzący się z dołu uświadomił mi, że moja przyjaciółka dotarła już do domu.
-Asiaaa!
Przewróciłam oczami.
-Jestem! Już jestem! Widziała…
Wzdrygnęłam się, słysząc huk na schodach.
-Ali…
-Żyję, żyję, macie tu strasznie ślisko.- Ta wypowiedź, w przeciwieństwie do poprzednich nie była już tak entuzjastyczna.
Odetchnęłam z ulgą.
-Widziałaś?! Widziałaaaaaaaaa…. Fuck!
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Chyba nigdy nie dojdę cała do Twojego pokoju.- Po drugiej stronie drzwi rozległo się mruknięcie. Po sekundzie zza nich wyłoniła się głowa brunetki.
Gdy tylko napotkała mój wzrok- uśmiechnęła się. Jej oczy przybrały dawnego blasku, a już po chwili jej sylwetka wylądowała obok mnie.
-Nie zgadniesz co mam!- Zapiszczała, sięgając do swojej torby.
-No chyba nie zgadnę.- Odparłam beznamiętnie, wyrzucając kolejną chusteczkę na podłogę.
-Z reguły nie kupuję takich gazet.-Burknęła, nadal przerzucając rzeczy.- Ale jak…
-Ty nie kupujesz czasopism?! – Zapytałam z udawaną ironią w głosie.
Dziewczyna rzuciła mi karcące spojrzenie.
-Nie takich bzdur.-Rzuciła.- Są o wiele ciekawsze i bardziej wiarygodne magaz..MAM!
Na dźwięk kolejnego wysokiego pisku w tym dniu lekko podskoczyłam-  o ile w ogóle to można zrobić leżąc w łóżku.
-Widziałaś to?! Widziałaś?!- Brunetka zaczęła mi machać  przed oczami  jakimiś papierami.
-Ależ oczywiście, bo przecież wcale nie jestem chora, i wcale od pięciu dni nie ruszam się z domu, więc po co zadajesz tak oczywiste pytanie?- Mruknęłam.
Alice, nie za bardzo przejmując się sarkastycznym komentarzem z mojej strony energicznie zaczęła przerzucać kartki.
-Zaraz mi się będziesz tłum...JEST!
-Al, jestem koło Ciebie, naprawdę nie musisz piszczeć.- Starałam się na spokojny ton.
-Nie narzekaj, tylko czytaj!- Wręcz podłożyła mi gazetę pod samą twarz.
Wzięłam od niej czasopismo, próbują znaleźć właściwy artykuł. Mój wzrok zatrzymał się… ZARAZ ZARAZ CO!?
LOUIS TOMLINSON WIDZIANY Z NIEZNAJOMĄ DZIEWCZYNĄ. CZYŻBY SZYKOWAŁ SIĘ NOWY ROMANS?
Jeden z pięciu członków znanego zespołu „One Direction”- Louis Tomlinson (22 l.) widziany był ostatnio około godzin wieczornych w Hyde Park’u w centrum Londynu. Dnia 14 października para pojawiła się, zaskakując niewielką liczbę przechodniów jak i fanek. Louis- potocznie nazywany przez directionerki 'Tommo', trzymał w głębokim uścisku nieznajomą dziewczynę, której danych niestety nie mamy. Czy między ta dwójką iskrzy coś więcej? Tak, gdyż ta sama postać pojawiła się z chłopakiem na lotnisku kilka dni później. Ich gorące pożegnanie widziało kilku reporterów, lecz nie mamy oficjalnego potwierdzenia ze strony menadżerów oraz chłopaków. Cóż… nie pozostaje nic innego jak czekać, a co wy o tym myślicie? Poniżej dołączamy kilka zdjęć.





Siedziałam przez chwilę bez ruchu próbując analizować każde słowo po kilka razy.  Jej treść nie docierała do mnie. To, co tam napisali było wręcz… ugh… nawet nie umiem tego nazwać. Przeniosłam wzrok na zdjęcia. Każde z nich było niewyraźne i niezwykle ciemne. Piksele były widoczne na wszystkich sześciu. Niektóre zostały zrobione z naprawdę niekorzystnej dla nas perspektywy. Dogodne dla paparazzi warunki dodatkowo wykluczały jakąkolwiek obronę z mojej strony.
-Gorące pożegnanie.- Zacytowała Alice z błyskiem w oku.
Przysięgam, że gdyby nie obecny stan zdrowia brunetka już dawno byłaby wgnieciona w ziemię, gdzieś za płotem.
Rzuciłam w jej stronę mordercze spojrzenie, powracając do przyglądania się zdjęciom.
-Masz mi coś do powiedzenia?- Ciągnęła, z triumfalnym uśmiechem wypisanym na twarzy.
-Jasne. Ale póki co, ciesz się, że się powstrzymuję.- Odparłam przez zaciśnięte zęby. –Jak oni mieli prawo tak napisać? Przecież to są same bzdury!
-Bzdury bzdurami, zdjęcia na to nie wskazują- wręcz przeciwnie. – Wzruszyła ramionami.
-No tak, bo przecież wcale nie żyjemy w czasach, kiedy nie trudno  o pierwszy lepszy program do przeróbki fotografii.- Mruknęłam sarkastycznie.
-Nigdy nic nie wiadomo. – Odchrząknęła.- Zresztą nie wmówisz mi, że to photoshop.- Wyszczerzyła się, nie dając mi dojść do słowa.- Gdyby nim był, miałabyś choć trochę zdziwioną minę na początku. Do tego nie czepiałabyś się o słowa ale o sam fakt, że podrobili obrazki wstawiając tam wasze twarze. – Zakończyła swój monolog, z dumą wpatrując się w moją osobę.
Poruszyłam się, z trudnością przełykając ślinę.
-Co nie zmienia faktu, że to co tam wypisali jest kompletną bzdurą.- Żachnęłam.
-Cóż… Te zdjęcia mówią same za siebie. – Pisnęła z podekscytowaniem.
Przewróciłam oczami.
-Sama na początku mówiłaś, że to co tam wypisują, jest kompletnym kłamstwem, a Ty nigdy tej gazety nie kupujesz.
-Nie, gdy na okładce jest moja przyjaciółka. - Gwałtownie gestykulowała dłońmi.
-Ale….- Jęknęłam, wiedząc, że dla Alice żaden argument nie będzie dostatecznie wystarczający.
-Widzisz?- Poczułam jej rękę na moim ramieniu.- Mnie nie oszukasz. A teraz chcę znać wszystkie szczegóły.
Westchnęłam, jednak w głębi serca bojąc się okropnie do czego to może zmierzyć.
-Po prostu byliśmy na normalnym spac…
-I po prostu tak się przytulaliście i całowaliście.- Przerwała.
-Nie całowaliśmy się!- Powiedziałam oburzona.- Zresztą może będzie lepiej, jak do niego zadzwonimy.
-Och nie wiem, czy chcę słuchać o czym będz…
-Alice!
Brunetka zaśmiała się pod nosem.
-No dobrze, dobrze. W sumie to bez różnicy bo i tak miałyśmy do nich zadzwonić. Włącz to.- Powiedziała, podając mi laptopa.
Głośno wypuściłam powietrze, wciskając prawidłowy guzik i czekając na pojawienie się czegokolwiek na ekranie.
-Wiesz…- Niby od niechcenia zaczęła przyglądać się swoim paznokciom. – Nic bym nie miała przeciw waszemu związkowi…- Zerknęła, widząc nieporuszony wyraz twarzy z mojej strony.- Ale chyba lepiej by Ci się powodziło z Niallem.- Poruszyła znacząca brwiami, na co już kompletnie nie zwracałam uwagi.
-Tomlinson i Ty jesteście kompletnymi przeciwieństwami. – Kontynuowała, zapewne chcąc sprawdzić w którym momencie wyprowadzi mnie z równowagi. – A Nialler względem Ciebie….- Odchrząknęła.- Sama pamiętasz nasze poprzednie wnioski.
Poza faktem, że to w Tobie się kocha…
-Ahhh jak i również pragnę przypomnieć, że jesteście ze sobą naprawdę blisko.- Powiedziała obojętnym tonem.- Tutaj jednakże pozwolę sobie przypomnieć, kto mi zniknął na… dość długi czas podczas ogniska… echem… sami w pokoju.
Z kamienną twarzą starałam się wpisać hasło.
-To samo tyczy się, kiedy musiałam rano wparować do Ciebie i Liama, aby doprowadzić Twoje włosy do stanu używalności.
-Alice, ona ma dziewczynę!- Oburzyłam się.
-Co nie zmienia faktu, że chyba naprawdę nie chcę wiedzieć coście tam robili. –Mruknęła.
-Zmieńmy temat, proszę.- Bąknęłam, nie widząc sensu w ciągnięciu tej rozmowy.
-Nie, dlaczego, ten wydaje się bardzo ciekawy.
Ponownie przewróciłam oczami.
-A co, jeśli teraz mają jakiś wywiad?- Spytałam.
-To zadzwonimy kiedy indziej?
Wow, Alice, wow.
Kliknęłam w niebieską ikonkę z napisem skype. Czekając na załadowanie zaczęłam bębnić paznokciami o obudowę.
-Wiesz…- zaczęła niepewnie, zmieniając ton na poważniejszy.- Jak byliśmy na lotnisku..- Zawahała się, aż po raz pierwszy przy tej rozmowie przekręciłam głowę w jej stronę. – Widziałam Ciebie żegnającą się z nim.
Nie wiedziałam o kim mówi, dopóki nie spojrzałam w stronę w którą patrzyła. Widniało tam zdjęcie naszej ósemki- Ja, chłopaki, Alice i Rose. Jednak jej spojrzenie utkwiło w jednej osobie.
-Był taki jakiś… nieobecny. Kiedy do niego podeszłaś i złapałaś go za ręce, jego oczy wyrażały więcej, niż kiedykolwiek mogłam ujrzeć. Potem jak się przytulałaś- przysięgam- spostrzegłam, że zaciskał powieki tak mocno, jakby nie chcąc pokazać co przeżywa przy tym pożegnaniu. Asia on… kiedy go opuszczałaś, jestem pewna, że się rozpł…
-Asiaaaaaaaaaaa!!- Krzyk po drugiej stronie ekranu szybko przywołał mnie na ziemię. Błyskawicznie odwróciłam się do dwóch znajomych twarzy, a moje kąciki ust uniosły się ku górze.
Poprzednie słowa brunetki musiały odejść w zapomnienie, a ich miejsce zastąpił potok słów, wydobywający się z ust Louisa i Nialla. Chłopcy przekrzykiwali się jeden przez drugiego.
-Jest z Tobą ktoś?- Zrozumiałam spośród wszystkich wielu wyrazów.
Kiwnęłam głową, zsuwając laptop z moich kolan i stawiając pomiędzy mną a Alice. Na jej widok chłopcy pomachali, niemal jednocześnie wykrzykując imię dziewczyny. Horan lekko się wzdrygnął, zerkając w dół, zapewne chcąc się upewnić co do wyglądu.
Uśmiechnęłam się na ten widok- speszony Irlandczyk był zdecydowanie najbardziej uroczą rzeczą, którą ujrzałam od dobrych kilkunastu dni.
-Gdzie reszta?- Zapytała moja przyjaciółka, marszcząc przy tym nos, a ja byłam pewna, że nie uszło to uwadze blondyna.
-Jesteśmy po wywiadzie.- Tommo odchrząknął, szturchając niebieskookiego.- Um… Zayn się ledwo trzymał, Liama już musiała wnosić ochrona a Harry pojechał do studia, bo dziś jest jego kolej nagrywania.
-Biedny Payne. – Szepnęła brunetka. – No ale teraz lepiej opowiedzcie jak tam w trasie.
-Alice, pytałaś nas o to dwa dni temu.- Louis się zaśmiał, przy okazji ponownie trzepiąc przyjaciela, aby wreszcie coś z siebie wydobył.- W każdym razie nadal jest dobrze. Jesteśmy tylko trochę przemęczeni. – Odparł.
Kiwnęłam głową, dopiero teraz przypominając sobie o artykule.
-Louis!- Wzięłam gazetę do ręki i z impetem przybliżyłam ją do kamerki.- Masz mi coś do powiedzenia?!- Mój spokój i harmonia ulotniły się w ekspresowym czasie.
-Na razie widząc czarne tło niewiele mogę stwierdzić.- Mogłam przysiąc, że się uśmiecha.
Westchnęłam, odsuwając nieco materiał czasopisma.
Usłyszałam głośne gwizdnięcie po drugiej stronie ekranu.
-Jesteśmy na pierwszej stronie gazet, co narzekasz?- Starał się przybrać obojętny wyraz warzy lecz zdradził go lewy kącik ust, unoszący się do góry.
-Lou to nie jest śmieszne!
-Nie śmiem zaprz… - Ręka położona na jego ramieniu spowodowała, że przerwał wpół zdania.
Też się lekko zdziwiłam, widząc blondyna, którego oczy wyrażały zupełnie przeciwne emocje.
-O co chodzi Nialler?
-Po prostu…- Blondyn przełknął ślinę i nerwowo przeczesał włosy.- Ona naprawdę może mieć przez nas poważne kłopoty Louis… znaczy…- przejechał ręka po twarzy.- Uważam, że nie powinieneś brać tego… zresztą nieważne.- Skulił się.
Reakcja niebieskookiego była dla mnie co najmniej dziwna. Sądząc po minie innych, oni również byli zaskoczeni. Z jednej strony było to cholernie słodkie, kiedy tak się zaczął jąkać, ale z drugiej… już dawno nie spoglądaliśmy na tak przerażonego Horana. Jestem pewna, że zaraz po zakończeniu tej rozmowy Alice wręcz rzuci się w moja stronę, zasypując milionami argumentów i powtarzając ‘a nie mówiłam?’.
Z trudem przełknęłam ślinę, nieśmiało się uśmiechając.
-Wszystko dobrze Niall.- Przerwałam panującą ciszę.- Przecież to nie jest wina Louisa… on tylko… ze mną wyszedł.
Tommo na potwierdzenie tego wyraźnie kiwnął głową.
Źle się czułam okłamując blondyna, ale uważam, że czasem jego wypowiedzenie może okazać się lepsze.
Irlandczyk nic nie powiedział. Zamiast tego podparł swoją głowę na piąstkach. Jednak widząc na sobie wzrok trzech innych osób, schował ją całkowicie, podkulając kolana do przodu.
Alice spojrzała na mnie wyczekująco, zaś ja nie potrafiłam skleić nawet jednego poprawnego zdania.
-Um… To jak z…
Reszty już nie słyszałam. Odpłynęłam myślami zupełnie gdzie indziej. Nietrudno było zgadnąć kto był obiektem moich przemyśleń. W głowie pojawiła mi się dobrze znana twarz Irlandczyka. Na początku była ona wesoła- czyli praktycznie taka, jaką widzę zawsze. Jednak po chwili jego oczy napełniły się łzami, a dłonie chłopaka skutecznie próbowały to zakryć. To niemalże w takim stanie widziałam go ostatnim razem.
W jednej chwili zachowanie chłopaka zmieniło atmosferę naszej czwórki. W jednej chwili pomieszczenie zrobiło się tak jakby… pozbawione kolorów. Mój kochany przyjaciel z niewiadomego nam powodu… załamał się.. przeze mnie.
Przeze mnie.
Wertując myśli zastanawiałam się, co mogło być powodem tak nagłej zmiany. Nic- kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy.
Po prostu zobaczył te zdjęcia, a przerażenie w jego oczach pojawiło się momentalnie.
Ojj Nialler, Nialler- tyle z tobą kłopotów. A najgorsze, że to wszystko wyszło tak nagle… Żegnaliśmy się w dobrych stosunkach, rozmawialiśmy przez skype’a - także.
-Asia?- Ocknęłam się, kiedy ręka mojej przyjaciółki mignęła mi przed oczami.
-C-co? A.. sorry.- Przeciągnęłam się.
-Um…- Brunetka spojrzała na mnie błagalnie, po chwili przenosząc wzrok na laptopa. Zrozumiałam o co jej chodzi w chwili, gdy zerknęłam w tamtym kierunku. Louis gdzieś zniknął, zaś Niall siedział na kanapie z brodą opartą na kolanach.
Przetarłam nos, biorąc kolejną w tym dniu chusteczkę. Starałam się odczytać jakiekolwiek emocje z twarzy blondyna. Niestety- trudno było o cokolwiek.
Może Alice by na niego jakoś wpłynęła?
-Um… zimno się robi. Zrobię nam herbatę.- Wymamrotałam.
Gdy już wstawałam, dziewczyna zatrzymała mnie ruchem ręki.
-Daj spokój! Chora jesteś, chcesz mieć zapalenie płuc? Ty tu leż, ja pójdę.
Dzięki Al., naprawdę dzięki!
Z rezygnacją usiadłam na materacu, zaś dziewczyna pognała w kierunku drzwi. Posłała mi ostatni triumfalny uśmiech, po czym zniknęła za ścianą.
Cicho wypuściłam powietrze. Zaczęłam się bawić rąbkiem kołdry, nie mając nic ciekawszego do roboty. Chciałam jak najszybciej zapomnieć o sytuacji sprzed paru minut. Cóż… przynajmniej się starałam.
W chwili, gdy zebrałam się na odwagę, by zapytać o jakąkolwiek błahostkę, usta chłopaka otworzyły się.
-P..pokażesz mi jeszcze raz tą gazetę?
Zdziwiona nieco jego prośbą, wychyliłam się maksymalnie, aby sięgnąć po czasopismo. Przyłożyłam ją jak poprzednio do kamerki.
-Czy da się to jakoś wysłać?- Szepnął.
Powstrzymałam się, aby nie wybuchnąć śmiechem, gdy na ekranie pojawiła się jedynie blond czupryna, przymrużona oczy, oraz uroczo zmarszczony nosek.
-Artykuł?  Nie… tego nie ma w Internecie.- Bąknęłam.
-W takim razie… poczekaj.
Przeszukał swoje kieszenie, wyjmując białego iPhone’a. Kliknął coś, po chwili przybliżając urządzenie. Sekundę później rozległ się znajomy odgłos robienia zdjęć.
-Niall?
-Tak, już możesz odłożyć.- Mruknął, zawzięcie stukając ekran.
-Nie, nie o to mi chodziło. Czy.. czy wyjaśnisz mi, skąd Twoje zachowanie?- Przełknęłam ślinę.
Blondyn oderwał wzrok, kierując go w moja stronę. Ponownie usiadł na kanapie, nieco spuszczając głowę.
-Jeśli to dotyczy mnie, to chcę wiedzieć.- Siliłam się na poważny ton.
Przygryzł wargę, splatając swoje palce. W pokoju zapanowała taka cisza, że niemal słyszałam jego głęboki oddech.
Nie wiem, czy chciałam znać prawdę…
-Proszę, powiedz mi.- Jego milczenie uznałam za potwierdzenie poprzedniej wypowiedzi.
Miałam wrażenie, jakbym przechodziła przez to po raz drugi.
-Ni… proszę.- W moich myślach zaczęły się odtwarzać słowa z dzisiejszej rozmowy z Alice. Sądzę, że byłyby najgorszą z możliwych opcji.
Nie, nie, nie, to było jakieś pieprzone deja vu!
Chłopak uniósł głowę. Uniósł w tym samym momencie, w którym piękne, błękitne oczy zalały się łzami.

~*~
Stała koło mnie. Stała niemal na wyciągnięcie ręki, ale wolałem czekać na swoją kolej. Już i tak myśli, że jestem idiotą. W jej oczach tylko tracę. W tych pięknych, karmelowych oczach…
Nerwowo przeczesałem włosy, po chwili chowając za sobą ręce.
A co, jeśli zapomni o mojej obecności i odejdzie jedynie machając?
Spokojnie.- pomyślałem, starając wyrzucić ze swojej głowy taki scenariusz.
Jak zacząć? Spróbować coś wydukać? Może wziąć w ręce jej kosmyk włosów i zaciągnąć za ucho?
Nie… to zbyt nachalne.
Przytulić? Objąć? Ucałować? Przycisnąć? Otoczyć ramionami? Ścisnąć?
Przeniosłem wzrok na chłopaków. Przecież on podszedł do tego normalnie… Tylko jeden ruch. Muszę wykonać jeden ruch, który będzie musiał wystarczyć aż do połowy grudnia.
Ugh… Tyle czasu bez jej głosu. Miękkich, luźnie opadających na ramiona włosów. Tych tęczówek i przepięknie naturalnych, długich rzęs. Bez niewinnych… ogarnij się.
Po raz kolejny zerknąłem w jej stronę. Rozmawiała z nim. Miałem ochotę tak po prostu podejść tam i im przerwać. Nie mógł się z nią zadawać. Nie miał prawa jej dotykać. Wszystkim było to zabronione
Malinowe usta dziewczyny poruszały się w niezwykły sposób. Lekko zaróżowione policzki dodawały wdzięku, ale i podkreślały kruchość brunetki.
Przy niej jakby czas zwalniał. Moje nogi miękły, kiedy tylko była w zasięgu. Tak bardzo chciałbym mieć ją na własność.
On mówi, że mi się uda, ale wiem, że to tylko po to, żeby mnie pocieszyć. Nie jestem ślepy. Widzę jak na nas reaguje. Widzę jak na mnie.
To możliwe? To możliwe, że istnieje tak piękna istotka na ziemi? Tak bardzo niewinna, piękna, niedostępna, doskonała, cudowna, delikatna i wstydliwa.
Po prostu cholernie perfekcyjna.
Poprawiłem wiecznie nieukładające się włosy. Czas dłużył się w nieskończoność, gdy żegnała się z innymi.
Myślałem, że stracę nad sobą kontrolę, kiedy podeszła do niego i tak po prostu przytuliła. Dotykał ją. Ona dotykała go. Jej palce zaciskały się wokół jego szyi. Gładził ją po plecach.
Zacisnąłem pięści, powstrzymując się przed przywaleniem mu.
Mocno zamknąłem powieki , próbując wymazać ten widok z pamięci.
Nikt by nie chciał się znaleźć na moim miejscu. Nikt. Miałem ją tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Mogłem tylko obserwować jak czerpie szczęście będąc z chłopakami. Chociaż wtedy widziałem uśmiech na jej twarzy. Dałbym wszystko, żeby ten sam uśmiech pojawiał się, gdy była przy mnie. Mógłbym zrobić wszystko. Wszystko dla tak niewinnej osóbki.
Jednak ona już odrzuciła moją osobę.
On to ukrywał, ale ja to i tak wiedziałem. Nie chciał mi tego pokazać. Sam to zobaczyłem- nie potrafiłem się powstrzymać. Ale to przecież nie jego wina. Ostrzegał mnie.
Whoa!
Pojawiła się. Stała tuż przede mną. Jej sama postać przyprawiała mnie o palpitację serca. Gdy tylko ukazała się moim oczom, świat wokół znikał.
Może dlatego, że to ona była moim całym światem…?
Kąciki ust brunetki podniosły się ku górze. Już teraz wiedziałem, że ten widok na długo zapamiętam w mojej głowie. Uśmiech dziewczyny ukoił dotychczas utrzymujący się strach. To niesamowite, jak jedna osoba może na Ciebie wpłynąć.
Musiałem powstrzymywać się z całych sił, aby moje ręce nie powędrowały tam, gdzie nie powinny.
Zbliżyła się, jeżdżąc koniuszkami palców, aby po chwili złączyć nasze dłonie. Były zimne, lecz gładkie. Teraz łączyła nas niewidzialna więź. Mógłbym tak stać wieczność. Byłem spełniony. Stałem naprzeciwko najważniejszej osoby w moim życiu, wpatrując się prosto w jej karmelowe oczy. W nich widziałem wszystko, co wystarczyło mi do szczęścia. Właściwie, to ona była moim szczęściem
Od tej chwili nie zobaczysz jej na dwa miesiące. Pieprzone dwa miesiące…
Uśmiechnąłem się.
Ale to nie był prawdziwy uśmiech… Zakrywałem smutek, który nadchodził na samą myśl o tak długim okresie czasu. Zakrywałem łzy, które lada chwila i tak miały wypłynąć. Przy niej żadna maska nie mogła długo działać.
Przyciągnąłem ją do siebie, nie mogąc już dłużej czekać. Ależ oczywiście, że jej nie pocałowałem. Ja ją tylko objąłem ramionami mając nadzieję, że i na to w najbliższym czasie przyjdzie czas.
Nadzieja matką głupich…
Ściskałem to delikatne ciałko z moich ramionach. Wiecie, jakie to cudowne uczucie- otaczać swoimi barkami cały swój świat?
Wtuliłem się w jej włosy, próbując zakodować w pamięci ich zapach. Zapach- który będzie utrzymywać mnie przy życiu przez następne dwa miesiące.
Zacisnąłem mocno powieki, powstrzymując wszystkie emocje, które w tej chwili się we mnie zbierały. Zjechałem ręką wzdłuż jej pleców, już sam nie wiedząc, czy próbując bardziej uspokoić ją czy mnie. Włosy brunetki pachniały tak pięknie, zresztą jak ona cała.
Tysiące  myśli krążyło teraz w mojej głowie. Emocje, które starałem się trzymać na wodzy… to wszystko atakowało z podwojoną siłą.
Nie sądziłem, że to właśnie tak odbędzie się to pożegnanie. Chwila rozstania, której towarzyszy tyle odczuć…
Oczywiście- w przygotowaniu na to spotkanie nieraz odtwarzałem sobie przed lustrem gesty i mimikę, którą  powinienem zastosować. Jednak jak już przyszło co do czego, nic nie powiodło się według planu i wieczornych marzeń przed snem.
Ale czy jestem w stanie powiedzieć, że wyszło gorzej?
Nie, zdecydowanie nie. Po prostu- jak to zwykle bywa, snujemy wiele planów, a i tak większość nie zostaje zrealizowanych.  I choć nigdy nie odpływają w zapomnienie, często nie realizujemy ich.
To wszystko było nasycone nieprawdopodobną ilością uczuć, szkoda, że większość z nich była przekazywana jedynie z jednej strony…
Nie chciałem sobie uświadamiać, że tak już będzie na zawsze. To było zbyt wiele jak dla mnie. Wolałem żyć fałszywie, gdyż nie zniósłbym tego inaczej.
Wiedziałem, że na nią nie zasługuję. Ona też. Ale on mi zawsze mówił, że warto wierzyć w marzenia. Robił wszystko, aby chociaż jakaś cząstka mnie przez jedną chwilę uwierzyła w ich spełnienie.
Gdyby była moja, nie pozwoliłbym jej dotknąć nikomu. A już na pewno nie jemu. To co zrobił przekroczyło wszelkie możliwe granice. Cieszę się, że chociaż ja w porę się opamiętałem. Jestem z siebie dumny, bo się zmieniłem. Ona mnie tak zmieniła- zmieniła mój świat, którym się stawała każdym dniem.
Miałem ochotę trzymać ją w ramionach i nigdy nie puszczać. Chociaż na sekundę tkwić w przekonaniu, jakby czuła do mnie coś więcej.
Przed naszym pierwszym spotkaniem nie wiedziałem, co to naprawdę znaczy kochać.  Ze zgorzkniałą miną słuchałem o czymś, co ludzie nazywali „miłością od pierwszego wejrzenia” .  Nie pojmowałem ich blasku w oczach i pasji z jaką wyrażali się o swojej drugiej połówce. Do dziś nie wiem jak przed jej pojawieniem się funkcjonowałem. Gdy do tego dochodziła jeszcze kariera… chodziłem jak wyprany frak emocji. Miałem  błędne wrażenie, że potrafię żywić uczuciem. Przecież powalałem tysiące, ba! Miliony dziewczyn na kolana. Dotykałem je. Całowałem. Miałem prawo oznaczać każdą z nich.  Co do milimetra- ich ciało było moje.
Dzisiaj wiem, że było to po prostu obrzydliwe.
To nie było uczucie, lecz wręcz przeciwnie. Nawet nie ma słów, by określić tak… tak straszne rzeczy.
 Przywłaszczenie sobie ludzi, jak zabawek.
Nawet mój wiek tego nie usprawiedliwiał. Nawet fakt, że chłopaki robili to samo. Ja przecież mogłem być tym innym.
I teraz jestem tym innym, czując z tego powodu wielką dumę. Jednak wciąż trapię się pytaniem czy nie jest już za późno?
On mówi, że nie…
Przecież pojawiła się, zmieniła mnie. Zamieniła mój wrak człowieka, choć sama nie była kolorową tęczą. Przeszłość, którą za sobą niosła zostawiła na niej wystarczająca bliznę. A jednak- i ona czasem się uśmiechała.
Teraz zrozumiałem co to znaczy mieć kogoś, dzięki komu jeszcze oddychamy. Dla kogo żyjemy i budzimy się codziennie rano.
Za czasów X Factora świadomość, że masz tysiące fanów była dla mnie nie do przyjęcia. Oczywiście, kochałem ich za to co robią, ale nie rozumiałem  co końca dlaczego. Znali o nas wszelkie szczegóły, nocami oczekiwali na nasze covery i piosenki. To było… zdumiewające, ale  pojmowanie tego w jakikolwiek sposób było dla mnie rzeczą niemożliwą. Nigdy nie sądziłem, że można aż tak poświęcać się dla drugiej osoby… dopóki nie poznałem tej istotki, która teraz trzymałem w swoich ramionach.
Wzdychając cicho, napawałem się jej obecnością za wszelką cenę nie mogąc jej wypuścić. Na chwilę otworzyłem oczy, tylko po to, by dać upust kolejnym łzom. Marzyłem, aby jednocześnie być już w samolocie jak najdalej od wszystkiego i od wszystkich, ale i stać tu nie ruszając się najdłużej jak to możliwe.
Po chwili poczułem czyjąś obcą dłoń. Ponownie zamrugałem powiekami, a przede mną majaczyła się czyjaś postać.  Spojrzał na mnie swoimi brązowymi tęczówkami i smutno pokiwał głową w kierunku bramek. Jedyne, co mógł w następnej chwili zobaczyć to kolejne łzy spływające po jej ramieniu, oraz moje nieme „nie”.
Dziewczyna poruszyła się, mamrocząc coś niewyraźnie. Domyślałem się, że było to stłumione pożegnanie. Może ona też płakała? Zresztą, nawet jakby, to z pewnością nie z tęsknoty za mną. Nie zasługiwałem na to…
-Żegnaj Asiu.- Z delikatnością ucałowałem jej czubek głowy, kodując w pamięci ten moment jako najpiękniejsza chwila mojego życia.
Przysięgam- będę walczył o nią do końca. 
Napiszę kiedyś piosenkę. Nie będzie zawierała efektów specjalnych, wystarczy, że zapiszę ją od serca. Przecież to się liczy najbardziej, prawda?
Obiecuję- to ja pocałuję ją po raz ostatni. To moją rękę będzie trzymała, odchodząc. To ja sprawię jej uśmiech, dopóki nie zamieni się on w martwy, blady i kamienny wyraz twarzy. To ja zobaczę ostateczny blask w jej oczach-w  tych pięknych karmelowych oczach.  To mój głos usłyszy jako ostatni.

Po prostu będę ją kochał… kochał z taką siłą, jaką ona mnie odrzucała.

________________________________________________________________
Jeśli doceniasz kilkanaście godzin mojej pracy, proszę- skomentuj.
Kochani, nie chcę przedłużać i pisać bzdur, których i tak nikt nie czyta więc napiszę tylko bardzo ważną rzecz.
Nie będzie mnie przez trzy tygodnie od końca roku szkolnego, co oznacza, że następny rozdział przewiduję dopiero w lipcu. Teraz postaram się napisać ile mogę, lecz na pewno nie wyrobię się do 27 czerwca, gdyż weekendy mam zajęte, do tego dojdzie jeszcze pakowanie, składanie papierów itp. Naprawdę bardzo mi przykro, sama z pewnością będę za wami tęsknić i bardzo baaaardzo przepraszam. :c

Jeszcze raz proszę  błagam wręcz o komentarze, które są dla mnie największą motywacją. :)

25 maja 2014

~Rozdział 48~

"-Asia, wrócił do domu o piątej nad ranem, nikogo nie słuchając zatrzasnął się w pokoju, zrzucił wszystko ze swojej półki, po czym wybiegł do Harry’ego! Ponadto regał do dziś stoi pusty, a on zabrania kłaść tam jakiekolwiek rzeczy! I Ty uważasz to za normalne?!" (...)
"-Podwiń rękawy.
-Co? (...)
-Nie wiem jak Ci to wyjaśnić… ale czasem w życiu pewnych osób coś się zmienia, i zaczyna Ci na nich bardziej zależeć, niż myślisz. Zastanów się, dlaczego akurat Ty."
(...)
"Co do tej….- Nerwowo potarł ręce.-…szkoły… to.. m..może nie chciałbyś być gdzieś przeniesiona. (...)
-Ja… myślę, że… jednak powinnaś komuś o tym powiedzieć. Nie zrobiłabyś tego dla mnie, ale… (...)
(...)
Zacisnęłam powieki.
PRZESTAŃ, PROSZĘ PRZESTAŃ!
-Chcę… na pewno my byśmy chcieli, żebyś była szczęśliwa… a przeszłość… (...)
-Wiem, że Ci trudno… po ich stracie.-Szeptał, gdy pod moimi powiekami zbierały się łzy. (...)
Okay… starałam się pominąć wszelkie zaskoczenie związane z jego opiekuńczością wobec mnie, ale do cholery jasnej obok siedział Harry!
Harry- który nic nie wiedział!
Harry- Który nie mógł się dowiedzieć! (...)
-Skończ. (...)
-T-To co się stało z Twoim ojcem i siostrą… powinnaś iść na tą terapią.
Moje oczy zaszkliły się niewyobrażalnie szybko.
Jego litość…ZARAZ, CO?!
Jaka siostra, jaki ojciec?! Przecież Louis tego nie mówił! On tylko mówił o stracie… czy ja dobrze rozumiałam czy…
-POWIEDZIAŁEŚ MU?! POWIEDZIAŁEŚ MU WSZYSTKO?!"
"-Czy… Louis lub Harry coś Ci zrobili? Coś o czym powinienem wiedzieć? -szepnął cicho. 
Upokorzyli mnie"
"-C-Czy Nicole zrobiła coś, o czym powinnam wiedzieć? Dziwnie zareagowaliście na dole, gdy o nią spytałam.
Jego ręka szybko zjechała na dół, a twarz lekko zbladła.
-Nie w…
-Tylko nie mów, że nie masz pojęcia, bo i tak będę wiedziała, że kłamiesz."
"Starałam się nie zatrzymywać wzroku na brunecie, bo jestem pewna, że gdybym dłużej zapatrzyła się na te maksymalnie napięte mięśnie i niechlujnie podwiniętą koszulkę ukazującą kolejne… Whoa! Chyba nie powinnam tak myśleć o chłopaku przyjaciółki, a jednocześnie koledze. (...)
-Spokojnie.-Uśmiechnął się, podając mi dziewczynkę. (...)
-Co? Chcesz wyjść?- Zapytałam zdezorientowana. (...)
-No to So…- Odwróciłam się, a moja twarz momentalnie zbladła.
Dziewczynka zniknęła z pola widzenia. (...)
-Sophie.-Zaczęłam rozpaczliwym tonem.-Proszę powiedz coś. (...)
Odwróciłam się gwałtownie.
Oczekiwałam wszystkiego… wszystkiego, ale na pewno nie jego. Byłam pewna, że moje serce w tej chwili bije wszystkie możliwe rekordy Guinnessa.
(...)
-Zayn. -Szepnęłam."

Po wypowiedzeniu tego wyrazu, zdałam sobie sprawę jak żałośnie to zabrzmiało oraz, że w ogóle coś z siebie wydobyłam… Cóż… moja zdolność mowy nie trwała długo, gdyż chwilę potem stałam, jeszcze nie za bardzo pojmując kogo mam przed sobą.
Mulat nie odzywał się ani słowem. Jego karmelowe oczy skanowały moją twarz. Sophie zaś uczepiła się nogawki chłopaka, w połowie się za nią chowając.
Przełknęłam ślinę, próbując pozbyć się ogromnej guli w gardle- na próżno. Zawiał wiatr, który skutecznie pozostawił na skórze gęsią skórkę.
Przed oczami pojawiły mi się wspomnienia związane z chłopakiem. Było tyle korzystnych sytuacji, aby go przeprosić, ale nie! Ja musiałam wylądować akurat w takiej, kiedy stoję jak kołek, a wyglądam pewnie jeszcze gorzej. Do  tego paręnaście sekund temu zrozpaczona krzyczałam imię Soph, podczas gdy mała była pod jego opieką.

Żadne z nas się nie ruszało. Jedynie Zayn zataczał delikatne kółka na dłoniach dziewczynki, która wlepiała we mnie swoje niebieskie oczy.
Nie wiem dlaczego, ale bałam się. Może sama obecność mulata wywoływała u mnie strach? Jego przerażająca, intrygująca, a zarazem perfekcyjna w każdym calu sylwetka nie ułatwiała zdolności myślenia.
Nie byłam w stanie stwierdzić co czuje teraz brunet. Miał napiętą szczękę, usta ułożone w wąską linię, lekko zapadnięte włosy i…te oczy. Dokładnie te same, które bezwstydnie wpatrywały się we mnie. Do tego jeszcze delikatna poświata księżyca, rozjaśniająca chłopakowi twarz… ohh co za ironia losu- brakuje mu tylko białego rumaka i zbroi.
Przygryzłam wargę i nie wytrzymując dłużej tak intrygującego spojrzenia- spuściłam wzrok. Dopiero po zobaczeniu co mam, a raczej czego nie mam na nogach zdałam sobie sprawę jak jest zimno. Nerwowo złapałam koniuszki palców, aby czymkolwiek zająć sobie ręce.
Byłam bliska… właśnie, tak właściwie to nie wiem czemu byłam bliska. Płaczu, omdlenia, wybuchu? Możliwe, że wszystkiego naraz.
W zasadzie jak teraz patrzę na to z pewnej perspektywy czasu to stwierdzam, że nie zapamiętałam nic. Byłam niemal w transie.
Boże, powiedz to. Powiedz po prostu to jedno pieprzone słowo!
Najgorszy był sam fakt, że to on oczekiwał teraz wszystkiego ode mnie. Doskonale znał moje słabości i jeszcze lepiej je wykorzystywał.
 Ja chyba nadal nie zdawałam sobie sprawy, w jakiej sytuacji się znajduję. Przecież z tym chłopakiem nie zamieniłam nawet słowa od paru miesięcy! Nie mówiąc już choćby o spojrzeniu… dotyku- czymkolwiek!
Przypomniały mi się początki. Początki naszego konfliktu, kiedy spotykałam się z pozostałymi, jednocześnie dowiadując się w jakim stanie był mulat. Mój płacz pod jego drzwiami i jego płacz po drugiej stronie drzwi…
I pomyśleć, że miał być to zwykły spacer z Sophie…
Już miałam iść kiedy czarnowłosy chłopak...no tak to przecież Zayn zastąpił mi drogę.
-Chłopaki Paul nas prosi... co tu się dzieje?”
 Poczułam jego męskie perfumy. Miał na sobie czerwoną bejsbolówkę.
-Jak Ci się tu podoba? -Zapytał.
-Bardzo ładnie tu jest...często tu przychodzicie?
-Czasem, w okresie wakacji częściej. Można się pokąpać jeszcze.
-Tak? -gdzie, bo nie zauważyłam.
-O tam, pokazał na wschód ręką.
Próbowałam coś tam dostrzec ale ciemno już było. Zayn to zauważył i lekko się uśmiechnął.
-Nie widzę-powiedziałam zrezygnowana, patrząc cały czas we wskazane miejsce.
-A widzisz taką delikatną białą poświatę? -Zapytał
-No coś tam widzę..zaraz zaraz to woda!- krzyknęłam.
-Hahah no tak, właśnie o tym mówiłem, to jezioro.
Odwróciłam się w jego stronę. Patrzył na jezioro. Miał śliczne czarne oczy, a w świetle księżyca wyglądały bosko. Potem przeniósł wzrok na mnie. Nie mogłam oderwać od nich oczu. Po prostu się z nich zatapiałam, one mnie hipnotyzowały.”
„-Zayn! -nie mogłam krzyczeć że względu na pozostałą śpiącą czwórkę. - przestraszyłeś mnie!
-Przepraszam  nie chciałem, mogę się dosiąść?”
-Boisz się mnie czy Ci zimno?- Zapytał.
(…)
-Dlaczego miałabym się Ciebie bać? A zimno mi nie jest, przecież to środek lata.
-Ale widziałem ze się trzęsiesz.”

W tej samej chwili drzwi od łazienki się otwierają. Zayn wpada do środka.
-Asiaa!!!!
Leki wypadają mi z ręki a kałuża krwi coraz bardziej się powiększa...”

-Ej,ej nie bądź smutna, już po wszystkim.
-Zayn ja..ja przepraszam- znowu łzy napłynęły do moich oczu.
On ukucnął na przeciwko mnie patrząc mi prosto w oczy.
-Już, ciii.
-Sprawiam Ci same problemy. Ja z wami..nie mogę się spotykać.-wyrzuciłam z siebie przez łzy.
-Nawet tak nie mów- jego czarne, prześliczne oczy wpatrywały się we mnie.
-A teraz mi przysięgnij, że już nigdy tego nie zrobisz. Że już nigdy się nie potniesz, ani nie weźmiesz leków.

-Asia? Co Ty tu robisz.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To wyglądało jak bym go śledziła, a przecież ja po prostu wyszłam do ogrodu.
-Ja..powiedziałam zachrypniętym głosem.

Zawinęłam się szczelnie w ręcznik, który teraz trochę przypominał sukienkę i zaczęłam otwierać drzwi. Wyszłam..Zayn mnie zauważył. Nie dało się ukryć, że był zdziwiony. Teraz tylko się modliłam, żeby ręcznik mi nie spadł.
-Yyyy no ja zapomniałam piżamy-powiedziałam, czując że moja twarz robi się czerwieńsza od buraka.

-Asiu? Co się dzieje? -zapytał przestraszony Zayn.
A jednak zauważył...lub usłyszał.
A ja jak na złość nie byłam w stanie nic z siebie wydobyć. Krztusiłam się łzami.
-Asia? -Wstał z łóżka. Usłyszałam jego ciche kroki.
-Zayn..ja...burza..-zdołałam tylko z siebie wykrztusić.

-Zayn, zostań tu proszę, ja nie zasnę. Burza jest.-powiedziałam.
-Zostanę.
-Yyy no i Louis wtedy wpadł, no i trochę się zdziwił, że ja w samym ręczniku, Zayn bez koszulki- teraz i dla mnie ta historia brzmiała trochę dziwnie.
-Aha..rozumiem- Niall patrzył na mnie jakby próbując odgadnąć czy kłamię, czy może próbował po prostu zrozumieć.


„-Zayn pytam się coś Ciebie. Co się stało, że reszta Cię zostawiła?
-Pojechali do domu, a ja miałem wracać z Niall'em. Reszty nie musisz wiedzieć.
-Reszty? -zapytałam podejrzliwie.
-I tak Ci nie odpowiem, więc nawet nie próbuj pytać.”

„-Zayn?!
Trudno mi określić kogo się spodziewałam. Mulat miał kamienną twarz. Spojrzał mi prosto w oczy. Teraz nic się nie liczyło, tylko te śliczne, brązowe tęczówki. I to uczucie...z jednej strony go nienawidziłam, z drugiej nie mogłam się oprzeć tym hipnotyzującym spojrzeniom.
-Przyjechałem po Ciebie, ale muszę Ci coś wyjaśnić.” 

-Przepraszam.-Szepnęłam tak cicho, że sama nie byłam pewna czy słowo wypłynęło z moich ust.
Och.
Czy ja właśnie powiedziałam to na głos?
W tamtej chwili poczułam dwie odrębne rzeczy. Jednocześnie wielką ulgę, jak i jeszcze większy stres. Nie wiem, czy sytuacja sprzed kilku minut osiągnęła maksymalne napięcie, a jeśli nie- właśnie to nastąpiło.
Nie byłam w stanie mu spojrzeć w oczy. Co ja mówię, nie byłam w stanie nawet spojrzeć małej Soph!
Ręce trzęsły mi się niemiłosiernie.
Oddech uwiązł w gardle, a ja już sama nie wiedziałam, czy śnię czy widzę na jawie.  Jedyne co widziałam to niewyraźne zarysy moich stóp i delikatna mgła, ulatująca z moich ust.
Czułam się słabo. Może to być zabawne, lub nie ale kończyny zdawały się tracić wszelkie czucie. Nie to, że coś sugeruję, ale naprawdę jeszcze parę minut i może być ze mną źle. Spowodowane wewnętrznym szokiem strach oraz osłabienie nasilało się od chwili wypowiedzenia imienia chłopaka.
Nadal roztrzęsiona zaistniałą sytuacją nie podnosiłam głowy do góry.
Chciałam… chciałam płakać. Ze strachu, ze smutku, z bezradności, z satysfakcji, że wreszcie wydobyłam z siebie to jedno słowo… po prostu moje ciało domagało się oddania jakimkolwiek emocjom. To oczekiwanie było stresujące. Snucie w myślach możliwych reakcji mulata … ugh … przytłaczające.
Może on już po prostu sobie poszedł? Może w ogóle nie usłyszał wydobywającego się z moich ust niemal niemego „przepraszam”.
Wolno podniosłam wzrok. Szczerze? Nie wiedziałam czego się spodziewać. Mógł tam stać. Mogło go już nie być. W głębi serca liczyłam… liczyłam na to pierwsze.
Rozcierając nerwowo ręce, zerknęłam naprzeciw mnie.
I
Kurwa… nie było go tam.
PO PROSTU ODSZEDŁ.
Spojrzałam w dół, gdzie Sophie zaskomlała.
Ja… ja nie wiedziała co robić. Poczułam rozczarowanie …wielkie rozczarowanie. Do tego uczucie, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w plecy.
Nogi niemalże się pode mną ugięły. Wiedziałam, że zaraz się rozpłaczę. Emocje buzowały w moim ciele z podwojoną siłą.
TAK PO PROSTU ODSZEDŁ.
Podbiegłam do dziewczynki, klękając przy niej. Wzrok małej przeszywał mnie od środka, jak kilka minut temu przeszywał mnie ON.
-Dlacego płaces?
Och.
-W-Wydawało Ci się kochanie.-Z trudem wzięłam ją na ręce. Przycisnęłam do piersi, aby nie musiała oglądać przed sobą takiego wyrazu twarzy.
Nie zasługiwała na to…
Z trudem wstałam, starając się pohamować płacz. 
Nie teraz, nie przy niej…
Jestem ciekawa min tych wszystkich osób, z którymi za parę minut zobaczę się w salonie…
Ręce mi się trzęsły, ja niestety nie miałam nad tym kontroli. Zaciągnęłam tylko bluzkę w dół, co miało zapewnić mniejszą utratę ciepła.
Chciałam się skierować w stronę domu i właśnie tu zaczynał się problem… Stałam na roztaju dwóch dróg, ale cóż.. po tym co mnie dziś spotkało, to myślę, że znalezienie drogi nie będzie dużym kłopotem.
-Jesteś smutna.-Szepnęła dziewczynka, odchylając główkę i patrząc dużymi pięknymi oczami.
Żebyś wiedziała jak.
-Wydaje Ci się.- Uśmiechnęłam się lekko, starając się, aby wyglądać autentycznie.
Cóż, stoję na tym samym miejscu, w którym znalazłam Sophie i nadal nie wiem gdzie iść…
-Ale się bois, bo widzę, jak się tsięsies.- Wybełkotała.
Wzdrygnęłam się.
Na to już nie umiałam jej zaprzeczyć, nie miałam serca.
Niepewnie postawiłam stopę na jednym z zimnych kamieni. Prawa, czy lewa? Prawa czy lewa? Praw…
-Powinniśmy porozmawiać, nie sądzisz?
Przysięgam, że moje serce dosłownie stanęło. Ten głos poznałabym wszędzie. Ten zapach wody kolońskiej poznałabym wszędzie.
O mało co nie wypuszczam Soph z moich rąk. Oczywiście mała w przeciwieństwie do mnie jest wniebowzięta.
Moja zdolność ruchowa zanika momentalnie.
Mimo, że te słowa były wypowiedziane szeptem, ich echo nieustannie odbija się w głowie.
Jestem zbyt przerażona, by wypowiedzieć cokolwiek. Zdaję się zapomnieć o wszystkim- lodowatym powietrzu, braku płaszcza i butów.
Co odpowiedzieć?! Tak, nie- zresztą wszystko, co bym teraz powiedziała, brzmiałoby beznadziejnie.
Na policzku poczułam słoną ciecz. Starałam się dyskretnie wytrzeć ją palcami, którymi obejmowałam małą. Próbując powstrzymać się od coraz gorszych skutków zagryzłam policzek od środka oraz wargę. Sophie przyciągnęłam bliżej siebie- a wszystko to, aby zyskać na czasie.
Poczułam jak opuszki palców mulata muskają mój bok.
Czy ja właśnie umarłam?
-Chodź.-Znów ten sam szept.
Tak, umarłam.
Z rosnącym lękiem odwróciłam się. Spuściłam nieco głowę, nie chcąc, aby chłopak widział moją bladą i opuchniętą twarz. Nie wiedziałam czego się spodziewać. Można powiedzieć, że wręcz trzęsłam się ze strachu. Nawet Soph skuliła się przy mojej piersi, ale zgaduję, że przyczyną nie było przerażenie, lecz temperatura panująca na dworze.
Gdy powędrowałam wzrokiem do przodu brunet był już parę metrów ode mnie. Szedł wolno, lecz nie odwracał się.
Echem… a co gdybym tu została?
-Zen Cię wołał.- Wymamrotała dziewczynka, ziewając.
Spojrzałam na nią niepewnie, przełykając ślinę.
-Nie bój się, psecies nic Ci nie zrobi.-Dodała.
Uśmiechnęłam się delikatnie, w myślach powtarzając słowa małej.
Ruszyłam, ledwie nie potykając się o własne nogi.
Gdybym mogła, to moje ręce byłyby już dawno ściśnięte.
Zaraz stanę z nim twarzą w twarz.
Zaraz stanę z nim twarzą w twarz.
Zaraz stanę z nim twarzą w twarz.
Z NIM. TWARZĄ W TWARZ.
Na ugiętych nogach podążałam za mulatem. Miałam szczerą nadzieję, że zostanę jedynie doprowadzona do domu, ale moja podświadomość podpowiadała mi nieco inną wersję- czego obawiałam się najbardziej.
Po raz trzeci skręciliśmy. Zayn delikatnie się odwrócił. Uśmiechnął się pod nosem, lecz po chwili ponownie skupił się na dotarciu do miejsca. Oczywiście ja musiałam stanąć, wyglądać niczym pomnik czy skamieniałość.
Gdy zwolnił, podniosłam głowę i przymrużyłam oczy. Musiałam sporo wytężyć wzrok, aby wiedzieć gdzie jestem. Znajdowaliśmy się kilka metrów od niedużego stawu, oświetlanego małymi lampeczkami. Z bliżej nieokreślonego mi miejsca woda wpadała do zbiornika, tworząc cichy plusk.
Muszę przyznać, że od paru dobrych minut się uśmiechnęłam.
Deja vu.
Malik usiadł na jednym z kamieni patrząc przed siebie.
Nie za bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić stanęłam w miejscu, cały czas ściskając Sophie. Moje serce nadal dawało o sobie znać, bijąc dwa razy szybciej niż powinno. Włosy sterczały na wszystkie możliwe strony, od wiatru, który jak na złość wiał coraz bardziej.
Było mi tak bardzo głupio… Nie potrafiłam zdefiniować konkretnie za co- po prostu miałam poczucie winy, ale i wstydu.
Brunet cały czas miał zaciśniętą szczękę. Oczy- choć nieobecne, to jednak po przypatrzeniu się można było zobaczyć cień smutku. Policzki mocno napięte, podobnie jak reszta ciała.  Na widok takiego Zayna naprawdę miałam ochotę go przytulić, ale… nie wiem, nie miałam odwagi? Cała jego postura wydawała się jednocześnie taka… niewinna i potężna.
-J… jesteś na mnie zły?
Czy ja naprawdę to zrobiłam?!
Miodowe tęczówki chłopaka powędrowały z moją stronę.
-A czy Ty się mnie boisz?
O Boże, o Boże!
Tak.
Pokręciłam przecząco głową.
-W takim razie ja nie jestem ta Ciebie zły.
Czy to była aluzja?
Przełknęłam ślinę.
-No chodź. Nic Ci nie zrobię.
To było do Soph. Prawda?
Niepewnie zrobiłam pierwszy krok. Przeczesałam włosy, ponownie zerkając na bruneta. Wzdrygnęłam się, zauważając jego oczy skierowane były w moją stronę. Tak bezkarnie się wpatrujące. Wywiercające od środka.
Podeszłam do kamienia i usiadłam. To było dziwne uczucie- dotykać się ramieniem z kimś, z kim przez parę miesięcy nie zamieniłam ani słowa. Dość… krępujące.
Będące między nami napięcie przerwała Sophie, która wyciągnęła swoją malutką rączkę do mulata. Jej uśmiech stał się nie do wyobrażenia, kiedy ścisnęła pojedynczy palec chłopaka. Niby jeden mały gest, a moja dusza niemal się rozpływała.
-Uśmiechasz się.
Zakrztusiłam się powietrzem.
Zerknęłam na niego. Zauważyłam, że patrzy na mnie z ukosa.
-Ja…- czułam, jak moje policzki nabierają koloru.- Um…
-Nie odpowiadaj. Po prostu nie przestawaj.
Okay?
Poruszyłam się, próbując przybrać wygodną pozę- na próżno.
-Pamiętasz?- Bąknął.
Spokojnie, on tylko się do mnie odezwał…
-Um.. co?
-Jak tu przyszliśmy.
Pamiętał to.
 On to pamiętał!
-Ja..tak.
-Wtedy też się mnie bałaś.-Na jego twarzy pojawił się dziecięcy uśmiech.
Przytaknęłam, dziękując w duchu, że do tej pory nie wytykał mi niczego związanego z kłótnią. A tak swoją drogą, z kącikami uniesionymi w górę tak jak robił to teraz,  wyglądał jak mały chłopiec. Taki sam, jaki stoi w ramce w pokoju chłopaka. Jednym słowem- uroczo.
Nadal skupiona na swoich paznokciach, niezdarnie objęłam Soph, która po raz setny zsunęła się z moich kolan.
-Nadal to robisz?- Szepnął.
Zerknęłam na niego, nie za bardzo wiedząc, o co chodzi.
Mulat był wpatrzony w moje nadgarstki. Jego oczy wyrażały smutek, strach i rozpacz.
Szybkim ruchem zakryłam je, jak tylko umiałam.
-Czyli tamtego dnia już nie pamiętasz.-Westchnął, nadal nie odrywając oczu od miejsc ran.
Pamiętam, oczywiście, że pamiętam.
Nawet nie wiesz jak bardzo. Może nie zdajesz sobie sprawy, ale te rany były zadawane przez …Ciebie, ale nie martw się, tylko czasem. Skoro już się pokłóciliśmy, to komu miałam składać obietnicę?
Teraz będzie inaczej, prawda?
-Niszczysz je. Niszczysz swoje ciało.
I tak już jest zniszczone. I tak nikomu nigdy nie posłuży. I tak… nie potrafię kochać, to dla kogo miałabym o nie dbać?
To pomaga. Zastępuje ból.
Ukazuje kim naprawdę jestem. Ale ja przecież wiem, że byłam i zawsze będę bezsilna.
-Er… Ja.. przepra…
-Nie, nie przepraszaj mnie. Chcę.. chcę tylko, żebyś więcej tego nie robiła.- Pierwszy raz od naszej rozmowy wyciągnął rękę, chwytając delikatnie moją dłoń. Na sam dotyk moje ciało zareagowało gęsią skórką. Automatycznie się spięłam- to doświadczenie, którego nie miałam przez parę miesięcy. Już nie pamiętam, jakie było kiedyś- aż do dzisiaj.
To było… inne.. Nie tak jak Nialla- Ciepłe i czułe, nie tak jak Liama- niesamowicie opiekuńcze, nie tak jak Harrego- zimne i szorstkie, nie tak jak Louisa- W jego przypadku to w ogóle nie dotyk…
To można określić jako delikatne, zimniejsze… Zresztą sama nie wiem. Połączone wszystkie razem.
Alice miała rację. Zayn zmienił się. Bardzo się zmienił. Jego kości policzkowe trochę się zapadały. Oczy... miały dawny blask, owszem, ale czy ukazywał to samo co kiedyś…?
W duszy też się zmienił. Był bardzo tajemniczy i ostrożniejszy. Choć sama nie wiem. Może po prostu to ja dawniej nie zauważałam tych cech.
Ciało dziewczynki delikatnie zadrżało. Trzymający ją za rękę mulat od razu zareagował.
-Zimno Ci?
Mając nadal zamknięte oczy, delikatnie skinęła głową.
Chłopak wstał, zaczynając zdejmować bluzę. Moje kąciki ust podniosły się ku górze.
-Nie będzie na nią trochę za duża?- To były moje pierwsze słowa wypowiedziane z czystą wolą, bez cienia zawahania.

Odwzajemnił uśmiech, ale nie odpowiedział.
Przy końcówce podwinęła mu się również bluzka.
Nabył klika nowych tatuaży. Jednak mój wzrok nie powędrował na nie. Utkwiłam go w czym innym.
„-Niszczysz je. Niszczysz swoje ciało. „
A on?
-A Ty?- Spytałam z zaszklonymi oczami.
Uniósł lekko brwi, marszcząc przy tym nos.
-A ja co?
Wskazałam opuszkiem palca podbrzusze, chcąc je dotknąć, ale chłopak szybko się odsunął.
-Ty możesz je niszczyć?- cofnęłam dłoń.
Brunet skutecznie zakrył wszelkie rany, nie odpowiadając. Zamiast tego okrył Sophie, zakrywając każdy skrawek jej ciała do szyi.
Po chwili znów usiadł. Uznałam, że już nie mam co liczyć na odpowiedź.
-Mogę.- Odparł cicho.
Spojrzałam na niego zaskoczona, nie za bardzo wiedząc co odpowiedzieć. Nie tego się spodziewałam.
Powędrowałam wzrokiem przed siebie, nie zważając na zimne podmuchy wiatru. Zaczęłam bawić się rękawami od bluzy, którymi była przykryta dziewczynka. W oddali świergotał jakiś ptak, jako jedyny rozluźniając panującą atmosferę.
-Zayn… ja chciałam przeprosić nie tylko za to. Za… wszystko.-Szepnęłam po chwili ciszy.
Nie potrafiłam mu spojrzeć w oczy. Wędrowałam wzrokiem po stawie, który oświetlał blask księżyca. Mimo to wiedziałam… wiedziałam, że mi przebaczył. Czułam to. Nie zrobiłby inaczej. Nie mi.
W głębi serca poczułam wielką ulgę.
To wszystko już minęło.
Byłam wolna. Wolna i szczęśliwa. Teraz nie potrzebowałam nic więcej. On też. Po prostu siedzieliśmy; ja- wpatrując się przed siebie, on- w zasypiającą Sophie. 

___________________________________________________________

Hello kochani ♥
Wiem, że nie lubicie długich notek, więc postaram się wszytko streścić ;)

  • Przypominam, że o nowe rozdziały nie pytacie w komentarzach, tylko w zakładce kontakt, która przekieruje was na mojego aska. Tam również możecie składać swoje propozycje lub teorie na temat fabuły opowiadania.
  • Wpadłam na pomysł związany z Twitterem. Wiem, że dużo osób (myślę, że directionerki w szczególności :> ) go posiadają. Dlatego też chciałabym, aby powstał pewien hashtag związany z tym opowiadaniem. Mogłybyście tam pisać... no sama nie wiem- wszystko :D Odczucia po rozdziale, pomysły na dalsze części itp. Piszcie w komentarzach, czy pomysł się podoba, i jakie macie propozycje na nazwę hashtag'u. :)
Jeśli doceniasz kilkanaście godzin mojej pracy, to proszę- pozostaw po sobie komentarz. :)